21 listopada 2023

Zbawca czy wariat? Javier Milei wygrał wybory w Argentynie i mówi: nie potrzebujemy własnej waluty, ani banku centralnego. A może to ma sens?

Zbawca czy wariat? Javier Milei wygrał wybory w Argentynie i mówi: nie potrzebujemy własnej waluty, ani banku centralnego. A może to ma sens?

Cały świat patrzy na Argentynę i zadaje sobie pytanie, czy Javier Milei, ekscentryczny ultraliberał z odważnymi pomysłami na gospodarkę, uratuje czy ostatecznie pogrzebie upadający kraj. Jeśli zrobi to, co obiecuje, Argentyńczycy przeżyją drastyczne cięcia wydatków budżetowych, wielką prywatyzację, likwidację własnej waluty i zniesienie płacy minimalnej. Na czym ma polegać dolaryzacja, którą Javier Milei uważa za jedyny sposób podźwignięcia Argentyny z permanentnego bankructwa? I czy może się udać?

Wybranie do władzy Javiera Milei przez Argentyńczyków może być nie tylko wielkim przełomem w kraju zamieszkiwanym przez 46 mln obywateli i od niepamiętnych czasów rządzonym przez populistyczną lewicę. To może być też jeden z największych eksperymentów ekonomicznych w nowoczesnej historii świata. Jeśli się uda, to trafi do panteonu najwybitniejszych przywódców. Jeśli nie – pchnie gospodarkę Argentyny w przepaść.

Zobacz również:

Milei to nie tylko lubiący szokować wszystkich showman, który zgłosił w kampanii wyborczej pomysły, by zabronić aborcji, zwiększać obywatelom dostęp do broni, zliberalizować handel ludzkimi organami, sprzedać prawie cały państwowy majątek czy zmniejszyć rząd do tylko kilku ministerstw (spraw zagranicznych, wojny, policji, finansów i gospodarki przestrzennej, bo po co komu ministerstwo kultury czy edukacji albo zdrowia?). To gość, który zamierza zastosować najdrastyczniejszą kurację leczenia gospodarki, jaką można sobie wyobrazić.

Javier Milei i jego mission impossible

Wyzwanie jest rzeczywiście spore, bo gospodarka o wartości 650 mld dolarów (tyle mniej więcej wynosi PKB kraju, dla porównania PKB Polski zbliża się do biliona dolarów) jest zadłużona na 400 mld dolarów (wyłącznie w walucie obcej i głównie na wysoki procent). Inflacja wynosi 150% w skali roku, lokalna waluta jest zniszczona. Tylko w ciągu ostatnich pięciu lat kurs dolara z 20 peso poszedł w górę do 350 peso, a na czarnym rynku do poziomów jeszcze wyższych (700-800 pesos za dolara).

Notowania argentyńskiego peso - ile peso za jednego dolara
Notowania argentyńskiego peso – ile peso za jednego dolara

Połowa mieszkańców Buenos Aires mieszka w wynajmowanych mieszkaniach, bo w kraju nie istnieje kredyt hipoteczny, a ceny nieruchomości są wyrażone w dolarach. 40% ludzi ma tak niskie dochody liczone w peso, że żyje poniżej minimum socjalnego. Dwie trzecie dzieci jest niedożywionych. Regularna spirala inflacyjna sprawiła, że kto miał jakieś oszczędności, zamienił je na dolary (w domach ludzie mają pochowanych 100-200 mld dolarów, według różnych szacunków).

Argentyna - ceny nieruchomości
Argentyna – ceny nieruchomości

Argentyna była 100 lat temu trzecim najbogatszym krajem świata. Jej gospodarka opiera się na przemyśle, który jest w posiadaniu kapitału zagranicznego. Do tego wielkotowarowe rolnictwo, znane przede wszystkim z produkcji wysokiej jakości wołowiny, zboża i wina. Argentyna jest izolowana od niebezpieczeństw zewnętrznych, ma dogodne położenie geograficzne, nie ma agresywnych sąsiadów, nie dotknęła jej żadna z wojen światowych.

Ale wybrała sobie do rządzenia kiepskich polityków. Po II Wojnie Światowej rządy przejął Juan Peron, ulubieniec robotników. Chciał zbudować gospodarkę z ludzką twarzą. Wspieranie firm państwowymi pieniędzmi, pompowanie publicznej kasy w „wielkie budowy socjalizmu”, rosnące transfery socjalne. Znacie to? Państwowe firmy przestały być efektywne, pojawiła się inflacja, wysokie deficyty budżetowe, trudności ze spłatą długów zagranicznych, załamanie gospodarki. Więcej o drodze od wielkości do upadku Argentyny pisał Maciek Danielewicz, gdy Argentyńczycy zdobywali mistrzostwo świata w piłce kopanej. 

Argentynie mało kto chce pożyczać pieniądze, bo dziewięciokrotnie w ostatnich kilkudziesięciu latach nie oddawała długów. Ostatni raz w 2020 r. nie spłaciła obligacji wartych 65 mld dolarów (wierzyciele zredukowali dług o połowę). Jeśli już ktoś udziela Argentynie pożyczek, to albo na paskarskich warunkach, albo jest to Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który w ostatnich pięciu latach zasilił Argentynę kwotą 94 mld dolarów tanich pożyczek. Z tego do spłacenia zostało prawie 46 mld dolarów. Mają tam poczucie humoru, bo postanowili np. wyemitować banknot z wizerunkiem Leo Messiego.

Leo Messi może mieć swój banknot
Leo Messi może mieć swój banknot

Gdybyście chcieli wszakże wejść do tego kasyna i posiąść obligacje wyemitowane przez Argentynę, to oczywiście jest możliwość ich kupienia na rynku wtórnym. Obligacje (m.in. te emitowane przez rządy) można kupować m.in. na platformie Saxo Banku, Przewodnik o tym, jak się za to zabrać, znajdziecie tutaj. A poniżej tabelka z bieżącymi rentownościami obligacji wyemitowanych przez rząd Argentyny.

Kupuje się je po cenach od 4% do 33% ich wartości nominalnej (czyli w cenie „złomu”), oprocentowanie roczne wynosi od 0% do 6,85% w skali roku, rentowność zaś w skali roku – de facto „wynik” ceny i kuponu oraz czasu do wykupu (z ostatniej kolumny) wynosi od 13,9% do 24,1%. Oczywiście przy założeniu, że akurat nasze obligacje rząd Argentyny wykupi w całości, a nie np. w połowie, bo na więcej akurat nie będzie miał pieniędzy.

Javier Milei chce, żeby obligacje Argentyny były niżej oprocentowane
Javier Milei chce, żeby obligacje Argentyny były niżej oprocentowane

Ponieważ zadłużenie jest w dolarach, to inflacja peso powoduje, że spadają dochody podatkowe wyrażone w twardej walucie, dolarowe odsetki od obligacji stanowią zaś coraz większą część budżetu. I w końcu stają się nie do udźwignięcia, a kraj odmawia płacenia odsetek. W Argentynie to się powtarza już po raz któryś z rzędu.

A poniżej na wykresie są pokazane zmiany rentowności argentyńskich obligacji w czasie – czyli kiedy inwestorzy płacili za nie trochę więcej, a kiedy mniej (w zależności od terminu wykupu). Jak widzicie, nigdy nikt nie zapłaciłby na rynku wtórnym za te obligacje więcej niż 40% ich wartości nominalnej.

Notowania obligacji Argentyny na rynku wtórnym
Notowania obligacji Argentyny na rynku wtórnym

Prosta recepta na wyjście z zaklętego kręgu: dolaryzacja

Milei pomysł ma na pozór prosty i logiczny: skoro krajowa waluta jest zniszczona, to trzeba ją zastąpić czymś stabilnym – dolarem. Milei chce zlikwidować bank centralny i uczynić dolara pieniądzem krajowym. Ponieważ jego wartość nie zależy od kondycji argentyńskiej gospodarki, to nie będzie spadała. Stabilna wartość pieniądza zmniejszy oczekiwania inflacyjne obywateli i ograniczy inflację.

Jeśli inflacja spadnie, to będzie łatwiej zrównoważyć budżet państwa. Milei chce drastycznie ściąć wydatki państwowe, żeby można było obniżyć podatki, a większą część przychodów podatkowych przeznaczyć na spłatę wierzycieli. Jeśli Argentyna zacznie spłacać długi, to odzyska „zdolność kredytową” i będzie mogła pożyczać pieniądze na niższy procent. Niski koszt obsługi zadłużenia plus niska inflacja plus „tanie państwo” – to ma być recepta na uratowanie Argentyny przed ostatecznym upadkiem.

Na pierwszy rzut oka ma to sens, prawda? Kłopot w tym, że Argentyna nie jest w stanie zrobić tego w bezpieczny sposób. A tym sposobem byłoby zostawienie peso, ale związanie jego wartości na sztywno z amerykańskim dolarem. A więc ustalenie, że peso będzie wymieniane na dolara po stałym, gwarantowanym przez bank centralny kursie. Wówczas peso przestałoby tracić realną wartość, a ludzie przestaliby się go pozbywać.

Sęk w tym, że aby to zrobić trzeba mieć duże rezerwy walutowe. Jeśli bank centralny nie będzie w stanie bronić „obiecanego” poziomu kursu, sprzedając dolary za każdym razem, gdyby wartość peso zaczęła spadać, nie osiągnie efektu stabilizacji sytuacji. A Argentyna rezerw walutowych praktycznie nie posiada. Na poniższym wykresie po prawej inflacja, a po lewej rezerwy walutowe Argentyny netto (czyli po odjęciu zadłużenia).

Dwa problemy Javiera Milei - inflacja i brak rezerw walutowych
Dwa problemy Javiera Milei – inflacja i brak rezerw walutowych

Stąd właśnie pomysł Milei, żeby po prostu zlikwidować własną walutę i przyjąć dolara jako nową walutę państwową. To pomysł, który poniekąd znamy z naszego podwórka. Przecież w Polsce też jest dyskusja o tym, czy przypadkiem nie powinniśmy przyjąć euro. Wtedy mielibyśmy dostęp do tańszego długu, a kredyty byłyby niżej oprocentowane. Ale nawet gdybyśmy się na to zdecydowali, to nie nastąpiłoby to z dnia na dzień.

Przyjmując obcą walutę, musisz robić to stopniowo i być wspieranym przez emitenta tej waluty. W okresie przejściowym kurs wymiany musi być stabilny (czyli „pilnowany” przez banki centralne), żeby pieniądze będące w obrocie stopniowo się konwertowały na nowe. Musisz mieć dostęp do nowej waluty, żeby nie wywołać inflacji – nowego pieniądza musi być tyle, żeby obsłużyć potrzeby kupujących i sprzedających towary.

Milei chce niższego oprocentowania obligacji. Ale czy dolaryzacja jest dobrym sposobem?

Milei nie wejdzie do amerykańskiej „strefy euro”. Amerykański bank centralny nie będzie się troszczył o stabilny kurs wymiany peso w okresie przejściowym, nie będzie musiał dostarczać odpowiedniej ilości waluty. Nie wiadomo nawet, skąd Argentyna ma wziąć dolary, żeby wymienić na nie posiadane przez obywateli peso. Kraj nie ma rezerw walutowych, wszystkie dolary musiałby pozyskiwać z eksportu albo kupować, pompując kurs obcej waluty i niszcząc wartość własnej jeszcze przed jej wymianą.

Takie numery próbują czasem robić małe kraje, w których rynek wewnętrzny jest na tyle niewielki, że taka „spontaniczna dolaryzacja” nie powoduje załamania. W Wenezueli ostatnio planowali np. przejście na złoto jako „walutę” rozliczeniową. A w Salwadorze – bitcoina. Ale w ogromnym kraju, jakim jest Argentyna, próba przejścia na dolara bez posiadania odpowiedniej ilości tej waluty może się skończyć katastrofą, czyli hiperinflacją.

No, chyba że udałoby się przeprowadzić wymianę jednego dnia. Ale to niemożliwe. Milei mówi, że dolary są przecież w posiadaniu argentyńskich ciułaczy, którzy – jak tylko dowiedzą się o tym, że ich pieniądze są nie tylko sposobem na przechowanie wartości, ale prawnym środkiem płatniczym – zaczną robić zakupy za dolary i „naoliwią” obrót. Jest to dość naiwne, w pierwszym etapie operacji państwo musiałoby zapewnić stabilny kurs wymiany, a Argentyna nie ma takich możliwości.

Jest i drugi problem: nie ma żadnej pewności, że wprowadzenie dolara zamiast peso (nawet jeśli przyjmiemy, że da się to przeprowadzić bez powodowania hiperinflacji) przełoży się na niższe koszty obsługi zadłużenia i zmniejszy oprocentowanie obligacji argentyńskich.

W Unii Europejskiej to rzeczywiście tak działa – w pewnym sensie wiarygodność Włoch jest „żyrowana” przez Europejski Bank Centralny, czyli emitenta wspólnej waluty. Włochy mogą sprzedawać euroobligacje na dużo niższy procent niż cena, po której sprzedawałyby obligacje w lirach. Wspólna waluta oznacza połączenie i uśrednienie wiarygodności wszystkich państw z danego obszaru walutowego, co rzeczywiście powoduje potanienie długu.

Ale w Argentynie to tak nie zadziała. Nie ma żadnego powodu, żeby obligacje kraju, który nie był do tej pory najlepszym płatnikiem, nagle stały się „lepszym towarem” tylko dlatego, że w tym kraju płaci się tym samym dolarem. Ameryka nie będzie „żyrowała” wiarygodności Argentyny tak, jak Niemcy „żyrują” wiarygodność Włoch. Dużo mniejszy od Argentyny Ekwador przeprowadził jakiś czas temu stopniowe przejście na dolara jako walutę rozliczeniową, ale nie wpłynęło to ani trochę na obniżenie kosztu obsługi zadłużenia.

„Nie mamy nic do stracenia”. Czy Argentyna zafunduje sobie kolejny szok czy uzdrowienie?

Plan Milei jest więc potwornie ryzykowny i być może nie zostanie w ogóle wprowadzony, pozostając nieziszczalną mrzonką. Zamiast zwalczenia inflacji mogłaby się pojawić hiperinflacja, a obniżenie stóp procentowych do poziomu „dolarowego” nie musi zadziałać obniżająco na rentowność obligacji.

Być może do Argentyny trzeba by wysłać raczej kogoś pokroju Leszka Balcerowicza. Zwalczyć inflację poprzez „zabranie” ludziom pieniędzy (zmniejszenie nadmiaru pieniądza na rynku), obniżyć podatki i wprowadzić jak najlepsze warunki dla działania wolnego rynku, poprawić efektywność firm i zwiększyć podaż towarów oraz usług – a potem utrzymywać zrównoważony budżet państwa i pracować na odrobienie wiarygodności, żeby móc pożyczać najpierw na niższy procent, a później we własnej walucie. I modlić się, żeby w czasie tego wszystkiego dolar nie wystrzelił w górę.

Milei nie ma większość w parlamencie, ale w Argentynie uprawnienia prezydenta są większe niż np. w Polsce, więc część swoich planów będzie mógł przeprowadzić. Reformy Milei będą miały głębokie implikacje nie tylko dla trzeciej co do wielkości gospodarki Ameryki Łacińskiej, ale także dla całego kontynentu i świata. W epoce rosnących wpływów Chin w Ameryce Łacińskiej Milei może stać się najgłośniejszym antagonistą kraju, który kiedyś nazwał „zabójcą”. Tak ogólnie to facet mówi dużo więcej, niż powinien.

„Nie mamy nic do stracenia” – mówią Argentyńczycy. I mają trochę racji. Pytanie tylko czy nie wybrali zbyt bolesnej terapii. Szoki są czasem konieczne, ale jednoczesne wycięcie większości wydatków społecznych, masowa wyprzedaż państwowego majątku i wymiana waluty na dolara to może być za wiele. Na argentyńskiej giełdzie kursy największych spółek poszły w górę od 10% do 35% w ciągu tylko jednego dnia. Trudno powiedzieć czy to oznacza, że inwestorzy stawiają na wzrost inflacji czy też na sukces operacji Javiera Milei.

————

MACIEJ SAMCIK POLECA:

>>> Prosto i tanio inwestuję oszczędności na emeryturę w funduszach TFI UNIQA. W ramach programu „Tanie oszczędzanie” można kupić fundusze inwestujące na całym świecie bez opłat dystrybucyjnych. Opłata za zarządzanie wynosi – dla niektórych funduszy w ramach „Taniego oszczędzania” – 0,5% w skali roku. Żeby założyć konto „Tanie oszczędzanie” i zacząć inwestować pieniądze przez internet, kliknij ten link i wpisz kod promocyjny „MSAMCIK2023”.

>>> Waluty obce kupuję po dobrych kursach na CINKCIARZ.PL, a potem płacę kartą za zakupy w zagranicznych sklepach. Na Cinkciarz.pl można kupić dolary i euro – i kilkadziesiąt innych walut – po dobrych kursach, w ofercie są też karty walutowe. Dostępna jest fizyczna i wirtualna wielowalutowa karta płatnicza z możliwością legalnego udostępnienia jej na określony czas innej osobie. Zarejestruj się tutaj i przetestuj portfel walutowy Cinkciarz.pl.

>>> Portfel globalnych inwestycji buduję razem z XTB, by mieć wszystko w jednym miejscu. Podobnie jak wielu innych inwestorów – używam i polecam aplikację do inwestowania XTB, gdzie nie płacisz prowizji za inwestowanie w ETF-y z całego świata (aż do wartości 100 000 euro), a masz możliwość budowania portfela z różnych aktywów

>>> Pieniądze bezpiecznie przechowuję za granicą w SAXO BANK. Część swoich oszczędności mam w duńskim Saxo Banku. To bank inwestycyjny z siedzibą w Kopenhadze. Saxo Bank oferuje porządne oprocentowanie pieniędzy. Konto jest bezpłatne dla większości klientów (trzeba dokonać jedną transakcję w roku lub mieć wartość rachunku powyżej 10 000 euro).

>>> Fundusze z całego świata bez prowizji mam na platformie F-TRUST. Wygodnie – przez internet – oraz bez żadnych opłat (pomijając oczywiście opłaty za zarządzanie pobierane przez fundusze) mogę lokować pieniądze w funduszach inwestycyjnych z całego świata. Skorzystaj z platformy F-Trust rekomendowanej przez „Subiektywnie o Finansach”. Inwestowanie bez opłat dystrybucyjnych na F-Trust jest możliwe po wpisaniu kodu promocyjnego „ULTSMA”. 

WAŻNY DISCLAIMER: Pamiętaj, to nie są porady inwestycyjne, ani tym bardziej rekomendacje. Jestem tylko blogerem i dziennikarzem, nie mam licencji doradcy inwestycyjnego i nie mogę wydawać rekomendacji. Dzielę się po prostu swoim doświadczeniem i tylko tak to traktujcie. Twoje pieniądze to Twoje decyzje, a ja – o czym się już wielokrotnie przekonałem – nie jestem nieomylny, mimo ponad 20-letniego doświadczenia w inwestowaniu własnych pieniędzy. Weź to proszę pod uwagę, czytając ten i inne teksty o inwestowaniu.

————

RANKING LOKAT – GDZIE DOSTANIESZ NAJLEPSZY PROCENT? 

Obawiasz się inflacji? Zastanawiasz się, co zrobić z pieniędzmi? Sprawdź „Okazjomat Samcikowy” – to aktualizowane na bieżąco rankingi lokat, kont oszczędnościowych, a także kont osobistych, rachunków firmowych i kart kredytowych. Wszystkie tabele znajdziesz w zakładce „Rankingi” na stronie głównej www.subiektywnieofinansach.pl. Zacznij zarabiać w bankach!:

>>> Tutaj ranking najwyżej oprocentowanych depozytów

>>> Tutaj ranking najlepszych kont oszczędnościowych

>>> Tutaj ranking najlepszych kart kredytowych dla konsumentów

>>> Tutaj ranking najlepszych bankowych kont osobistych

>>> Tutaj ranking najlepszych kont dla małej firmy

————

zdjęcie tytułowe: Unsplash/Pixabay

Subscribe
Powiadom o
14 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
mmm777
2 lat temu

„Być może do Argentyny trzeba by wysłać raczej kogoś pokroju Leszka Balcerowicza.”
A zastanowił się Pan, dlaczego fabryką świata zostały Chiny, mimo że do tej roli znacznie bardziej nadawała się wschodnia Europa? Czyżby komuś to przeszkadzało?

Bart
2 lat temu
Reply to  Maciej Samcik

agent mimo woli!

Ppp
2 lat temu
Reply to  Bart

Popieram mmm777 i Barta. „B” sam nie zarobił, innym zabrał, sprzątanie po nim trwało minimum dziesięć lat.
Pozdrawiam.

mmm777
2 lat temu
Reply to  Maciej Samcik

Interesujący sposób myślenia 🙂
P.S.
Specjalnie nie dziwię się tamtejszym – głosowali na normalnych i dostawali w wyniku ten sam syf… Więc czemu nie zagłosować na wariata?

Maciej
2 lat temu
Reply to  mmm777

Mam rozumieć, że jakimś są jacyś Oni, którzy przekierowali fabrykę świata z Europy wschodniej do Chin? Mocni są!

E.G
2 lat temu

Dolaryzacja to przepis na wojnę domową zdesperowanych głodujących.

Stef
2 lat temu

Czy stwierdzenie ze nikt im nie chce pożyczać jest słuszne? Jakoś nie wygląda żeby mieli problem ze sprzedażą wyemitowanych obligacji?

Poprostu pożycza się im na wysoki procent, ryzykując że nie oddadzą 1/3 albo 1/2.

0xmarcin
2 lat temu

Czy nie przypominam wam to historii Polski: Narzucony z zewnątrz socjalizm (biedniejsza część społeczeństwa przyjęła go jednak z otwartością) Jest fajnie przez 10 czy 15 lat (choć Stali nanosi ręcznie poprawki do polskiej konstytucji i ustala na sztywno niekorzystny kurs wymiany złotego na rubla transferowego). Pojawiają się pierwsze oznaki niewydajnej gospodarki i centralnego planowania Lata 80 i kryzys, przysłowiowe puste półki, pieniądze ma każdy ale co z tego jak towaru nie ma nikt! 89 i wielkie łubudu Balcerowicz – maniak prywatyzacji, realnie dodatnie stopy procentowe Bezrobocie 20% i niski wzrost PKB Gdyby nie dołączenie do EU to istniała spora szansa że… Czytaj więcej »

Michał
2 lat temu

Ustawa Wilczka a nie BAlcerowicz dzwignęła Polskę. Więc i tam trzeba USTAWY WILCZKA mocium panie.

Paweł
2 lat temu

„z 20 dolarów poszedł w górę do 350 dolarów” 🙂 chyba zacznę inwestować w peso.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu