Świat się zmienia na naszych oczach. Amerykański koszmar? Europejski sen? A może wcale nie? Jak to powinno wpłynąć na nasze portfele inwestycyjne? Spółki z którego regionu świata będą w najbliższej dekadzie najszybciej zyskiwały na wartości? Które rynki są najbardziej atrakcyjne w dłuższej perspektywie? Zastanawiam się nad tym wspólnie z Rafałem Grzeszykiem, dyrektorem inwestycyjnym ds. akcji w UNIQA TFI
Jeszcze do niedawna amerykańska giełda była hegemonem. Ponad połowa globalnej kapitalizacji rynku akcji przypadało na Wall Street. Ceny amerykańskich akcji biły rekordy, spółki notowane na giełdach na całym świecie pod względem wycen zostawały daleko w tyle. Teraz wiara inwestorów w wyjątkowość Ameryki została zachwiana. A inwestorzy rzucili się do kupowania akcji na giełdach poza USA.
- Osiem najważniejszych dylematów inwestycyjnych na najbliższą dekadę [POWERED BY CITIBANK HANDLOWY]
- Agenci AI, czyli rewolucja. Nie tylko w zakupach, ale też w płatnościach. Jak to zmienia przyszłość handlu? [POWERED BY VISA]
- Które spółki z branży oprogramowania nie przegrają z AI? Analitycy zrobili stress-testy. Czy po spadku wartości o 30% są już okazje inwestycyjne? [POWERED BY SAXOBANK]
Wycena amerykańskiego indeksu S&P500 to mniej więcej 21-krotność oczekiwanych zysków przypadających na akcję spółek zaliczanych do indeksu. Podobny wskaźnik dla europejskiego indeksu Stoxx 600 wynosi 15, a dla indeksu Hang Seng na giełdzie w Hong-Kongu, gdzie notowane są spółki azjatyckie – wynosi 11. Zwłaszcza perspektywy gospodarcze Starego Kontynentu jawią się jako jaśniejsze. Niemcy ogłosiły przełomowy pakiet działań pobudzających gospodarkę, Europa zamierza wydać 800 mld euro na zbrojenia.
Jednak Europa też stoi przed wyzwaniami. Największe firmy w Europie „żyją” z eksportu. Cła zaszkodzą dochodom korporacji na całym świecie — być może nawet w większym stopniu firmom europejskim. Pytanie jaką część produkcji Europa będzie w stanie zaoferować na rynku wewnętrznym. Z drugiej strony Europa jest na celowniku Chin, bo to na Stary Kontynent będzie skierowana nadwyżka towarów, których – z powodu ceł – Chińczycy nie będą mogli wysłać do USA.
—————————
ZAPROSZENIE:
Jak w nowej erze deglobalizacji inwestować na rynkach? Jak zarobić na deglobalizacji? To tematy webinaru, który odbędzie się już dziś, 15 maja 2025 r. o godz. 19.00. Opowiem o tym, jak zmienił się mój portfel „czterech ćwiartek”, jakie mam nowe pomysły inwestycyjne, jakich błędów udało mi się uniknąć, a jakich nie i jak wyglądać może przyszłość mojego portfela. Moim gościem specjalnym będzie Paweł Mizerski z UNIQA TFI, który opowie jak inwestować pieniądze w erze deglobalizacji. A potem będziemy odpowiadali na Wasze pytania. Zapisz się tutaj, żeby móc uczestniczyć i dostać nagranie webinaru.
—————————
Przez dziesięciolecia inwestorów przyciągała wyjątkowość Ameryki i jej silny wzrost. Teraz ta wyjątkowość stanęła pod znakiem zapytania. Ale czy to oznacza, że należy porzucić Amerykę i swój portfel inwestycji oprzeć na funduszach lub ETF-ach europejskich lub azjatyckich? Zapraszam do przeczytania rozmowy z Rafałem Grzeszykiem, który zarządza funduszami akcji w UNIQA TFI.
Europejskie akcje: czy wielki zwrot już się zaczął?
Maciej Samcik: Czy lokowanie pieniędzy w Ameryce rządzonej przez Trumpa to dziś niemal inwestycyjne samobójstwo? Polityka celna USA jest jak scenariusz w filmach Tarantino — dużo hałasu, mnóstwo krwi i przypadkowych ofiar… Może przeczekać to wszystko „siedząc” na obligacjach?
Rafał Grzeszyk: Przyjmijmy dłuższą perspektywę. Spójrzmy na ostatnie 100 lat danych: w niemal każdym długim horyzoncie ekspozycja na akcje — niezależnie od tego, czy trafimy z timingiem — dawała dodatnią realną (czyli po uwzględnieniu inflacji) stopę zwrotu. Po drugie, wszystkie statystyki pokazują, że powtarzalne wchodzenie na rynek akcji, gdy wydaje się, że jest „tanio” i wychodzenie z niego, gdy wydaje się, że jest „drogo” – udaje się promilowi inwestorów. Wniosek? Zawsze warto mieć jakąś porcję akcji. Pytanie tylko na którym rynku i ile, a więc jaką część portfela powinny stanowić.
No właśnie, gdzie? Jak w zespole ustawiacie ranking najbardziej perspektywicznych rynków na świecie?
Decydują trzy filary. Po pierwsze, różnice w wycenie. Patrząc na klasyczny wskaźnik C/Z nasz, polski rynek jest o kilkadziesiąt procent tańszy od amerykańskiego indeksu S&P 500. Płaci się tutaj drastycznie mniej za każdą złotówkę zysku spółki. Po drugie, makroekonomia. Prognozy PKB dla Polski na lata 2025-26 krążą między wzrostu o 3,5% a 4% — to daje nam podium w Europie. Równocześnie bezrobocie jest rekordowo niskie, a krajowa konsumpcja nieźle znosi inflacyjny zawał. Nie ma w Europie rynku, który byłby tak nisko wyceniany przy tak wysokim przyszłym wzroście gospodarki
Po trzecie, cła Donalda Trumpa. USA w krótkiej perspektywie uderzają w siebie, Europa dostaje rykoszetem, Azja dostaje mocniejszy cios, a my stoimy jeszcze z boku. Z pierwszych symulacji wynika, że na wojnie handlowej najmniej traci właśnie Polska, bo eksport do USA mamy symboliczny.
Stany Zjednoczone to wciąż ponad 50% kapitalizacji światowych giełd, więc trudno je wykreślić z mapy naszych inwestycji. Jednak jeśli benchmark każe mieć 50% portfela w spółkach z USA, 25% w spółki z Europy Zachodniej i 5% w spółkach z Polski, to ja dałbym Europie i Polsce większy udział, a udział USA obniżamy do wagi neutralnej lub nawet lekko niedoważamy.
Europejski statek budzi się z letargu. A Azja?
Ale przecież Europa traci konkurencyjność, dług publiczny jest wysoki, innowacje kuleją, demografia nie sprzyja. PKB też rośnie wolno albo prawie w ogóle. Skąd pomysł, by przeważać Europę?
Paradoksalnie — Trump nas obudził. Amerykanie tną wydatki i mówią „oszczędzamy”, a Europa, przestraszona Rosją i grzmotami z Waszyngtonu, deklaruje inwestycje infrastrukturalne i obronne. Jasne, że na kredyt. Zadłużenie wzrośnie, ale: po pierwsze, popyt na europejski dług odżył po latach ofensywy kapitału na rynek amerykańskich obligacji. A po drugie europejski „zielony ład” przechodzi lifting, więc ciężar regulacji zaczyna przesuwać się z klimatu w stronę bezpieczeństwa i innowacji.
A po trzecie geopolityka. Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Gdy USA będą rywalizowały z Chinami, Europa może skorzystać. Napływ kapitału do europejskich spółek obronnych, energetycznych i technologicznych już widać po tegorocznych statystykach ETF-ów.
Nie możemy pominąć Azji. O Chinach mówi się, że właśnie przeskakują ekonomiczny Rubikon, a Indie — że to „drugie Chiny” XXI wieku. Warto tam inwestować?
Azja to puzzle: Chiny i Indie to zupełnie inne obrazki. Chiny to fantastyczna infrastruktura, ale fatalna demografia. Prognozy ONZ sugerują, że do 2100 r. populacja może się zmniejszyć o… połowę. Model „buduj i eksportuj” zaciąga ręczny hamulec. Stąd indeks MSCI China jest niżej niż pięć lat temu. Z drugiej strony mamy Indie: najludniejsze państwo planety, demograficzny turbo-silnik.
Indeks MSCI India jest notowany z premią do indeksu chińskiego, bo inwestorzy płacą za szybki wzrost wewnętrznego popytu i młody rynek usług cyfrowych. W dużym skrócie, Azja zostaje w portfelu, ale traktujemy ją selektywnie i z niższą wagą niż kiedyś, bo wojna celna także podbija zmienność tych gospodarek.
Złoto, czyli bezpieczna przystań czy bańka, która właśnie pęka?
Zmienność jest duża. To przypomina mi o złocie. Uncja złota w trzy lata podrożała bardziej niż indeks S&P — pierwszy raz w historii! Pęka bańka czy piszemy nowy rozdział monetarnej rewolucji?
W dyskusji o złocie trzeba rozdzielić dwa wątki: po pierwsze, rola dolara i strach przed dewaluacją „zielonego”. Ale ostudzę emocje: nawet jeśli udział dolara w handlu spadnie, będzie to proces ewolucyjny, nie rewolucyjny. Po drugie, napięcia geopolityczne: Inwestorzy potrzebują aktywa „bez-państwowego”, a złoto idealnie spełnia to kryterium. JP Morgan w swojej ostatniej projekcji widzi 4 000 dolarów za uncję w 2026 r. — i to w scenariuszu bazowym, nie katastroficznym.
Korekty oczywiście się zdarzą, bo złoto też żyje cyklem „fear & greed”, ale fundamentalnie ma mocny wiatr w plecy. 10% portfela w złocie daje spokój ducha na wypadek monetarnych wstrząsów. Czy to spekulacyjna bańka? Raczej trend sejsmiczny, który potrwa, bo niestabilność i zmiany geopolityczne to czynniki, który nie znikną jak kurz.
Zobacz pełną wersję wywiadu na kanale „Subiektywnie o Finansach” w Youtube:
Zobacz najnowszy odcinek Expressu Finansowego:
Zapraszam też do najnowszych artykułów poradnikowych w ramach akcji „Wyciskanie Emerytury”:

Zobacz też nasze rozmowy i poradniki wideo:
————————————
ZAPROSZENIE DO INWESTOWANIA:
Jedną z opcji inwestowania długoterminowego są fundusze inwestycyjne TFI UNIQA – ta firma jest Partnerem cyklu edukacyjnego „Wyciskanie emerytury”. W ofercie TFI UNIQA są fundusze pozwalające łatwo i bezpiecznie (czyli poprzez firmę, która ma siedzibę w Polsce, ma polskojęzyczną obsługę i spełnia wszystkie standardy wyznaczone przez polskich regulatorów) zainwestować pieniądze na całym świecie.
Załóż konto Tanie Oszczędzanie w UNIQA TFI. Niektóre fundusze w ramach tej oferty można kupić z niską opłatą za zarządzanie w wysokości 0,5%, przez internet, w ramach programu „Tanie Oszczędzanie”, jak również w ramach konta IKZE (dodatkowo ulga w podatku PIT) lub konta IKE (dodatkowo brak podatku Belki).
Zerknij też: Na stronie akcji edukacyjnej „Wyciskanie emerytury” znajdziesz ważne wieści dla Twojej przyszłości finansowej. Jak zbudować bezpieczeństwo finansowe? Czy można być rentierem jeszcze przed emeryturą? Jak lokować oszczędności?
Zapoznaj się też z tym: Oszczędzasz na emeryturę w ETF-ach, funduszach, akcjach. Czy wiesz, ile jeszcze krachów przeżyjesz? Ile ja już przeżyłem? Podpowiadam, jak je przeżyć w spokoju
Wniknij też w to: Jak wybrać fundusz inwestycyjny, który nie okaże się wielką pomyłką? Tak to robi sam Samcik
—————————
Cykl edukacyjny „Wyciskanie emerytury”, którego częścią jest niniejsza publikacja, blog „Subiektywnie o Finansach” już czwarty rok prowadzi z UNIQA TFI, pośrednikiem w inwestowaniu pieniędzy na spełnianie marzeń i na emeryturę, oferującym m.in. tanie fundusze inwestycyjne w ramach programu „Tanie Oszczędzanie”.

zdjęcie tytułowe: Dall-E AI, Canva



