29 listopada 2025

Głupia sprawa: nasze mózgi szybciej się „psują”. Podobno to przez shorty. Mam dwa sposoby, żeby je „naprawić”. I wycenę tego „remontu mózgów”

Głupia sprawa: nasze mózgi szybciej się „psują”. Podobno to przez shorty. Mam dwa sposoby, żeby je „naprawić”. I wycenę tego „remontu mózgów”

W ostatnich dniach do polskich mediów dotarły wyniki badań, z których wynika, że nasze (ludzkie) mózgi szybko się „psują”. I że najszybciej się „psują” wśród… młodych dorosłych, czyli osób najczęściej korzystających ze smartfonów i platform społecznościowych. Czy smartfonowe pokolenie traci zdolność myślenia? Czy sztuczna inteligencja ostatecznie zniszczy mu mózgi? Podsuwam dwa rozwiązania, by tak się nie stało. Pierwsze to prompt dla sztucznej inteligencji, który może uratować mózg. Drugi to… wyniki innych badań, które podpowiadają, ile trzeba nam zapłacić, żebyśmy sami chcieli przestać niszczyć sobie mózgi. Policzyłem też, czy rząd byłoby na to stać

Alarmujące wyniki najnowszych badań z USA: młodzi dorośli, czyli, ci którzy (przynajmniej w teorii) powinni być w szczycie formy intelektualnej, zgłaszają dziś poważne problemy z pamięcią, koncentracją i podejmowaniem decyzji – mówimy tu o skali niemal dwa razy większej niż dekadę temu. Warto zaznaczyć: nie chodzi o „zmęczeniu po pracy” czy „brak skupienia po nieprzespanej nocy”. Chodzi o prawdziwe (oczywiście deklarowane) trudności w funkcjonowaniu poznawczym. Na tyle duże, że ludzie zaczynają określać je jako pewien stopień niepełnosprawności. I to wszystko w czasach, które – przynajmniej na papierze – miały dać nam dostęp do nieograniczonej wiedzy i możliwości.

Zobacz również:

Wskazują na to wyniki 4,5 miliona ankiet zebranych w największym amerykańskim badaniu zdrowotnym BRFSS. Wnioski są niestety brutalne. Problemy poznawcze szczególnie szybko rosną wśród młodych i tych w trudniejszej sytuacji ekonomicznej. Nawet wyższe dochody nie chronią przed tym zjawiskiem, a edukacja nie zatrzymuje trendu. Coś poważnego dzieje się z naszą zdolnością do myślenia.

Badanie opublikowano na łamach specjalistycznego pisma „Neurology”. Autorzy przeanalizowali aż 4,5 mln ankiet dorosłych Amerykanów z lat 2013–2023, korzystając z ogromnego, corocznego badania BRFSS. Interesowała ich tzw. „niepełnosprawność kognitywna”, czyli poważna trudność z koncentracją, pamięcią lub podejmowaniem decyzji z powodu stanu fizycznego, psychicznego lub emocjonalnego. Nie jest diagnoza demencji czy choroby Alzheimera, a sygnał, że w codziennym życiu coś zaczyna zgrzytać na poziomie poznawczym.

Komu mózgi psują się szybciej? Jaki wpływ mają pieniądze i edukacja?

W skali całej populacji USA odsetek dorosłych deklarujących poważne trudności poznawcze wzrósł z 5,3% w 2013 r. do 7,4% w 2023 r., a statystycznie istotny trend wzrostowy pojawił się już około 2016 r. Na pozór wydaje się to nieznaczony skok, ale stoją za nim miliony ludzi, którzy mają tak zauważalny problem z koncentracją, pamięcią czy podejmowaniem decyzji, że zaczęło im to przeszkadzać w codziennym funkcjonowaniu. A także w pracy. A więc może rzutować na ich dochody.

Najmocniejszym punktem badania – i jednocześnie najbardziej niepokojącym – jest rozkład zmian w czasie według wieku. W grupie 18–39 lat odsetek osób deklarujących poważne trudności poznawcze wzrósł niemal dwukrotnie: z 5,1% do 9,7%. Innymi słowy: dziś blisko co dziesiąty młody dorosły w USA zgłasza problemy z koncentracją, pamięcią czy decyzjami na takim poziomie, że uznaje je za „poważne”. Dla kontrastu, w grupie 70+ odsetek ten… lekko spadł – z 7,3% do 6,6%.

Badanie pokazuje, że nie jest to problem równomiernie rozłożony społecznie. Im niższe dochody i wykształcenie, tym większe ryzyko pojawienia się trudności poznawczych. W 2013 r. wśród osób o dochodach poniżej 35 000 dolarów rocznie odsetek wynosił 8,8%, zaś w 2023 r. już 12,9%. W najwyższej grupie dochodowej (powyżej 75 000 dolarów) było to odpowiednio 1,8% i 3,9%. Widać więc, że pieniądze nie uodparniają – nawet wśród najlepiej zarabiających wskaźnik się podwoił – ale bieda wyraźnie pogarsza sytuację.

Podobna sytuacja jest przy wykształceniu: osoby bez ukończonej szkoły średniej częściej mają problemy z koncentracją i podejmowaniem decyzji. W ciągu dekady nastąpił wzrost odsetka z 11,1% do 14,3%, podczas gdy wśród absolwentów uczelni wzrost jest niższy – z 2,1% do 3,6%.

U młodszych dorosłych, którzy teoretycznie powinni być w najlepszej kondycji poznawczej, wzrosty są najostrzejsze nawet w grupach „uprzywilejowanych”. Wśród osób 18–39 lat z dochodem powyżej 75 000 dolarów odsetek zgłaszających poważne trudności poznawcze wzrósł z 2,2% do 6,6%. To trzykrotny skok w dekadę! Podobny trend widać u młodych z wykształceniem wyższym niż średnie – tam wskaźnik niemal się podwaja. Innymi słowy, dyplom nie jest tarczą absolutną, choć wciąż wyraźnie obniża ryzyko.

Coś wyraźnie dzieje się z całym młodym pokoleniem, a ubożsi po prostu zderzają się z tym zjawiskiem mocniej i boleśniej. Czy z badania wyłania się obraz „prania mózgów przez smartfony”?

Przyczyny i konsekwencje trudności z myśleniem i koncentracją

Co z przyczynami? Autorzy wspominają o kilku potencjalnych czynnikach: rosnąca świadomość problemów poznawczych, mniejsze tabu wokół mówienia o „słabościach” umysłowych, presja ekonomiczna, niepewność rynku pracy, zmiany środowiska pracy – w tym coraz większa zależność od narzędzi cyfrowych i konieczność ciągłej wielozadaniowości. W badaniu nie znajdziemy kategorycznego stwierdzenia „winne są social media”, ale skokowy wzrost zgłaszania trudności kognitywnych wśród młodych zaczyna się mniej więcej w momencie, kiedy portale społecznościowe stały się wszechobecne.

Subiektywnie najpewniej można określić to „przebodźcowaniem ludzkości”. Chodzi o mechanizm psychologiczny, w którym dopaminowe mikronagrody za każdy scroll, lajk czy short trenują mózgi do płytkiego, przerywanego przetwarzania bodźców. Ten wniosek dobrze koresponduje z obserwacją, że rośnie grupa osób, dla których nawet zwykłe przeczytanie książki czy obejrzenie filmu to zadanie ponad siły.

Opisywany w badaniu stan rzeczy niesie za sobą nie tylko problemy społeczne, ale i ekonomiczne oraz geopolityczne. Społeczeństwo, które ma „popsute” mózgi, nie potrafi utrzymać uwagi dłużej niż na nagłówku czy memie, jest z definicji bardziej podatne na manipulację, teorie spiskowe i uproszczone, emocjonalne przekazy.

Jeżeli coraz większa grupa ludzi nie jest w stanie doczytać dłuższego artykułu wyjaśniającego złożone procesy gospodarcze, klimatyczne czy geopolityczne, a jednocześnie jest permanentnie zalewana krótkimi, mocno pobudzającymi komunikatami, przewagę zyskuje nie ten, kto ma lepsze argumenty, lecz ten, który potrafi mocniej uderzyć w bodziec – a to często najpłytsze przekazy. Gniew, strach i oburzenie stają się walutą, w której opłaca się komunikować – a dokładnie takie mechanizmy widać na co dzień w social mediach.

Na horyzoncie widać już kolejny czynnik, który może przyspieszyć „psucie mózgów” – sztuczną inteligencję. Dziś wielu ostrzega przed chatbotami AI, które są substytutami wsparcia i w dużej mierze myślenia. Badanie tego wątku siłą rzeczy jeszcze nie obejmuje, ale trudno nie zadać pytania, jak będą wyglądały wskaźniki niepełnosprawności kognitywnej, gdy do obecnej kultury scrollowania dołożymy jeszcze korzystanie z narzędzi takich jak ChatGPT i w przyszłości (prawdopodobnie) z agentów AI, którzy będą za nas czytać, pisać, podsumowywać i podejmować część decyzji.

Sztuczna inteligencja: jak zmusić ją, żeby „naprawiała” nam mózgi?

Jeżeli już dzisiaj coraz więcej osób mówi problemach z koncentracją i myśleniem, to czy wraz z rozwojem sztucznej inteligencji (która nasz wysiłek ma ograniczyć), nawyk samodzielnego myślenia nie osłabnie jeszcze bardziej? Niestety prawdopodobnie tak będzie, ale… To niekoniecznie jest walka z góry skazana na porażkę. Dlaczego? Bo z drugiej strony, świadomie używane narzędzia AI mogą stać się pewnym wsparciem dla osób, które już zmagają się z realnymi trudnościami.

W jaki sposób? Sztuczna inteligencja może pomagać organizować informacje, ułożyć zdrowe rutyny i przypominać o zadaniach, kontrolowaniu nawyków lub nawet strukturyzować wiedzę. Niemniej to, czy AI w tej kwestii pomoże, a nie stanie się gwoździem do trumny zależy wyłącznie od tego w jaki sposób będziemy z niej korzystać. I tu dochodzimy do kwestii drugiej: a mianowicie jest też sposób dla tych, u których problemy jeszcze nie występują – a może im zapobiec.

Dla każdego, kto chce, by np. ChatGPT mu pomagał, a nie przeszkadzał w myśleniu, mam prostą radę. Otóż wystarczy wpisać odpowiedni prompt, by sztuczna inteligencja zaczęła nas zmuszać do myślenia, challengować, kąsać intelektualnie, zanim podsuwać gotowe odpowiedzi. Jak wygląda taki „prompt ratunkowy” dla naszych mózgów?

„Od teraz nie potwierdzaj po prostu moich stwierdzeń ani nie zakładaj, że moje wnioski są poprawne. Twoim celem jest bycie intelektualnym sparingpartnerem, a nie tylko pomocnym asystentem, który się ze wszystkim zgadza. Za każdym razem, gdy przedstawię jakiś pomysł, zrób następujące rzeczy:

  1. Analizuj moje założenia. Co uznaję za oczywiste, a co może wcale nie być prawdziwe?
  2. Przedstawiaj kontrargumenty. Co powiedziałby inteligentny, dobrze poinformowany sceptyk?
  3. Testuj moje rozumowanie. Czy moja logika wytrzymuje krytyczną analizę, czy może istnieją w niej luki lub błędy, których nie dostrzegłem?
  4. Proponuj alternatywne perspektywy. W jaki inny sposób można ująć, zinterpretować lub zakwestionować ten pomysł?
  5. Przedkładaj prawdę nad zgodę. Jeśli się mylę albo moje rozumowanie jest słabe/wadliwe, muszę to wiedzieć.
  6. Popraw mnie jasno i wyjaśnij dlaczego.
  7. Zachowuj podejście konstruktywne, ale rygorystyczne.

Twoja rola nie polega na kłóceniu się dla samej kłótni, lecz na popychaniu mnie w stronę większej klarowności, dokładności i intelektualnej uczciwości. Jeśli zacznę wpadać w pułapkę efektu potwierdzenia lub niezweryfikowanych założeń, wskaż to bezpośrednio. Udoskonalajmy nie tylko nasze wnioski, ale także sposób, w jaki do nich dochodzimy”

By uniknąć wklejania wszystkiego każdorazowo przed rozpoczęciem konwersacji, wystarczy kliknąć lewym przyciskiem myszy ikonę konta w lewym dolnym rogu, następnie wybrać opcję „personalizacja” i całość wrzucić prompt w pole pod tytułem „instrukcje niestandardowe”. Od teraz ChatGPT będzie zachowywał się zgodnie z poleceniem, gdy tylko zaczniesz nową rozmowę. Nasze mózgi przestaną się psuć.

Czy uratujemy mózgi? Może trzeba nam za to… zapłacić?

Rosnąca „niepełnosprawność poznawcza” jest realnym problemem zdrowia publicznego. Najbardziej obciążone są grupy młodsze oraz osoby w gorszej sytuacji społeczno-ekonomicznej, ale wyraźne wzrosty widać nawet wśród najlepiej wykształconych i najlepiej zarabiających.

Mamy niestety do czynienia z cichą wojną o naszą uwagę. Metaforycznie rzecz ujmując, największym (a za razem jedynym orężem obronnym) jest świadomość i ułożenie zdrowych nawyków w chaotycznym świecie. To proste rzeczy, o których siłą rzeczy coraz częściej zdarza nam się zapomnieć np. odkładanie telefonu przy rozmowie, monitorowanie czasu ekranowego, wybieranie książki zamiast mediów społecznościowych, skupianie się na jednej porcji wiedzy w danym momencie, ale zgłębianie jej z większą dokładnością.

Potrzebne są też zmiany systemowe i twardsza polityka wobec serwisów społecznościowych. Nie będzie łatwo realnie odbudować zdolność ludzi do głębokiego myślenia, ale… trzeba próbować.  Może zrobić to za pieniądze? Jakiś czas temu w „Subiektywnie o Finansach” opisywaliśmy wynik eksperymentu, w którym proponowano ludziom pieniądze za to, żeby nie korzystali z platform społecznościowych. Tanio nie było, ale… może by się opłaciło?

Naukowcy zwerbowali ok. 2000 dorosłych Amerykanów, którzy na trzy miesiące zainstalowali aplikację na Androida, która pozwalała (motywowała?) im ograniczyć czas spędzany przed ekranem. Zabezpieczenia aplikacji były prawie niemożliwe do obejścia, co oznacza, że uczestnicy nie mieli możliwości oszustwa.

Otrzymali również zachętę finansową, która miała pomóc im w osiągnięciu oczekiwanych rezultatów. Wynosiła ona 2,5 dolara (w przybliżeniu 10 zł) za każdą godzinę, w trakcie której nie korzystali z Facebooka, Instagrama, Snapchata, Twittera i Youtube’a.

Sytuacja była więc następująca: mogłeś dostać 10 złotych za godzinę nicnierobienia, ale bez dostępu do ulubionych aplikacji, albo odblokować do nich dostęp i przestać „zarabiać”. Wynik eksperymentu był taki, że uczestnicy ograniczyli czas spędzany przed ekranem smartfona średnio o 22 minuty dziennie w zamian za gratyfikację na poziomie równowartości 1,5 dolara, czyli niecałych 5 zł.

Czy to oznacza, że gdyby chcieć w ten sposób „wycenić” trzy godziny, które statystycznie spędzamy przed ekranem smartfona dziennie, to należałoby nam zapłacić 7,5 dolara, czyli równowartość 30 zł dziennie? Nie. Po pierwsze dlatego, że każda kolejna minuta rezygnacji z ulubionych aplikacji jest bardziej cenna (bo „głód” jest większy), a po drugie należałoby uwzględnić siłę nabywczą Amerykanów i Polaków. Dla mieszkańca USA 7,5 dolara jest mniej więcej dwa razy mniej „warte” niż dla Polaka, bo dochody Amerykanów są wyższe. Te dwie okoliczności działają w przeciwnych kierunkach, ale nie wiadomo jaka jest ich siła.

Jest jeszcze jedna ciekawostka: przyznana niektórym uczestnikom eksperymentu dodatkowa nagroda pieniężna – czyli zwiększenie bonusu finansowego za rezygnację z Facebooka i innych aplikacji – zmniejszyła czas spędzony przed ekranem już nie o 22 minuty dziennie, lecz o 56 minut dziennie. A więc już o jedną trzecią średniej statystycznej używania smartfona.

W jakiej wysokości była wspomniana przed chwilą premia? Mówimy tu już nie o 2,5 dolara za godzinę „technologicznego postu”, lecz o maksymalnie 50 dolarach za każdą godzinę, w trakcie której użytkownik zrezygnował z Instagrama, Facebooka, itp. Kwota była ruchoma, określał ją opracowany przez naukowców algorytm uzależniający kwotę „podwyżki” od stopnia, w którym zadziałała podstawowa zachęta (im mniej była skuteczna, tym wyższa była „podwyżka”). Okres eksperymentu trwał trzy tygodnie, więc trochę pieniędzy można było zarobić.

Ile kosztowałby Polskę odwyk od smartfonów? Policzyłem!

Wygląda więc na to, że pierwsze niecałe pół godziny rezygnacji z używania smartfona dziennie jest dla amerykańskich użytkowników warte niewiele, ale drugie pół godziny – już wielokrotnie więcej. Siła uzależnienia technologicznego jest więc spora. Ile by kosztowało, gdyby wszystkim Polakom zrobić opcję „technologicznego odwyku” i pozwolić im przez jakiś czas „zarabiać” na nieoglądaniu Facebooka, TikToka i innych śmieciowych rzeczy, od których psują się mózgi?

Załóżmy, że płacimy każdemu Polakowi (poza małymi dziećmi, którym pewnych rzeczy można zabronić „za darmo”) 20 zł za pierwszą godzinę rezygnacji z Facebooka. Dlaczego tyle? Bo Amerykanie chętnie wzięli podobne pieniądze po korekcie o ich wartość nabywczą. Załóżmy, że za drugą płacimy 30 zł, a za trzecią 40 zł. Ponieważ statystycznie korzystamy ze smartfonów do przeglądania internetu trzy godziny dziennie, zakładamy, iż kolejne godziny „blokady internetu” są już darmowe.

Wychodzi 90 zł na osobę za każdy dzień. Załóżmy, że „kupujemy” dla ludzi odwyk od smartfonów na cały miesiąc za równowartość ceny dwutygodniowego niekorzystania ze smartfonów, licząc tylko dni robocze – czyli za 450 zł (taki „hurt”). Mamy w Polsce mniej więcej 30 mln osób, których stan mózgu jest ważny. Trzeba odjąć ze 2-3 mln małych dzieci.  Wychodzi jakieś 140 mld zł rocznie.

W sumie… niewiele, jak na ratowanie mózgów. Mniej niż wydajemy rocznie na żelastwo kupowane z Ameryki (200 mld zł), znacznie mniej, niż wydajemy na ochronę zdrowia (250 mld zł w przyszłym roku). To mniej więcej tyle, ile idzie na transfery społeczne w skali roku.  Skoro już mamy te 270 mld zł rocznie dziury budżetowej, to może dorzucić do niej taki „pilotaż”? No, chyba że zamiast ludziom płacić za niekorzystanie z platform społecznościowych po prostu tego… zabronimy. Widzicie to oczami wyobraźni? Zakaz korzystania ze smartfonów, wolno byłoby mieć tylko „starą Nokię” ;-)). Taki żarcik.

Czytaj też: jak marketingowcy piorą nam mózgi przy okazji zakupów?

Obniżka VAT. Sklepy chcą mieć z czego schodzić

——————————-

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

——————————

zdjęcie tytułowe: Pixabay, Canva

Subscribe
Powiadom o
10 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Marian
1 dzień temu

„Podobna sytuacja jest przy wykształceniu: osoby bez ukończonej szkoły średniej częściej mają problemy z koncentracją i podejmowaniem decyzji.”
A może właśnie dlatego te osoby nie ukończyły nawet szkoły średniej, ponieważ mają problemy z koncentracją i podejmowaniem decyzji? Nie wiem skąd założenie, że tylko chęci są przeszkodą w zrobieniu doktoratu przez dowolnego człowieka. Są ludzie mniej i bardziej zdolni, ci lepsi mają zwykle znacznie lepszą pamięć i już na tym etapie w takich badaniach będą wypadali korzystniej.

Admin
1 dzień temu
Reply to  Marian

Nikt nie mówi, że tylko chęci. Ale jakiś wpływ raczej mają

IRR
1 dzień temu

Nie poradziliśmy sobie z uzależnieniem od alkoholu, narkotyków, leków, tytoniu, hazardu itd. więc nie widzę szans aby poradzić sobie z uzależnieniem od Internetu czy samrtfona. Moim zdaniem pieniądze tutaj nie pomogą. Uzależnienie to problem całego organizmu a nie tyko mózgu.

15-latek w szpitalu po odebraniu smartfona. „Objawy jak przy głodzie narkotykowym”
https://noizz.pl/spoleczenstwo/15-latek-w-szpitalu-po-odebraniu-smartfona-objawy-jak-przy-glodzie-narkotykowym/zpvn15h?srcc=undefined&utm_v=2

Admin
11 godzin temu
Reply to  IRR

Tak, to nie będzie łatwa wojna

Jacek
22 godzin temu

Oglądanie filmów na YouTube wcale nie musi być synonimem pochłaniania śmieciowej papki, natomiast pojawiające się tam reklamy już tak. Nie dość, że przerywają sensowny przekaz, to robią głównie łomot, usiłując namówić na zakup czegoś, czego nie potrzebujemy albo wciskać jakąś debilną propagandę.
Innych wymienionych w artykule stron nie odwiedzam, bo szkoda na to czasu.
Nie podoba mi się faszerowanie dzieci jakimiś filmikami, w których bardzo szybko wyświetlany jest tekst zawierający jedno słowo. Coś takiego prawdopodobnie może psuć mózg, gdyż jest jak dla mnie uciążliwą formą przekazu – podobnie jak te zakrawające na bełkot bardzo szybko czytane w reklamach leków formułki.

Ppp
11 godzin temu
Reply to  Jacek

Bardzo słuszna uwaga, choć niepełna. Właśnie z powodu reklam nasz czas robi się poszatkowany – mając 5-10 minut „wolnego”, zanim zostanie wznowiona emisja filmu, raczej trudno brać się za coś sensownego i rozwijającego (pić i sikać co 20 minut się nie chce). To samo z młodzieżą. Uczeń wstaje, myje się i ma po 10 minut między myciem a śniadaniem, między śniadaniem a ubieraniem się i kolejne kilka minut na przystanku autobusowym – trudno w tym momencie skupić się na czymś rozwijającym. Zauważmy bowiem, że owe rozwijające umysł zajęcia są zwykle dość czasochłonne, wymagające skupienia, więc mocno niepraktyczne, gdy wolny czas… Czytaj więcej »

Jacek
8 godzin temu

To jest brak samodzielnego myślenia.
Spotykam to na co dzień wśród młodych ludzi.
Zamiast rozwiązać problem pytają o rozwiązanie.
Np. Gdzie kupić coś.

Admin
2 godzin temu
Reply to  Jacek

Kto pyta nie błądzi

Dominik
4 godzin temu

Uważam że to byłoby genialne gdyby np zakazać używania jakichkolwiek social mediów po godz 20.00 co ograniczy używanie smartfonów by nasze mózgi miały czas odpocząć by też nie kłaść się spać z tak naświetlanymi oczyma jak mamy w zwyczaju to robić i poprawiłoby to nasz sen dzięki czemu nasze umysły by się może tak szybko nie psuły.

Admin
2 godzin temu
Reply to  Dominik

Dobre!

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu