Obligacje premiowe wróciły. Niektóre „zapłacą”… ponad 10% w rok. Albo więcej. Oto trzy pytania, które trzeba sobie zadać przed inwestycją

Obligacje premiowe wróciły. Niektóre „zapłacą”… ponad 10% w rok. Albo więcej. Oto trzy pytania, które trzeba sobie zadać przed inwestycją

Po trzech latach przerwy resort finansów ponownie zaoferował Polakom odrobinę emocji w jednej z najnudniejszych form oszczędzania. Część inwestorów, którzy w marcu kupią specjalne obligacje skarbowe, zainkasuje ponad 10% zarobku w rok i to niemal bez ryzyka. Do wygrania są też wyższe nagrody. Obligacje premiowe dają całkiem przyzwoite oprocentowanie, nawet pomijając finansowy bonus. Ale czy warto w nie zainwestować ze względu na nagrody?

Detaliczne obligacje skarbowe mocno zyskały na popularności w ostatnich latach i nawet jeśli ktoś nie lokuje w nich oszczędności, to na pewno o nich słyszał. W ofercie Ministerstwa Finansów jest kilka punktów stałych: obligacje o stałym oprocentowaniu (3-miesięczne, 2-letnie), obligacje z oprocentowaniem opartym o stawkę WIBOR (3-letnie) oraz obligacje indeksowane inflacją (4-, 6-, 10- i 12-letnie).

Zobacz również:

Co miesiąc w ten sposób inwestujemy miliardy złotych, a obligacje z roku na rok zyskują na popularności. W 2019 r. średnia sprzedaż inwestycji oszczędnościowych wyniosła 1,4 mld miesięcznie, w 2020 r. było to o miliard więcej, w 2021 r. dołożyliśmy kolejny miliard z górką, a w styczniu i lutym wkładaliśmy przeciętnie 4,1 mld zł w te obligacje.

Nie wszystkie te środki to nowe pieniądze, ok. 20-25% co miesiąc pochodzi z zamiany obligacji wcześniejszej emisji, czyli „rolowania”. Bo kiedy nadchodzi moment wykupu obligacji przez Skarb Państwa, możemy – zamiast wypłacać gotówkę – dostać równowartość w nowo emitowanych obligacjach. Rząd zachęca do tego: jeśli za nowe obligacje płacimy starymi, oszczędzamy 10 gr za sztukę, co podnosi naszą stopę zwrotu o 0,1 pkt procentowego.

Czytaj też: Znów zmieniają zasady oprocentowania konta oszczędnościowego. Na czym polega problem? WIBOR jest już tak wysoko, że klienci… mogliby na tym zarobić

Nowością w marcowej ofercie są obligacje premiowe. A więc takie, które… pozwalają nie tylko zarobić procent, ale i dostać finansową nagrodę. Dotychczas Ministerstwo Finansów przeprowadziło dwie oferty takich papierów – w 2018 i 2019 r. Potem pomysł zarzuciło, bo obligacje schodziły jak świeże bułeczki i nie trzeba było promować tej formy oszczędzania w nietypowy sposób.

Dlaczego teraz pomysł wrócił? Powody nie mają w sumie większego znaczenia, aczkolwiek niektórzy zauważają zbieżność terminu wprowadzenia tych obligacji na rynek z wybuchem wojny w Ukrainie. Czyżby Ministerstwo Finansów obawiało się, że Polacy zaczną rezygnować z inwestycji w obligacje z powodu niepewności? Ale równie dobrze to mógł być przypadek. Dlatego zamiast spekulować zajmijmy się sprawdzeniem, czy warto kupić obligacje premiowe.

Jakie są parametry obligacji premiowych? Jaka jest szansa na trafienie bonusu?

Zacznijmy od podstawowych wskaźników. Jednoroczne obligacje premiowe (seria POS0323) są oprocentowane 1,5% w skali roku. Już na tym etapie widać, że są korzystną alternatywą dla obligacji 2-letnich, które dają także 1,5% w skali roku, jednak na dłużej „zamrażają” nam oszczędności.

Napisałem „zamrażają” w cudzysłowie, bo w każdej chwili można się z tych inwestycji wycofać. Traci się wtedy część odsetek, więc nie należy robić tego pochopnie, ale wiadomo przecież, że różne są w życiu sytuacje. Na zwrot środków trzeba poczekać pięć dni roboczych. W przypadku obligacji premiowych w przypadku wycofania się przed wykupem tracimy także szansę na wylosowanie bonusu na koniec oszczędzania.

Jeśli chcemy zainwestować w te instrumenty, to trzeba się pospieszyć – sprzedaż trwa tylko do końca marca, a do tego jest limitowana. Łącznie Ministerstwo Finansów dopuszcza emisję obligacji o wartości maksymalnie 3 mld zł, czyli 30 mln sztuk tych papierów. Na szczęście program premiowy jest tak zaprojektowany, by liczba nagród rosła proporcjonalnie do liczby sprzedanych obligacji – dzięki temu nasze prawdopodobieństwo wygranej nie zmniejsza się przez to, że inni też inwestują.

Czytaj więcej: Co zrobić, żeby inflacja wolniej zjadała nam oszczędności? W 2022 r. więcej wyciśniemy z lokaty bankowej. Jaką obrać strategię depozytową na najbliższe miesiące?

A jakie jest to prawdopodobieństwo? Moim zdaniem nie na tyle wysokie, by na nadziejach na premię opierać decyzję inwestycyjną. Jest pięć stopni premii: od 10 zł do 100 000 zł. Każdy kolejny próg jest 10 razy większy niż poprzedni.

Ile takich premii będzie rozlosowanych? Tak jak wspomniałem, liczba premii jest zależna od tego, ile ludzie kupią obligacji. I tak: 100 000 zł trafi do 0,0002% kupujących. To oznacza, że jeśli sprzedałaby się cała oferta (za 3 mld zł), najwyższą premię wylosowaliby posiadacze 60 obligacji.

Bonus w wysokości 10 000 zł wylosuje 0,002% obligacji, czyli w opisanym powyżej przypadku – przyznanych będzie 600 takich bonusów. Dalej jest analogicznie. Największe szanse są na trafienie najniższej nagrody. Dycha trafi do właścicieli 2% obligacji premiowych. A więc jeden na 50 inwestorów poza zwrotem 100 zł – tyle wynosi wartość nominalna jednej obligacji – oraz poza odsetkami (1,2 zł po opodatkowaniu) dostanie jeszcze 10 zł. Oznacza to, że stopa zwrotu rośnie do 11,2% w skali roku.

Czy gra jest warta świeczki? Gdybyśmy mieli wolne 3 mld zł i kupili całą emisję, to po roku dostalibyśmy z powrotem nasz kapitał, plus 45 mln zł odsetek (1,5%), a do tego wszystkie premie – cała pula nagród wynosi 30 mln zł, a więc 1%. Stopa zwrotu rośnie więc do 2,5% Nie jest to szalony wynik, ale wielu innych korzystniejszych form odłożenia pieniędzy na rok – i to bez poważniejszego ryzyka – nie ma.

Jeśli nie kupimy całości emisji, to przychodzi nam liczyć na szczęście. Można posiłkować się rachunkiem prawdopodobieństwa, ale wyliczenie optymalnej strategii zależy od wielu zmiennych. Czy ewentualny urobek z takiego statystyczno-matematycznego ćwiczenia jest warty wysiłku? Cóż, jeśli i tak planowałeś inwestować w obligacje, to związany z tą ofertą los na loterię może być dodatkowym argumentem. Ale jest to jakby inwestowanie 100 zł, żeby mieć 1:50 szans na wygranie 10 zł oraz znacznie mniejsze szanse na wygraną np. 100 000 zł.

Dla kogo obligacje premiowe? Czy warto je kupić?

Zastanawiasz się, czy kupić obligacje premiowe? Oto trzy pytania, na które powinieneś sobie odpowiedzieć, zanim podejmiesz decyzję.

1. Zaczynasz przygodę z inwestowaniem? Obligacje oszczędnościowe to dobry produkt na start. Niskie ryzyko, przyzwoite stopy zwrotu, gwarancja, że nie stracimy kapitału. Jeśli zastanawiałeś się, kiedy kupić pierwsze papiery, to to może być moment dla Ciebie. Dostaniesz 1,5% i weźmiesz udział w loterii, masz 2% szans na podniesienie oprocentowania do 11,2%. I drobną szansę na jeszcze większe nagrody.

2. Masz już portfel obligacji? Odłóżmy na chwilę premię i spójrzmy na podstawowe parametry obligacji premiowych. Wypełniają one lukę w zakresie zapadalności, jeśli chodzi o różne rodzaje oferowanych przez rząd obligacji – między 3-miesięcznymi papierami a 2-letnimi jest spory dystans. Jednoroczne papiery tę dziurę – także w portfelu obligacyjnego inwestora – mogą zapełnić.

Mają też relatywnie korzystne oprocentowanie. „Klasycznie” rentowność powinna być tym wyższa, im dłużej trzeba czekać na wykup. Tutaj obligacje premiowe mają potencjalnie wyższą stopę zwrotu niż 2-latki z podstawowej oferty. Z drugiej strony, dla osób, które są skłonne zainwestować na dłużej, lepszym pomysłem mogą być obligacje 10-letnie, których oprocentowanie uzależnione jest od inflacji (plus marża).

Przy tak wysokim poziomie inflacji, jaki mamy dziś, wyemitowane w 2020 r. obligacje 10-letnie oferują 10% odsetek. Bez losowania. Dla każdego posiadacza. O tym, które obligacje najlepiej kupić na krótko, a które na długo, czytaj w tym poradniku.

3. Wahasz się między obligacjami a lokatami bankowymi? Z danych NBP wynika, że średnie oprocentowanie nowych lokat o długości od 6 miesięcy do 1 roku w styczniu wyniosło 1,7%. To nieco więcej niż oferują obligacje premiowe. Banki jednak rzadko oferują coś z dobroci serca i do skorzystania z wyżej oprocentowanych depozytów dokładają warunki – jak np. konieczność zapisania się na inne produkty, zgody marketingowe itp.

Szczegóły oferty opisane są w liście emisyjnym.

 

Źródło zdjęcia: Pixabay

Subscribe
Powiadom o
12 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Waldek
6 miesięcy temu

Na koncie oszczędnościowym mam więcej niż te 1,5% z obligacji, bo 2,19% obecnie. Ale kupię trochę „dla zabawy” może wpadnie wygrana może nie. 🙂

k3mal
6 miesięcy temu
Reply to  Waldek

Ja w nest banku aktualnie po ostatniej podwyżce stóp mam 4,30% na koncie oszczędnościowym do 50 tyś (jestem w tym banku od samego początku więc dostaję najlepsze warunki oprocentowania konta oszczędnościowego).

Oferowanie 1,5% na obligacjach przy 10% inflacji + podatek belki uważam za bezczelność i zwykłe okradanie obywateli. No ale z drugiej strony jak dzbany same przynoszą pieniądze…

Prz
4 miesięcy temu
Reply to  k3mal

W tej chwili w tej Nest banku to już 5,90% 😉 Oby WIBOR trzymał się jak najdłużej.

Lisek
6 miesięcy temu

Dalej mam przedwojenne obligacje mojej babci. Tyle to warte.

Admin
6 miesięcy temu
Reply to  Lisek

No, jeśli wejdzie tu Putin to rzeczywiście może być zamiana na rublowe papiery 😉

athsrhydtyju
6 miesięcy temu

Nie warto. Trzeba patrzeć na koszt w postaci utraconych korzyści. Banki dają teraz 3-3,5% na lokatach terminowych (w ramach promocji). Ponadto wybierając 3, 4, 10-cio letnie obligacje zarabiamy więcej, gdy po pierwszym okresie oprocentowanie wzrasta o WIBOR lub stopę inflacji.

Decydując się na obligacje premiowe „płacimy” za los na loterii tymi utraconymi korzyściami, a szansa na wygraną niewielka.

Admin
6 miesięcy temu
Reply to  athsrhydtyju

A to cenne uzupełnienie – rzeczywiście, blokada pieniędzy na rok powoduje utracone korzyści w stosunku do założenia depozytu 9-miesięcznego w porządnym banku za np. trzy miesiące

Piotr
6 miesięcy temu

Dla mnie 1,5 % i do tego jeszcze podatek to jak splunięcie w twarz. Już wolę nic nie mieć niż dać się na to nabrać. W poprzedniej edycji takich obligacji kupiłem je za kilka tys zł (licząc na wygranie 10 zł, o większych sumach nawet nie marzyłem) i do dziś doskonale pamiętam to uczucie jak OCZYWIŚCIE nie wylosowałem nic. Od tamtej pory – NIGDY WIECEJ, zwłaszcza przy takim oprocentowaniu.

Admin
6 miesięcy temu
Reply to  Piotr

Kto nie ma szczęścia w grach, ma szczęście w miłości – podobno 😉

Waldek
6 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

No za kilka tys PLN tej miłości można trochę kupić 😉

Onok
6 miesięcy temu

Wcale nie 10-letnie są najelepsze, tylko czterolenie. Dają tylko 0,25 punktu procentowego niższą marżę, a umożliwiają tańsze wyjście z inwestycji (70 gr. zamiast 2 zł za obligacje), co w niepewnych czasach jest cenne. 10-latki najlepiej kupić jak się zakończy okres podwyżek stóp procentowych. Bo za nim idzie wysokość marży. I wówczas taką wysoką marżę zablokować sobie na 10 lat. Nie ma sensu blokować sobie tak niskiej marży na w 10-latkach teraz.

Pan Zdzich
6 miesięcy temu

Kupiłem jedną sztukę. Jak wygram 100k to się pochwalę :). Oferty kont oszczędnościowych niektórych banków to ok 2,5 – 3% z gwarancjami BFG. Do tego są konta oprocentowane o WIBOR, a ten (3M) przebił już 4%.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!