Małe modułowe reaktory atomowe ostatnio były przedstawiane jako jedna z nadziei polskiej energetyki. Choć reaktory SMR istnieją w większości głównie na papierze, to chcą w nie inwestować – wspólnie z zachodnimi partnerami – Orlen i Synthos oraz KGHM. Czy będzie z nich energia i ciepło? Wygląda na to, że nawet jeśli będzie, to droga. Niektóre z projektów budowy małych reaktorów są już odwoływane ze względu na nieopłacalność
Energetyka atomowa ma być za 20-30 lat podstawą polskiego miksu energetycznego. Stabilna energia z atomu to jedyna znana dziś alternatywa dla węgla i gazu jako stabilne źródło prądu (elektrownie na węgiel mają całkiem zniknąć, a te gazowe – częściowo je zastąpić). Resztę energii mają zapewniać źródła odnawialne – fotowoltaika, wiatraki na lądzie i w morzu oraz elektrownie wodne i na biomasę.
- Wymarzony moment, żeby inwestować w fundusze obligacji? Podcast z Pawłem Mizerskim [POWERED BY UNIQA TFI]
- Nowe funkcje terminali płatniczych. Jak biometria zmieni świat naszych zakupów? [POWERED BY FISERV]
- BaseModel.ai od BNP Paribas: najbardziej zaawansowana odsłona sztucznej inteligencji we współczesnej bankowości!? [POWERED BY BNP PARIBAS]
Rząd premiera Morawieckiego ogłosił, że pierwszą elektrownię zbuduje amerykańska firma Westinghouse (trzy reaktory, 4-5 GW mocy za 80-100 mld zł). Państwowa PGE i należący do Zygmunta Solorza PAK chcą budować drugą atomówkę z koreańską firmą KHNP (też trzy reaktory). Premier mówił też o trzeciej elektrowni (być może budowaną z Francuzami), ale szczegółów brak. A prąd popłynie z nich dopiero za 15 lat.
Małe reaktory atomowe SMR. Orlen i KGHM lubią to
Alternatywą dla gigantycznych inwestycji w „duży atom” są małe reaktory modułowe (o mocy rzędu 10% tych „dużych” elektrowni), które nie wymagają tak rozwiniętych sieci energetycznych, są też tańsze i szybsze w budowie. Są umieszczane pod ziemią, mogą pełnić jednocześnie funkcję elektrociepłowni i dają więcej bezpieczeństwa (rozproszenie produkcji energii, mniejsze ryzyko skażenia).
Mogą one również wymagać mniej paliwa niż tradycyjne reaktory. Elektrownie wyposażone w SMR są zaprojektowane tak, aby tankować co 3–7 lat w porównaniu do 1–2 lat w przypadku elektrowni konwencjonalnych. Są nawet takie SMR-y, które mogą działać przez 30 lat bez tankowania. SMR mają na ogół prostszą konstrukcję niż tradycyjne reaktory i są bezpieczniejsze dzięki niższej mocy i ciśnieniu.
Sama technologia nie jest nowa, natomiast jej zastosowanie komercyjne – i owszem. W Europie chyba tylko Francja zaczęła budować takie reaktory SMR (firma Nuward). Na całym świecie takich projektów (w różnych fazach realizacji) jest 70-90. W Polsce takie inwestycje planuje Orlen wspólnie z prywatną firmą Synthos (według założeń ma powstać 76 małych reaktorów w 26 lokalizacjach) oraz KGHM.
Globalnie najwięksi gracze to General Electric wspólnie z japońskim Hitachi oraz amerykańska firma NuScale. Ale przykładów już uruchomionych i zasilających w energię duże miasta jest niewiele. W Rosji działa już pływająca elektrownia jądrowa z reaktorami SMR o mocy 35 MW, a w Chinach – reaktor China Huaneng Group SMR o mocy 200 MW, który zasila w energię część prowincji Shandong.
NuScale: ten prąd może być za drogi
Kłopot w tym, że pojawia się coraz więcej wątpliwości dotyczących opłacalności produkcji prądu z takich reaktorów. Koszty budowy są proporcjonalnie wyższe niż w przypadku dużych reaktorów atomowych (wiadomo, efekt skali), produkcja prądu zaś – niższa. W żadnym kraju demokratycznym nie ma przykładu przeprowadzonej z sukcesem komercjalizacji takiej inwestycji.
Kilka dni temu „Rzeczpospolita” napisała, że amerykańska NuScale wypowiedziała umowę o współpracę w rozwoju małych reaktorów jądrowych polskiemu KGHM. Miało to wynikać z fiaska innego podobnego projektu w amerykańskim stanie Utah. Amerykański projekt był projektowany na prawie 500 MW, ale kilka miast, które miały odbierać energię, wycofało się z projektu ze względu na wzrost kosztów.
NuScale podała, że docelowa cena energii z elektrowni SMR w Utah wyniesie 89 dolarów za MWh, czyli dwa razy więcej niż wcześniej szacowano. Amerykańska firma ma wątpliwości, czy ktokolwiek będzie chciał kupować energię z małych reaktorów po takich cenach. Ok. 90 dolarów to w przeliczeniu 400 zł za MWh. Dla porównania: cena energii na polskiej giełdzie TGE na przyszły rok to 420-450 zł za MWh.
A mówimy o energii powstającej w 70% z węgla, w której mniej więcej 50-60% kosztów to cena certyfikatów unijnych rekompensujących zanieczyszczenia powstające przy produkcji energii z węgla. Gdyby tych kosztów nie było, energia z polskiego węgla (wydobywanego drogo w porównaniu z kopalniami w Afryce czy Australii) kosztowałaby połowę tego co energia z małych reaktorów NuScale.
Ile będzie kosztował prąd z reaktora SMR?
W sumie trudno się dziwić, że firmy chcące zarabiać na reaktorach SMR mają coraz większe wątpliwości, czy to się opłaci. Już dwa lata temu firma analityczna Lazard szacowała, że uśredniony koszt energii elektrycznej (LCOE) z nowych elektrowni jądrowych – tych dużych – wyniesie 130–200 dolarów za megawatogodzinę (MWh), podczas gdy nowo budowane elektrownie słoneczne i wiatrowe wytwarzają energię elektryczną przy koszcie od 25 do 50 dolarów za MWh.
Lazard twierdzi, że luka między kosztami produkcji energii jądrowej a odnawialnymi źródłami energii jest duża i będzie rosła. I to, co widzimy w przypadku projektu NuScale, zdaje się potwierdzać te wnioski. NuScale dwa lata temu twierdził, że jego 12-modułowy projekt elektrowni o mocy 924 MW (czyli bardzo duży jak na SMR, jakieś 20% tradycyjnej elektrowni atomowej) będzie miał LCOE na poziomie 40-65 dolarów za MWh. Teraz mowa już o prawie 90 dolarach.
W przypadku znacznie mniejszych i rozproszonych projektów – takich, jakie mają być realizowane w Polsce – koszt prawdopodobnie byłby znacznie większy, być może w okolicach 150 dolarów za MWh, czyli ponad 600 zł. Tak, tak, znacznie drożej niż teraz można kupić „brudny” prąd w Polsce. Zaś bez gwarancji, że ktoś kupi energię produkowaną przez SMR niezależnie od jej ceny, trudno w to inwestować, choć z pewnością reaktory SMR ruszyłyby znacznie wcześniej (o 5-10 lat wcześniej) niż duże elektrownie atomowe.
Oczywiście nie jest tak, że energia z atomu zawsze będzie dużo droższa od tej z OZE. Rozbieżność w kosztach wytwarzania prądu jest bardzo duża. Lazard podaje, że najtańsze w inwestycji i eksploatacji farmy wiatrowe na lądzie mogą produkować energię za ok. 100 zł za MWh (czyli ponad cztery razy poniżej ceny energii na TGE), ale mogą też produkować za 300 zł – w zależności od kosztów kapitału, skali i koniecznych inwestycji w sieć.
Całkowite koszty produkcji energii wytwarzanej przez wiatraki na morzu wynoszą od 280 zł do prawie 600 zł za MWh, w zależności od skali. W ostatnim czasie mocno wzrosły (o przyczynach pisałem w tym artykule), więc też sporo jest wątpliwości, czy to ma sens. Mimo ogromnych kosztów energia na morzu powstaje w miarę stabilnie (wiatr na morzu przeważnie wieje) i można tworzyć gigantyczne farmy (na lądzie przeważnie brakuje ziemi).
Gigantyczna rozbieżność jest w kosztach energii wytwarzanej z fotowoltaiki. Uwzględniając inwestycję, finansowanie i efektywność działania, Lazard pisze o cenie od 480 zł do nawet ponad 1000 zł za MWh. To oczywiście koszt wytwarzania energii przy założeniu, że cała trafiałaby do sieci (czyli dochodzą koszty „sieciowe”, których nie ma przy autokonsumpcji).
Lepiej stawiać na baterie niż na atom?
Przeciwnicy inwestowania w atom (zwłaszcza w małe reaktory, które nie pokażą takiej efektywności działania jak duże) podnoszą też inny argument. Wkrótce będziemy mogli znacznie efektywniej magazynować energię, a to znacznie obniży koszty produkcji energii z OZE, bo dziś obciąża je niska efektywność (produkują energię głównie wtedy, gdy jest jej za dużo i jest tania).
Jeśli pierwsze małe reaktory mają ruszyć w 2030 r., to są spore wątpliwości, czy koszty wytwarzania – jeszcze wyższe niż te pokazywane dziś – nie zderzą się z niższymi niż obecnie kosztami produkcji i magazynowania energii z wiatru i być może słońca. Bardzo złożony proces, jakim jest rozszczepianie atomu, nigdy nie wygra kosztowo z czymś tak prostym jak energia słoneczna plus baterie – mówią krytycy SMR.
I dodają, że jest prawie zerowe prawdopodobieństwo, że tempo innowacji w energetyce jądrowej może dogonić tempo ulepszania technologii pozyskiwania energii ze słońca, wiatru i technologii magazynowania energii w akumulatorach. Energia jądrowa będzie bardzo regulowana, ograniczona, trudna do eksportu, trudna do skalowania i będzie wymagała znacznie bardziej złożonych instalacji specyficznych dla danego miejsca.
Z drugiej strony do instalacji OZE potrzebne są gigantyczne ilości surowców, których brakuje i będzie brakowało coraz bardziej, co oznacza, że również koszty tworzenia energii z OZE pójdą w górę (nawet jeśli prąd będzie tani, to koszt budowy mocy – wysoki). Nawet jeśli nauczymy się na wielką skalę magazynować prąd z OZE, to nie wiadomo, jaki będzie dostęp do akumulatorów i ile będą kosztowały.
Wygląda na to, że przed rządami państw duży dylemat: dotować inwestycje w energetykę atomową, ryzykując, że kiedy już reaktory zaczną produkować energię, to będzie ona potwornie droga, czy zagrać va banque i liczyć na to, że za 15-20 lat produkcja energii z OZE będzie już na zupełnie innym poziomie i nie będzie to wcale tak „niestabilna” energia jak dziś? Co byście zrobili na miejscu decydentów?
Zapraszam do polubienia profilu „Zielony Portfel” na Facebooku!
A może nie ma odwrotu od atomu? Energii potrzebujemy coraz więcej, a koszty jej produkcji ze źródeł kopalnych zagrażają planecie. Firmy ubezpieczeniowe oszacowały koszt katastrofy klimatycznej. I mają dla nas kilka rad. Oto długoterminowa prognoza pogody dla naszych portfeli.
Same OZE nie zdołają uratować świata przed katastrofą. A może trzeba postawić na wodór, prawdziwą technologię przyszłości?
Przeczytaj raport o SMR przygotowany przez Polski Instytut Ekonomiczny.
Ciekawa analiza dotycząca kłopotów z potencjalną opłacalnością SMR-ów jest w Energy Monitor
Przeczytaj też w Homodigital.pl: Oto roboty, które działają na rzecz ekologii
——————————-
MACIEJ SAMCIK POLECA „ZIELONE” OFERTY:
>>> Po leasing lub najem samochodu elektrycznego i kredyt uszczelnienie okien oraz ocieplenie domu idę do BNP PARIBAS BANK POLSKA. To najbardziej „zielony” bank w Polsce, który wspólnie z „Subiektywnie o Finansach” edukuje Polaków już od kilku lat. Bank umożliwia skorzystanie nie tylko z kredytu, ale też z różnych narzędzi w ramach programu finansowania efektywności energetycznej – PolREFF. Klienci mogą skorzystać np. z kalkulatora oszczędności energii, mają też do dyspozycji Wirtualnego Doradcę Technologicznego i mogą sprawdzić, jakie produkty będą dla nich najbardziej opłacalne i spełnią wymogi energooszczędności. Szczegóły kredytu „Czyste Powietrze” – tutaj.
>>> Fotowoltaikę kupiłem od fachowców z POLENERGIA FOTOWOLTAIKA (jej klientem jest Maciek Samcik). To wiarygodny partner dostarczający instalacje fotowoltaiczne z montażem, serwisem, audytem i wsparciem na lata, a także innowacyjne rozwiązania z zakresu ciepła i optymalizacji zużycia energii. Spółka oferuje również w 100% zieloną energię wytworzoną w farmach wiatrowych i farmach fotowoltaicznych, z gwarancją ceny prądu na okres nawet 8 lat. Więcej szczegółów znajdziesz tutaj.
>>> Odnowiony smartfon w subskrypcji oferuje PHOX. To jeden z pionierów odnawiania smartfonów, oferuje wynajem urządzeń mobilnych, subskrypcję usług telekomunikacyjnych (można zrezygnować w każdej chwili) i raz w roku gwarantowaną naprawę wynajmowanego telefonu. Więcej szczegółów o tej ofercie znajdziesz tutaj.
——————-
ZOBACZ: BLASKI I CIENIE POMPY CIEPŁA:
——————-
RANKING LOKAT – GDZIE DZIŚ DOSTANIESZ NAJLEPSZY PROCENT?
Obawiasz się inflacji? Zastanawiasz się, co zrobić z pieniędzmi? Sprawdź „Okazjomat Samcikowy” – to aktualizowane na bieżąco rankingi lokat, kont oszczędnościowych, a także kont osobistych, rachunków firmowych i kart kredytowych. Wszystkie tabele znajdziesz w zakładce „Rankingi” na stronie głównej www.subiektywnieofinansach.pl. Zacznij zarabiać w bankach!:
>>> Tutaj ranking najwyżej oprocentowanych depozytów
>>> Tutaj ranking najlepszych kont oszczędnościowych
——————-
zdjęcie tytułowe: IAEA