Pogrzeb bliskiej osoby to zwykle nie tylko bardzo przykre wydarzenie – i trudne emocjonalnie – ale i niemały wydatek. Pochówek organizujemy zwykle będąc w rozedrganiu, nie myśląc racjonalnie. A firmy pogrzebowe właśnie na tym zarabiają. A żeby im było łatwiej – nierzadko umawiają się nieformalnie z właścicielami cmentarzy na „wyłączność”. Klient, nie dość, że często jest w emocjonalnej rozsypce, nie ma też wyjścia i musi akceptować paskarskie ceny. Nie ma też czasu, żeby się wykłócać. I tak to się kręci. Wpadła mi w ręce faktura za pogrzeb. I prawie szlag mnie trafił
Ludzie organizujący pogrzeby są w dużo lepszej sytuacji, niż ci, którzy specjalizują się w organizowaniu ślubów, czy chrzcin. O ile liczba ceremonii weselnych raczej spada, a chrzcin już prawie nie ma (bo psiecka z jakichś przyczyn nie mają wyznania), to branża pogrzebowa ma przed sobą świetlane czasy. Patrzyłem ostatnio na średnią oczekiwaną długość życia, która zaczyna spadać i pomyślałem, że nic tylko kupować akcje firm pogrzebowych (co jak najbardziej da się zrobić, tutaj piszemy jak).
- Gdzie się podziało 57,3 mld zł? Banknot 500 zł jest jak pieniądz-widmo. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie… [POWERED BY EURONET]
- Trade Republic po zmianach w ofercie. Co słychać po sukcesie oferty z oprocentowaniem 6%? Zaglądam pod maskę niemieckiego banku [POWERED BY TRADE REPUBLIC]
- Darmowa karta, na całym świecie, przez całe życie. Revolut się chowa? Największy bank w Europie z promocją jak za dawnych lat [POWERED BY BNP PARIBAS]
A najlepsze czasy ten biznes ma dopiero przed sobą, bo – podobnie jak na innych rynkach europejskich – zapewne czeka go konsolidacja, co dodatkowo podniesie rentowność (a przynajmniej ten gość tak twierdzi). Dziś rynek jest rozdrobniony i działa na nim jakieś 2500 zakładów pogrzebowych, zwykle lokalnych. 96% tego typu firm to wręcz jednoosobowe działalności gospodarcze. Największą firmą tego typu działającą ponadlokalnie jest grupa Klepsydra, która ma kilka procent rynku i jest notowana na giełdzie.
Faktura za pogrzeb. Taka, że można zawału dostać
Przy tak rozdrobnionym rynku trudno mówić o formalnych monopolach, ale… Jeden z moich znajomych niedawno pochował ojca. A ponieważ jest to człowiek niezwykle racjonalny i rozsądny, to – mimo trudnych emocjonalnie okoliczności – z pomocą przyjaciela zdołał utrzymać chłodny umysł i w sprawach organizacyjnych związanych z odejściem bliskiej osoby starał się zwracać uwagę na koszty, a nie tylko podpisywał kwity, żeby jak najszybciej pogrzeb mieć za sobą.
Ów znajomy – tak samo, jak przy każdej innej transakcji – chciał zrobić „badanie rynku” i porównać oferty. Był w dwóch lokalnych zakładach pogrzebowych. Z każdego wziął cennik i szybko ustalił, że oba dokumenty są niemal identyczne i zawierają ceny napompowane w wielu miejscach do granic możliwości – tak on to przynajmniej ocenił. Chciał „badać rynek” dalej, licząc na to, że trafi na jakąś tańszą firmę, ale szybko się dowiedział, że to nie ma sensu, bowiem… właściciel cmentarza nie wyda kluczy pracownikom innej firmy pogrzebowej, niż ta, która z nim współpracuje. I co mu zrobisz (rzecz działa się w małej miejscowości)?
Można się domyślać, że właściciel cmentarza ma prowizję od tego, że nie dopuszcza konkurencji pogrzebowej, zaś lokalni właściciele firm pogrzebowych mają swoją niepisaną umowę, na podstawie której nie wchodzą sobie w drogę. Mniej więcej te same ceny i monopole na „swoich” cmentarzach. Po co – nomen omen – zabijać się o klientów i robić sobie krzywdę w portfelu? Żaden Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów tam nie dotrze (bo urzędnicy są leniwi i wolą zajmować się promocjami w Biedronce), więc na pogrzebach interes jest wspaniały.
Albo przynajmniej taki bywa. Bo nie wiem, czy to tak samo wygląda w innych miejscach, zwłaszcza w większych miastach, ale na tzw. prowincji moim zdaniem może to być sytuacja dość częsta. Ludzie się nie awanturują nad grobem bliskiego, bo nie chcą problemów z pogrzebem. A firmy pogrzebowe wyciskają z tego, ile się da. A da się z jednego pogrzebu wycisnąć naprawdę sporo.
Skoro nie można wybrać tańszej firmy, to co można zrobić? Mój znajomy – żeby zaoszczędzić – sam umył i ubrał zwłoki zmarłego ojca, ale na tym jego możliwości oszczędzania się skończyły. I bez tego faktura za pogrzeb wyniosła 10 500 zł. I to oczywiście bez stypy, z której zrezygnował (przynajmniej w sensie imprezy w restauracji z ceną 100-150 zł za „talerzyk” plus koszt napojów.
Ile kosztuje pogrzeb? A ile powinien kosztować?
Oczywiście 7000 zł zasiłku pogrzebowego – tyle on wynosi po niedawnej podwyżce – nieco poprawia sytuację, ale nadal jest ona zła z punktu widzenia kogoś, kto liczy swoje pieniądze i nie lubi w żadnej sytuacji – nawet tak trudnej – być naciągany przez nieuczciwych przedsiębiorców. Ów znajomy przesłał mi skan faktury z zakładu pogrzebowego z takim oto komentarzem: „jakim prawem to wszystko jest takie drogie?”.
Rzeczywiście, przy niektórych pozycjach na fakturze też zacząłem się zastanawiać czy to nie jest oczywisty kant. Ale chętnie poddam tę hipotezę Waszej ocenie, bo może to tylko nasza ignorancja sprawia, że rzeczy wydają nam się podejrzanie drogie. Czy jest na sali jakiś przedsiębiorca pogrzebowy? Na fakturze mamy więc:
>>> trumnę za 4100 zł. Znajomy wziął najtańszą z będących w ofercie firmy, ale ta nie pozwoliła mu zamówić czegoś na własną rękę (a najtańsze trumny widział u okolicznych stolarzy po 1200-1500 zł). Musiał wziąć trumnę „z oferty”, trzy razy droższą od tej, którą „zorganizowałby” sam. Tutaj bezapelacyjnie mamy kant numer jeden.
>>> obsługę pogrzebu za 1300 zł oraz przygotowanie dokumentów za 450 zł. O ile pierwsza z pozycji jest trudna do zakwestionowania (bo nie bardzo wiadomo czym ta obsługa jest), to „przygotowanie dokumentów” jest czynnością, która spokojnie mogłaby kosztować 50-100 zł. To nie trwa dłużej, niż jedna, dwie roboczogodziny. Kant pogrzebowy numer dwa. A osobno liczą też sobie za krzyż, tabliczkę i klepsydry – 400 zł.
>>> obsługę ciała rozłożoną na kilka osobnych czynności wycenionych łącznie na 1500 zł. Mamy więc zabranie ciała z miejsca śmierci (380 zł) oraz eksportację ciała, czyli jego transport do chłodni zakładu pogrzebowego (620 zł). A potem jeszcze przechowywanie tego ciała w chłodni (540 zł). Tylko ta ostatnia pozycja nie budzi moich wątpliwości – utrzymanie chłodni może kosztować. Ale 1000 zł za zabranie ciała do chłodni, czyli operację podobną do kursu taksówką, tyle że ze „sztywnym” pasażerem? Dla mnie to jest ewidentny kant pogrzebowy numer trzy.
>>> przewiezienie ciała na cmentarz i jego wystawienie na widok żałobników – 800 zł. Samo włożenie ciała do trumny przyjemniaczki z zakładu pogrzebowego wycenili na 350 zł. Owszem, to wymaga co najmniej dwóch ludzi, ale bez przesady – 350 zł to często cała dniówka w „normalnej” pracy. W zasadzie jedyną uzasadnioną pozycją w tej części faktury jest wynajem samochodu do przewiezienia trumny – 260 zł. To rzeczywiście nie może być zwykła taksówka, tylko pojazd specjalny, którego zakup i eksploatacja kosztują. Ale wycenienie na ponad 500 zł włożenie ciała do trumny i wystawienie tej trumny w miejscu pogrzebu, to gruba przesada. Kant numer cztery.
>>> przygotowanie, przystrojenie i zamknięcie grobu po pogrzebie – 1600 zł. Kosztów tej procedury nie chciałem się początkowo czepiać, bo kopanie grobów to jest jednak robota dla fachowców, a fachowcy mają prawo się cenić. Grób trzeba wykopać albo poszerzyć, ale… Zawierająca się w tej części kosztów pozycja na fakturze pt. zdjęcie płyty nagrobnej, wyceniona na 700 zł, sugeruje, że w tym przypadku grób już był wykopany. Do zdjęcia płyty nagrobnej potrzeba kilku ludzi, ale na tym nie powinno się zarabiać tyle, ile dwóch ludzi zarabia w „normalnej” w czasie całej dniówki. To nie jest wysyłanie rakiety w kosmos, tylko robota fizyczna. A na fakturze – przypominam – jest „obsługa pogrzebu” (1300 zł). Kant numer pięć.
Reasumując: faktura za pogrzeb jest „napompowana” jak balon, który ma zaraz pęknąć. Może przesadzam, ale jestem sobie w stanie spokojnie wyobrazić, że mógłbym wycenić taki pogrzeb – gdybym się tym zajmował w ramach jednoosobowej działalności gospodarczej – na 5000 zł plus VAT, a nie na 10 500 zł z VAT (i to bez ubierania ciała). Włożenie, wyjęcie, zawiezienie, przywiezienie, otwarcie, zamknięcie – za wszystko biorą po 500 zł, jak gdyby to była wysoko specjalistyczna robota, do której trzeba nie wiadomo jakich sił fachowych.
Ktoś powinien dobrać się firmom pogrzebowym do… ciał?
Nawet jeśli założymy, że cała procedura zajmuje trzem osobom dwa dni, to mamy sześć dniówek. Nawet przy średnim wynagrodzeniu jednej osoby 6000 zł na rękę – robocizna mogłaby się zmieścić w 2000 zł (a tu chyba nie ma kosztów pracy, bo ci ludzie są często pozatrudniani na umowy o dzieło). Trumna nie musi kosztować więcej, niż 2000 zł, a chłodnia i samochód – więcej niż 500-1000 zł. Mam nieodparte wrażenie, że firmy pogrzebowe kroją nas, jak chcą. Faktura za pogrzeb mogłaby być znacznie niższa, gdyby na rynku nie panowała cicha zmowa cenowa.
Jej podstawą jest oczywiście świadczenie państwowe, czyli z naszych kieszeni. Podwyższenie zasiłku pogrzebowego z 4000 zł do 7000 zł spowodowało tylko tyle, że firmy pogrzebowe tak podniosły swoje wyceny, żeby pożerały cały zasiłek i jeszcze żeby klient coś dopłacił od siebie (bo może). Te wyceny nie mają nic wspólnego z realnymi kosztami. Czyli to my – wszyscy podatnicy – ten biznes utrzymujemy, płacąc podatki od naszych zarobków i VAT w sklepach. Czy ktoś się powinien dobrać firmom pogrzebowym do… ciał? Dajcie znać co o tym myślicie.
CZYTAJ TEŻ:
———————————
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————
ZAPLANUJ ZAMOŻNOŚĆ Z SAMCIKIEM:
Myślisz, że nie masz szans na żywot rentiera? Że masz za mało oszczędności? Że za mało zarabiasz? Że nie umiał(a)byś dobrze ulokować pieniędzy, gdybyś je miał(a)? W tym e-booku pokazuję, że przy odrobinie konsekwencji, pomyślunku i, posiadając dobry plan, niemal każdy może zostać rentierem. Jak bezboleśnie oszczędzać, prosto inwestować i jak już teraz zaplanować swoje rentierstwo – o tym jest ten e-book. Praktyczne rady i wskazówki. Zapraszam do przeczytania – to prosty plan dla Twojej niezależności finansowej. Polecam też trzy inne e-booki: o tym, jak zrobić porządek w domowym budżecie i raz na zawsze wyjść z długów, jak bez podejmowania ryzyka wycisnąć więcej z poduszki finansowej i jak oszczędzać na przyszłość dzieci.
——————————
ZOBACZ „SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” W YOUTUBE:
„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtube. Cotygodniowy „Magazyn”, raz w miesiącu duża rozmowa, a poza tym komentarze i wideofelietony poświęcone Twoim pieniądzom oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube. Polub, komentuj, podaj dalej, pomóż nam się rozwijać!
——————————–
CZYTAJ TEŻ JAK SIĘ PRZYGOTOWAĆ:
Czytaj też: na Facebooku pożyjesz dłużej (chyba że nie chcesz). Co zrobić jeszcze za życia, żeby nie straszyć po własnej śmierci bliskich „żywym” kontem na Facebooku?
——————————–
zdjęcie tytułowe: Pixabay



