Część klientów Cinkciarz.pl otrzymała w ostatnich godzinach propozycje ugód, które – jak twierdziła firma – miały dodatkowo „zabezpieczyć” ich roszczenia z tytułu niezwróconych przez Cinkciarza kwot. Jeśli screenshoty z treści ugód (wrzucane przez ludzi do portali społecznościowych) są prawdziwe, to świadczą o tym, że Cinkciarz rzeczywiście „zgubił” pieniądze klientów, a teraz próbuje odsunąć w czasie spłatę części z nich. Jak klienci Cinkciarza powinni myśleć o rozwiązaniu dylematu, czy warto podpisywać podsuwane przez firmę ugody
Jeden z największych w kraju kantorów internetowych już niemal od dwóch miesięcy nie umie rozliczyć się ze swoimi klientami – zarówno tymi, którzy wpłacili mu pieniądze z intencją korzystnej wymiany na inną walutę, jak i z tymi, którzy korzystali z jego kart wielowalutowych. Nie wiadomo, ile pieniędzy zniknęło, a firma zrzuca winę na banki, Komisję Nadzoru Finansowego oraz na zły świat, który nie pozwala się rozliczyć ze swoich zobowiązań.
- Kiedy powinieneś się zastanowić nad zmianą banku? Osiem sygnałów. Dlaczego Polacy często biorą „ślub z bankiem” na całe życie? [POWERED BY UNICREDIT]
- Od dłuższego czasu usilnie główkujesz, w co by tu zainwestować, żeby nie stracić? Te liczby mówią: „przestań się wreszcie zastanawiać” [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jesteś na początku swojej drogi zawodowej? Oto Twoja checklista na bezpieczną podróż przez życie. Osiem ważnych punktów! [POWERED BY PZU]
W zeszłym tygodniu z siedziby Cinkciarza wyszła zapowiedź ugód z tymi klientami, którzy nie otrzymali pieniędzy. Było to tłumaczone jako chęć udzielenia klientom dodatkowego zabezpieczenia i wypłacenia im odsetek za zwłokę. Jak pisałem w komentarzu dotyczącym tej zapowiedzi – nie do końca było wiadomo jakich pieniędzy i których klientów miałyby dotyczyć te ugody.
Co mówią propozycje ugód od Cinkciarz.pl wrzucane do sieci przez klientów?
Cinkciarz.pl zapewnił w komunikacie, że zostanie dotrzymamy „termin wszystkich spłat wyznaczony przez KNF”. Ten termin (ostatni dzień grudnia tego roku) został jednak przez KNF wyznaczony wyłącznie dla działalności instytucji płatniczej – czyli pieniędzy na kontach wielowalutowych powiązanych z kartami (bo tylko tę część działalności Cinkciarza nadzoruje KNF). Nadal nie było więc jasne, czy firma zamierza się wywiązać ze wszystkich swoich zobowiązań do końca roku.
Patrząc na treść przynajmniej niektórych ugód, które prawdopodobnie właśnie dotarły do klientów Cinkciarz.pl, można mieć co do tego poważne wątpliwości. Z tego, co klienci zaczęli wrzucać do portali społecznościowych wynika, że firma proponuje niektórym z nich… odroczenie spłaty pieniędzy nawet o półtora roku. W zamian za to kusi odsetkami w wysokości ustawowej (11,25%) powiększonymi o 8 pkt procentowych. Oznaczałoby to 19,25% odsetek w skali roku jeśli klient zgodzi się na odroczenie spłaty wierzytelności.

Gdyby to tak rzeczywiście było, to wyglądałoby na to, że ugody (przynajmniej w niektórych przypadkach) nie są jedynie – jak zapowiadała spółka – „dodatkowym zabezpieczeniem” roszczeń klienta i wypłatą odsetek w ramach kupieckiej uczciwości, ale próbą odsunięcia spłat zobowiązań na bardzo długo. W kopiach projektów dwóch ugód, które widziałem, znajduje się kluczowy zapis:
„W czasie trwania Ugody klient zobowiązuje się nie podejmować jakichkolwiek czynności zmierzających do wcześniejszego zwrotu zobowiązania od Spółki i uznaje, że każda czynność podjęta przed tym terminem przed organem publicznym, w tym sądem powszechnym, będzie przedwczesna”
Z treści jednej propozycji ugody, której fragment widziałem (o ile jest prawdziwa, bo nie ma na niej podpisu osoby wystawiającej), wynika też zapis, że „niniejsza Ugoda zaspokaja wszystkie roszczenia (…), zastępuje wszystkie wcześniejsze ustalenia oraz umowy dotyczące przedmiotowego zadłużenia”. Ale jest i zapis na wypadek, gdyby spółce nie udało się dotrzymać warunków ugody – w takim przypadku klient może dochodzić swoich praw przed sądem powszechnym, a spółka „uznaje w całości zadłużenie wobec klienta”.
Cinkciarz wciąż realizuje przelewy zwrotne. Nie wiemy w jakich proporcjach do zadłużenia wobec klientów, ale „coś” w tej mierze ciągle się dzieje (dowód rzeczowy z dziś poniżej). Jeśli propozycje ugód w przypadku wszystkich klientów będą wyglądały tak, jak w przywołanych przykładach, to oznaczałoby, że spółka ma już pewność, iż wszystkich pieniędzy nie jest w stanie teraz oddać. W takiej sytuacji zwykle – jeśli nie chce się ogłaszać niewypłacalności – próbuje się kupić trochę czasu.

Tonący wysoko oprocentowanej brzytwy się chwyta?
Jeśli publikowane w sieci przez klientów dokumenty są prawdziwe, to taka treść ugody świadczyłaby o dwóch rzeczach. Po pierwsze, że Cinkciarz rzeczywiście nie ma części pieniędzy klientów. Co się z nimi stało – to być może sprawdzi prokurator. Po drugie świadczyłoby o tym, że firmie bardzo zależy, by zyskać czas – za wszelką cenę. Proponowane klientom wynagrodzenie za to, by zgodzili się zrolować dług o 12-18 miesięcy – w wysokości prawie 20% rocznie – byłoby kosmicznie wysokie.
Np. dla jednego z klientów, który przechowywał u Cinkciarza ponad 120 000 zł oznaczałoby to wypłatę za rok kwoty o prawie 23 000 zł większej. Jeśli Cinkciarz rzeczywiście takie odsetki proponuje – choćby tylko niektórym klientom – to znaczy, że bardzo mu zależy na ugodzie. I może się tak do końca nie przeliczy, bo z usług tego typu firm często korzystają osoby, które są bardzo podatne na możliwość zaoszczędzenia lub zarobienia jakichś pieniędzy.

Trudno sobie wyobrazić skąd miałoby się wziąć to wynagrodzenie w sytuacji, gdyby spółka chciała zarabiać te pieniądze w dotychczasowym modelu biznesowym. Marże na wymianie walut to pewnie 1% od obrotu (owszem, czasem wysokiego, ale trudno mi wyobrazić sobie, że teraz Cinkciarz przyjmuje dużo pieniędzy klientów do przewalutowania), zaś ewentualne osady na kontach powiązanych z kartami wielowalutowymi można byłoby zainwestować bez ryzyka na 5-6% w skali roku. A nie na 20% rocznie. O ile oczywiście Cinkciarz odzyskałby licencję na tę działalność i ktoś odważyłby się wpłacić tam pieniądze.
Z prowadzenia platformy inwestycyjnej forex – to też jedna z działających usług Cinkciarza – można wycisnąć pieniądze tytułem prowizji od transakcji oraz spreadów, ale czy można liczyć na wzrost tych przychodów o 20% rocznie? I czy skala działalności jest wystarczająca, by taki wzrost pokrył zobowiązania wobec klientów? Jedynym pewnym źródłem wysokich marż mogą być pożyczki walutowe, które wciąż grupa Cinkciarz oferuje. Tu rzeczywiście da się zarobić 20% i więcej z zainwestowanego własnego kapitału, ale pod warunkiem, że pieniądze wrócą od pożyczkobiorców z odsetkami.
Krótko pisząc – jeśli ktoś rzeczywiście otrzymałby taką ugodę z obietnicą zapłaty prawie 20% rocznie odsetek w zamian za „święty spokój” (dla Cinkciarza, bo nie dla klienta) na kolejny rok lub półtora, to radziłbym zapytać autora tej ugody w jaki sposób te pieniądze chciałby zarobić (skoro nie chce ich oddać dzisiaj to znaczy, że chce zrobić z nimi coś, co daje gwarancję zarobku 20% w skali roku bez ryzyka). A w przypadku braku odpowiedzi uznałbym, że jest to obiecywanie gruszek na wierzbie. Trzeba pamiętać, że podpisanie ugody może ograniczyć możliwości dochodzenia roszczeń w inny sposób.
Jeśli dokumenty wrzucane przez klientów do sieci są prawdziwe, to być może – poza zwykłą grą na czas – oczekiwany przez szefów Cinkciarz.pl scenariusz byłby taki, żeby zapłacić te pieniądze, których klienci dzisiaj nie chcą zrolować, a pozostałym dać obietnicę, że kiedyś swoją kasę odzyskają z bardzo wysokimi odsetkami. Gdyby proporcje klientów godzących się na przeczekanie do tych, którzy chcą kasy od razu, były wystarczające z punktu widzenia płynności finansowej Cinkciarza, można byłoby zamknąć na jakiś czas sprawę niespłaconych długów po to, by uciec do przodu.
I zarabiać pieniądze na działających jeszcze częściach biznesu (ewentualnie próbować „odblokować” w sądzie administracyjnym licencję na usługi płatnicze – co jest mało prawdopodobne, ale może jakieś uchybienia formalne w procedurach KNF dałyby cień szansy). Być może taką ucieczką do przodu mogłoby być też zdobycie za granicą licencji bankowej (może być trudno), pozyskanie jakiegoś inwestora, połączenie się z kimś…
Tyle że to klasyczne marzenia firm, które straciły płynność, a ich długi są większe niż możliwości zarabiania pieniędzy – odroczyć płatności długów i czekać na rycerza na białym rumaku. Propozycje ugód z wysokimi odsetkami byłyby wstępem do sytuacji z gatunku „tonący brzytwy się chwyta”.
zdjęcie tytułowe: Pixabay

