19 października 2024

To koniec ery tanich burgerów? W ojczyźnie fast foodów (i nie tylko) wielkie narzekanie na podwyżki. A ceny wołowiny na giełdach szaleją

To koniec ery tanich burgerów? W ojczyźnie fast foodów (i nie tylko) wielkie narzekanie na podwyżki. A ceny wołowiny na giełdach szaleją

Choć sieci restauracji fast food nieustannie walczą promocjami o utrzymanie klientów, to rosnące ceny wołowiny oraz wyższe koszty pracy zmuszą je w końcu do zakomunikowania fanom kanapek z mięsem: „to koniec tanich burgerów”. W Stanach Zjednoczonych, ojczyźnie burgerów, już trwa wielkie narzekanie na to, że fast food przestaje być tani. W Polsce też przestaje 

Od dziesięcioleci wołowina jest symbolem amerykańskiej kuchni. Hamburger z frytkami to klasyk, który zawsze był cenowo dostępny niemal dla każdego. Zresztą i w Polsce burger w bułce jest jednym z najpopularniejszych wśród młodzieży (nienarzekającej na nadmiar pieniędzy) dań w barach fast food. Pierwsza restauracja McDonald’s w 1948 r. proponowała swoim klientom hamburgery za ledwie 15 centów. Dziś jednak burgery przestały być tanie. A to podobno dopiero początek drożyzny.

Zobacz również:

Dlaczego burgery są droższe? Bo jest za mało krów

Cytowane przez Bloomberga amerykańskie statystyki podają, że w drugim kwartale 2024 r. średnia cena hamburgera w amerykańskich barach i sieciowych lokalach wynosiła 8,4 dolara (w przeliczeniu ok. 33 zł) za sztukę. W ciągu pięciu lat urosła o 16%. W McDonald’s, jednej z najbardziej rozpoznawalnych – i jednocześnie najtańszych – burgerowni cena kanapki Big Mac poszła w górę o 21% względem ceny z 2019 r. (za Big Maca płaci się w USA już 5,29 dolara (równowartość ok. 21 zł) za sztukę.

Burgery stały się na tyle drogie, że powoli staje się z tego w USA drażliwy temat. Konsumenci o niższych dochodach muszą rezygnować ze swoich ulubionych kanapek, bo zwyczajnie nie stać ich już na burgera. A powodem są oczywiście ceny wołowiny, czyli podstawowego składnika do tych kanapek.

Zaś główną przyczyną wzrostu cen wołowiny jest zmniejszająca się populacja bydła w Stanach Zjednoczonych – jego liczebność osiągnęła właśnie najniższy poziom od 73 lat. Hodowle zmniejszają się m.in. przez susze. Ponieważ coraz trudniej o odpowiednio przystosowane pastwiska, a produkcja wołowiny jest mniej opłacalna, hodowcy wysyłają zwierzęta na ubój, nie zastępując ich nowymi. To z kolei bezpośrednio prowadzi do zmniejszenia liczebności bydła i w konsekwencji do wzrostu cen wołowiny.

By hodowca zdecydował się na powiększenie stada, ceny wołowiny muszą wzrosnąć na tyle, by było to dla niego opłacalne. I ostatnio ceny wołowiny idą mocno w górę. Problemem jest jednak czas. Po zapłodnieniu krowa nosi swoje cielę przez dziewięć miesięcy. Następnie cielęta potrzebują kolejnych kilku miesięcy przy matkach – dopiero potem zaczynają być karmione na farmie. Ostatecznie trafiają do tuczarni, gdzie przebywają ok. rok (w zależności od tempa przyrostu masy). Cykl produkcji wołowiny trwa więc w okolicach pięciu lat. Dla porównania: kurczaki są ubijane zanim osiągną dwa miesiące.

Ceny burgerów w górę, bo wołowina drożeje
Ceny burgerów w górę, bo wołowina drożeje

Czy będzie taniej? A może to koniec ery tanich burgerów?

Rekordowo wysokie ceny zwykle powodują perspektywę zwiększenia się populacji bydła. Ale najwięksi producenci mięsa w USA nie są pewni czy on nastąpi. Spożywczy koncern JBS przewiduje, że odbudowa stad – czyli moment, kiedy nowe krowy będą gotowe do uboju – nastąpi dopiero w 2026 r. Oznacza to, że ceny wołowiny jeszcze wzrosną, zanim ewentualnie zaczną spadać. Opinię tę podziela również profesor ekonomii rolnictwa z Uniwersytetu Stanowego Oklahomy Derrell Peel.

Jest jeszcze inny problem – demografia. Średni wiek farmerów i hodowców bydła w USA wynosi 58 lat. Starzejący się producenci wołowiny, zmagając się z wysokimi stopami procentowymi, rosnącymi kosztami hodowli i suszami, decydują się na likwidację swoich stad, korzystając z obecnie korzystnych dla nich cen. Wielu farmerów rozważa tym samym przejście na emeryturę.

Nawet jeśli ceny zaczną spadać, nie wrócą szybko do poziomów sprzed podwyżek. Zmiany klimatu powodują częstsze i bardziej dotkliwe susze, co zmusza producentów do utrzymywania mniejszych stad przez dłuższy czas. Tworzy to wieloletni trend, w którym szczytowe wielkości stad są coraz mniejsze z każdym kolejnym cyklem. Dzisiejsza, najmniejsza od kilkudziesięciu lat, populacja bydła jest skutkiem dwóch wielkich susz, z których pierwsza była w… 2010 r. A susze będą dla hodowców bydła problemem coraz większym.

Restauracje i bary fast food próbują złagodzić skutki rosnących cen wołowiny, oferując promocje zwiększające przychody (czyli „drugi burger taniej”) i tnąc własne koszty. Nie da się szybko zmniejszyć innych wydatków, takich jak koszty pracy. Niektóre bary zaczynają rezygnować z opcji jedzenia na miejscu (przynajmniej w niektórych mniej popularnych lokalizacjach). Brak stacjonarnej restauracji i oferowanie wyłącznie „wynosów” pozwala znacznie zmniejszyć koszty.

Wołowina może wkrótce stać się jedzeniem luksusowym. Zwłaszcza że produkcja mięsa będzie musiała się stać bardziej ekologiczna (zwierzęta będą musiały być lepiej traktowane, nawet w USA wprowadzane są normy znane z Europy), a więc znacznie droższa. I wprost przekładająca się na cenę burgerów.

Dla konsumenta – nie tylko w Ameryce – będzie oznaczało to konieczność przystosowania się do nowej rzeczywistości, w której wołowina przestaje być tanim codziennym produktem spożywczym. Wzrost cen może zmusić wielu miłośników fast foodów do szukania tańszych alternatyw. Lance Zimmerman, analityk rynku mięsa, cytowany przez Bloomberga mówi: „Dni cheeseburgerów za dolara są policzone. Przygotujmy się na więcej kanapek z kurczakiem„.

Czytaj też: Aplikacja McDonald’s: jest hitem wśród młodzieży, więc sprawdziłem, komu się opłaca. Ile pozwala zaoszczędzić i… co McDonald’s dostaje w zamian?

W polskich fast foodach wołowina też drożeje

W 2006 r. cheeseburgera w polskim McDonaldzie można było kupić za 2 zł w ramach promocji „Strefa dobrych cen”. Niecałe 6 lat później (w 2012 r.) za tę samą kanapkę musieliśmy zapłacić już 3,5 zł. Stan ten utrzymywał się mniej więcej do 2019 r. Obecnie za cheeseburgera musimy zapłacić… już prawie 9 zł! Niespełna 20 lat i ponad czterokrotna podwyżka ceny. McDonald’s, by utrzymać marże i nie „zabijać” cenami burgerów wrażliwych na podwyżki konsumentów, próbuje zarabiać więcej na frytkach i napojach.

Patentem na to jest spłaszczanie różnicy cen między małą a dużą porcją. W efekcie za małą płacimy znacznie więcej. Małe frytki kosztują obecnie aż 9,7 zł, a duże 10,9 zł. Z kolei średnie, będące zazwyczaj najpopularniejszą opcją wśród konsumentów, są jedynie o 20 groszy tańsze od dużych. Podobny trick stosuje się z napojami, których ceny również idą w górę, by zneutralizować mniejszą marżę na sprzedaży burgerów. Jeszcze w marcu tego roku za coca-colę o pojemności 0,25 l płaciliśmy 7,5 zł, dziś to już 8,5 zł. Niby tylko złotówka, ale mówimy o podwyżce ceny o kilkanaście procent.

Jeżeli chcielibyśmy zjeść duży obiad w barze McDonald’s złożony m.in. z burgerów, w którego skład wchodzą trzy cheeseburgery (po 8,9 zł), sześć nuggestów (20,1 zł), duże frytki (10,9 zł) i napój gazowany o pojemności 0,25 l (8,5 zł), to za całość zapłacilibyśmy aż 66 zł. Koszt posiłku w zwykłej restauracji (nie w barze fast food) dla jednej osoby to 50-80 zł. A więc kwota porównywalna. Koszty pracy oraz koszty drożejącego surowca – mięsa – sprawiły, że restauracjom fast food coraz trudniej wyróżnić się ceną.

Czytaj też: Czy ten wynalazek pomoże uratować burgery? Dobra wiadomość dla miłośników wołowiny. Pierdzenie krów ucichnie. Milczenie owiec zostanie. Będzie taniej

—————————————

POSŁUCHAJ PODCASTU „FINANSOWE SENSACJE TYGODNIA”

Podcast

>>> W nowym odcinku „Finansowych Sensacji Tygodnia” rozmawiamy o rynku pracy w IT. Ostatnio dużo się mówi o kryzysie w tej branży: programiści są mniej potrzebni, a do tego ich rolę przejmie w jakiejś części sztuczna inteligencja. W Polsce sytuacja jest jeszcze gorsza, bo stanęło wiele projektów #IT w firmach. Jak dziś wygląda rynek pracy dla informatyków i programistów? Jak zmieniły się zarobki? Jakie są perspektywy dla tego zawodu? Czy iść w tym kierunku, czy warto dziś planować pracę w IT? Gościem „Finansowych Sensacji Tygodnia” jest Michał Zabielski, który prowadzi niewielki software house i szczerze opowiada, co w tej branży piszczy. Zapraszamy do posłuchania! 

>>> W 231. odcinku „Finansowych Sensacji Tygodnia” gościem Macieja Samcika był prof. Adam Mariański, szef i twórca Mariański Group. To kancelaria zajmująca się doradztwem podatkowym i strategicznym, pomocą w zarządzaniu majątkiem zamożnych Polaków oraz doradztwem w tworzeniu fundacji rodzinnych. I właśnie od fundacji rodzinnych zaczęliśmy naszą rozmowę. Ministerstwo Finansów uważa, że duża część z nich powstała tylko po to, żeby optymalizować podatki. I chce ograniczyć ich przywileje. Czy to dobry pomysł? Drugim tematem naszej rozmowy są podatki. Jak należałoby zmienić system podatkowy w Polsce, żeby było sprawiedliwie? I jak zreformować PIT – najbardziej „nierówny” podatek?

Źródło zdjęcia tytułowego: Freepik

Subscribe
Powiadom o
88 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Janusz
1 rok temu

3 gąbki, 6 nuggetsów i jeszcze duże frytki to już naprawdę spora porcja

Admin
1 rok temu
Reply to  Janusz

Nie dla nastolatka 😉

Michał
1 rok temu
Reply to  Janusz

Początkowo też byłem w szoku, ale zaraz przypomniało mi się, że downsizing McDonaldsa nie ominął.

Tirinti
1 rok temu
Reply to  Michał

No właśnie w McDonalds porcje sa małe i takie sobie. W Londynie w Wendy’s za £8.99 można zjeść Dave’s double (2x ćwierć funta wołowiny) ze średnimi frytkami i średnim napojem. Ja się tym spokojnie najadam a jakość sporo lepsza, choć to nadal tylko sieciówka. Jednak z fastfoofów najbardziej lubię KFC.

Bambino
1 rok temu
Reply to  Janusz

Otyłość, cukrzyca, nadciśnienie, rak jelita grubego i brak kondycji – https://youtu.be/TB2SVoBsGsk

Łukasz
1 rok temu
Reply to  Bambino

Niestety to na ludzi nie podziałało i zamawiają te wszystkie choroby każdego dnia… również w biedronkach i lidlu.

marcin
1 rok temu

Podnoszenie cen napojów i frytek też na niewiele się zda. Po prostu klienci, którzy nastawiają się na posiłek (tak jak ja, bo lubię cheeseburgera), a nie na pobyt w restauracji Mc Donalds przyjdą ze swoją butelką wody z dyskontu za 1 PLN lub zamówią burgery a popiją wodę poza lokalem. Trudno płacić za kubek coli z lodem prawie 10 PLN. Przy wzięciu na wynos to w ogóle nie będzie miało znaczenia. Widać, że rosnące często bez uzasadnienia ceny powodują ograniczenie konsumpcji, korzystania z usług itd. Do tego dochodzi ogólna niepewność i świadomość trudnych czasów pomimo pozornego dobrobytu. Bo generalnie ceny… Czytaj więcej »

Admin
1 rok temu
Reply to  marcin

To prawda, ceny napojów i frytek osiągnęły już taki poziom, że każdy się zastanawia czy „w to iść”, czy zamówić samo mięso (nawet na wynos). I dlatego – nie wiem czy zauważyliście – w niektórych knajpach mają dwa cenniki: te wynosowe są wyższe.

Ppp
1 rok temu

Zmiana restauracji rozwiązuje problem. Jest wiele innych, gdzie można się najeść za 30-40zł, nawet po podwyżkach w ostatnich latach. W dobie internetu mobilnego to nie powinno być trudne.
Pozdrawiam.

Admin
1 rok temu
Reply to  Ppp

Prosimy o kilka adresów, zbliża się pora obiadu 😉

Kamil
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

W Macu da się tanio zjeść do syta. Można zamowić samo mięso w cenie 8zł/sztuka, czyli 400gr mięsa wołowego za 32zł. Taki posiłek (pozbawiony węglowodanów) w sposób naturalny aktywuje w jelitach enzym GLP-1, który powoduje uczucie sytości.

P.S. Osławiony Ozempic zawiera analog GLP-1, tyle że kosztuje dużo, dużo więcej:)

Admin
1 rok temu
Reply to  Kamil

Dobre! Aż sam sprawdzę 😉

Bambino
1 rok temu
Reply to  Kamil

„Taki posiłek (pozbawiony węglowodanów) w sposób naturalny aktywuje w jelitach enzym GLP-1, który powoduje uczucie sytości.”. Polecam książkę „glukozowa rewolucja”, węglowodany, tłuszcze i białko są niezbędne w zbilansowanej czyli zdrowiej diecie. Uczucie sytości powoduje błonnik, który „zatyka” żołądek, jest „odkurzaczem dla jelit”,, bardzo dużo jest go w otrębach pszennych poniżej złotówki, jeżeli ktoś. chce oszczędnie i zdrowo się odżywiać :)))))

Admin
1 rok temu
Reply to  Bambino

No właśnie ktoś z mojej rodziny też jest fanem tej książki i każdy posiłek zaczyna nie od modlitwy, tylko od sałaty 😉

Kamil
1 rok temu
Reply to  Bambino

Błonnik powoduje uczucie sytości poprzez fizyczne rozepchanie ścianek żołądka, dlatego tak wiele osób po spożyciu jedzenia zawierajacego błonnik, skarży się na wzdęcia i ból brzucha. A jako, że jest w dużej częsci niestrawialny, fermentuje w jelitach i wywołuje gazy. Współczuję każdemu, kto musi siedzieć koło wegan, w locie międzykontynentalnym… Węglowodany nie są niezbędne w diecie, bo nie są budulcem dla ludzkiego organizmu (jak białko i częściowo tłuszcz), są tylko alternatywnym do tłuszczu źródłem energii. Łatwo pozyskiwalnym w naturze (nie uciekają i nie bronią się pazurami), ale nie niezbędnym. Nasz mózg potrzebuje glukozy, ale glukozę jesteśmy w stanie wytworzyć w endogenicznym… Czytaj więcej »

max
1 rok temu
Reply to  Bambino

Jest też książka „Żywność dekretowa”, która pokazuje, jak w dobie inflacji i utraty siły nabywczej ludzie zmuszeni są rezygnować ze zdrowej wołowiny na rzecz różnych tańszych świństw, a rząd, producenci płatków, ekolodzy i dietetycy wmawiają im, że to dla ich zdrowia.

TomR
1 rok temu
Reply to  Bambino

Proponowana przez tą pozycję kolejność jedzenia to najpierw błonnik, potem białko. Białko jest trudne do strawienia i wymaga silnych i w dużej ilości kwasów żołądkowych, które się wydzielają intensywnie przy jedzeniu produktów wysokobiałkowych niezmieszanych z innymi rzeczami (np. jedzenie samego mięsa, długa przerwa czasowa, a dopiero potem, w ramach innego posiłku jakieś ziemniaki), a których jest za mało jak się miesza różne kategorie pokarmów, każda wymagająca innej konfiguracji trawienia. Błonnik jest podwyższaczem kosztów jedzenia np. w przypadku skrobii z błonnikiem jej część zamiast zostać wchłonięta w jelicie cienkim w prawie 100%, zostanie przetransportowana do jelita grubego, gdzie jest przetwarzana przez… Czytaj więcej »

Kris
1 rok temu
Reply to  Kamil

Jak zamawiasz samo mięso? W apce MD nie widzę takiej opcji. Druga sprawa: jeżeli 8zł sztuka to za 32zł mamy 4 sztuki. Skoro te 4 sztuki to 400g to każdy kotlet musiałby ważyć 100g a z tego co znalazłem kotlety w MD ważą 120g (duże kanapki) lub 45g (małe kanapki). Coś mi tu się nie zgadza?

Kamil
1 rok temu
Reply to  Kris

Podejdź do kasy i powiedz, że masz specjalne zamówienie i chcesz tylko mięso x 4. Działa także w Burger Kingu.

Kris
1 rok temu
Reply to  Kamil

Spróbowałem w MD i reakcją było tylko zdziwienie. Mogą sprzedać kotleta z bułką bez dodatków w cenie kanapki. Nie sprzedadzą samych kotletów, a tym bardziej w cenie 8zł. Możesz podać konkretny MD gdzie Ci się takie zamówienie udało zrealizować? Czytałem, że w USA jest to normalna praktyka, natomiast zero informacji aby to było możliwe w Polsce. Podaj konkrety w jakim MD w Polsce to działa.

Marcin Staly Czytelnik
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

Panie Macku z tego co pamietam Pan na Bialolece mieszka jak ja to polecam sprobowac nalesnika albo burgera w Coś Tu sie Kreci. Swietna, rodzinna restauracja a ceny takie, ze za 40 pln jedna osoba sie naje i jeszcze cos wypije.

Last edited 1 rok temu by Marcin Staly Czytelnik
Admin
1 rok temu

Mniam 😉

Kentafokos
1 rok temu

Przecież od lat burgery są dorgie i małe że się nimi nie najesz i rzadko kiedy je kupuje przez ceny.

Admin
1 rok temu
Reply to  Kentafokos

A to rzeczywiście prawda – cena to jedno, a to, że te burgery bywają coraz mniejsze – to drugie

Jacus
1 rok temu

Wszędzie w knajpach jest drogo. Ludzie mówią że restauratorzy chcą się nachapać, ale to jednak koszty, bo albo zarabiasz albo zamykasz. W barach nawet zupa już za 15 to standard (wyjątkiem są bary z mega ruchem w dużych miastach). Koszty prądu czy tam wynagrodzeń to jedno, ale niestety 17 mln Polaków żyje poniżej minimum socjalnego więc coś trzeba odpuścić. A jedzenie na mieście to jedna z tych rzeczy.
Odnośnie kosztów przypominam że minimalna za 2 miesiące rośnie o 366zl brutto.

Admin
1 rok temu
Reply to  Jacus

Powiem szczerze: jak patrzę na koszt wytworzenia niektórych dań w domu (czyli z kosztami składników i energii, ale bez kosztów pracy) to nie dziwię się, że burger kosztuje w niektórych knajpach już pod 40 zł…

Stef
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

Dwa burgery w dyskoncie 11,50, czyli 5,76 szt+ bułka 3 zł + sałata, majonez, ogórek plasterek sera. Pewnie z 20 zł. Reszta to marzą bo restauracja musi zarobić na lokal , prąd i pracowników.

Admin
1 rok temu
Reply to  Stef

No tak, ale te 20 zł to już bardzo dużo. Biorąc pod uwagę koszty prowadzenia biznesu i podatki takie dwa burgery nie mają prawa kosztować mniej niż 40 zł…

Stef
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

Tylko ja podaje cene jednostkowa, w opakowaniu 2 szt. burgera i 400 g majonezu. Kupując to w hurcie i opakowaniach zbiorczych spokojnie można zejść do 12-15 zł za dobrej jakości burgera.

Poprostu gastro zabijają wysokie ceny prądu, robocizny i lokalu. Robiąc w domu nie opłacam pracownika i lokalu w centrum..

Admin
1 rok temu
Reply to  Stef

Zgadza się, lokal, praca i energia robią drugą połowę ceny (pierwsza to zwykle surowiec). A trzeba jeszcze mieć jakąś marżę i zapłacić podatki

Alex
1 rok temu
Reply to  Jacus

Zupa za 15 zl??? To chyba w barze mlecznym,w knajpach zwykły rosół jest od 20 zl w zwyz…Srednia cena to ok.25 zl,a i widziałem za 35 zl.
Ceny są zawyzone,szczególnie napojów-chyba to większy zarobek niż posiłek bo korporacyjne „populczyny” w cenie 1000% wiekszej niz w sklepie sa niczym nieuzasadnione (piwo Lech/Zywiec/Tyskie czy 0,5l woda mineralna).

Jacus
1 rok temu
Reply to  Alex

Przecież napisałem że w barze.

marcin
1 rok temu
Reply to  Jacus

No to powinni się zamknąć. Wszędzie restauratorzy płaczą, że nie ma klientów, ale jak pizza podrożała o 100 % na przestrzeni 4 lat to co się dziwić. 5 lat temu raz na miesiąc zamawiałem w lokalnej pizzerii 2 duże pizze za 60 PLN z dostawą, teraz od roku nie zamówiłem żadnej (wychodzi 130 PLN + dodatkowo opłata za sos i kartony, czego wcześniej nie było). Sam robię w piekarniku, gdy świeci słońce i mam za darmo prąd z fotowoltaiki. Inflacja nie wyniosła ponad 100 % na przestrzeni ostatnich lat. Tylko ktoś po prostu pod pretekstem inflacji próbuje dodatkowo zarobić. I… Czytaj więcej »

Łukasz
1 rok temu
Reply to  marcin

Inflacja inflacją, ale chyba pomijasz koszty pracy. Taka pizzeria to pracownicy, a zus wykańcza powoli wszystkich, coraz mocniej i mocniej

Admin
1 rok temu
Reply to  Łukasz

Tak, ludzie sobie nie zdają sprawy jak wyglądają koszty pracy w naszym pięknym kraju. Być może muszą takie być, ale nie można się w takim razie dziwić, że ceny są jakie są

Stef
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

To teraz zagadka dlaczego pizza we Włoszech jest tańsza od tej z Polski. Przecież lokal i robocizna jest tam droższa.? Duża pizza kosztuje tsm 11 euro, w Polsce 59 zł.

Admin
1 rok temu
Reply to  Stef

Chętnie sprawdzę ;-). Ale jak znam biznes – zapewne to kwestia podatków, kosztów produktów i kosztów pracy oraz efektów skali

Stef
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

Polecam Rzym, Neapol ale i Valetta stare miasto. Pizza to jedno ale Risotto w Ursusie kosztuje 69 zł. We Włoszech 15 euro.

Admin
1 rok temu
Reply to  Stef

Ba, nawet we Włochach jest droższe niż we Włoszech 😉

Jacek
1 rok temu
Reply to  Stef

Zgadza się. W Wenecji, na Piazzale de Roma pyszna, wielka pizza (mój włoski przy zamawianiu to mniej więcej: grande pizza con carne) 15 euro. Ruch jak diabli, bo to przy dworcu autobusowym, ale jakość pierwszorzędna.

marcin
1 rok temu
Reply to  Łukasz

Ale co mnie to obchodzi. Dla mnie się liczy cena jaką płacę za towar/posiłek. Nie muszę się zastanawiać jakie są koszty. Niech właściciel sam zacznie wyrabiać ciasto to będą niższe koszty, większy uczciwy zarobek dla niego i mniej wysługiwania się pracą innych.

Łukasz
1 rok temu
Reply to  marcin

[CENZURA-red] pozostaje Ci siedzieć w domu i gotować we własnym zakresie. Jedzenie na mieście to nie mus

Łukasz
1 rok temu
Reply to  Łukasz

Do redakcji: serio [CENZURA-red] podlega cenzurze? Przecież nie jest uznawane za obraźliwe przez specjalistów. To zwykły przymiotnik upraszczajacy stwierdzenie „ktoś, kogo coś nie interesuje, nie ma na ten temat wiedzy”

Admin
1 rok temu
Reply to  Łukasz

Panie Łukaszu, ludzie mają różną wrażliwość, staramy się umożliwiać otwartą dyskusję, ale żeby każdy się czuł komfortowo i nie musiał się obawiać, że za wyrażenie jakiegoś poglądu zostanie obrażony. Opisowe stwierdzenie w zupełności tutaj wystarczy.
Pozdrawiam!

Łukasz
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

Ok, dziękuję za informację – dobrze wiedzieć. Szkoda, że wpisuje się to w modę która obecnie panuje w internecie tj. „nic nie można w obawie o hejt i wrażliwość” – o ile opinie wyrażane są z kulturą i poszanowaniem innych, powinny być akceptowane bo to… no część dyskusji, po prostu. Niektóre portale kompletnie wyłączają komentarze… Ale może to i dobrze, człowiek zamiast włączać się do dyskusji, zamiast poświęcać czas na pewne materiały, zaczyna stronić od wirtualnego świata

Admin
1 rok temu
Reply to  Łukasz

No, my stawimy na dyskusję, aczkolwiek jednak kulturalną.
Pozdrowienia!

Kris
1 rok temu
Reply to  marcin

Potwierdzam, pizzy biore w dyskoncie ew na miejscu w restauracji. Jak w dowozie mam tyle płacić to już wole dołożyc i np sushi wziąść.

Sylwester
1 rok temu
Reply to  marcin

Jak się zamkną tysiące restauracji, to właściciele i pracownicy zgłoszą się po zasiłek, na który pozostali pracujący będą musieli się zrzucić. Trzeba będzie podnieść podatki lub dodać kilka kolejnych, aby móc zapłacić tym wszystkim bezrobotnym, więc zamiast zapłacić za jedzenie i je dostać, zapłacisz w podatkach, a w zamian nie dostaniesz nic. Coś słabo to przemyślałeś.

marcin
1 rok temu
Reply to  Sylwester

Żeby mieć ten niski zasiłek to trzeba spełnić szereg warunków. Więc to wydatków Państwa raczej nie zwiększy. Po prostu płacę minimalną trzeba obniżyć, a na właścicieli nałożyć progresywne podatki, by zmusić ich do obniżenia cen.

Jurek
1 rok temu
Reply to  marcin

Fakt pizza nie jest już takim daniem, które zamawia się spontanicznie . Kiedyś pizza to był tani posiłek, gdy nie chciało się gotować. Teraz dla naszej trzyosobowej rodziny koszt pizzy jest zbliżony do normalnego posiłku w restauracji.

Admin
1 rok temu
Reply to  Jurek

To jest ciekawe – posiłki, w których wysiłek i koszt składników jest kilka razy mniejszy w restauracjach kosztują tyle, ile dania, które wymagają drogich składników i dużo pracy. Nie wiem czy to nie jest powód tego, że w Polsce już zostały niemal wyłącznie restauracje sushi i pizzerie…

Marcin Staly Czytelnik
1 rok temu
Reply to  marcin

Generalnie gastro to branża bardzo trudna żeby sie utrzymac. Od znajomego ktory jest managerem w restauracji wiem, że aplikacje takie jak Pyszne.pl pobieraja spore prowizje za dowoz i czasem mniejsza knajpa na dowozie ma obrotu np. 12000 pln a po odliczeniu kosztow (kierowca, auto, paliwo, skladniki, prad, prowizja dla portalu przez ktory ktos zamawia itd.) zostaje z tego po całym miesiacu 1000 na czysto. Jeszcze jak na miejscu jest duzo klientow to okay, ale nowe knajpy czesto maja problem, bo na otwarciu tłumy a potem ludzie chca sprobowac czego innego poza tym jak ktos wyzej napisal duzo osob teraz ogranicza… Czytaj więcej »

Andrzej
1 rok temu

„To z kolei bezpośrednio prowadzi do zmniejszenia liczebności bydła i w konsekwencji do wzrostu cen wieprzowiny.”

Artykuł o wołowinie ale pan redaktor najwyraźniej niepokoi się również o cenę schaboszczaka 😁

Admin
1 rok temu
Reply to  Andrzej

Generalnie mięsożerni mówią: wszystkie mięska nasze są 😉

Stef
1 rok temu
Reply to  Andrzej

Wieprzowina, wołowina jeden pies, jak mawia Chińczyk?

RAFAL
1 rok temu

Płacenie 10,90 zł za pokrojonego ziemniaka to swoisty masochizm . Za 10.90 to kupuje w biedrze 7 kg ziemniaka . Dlatego coraz więcej knajp plajtuje . Jeżeli drugie danie kosztuje 70- 100 zł to kogo ma być na to stać . Jest trochę hien prawniczych , konowałów niedouków , synekur pierdzistołków ale jednak większość to ludzie którzy muszą kazdego PLN zarobić .

Admin
1 rok temu
Reply to  RAFAL

Czas pitrzebny na pokrojenie ziemniaka też można przeliczyć na osobogodziny. Jeśli zajęłoby to Panu 6 min, a Pana czas jest wyceniany na 200 zł za godzinę, to na pokrojenie ziemniaka traci Pan 20 zł czasu. I wtedy 10,90 zł brzmi już inaczej 😉

RAFAL
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

Powiedzmy sobie szczerze . 200zł za godzinę to nie wiem czy 1 proc tego biednego ogólnie społeczenstwa zarabia . Dlatego tycm których wymieniłem wyżej rzeczywiście nie opłaca się kroić ziemniaka . Jak bierze się za wizytę 15 min 200zł i przepisuje jakieś tabletki na czuja to rzeczywiście można siedzieć w knajpie od śnidania do kolacji .

Admin
1 rok temu
Reply to  RAFAL

Lekarz nie bierze 200 zł za 15-minutową wizytę, tylko za to, co ma w głowie i czego się uczył przez 20 lat

Paweł
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

Na szczęście jestem nieprzyzwoicie zdrowy i lekarzy omijam łukiem gotyckim wysklepionym, ale od pewnego czasu mam wątpliwą przyjemność wozić po lekarzach osobę z bliskiej rodziny. I stwierdzę tylko tyle, że w idealnym świecie lekarz powinien brać za (wy)leczenie, a nie za to, co ewentualnie ma w głowie i czego się uczył – bo przełożenie jednego na drugie nie jest nawet średnie. A może to tylko ja mam pecha do konowałów.

Admin
1 rok temu
Reply to  Paweł

Lekarzowi to płaci się za jego wiedzę w sprawie możliwości wyleczenia. Samo wyleczenie nie zależy już od lekarza (w każdym razie na pewno nie w 100%)

Grzegorz
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

To może lekarzowi powinno się płacić tylko gdy jest się zdrowym?

Admin
1 rok temu
Reply to  Grzegorz

A trenreowi fitness dopiero wtedy, kiedy wyrosną mięśnie? Proszę próbować, moim zdaniem gdyby Pan spróbował negocjować takie zasady, to mógłby Pan mieć kłopoty zarówno z leczeniem, jak i z porostem mięśni 😉

Paweł
1 rok temu
Reply to  Grzegorz

Nie wiem, czy to tylko legenda, ale coś takiego rzekomo funkcjonowało w Chinach – lekarzowi płaciło się „abonament”, gdy było się zdrowym, a w chorobie przestawało się płacić (zachowując dostęp do usług).

Bambino
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

W życiu nie ważne są tylko pieniądze. Nie można pracować 24h dziennie, więc przeliczanie naszego czasu, na „koszty pracy” są….

Admin
1 rok temu
Reply to  Bambino

Czas dla rodziny albo dla wypoczynku też można „wycenić”

Jacus
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

Takie wyliczenia to robił jeszcze mój ojciec 30 lat temu gdzie w barach było za grosze. Przeliczał zawsze na surowiec i czul się strasznie oszukiwany. To jest po prostu jedna z niewielu branż gdzie zwykły Kowalski może sobie przeliczyć surowce. Nie mają pojecia że w każdej branży jest tak samo i mimo wszystko trudno o rentowności. Siedzą i się kadrują popijając piwo za 5 zł, gdzie surowce kosztują max 50gr.

Admin
1 rok temu
Reply to  Jacus

To prawda. Można się bawić w takie wyliczenia, ale trzeba też jednocześnie wyceniać swój czas oraz – w niektórych przypadkach – także „doznania” 😉

Stef
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

Do tego jak chcesz zjeść ziemniaka w formie frytek raz na miesiac to musisz mieć olej, frytkownice, przyprawy.
Jak chcesz się napić piwa to też kupujech slod, drożdże, chmiel, butelkę itp?

Admin
1 rok temu
Reply to  Stef

Chociaż z drugiej strony domowe frytki… mniam 😉

TomR
1 rok temu
Reply to  Stef

Łączenie tłuszczy z węglowodanami (poza przypadkami małej liczby kalorii) jest niezdrowe, organizm sobie z tym nie radzi (tzn. cykl Randla). https://en.wikipedia.org/wiki/Randle_cycle Do beztłuszczowego wytwarzania frytek służą tzw. frytkownice beztłuszczowe, które dmuchają gorącym powietrzem. Ze 300 zł i większość możliwa do wymycia w zmywarce. Potencjalna wada zdrowotna analogiczna jak w zwykłych frytkach – wytwarza się akrylamid, potencjalnie rakotwórczy, przy temperaturach powyżej około 150 stopni. Teraz jest dużo automatycznych maszyn do różnych spraw kuchennych, np. maszyny do chleba, szybkowary elektryczne z dużymi liczbami programów. To upraszcza robienie produktów na własną rękę i zmniejsza obciążenie czasowe, bo maszyna robi produkty w tle, sterowana… Czytaj więcej »

Jurek
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

Ok, ale zarobki 200 zł na godzinę to jednak nie każdy osiąga.

Admin
1 rok temu
Reply to  Jurek

Jasne, to był tylko przykład teoretyczny 😉

Paweł
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

Pytanie brzmi: czy rzeczywiście czas, którego nie poświęciłbym na pokrojenie ziemniora, przeznaczyłbym na zarabianie pieniędzy? No i moja stawka, niestety, nie wynosi 200 zł za godzinę, za to w samodzielnym gotowaniu jestem coraz lepszy i nieskromnie napiszę, że lokalne knajpy nie mają do mnie startu; a i zawsze jest to czas, w którym można pogadać ze ślubną (niekoniecznie od razu własną, jeśli ktoś woli) czy dziećmi.

Admin
1 rok temu
Reply to  Paweł

U każdego jest inaczej, ja tylko mówię, że nie zawsze nie opłaca się zapłacić 10 zł za coś, co realnie kosztuje 2 zł, jeśli te „brakujące” 8 zł można zamienić na inne korzyści (zarabianie pieniędzy, wypoczynek, czas z dziećmi). Polacy tego generalnie kompletnie nie ogarniają

Jacek
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

To podpowiem, że nie są to aż tak absorbujące czynności, żeby w trakcie ich wykonywania nie dało się posłuchać np. interesującego podcastu.

Admin
1 rok temu
Reply to  Jacek

Dla jednych są, dla innych nie 😉

TomR
1 rok temu
Reply to  Paweł

Teraz modne trendy to posty oraz monodiety. Post nic nie kosztuje, a ma zalety zdrowotne. Dużo informacji udostępnia np. Jason Fung.
Popularną monodietą teraz jest carnivore, która polega właśnie na jedzeniu mięsa przeżuwaczy (krowy, owce itp.). Sporo informacji udostępniają np. Shawn Baker, Bart Kay.
Dawniej był popularny Potato Hack – przykładowy popularyzator Tim Steele.

Post zabiera najmniej czasu na wykonanie. 1kg wewnętrznego tłuszczu ludzkiego to około 7700 kcal, starcza na 2 dni.
Monodiety czy to mięsna czy ziemniaczana są trywialne w przygotowaniu w porównaniu z opartymi o mieszanie różnych składników. Bardzo łatwo się też zarządza zakupami i zapasami.

Artur
1 rok temu

To trzeba korzystać z aplikacji będzie taniej. A nie płacić komus wiecej za mniej

Robert
1 rok temu

Ostatni raz w mcgowni……byłem 4 lata temu. Parę kilo chemikaliów w organizmie mniej. Polecam wszystkim. Dotyczy nie tylko mcgown…. ale i innych sieciowych „restauracji”

Stef
1 rok temu

Czyta Pan w myślach. Po ostatniej wizycie w MC D.zastanawiam się kiedy ta sieć stała się jadłodajnia dla bogatych. Two4u za 9,50, zestaw maly za 23 zł. Promocja za burgera i frytki chyba 16 zł.?

Admin
1 rok temu
Reply to  Stef

McDonald’s czyli bar premium ;-). To prawda, poza promocjami nie ma szans, żeby tam się najeśc do syta w cenie tylko nieco poniżej restauracyjnej (chociaż dobre restauracje są jednak wciąż trzykrotnie droższe niż Mac)

Tirinti
1 rok temu

W ostatnich 5 latach mieli skumulowaną inflację 23%, więc wzrost ceny o 21% to poniżej inflacji.

TomR
1 rok temu

W Polsce bijemy rekordy Europy (od dołu) w dziedzinie spożycia wołowiny, rzędu 4 kg/mieszkańca/rok. Za komuny było 17.

W USA boją się importu z Ameryki Południowej, która ma dobre warunki, w tym wszystkim dużo terenów (np. Cerrado w Brazyli to 2mln kilometrów kwadratowych, Pampas w Argentynie – 1,2 mln kilometrów kwadratowych) z dobrym nasłonecznieniem i rozsądnymi opadami. A to wszystko w połączeniu z tanią siłą roboczą i tanim transportem morskim do USA i Europy. Dla porównania – Azja Środkowa ma duże tereny, ale mało deszczu i słaby dostęp do portów morskich (drogi transport).

Admin
1 rok temu
Reply to  TomR

Europa też się boi importu żywności z Ameryki Południowej. Jest problem z umową handlową

Jan
1 rok temu

Ceny burgerów nie tylko tych w mcdonald to efekt tych czasów i „mody” takie coś powinno kosztować max20-30 zł jako swego rodzaju przekąska, dawno sobie odpuściłem burgery gdy za bułkę z mięsem mam płacić 40 i więcej złotych doliczy frytki ponad 50 zł. Idzie znaleźć za to zwykły bar z jedzeniem obiadowym a nie burgery. Co do cen poprawcie mnie jeżeli się mylę ale np. weekendowo-nocny król wśród potraw czyli kebab kosztuje „normalnie” tzn. za 20-25 zł idzie dostać tortillę lub kebab w bułce a można tak samo zgasić pragnienie jak „modnym burgerem” za więcej niż 40 zł

Admin
1 rok temu
Reply to  Jan

Rzeczywiście, natura burgera się mocno zmieniła – z przekąski poprzez tanie jedzenie w biegu do pełnego dania z ceną – jak Pan zauważa – porównywalną do pełnego obiadu. To dziwne, aczkolwiek pewnie wymuszone potrzebą konsumencką

Radek
1 rok temu
Reply to  Jan

Ale Burger jak ma 200g mięsa, to ile ma kosztować? Tyle co porcja obiadowa z ziemniakami i mizerią.
Jak dostaniesz 200g mięsa w bułce za 25 zł, to chyba mięso z papieru zrobione

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu