Na świecie rośnie… ryzyko. Coraz więcej majątku do zabezpieczenia, rosnąca skala katastrof pogodowych, wybuch ataków cybernetycznych. W niestabilnym świecie rośnie znaczenie ubezpieczeń. Tyle że światowy rynek ubezpieczeniowy — niby jest w dobrej formie — ma kilka bardzo wyraźnych pęknięć w fundamentach. Z jednej strony wyższe składki i niezłe zyski branży ubezpieczeniowej, a z drugiej wciąż zbyt niska „gęstość” ubezpieczeniowa w wielu krajach, rosnące straty katastroficzne i coraz bardziej nieprzewidywalny krajobraz gospodarczy. Jak zachęcić nas do ubezpieczeń? Dlaczego wystarczająco się nie ubezpieczamy?
Patrząc na świeży raport OECD o rynku ubezpieczeniowym (Global Insurance Market Trends 2025), Polska wygląda trochę jak uczeń, który „jakoś tam zdaje”, ale do prymusów z Europy Zachodniej wciąż mu daleko. Jaką część całorocznego „tortu” gospodarczego (PKB) stanowią składki ubezpieczeniowe, sumując polisy na życie, mieszkaniowe, samochodowe, firmowe, zdrowotne itd.? Średnio w krajach OECD to ok. 6,2% PKB, a licząc wszystkie 67 badanych gospodarek – 5,4%.
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
W Polsce ten wskaźnik oscyluje dziś wokół ok. 2,2% i co gorsza, dziesięć lat temu było nam bliżej do 3,2%. Innymi słowy, przyrasta nam gospodarka, rosną płace, ale udział ubezpieczeń w całej tej maszynerii… maleje. Jeśli spojrzymy na panoramę Europy, kontrast jest jeszcze wyraźniejszy. W Danii i Francji udział składek w PKB przekracza 10%. W Rumunii – 1,1%.
Niska „penetracja” ochroną ubezpieczeniową w Polsce – zwłaszcza w ubezpieczeniach majątkowych – sugeruje brak podstawowej ochrony finansowej ludzi i firm przed ryzykami, które da się i można ubezpieczyć. Mówiąc wprost, wielu z nas stąpa po cienkim lodzie.
Ale trzeba uwzględnić też to, że ubezpieczenia to tak naprawdę dwa światy. Pierwszy to ubezpieczenia majątkowe: samochód, mieszkanie, firmowe mienie, OC, zdrowie prywatne. Drugi – ubezpieczenia na życie i produkty oszczędnościowo-inwestycyjne w formie polisy ubezpieczeniowej. Ogólny spadek penetracji ubezpieczeniami polskiego rynku w ostatniej dekadzie wynika głównie z zapaści w segmencie życiowym: ubezpieczenia majątkowe jako procent PKB trzymają się mniej więcej stabilnie (między 2,1% a 2,5%), natomiast ubezpieczenia na życie wyraźnie się skurczyły.
Przyczyny problemów na rynku ubezpieczeń i… wątek Polski
Dlaczego jest taki problem z zachęceniem obywateli do lepszego zabezpieczenia majątku, życia i zdrowia? Po pierwsze inwestycje kapitałowe i produkty bankowe konkurują z ubezpieczeniami o tę samą złotówkę klienta. Po drugie klienci tracą zaufanie do polis powiązanych z rynkiem kapitałowym (tzw. unit-linked). Po trzecie podwyżki stóp procentowych na całym świecie schłodziły rynek mieszkaniowy, co uderzyło w segment kredytowych polis na życie (takich „na raty kredytu”).
Nawet jeśli ubezpieczyciele sprzedają trochę więcej, to gospodarka „ucieka do przodu” i udział sektora ubezpieczeń w PKB spada. Problem nie dotyczy tylko biedniejszych krajów – to raczej kwestia struktury produktów, konkurencji o oszczędności i tego, jak ubezpieczenia są postrzegane.
Niski poziom „ubezpieczeniowego nawyku” i relatywnie mały udział polis w gospodarce powoduje prosty skutek: część ciężaru kosztów katastrof, kradzieży, pożarów czy wypadków nie trafia do systemu ubezpieczeniowego, tylko zostaje na barkach rodzin, przedsiębiorców albo… budżetu państwa. OECD wprost ostrzega, że niska penetracja gospodarki ubezpieczeniami, zwłaszcza w ubezpieczeniach majątkowych, oznacza „potencjalny brak podstawowej ochrony przed ryzykami”.
Polski rynek finansowy przez lata promował inne formy zarządzania pieniędzmi, niż ubezpieczenia – OECD zauważa, że w wielu jurysdykcjach produkty bankowe skutecznie wypychają polisy życiowe z segmentu „oszczędnościowo-inwestycyjnego”. U nas ten efekt jest prawdopodobnie dodatkowo wzmocniony fatalną reputacją dawnych polis inwestycyjnych (tzw. polisolokat) i sporami sądowymi, które zostawiły po sobie sporo nieufności.
Co z tym zrobić systemowo? OECD zwraca uwagę, że tam, gdzie świadomość ryzyka rośnie – np. w kontekście zdrowia czy cyberzagrożeń – widać wzrost zainteresowania ubezpieczeniami. To oznacza, że w krajach, gdzie przekaz edukacyjny jest mocniejszy, a obywatele „czują” konsekwencje braku polisy, ubezpieczenia rosną szybciej. W Polsce to wciąż obszar, który pozostaje w dużej mierze na barkach samych instytucji finansowych i mediów, ale bez tego „miękkiego” komponentu nawet najlepsze rozwiązania regulacyjne i produktowe nie zadziałają w pełni.
Po drugie regulacje, zachęty podatkowe, programy wsparcia państwowego powinny przesuwać akcenty tam, gdzie to jest potrzebne. A więc m.in. na zwiększanie skali rynku ubezpieczeń. Niska penetracja w tym segmencie to sygnał, że w razie katastrof będziemy mieli więcej apeli o pomoc publiczną, większą presję na budżet państwa, by wypłacał odszkodowania i rekompensaty. To się nikomu nie opłaca. Lepiej ubezpieczyć niż wypłacać.
Po trzecie trzeba mądrze zaprojektować rolę produktów życiowych i oszczędnościowych. OECD pokazuje, że w otoczeniu wyższych stóp procentowych i lepszych rynków kapitałowych ubezpieczenia na życie z komponentem oszczędności mogą znów być atrakcyjne – pod warunkiem, że są przejrzyste i dobrze skrojone pod potrzeby klienta. To pole do działania zarówno dla regulatora, jak i dla samych ubezpieczycieli: proste produkty, jasne koszty, brak „haczyków” i lepsze wyjaśnianie, za co właściwie płacimy.
Co z tego wynika dla nas? Kiedy dobrze się ubezpieczamy?
Jeśli przeznaczamy na ubezpieczenia tylko 2,2% PKB, to czas zdać sobie sprawę z tego, że większą część kosztów przykrych zdarzeń bierzemy na klatę sami, przerzucamy na rodzinę albo liczymy na państwowe programy pomocowe. Tymczasem coraz więcej jest ekstremalnych zjawisk pogodowych, więcej aktywów mamy „na bilansie” (domy, samochody, sprzęt), wszystko drożeje (np. ochrona medyczna), mamy wyższe oczekiwania co do jakości życia. Jeśli systemowo nie podniesiemy poziomu ochrony, konsekwencje będą coraz dotkliwsze.
Jeżeli nie zadbamy o minimum ochrony samodzielnie – mieszkanie od ognia i powodzi, przyzwoite OC w życiu prywatnym, jakaś forma ochrony dochodu czy życia, choćby w prostej wersji – to pozostaje nam wiara w szczęście. W Polsce nie chodzi o to, że mamy „za mało ubezpieczeń w ogóle”, tylko o to, że bardzo często ubezpieczamy nie to, co trzeba, albo w zły sposób. Zdrowe podejście zaczyna się nie od pytania „jaką polisę mi wciśnie agent?”, tylko od: co w moim życiu jest naprawdę nie do udźwignięcia finansowo, jeśli pójdzie źle?
Ubezpieczenie ma chronić przed katastrofą, a nie przed każdym drobnym kłopotem. Najpierw zabezpieczam to, czego sam nie odtworzę, nawet gdybym oszczędzał latami. Dla większości ludzi takim pierwszym „must have” jest mieszkanie lub dom. Jeśli masz nieruchomość, podstawą jest sensowne ubezpieczenie mienia: lokal, wyposażenie, najlepiej także OC w życiu prywatnym. Tu bardziej niż nazwa ubezpieczyciela liczy się suma ubezpieczenia (czyli do jakiej kwoty firma realnie odpowiada) i lista wyłączeń, czyli sytuacji, w których polisa nie zadziała. Umowa na 300 000 zł przy mieszkaniu wartym 800 000 zł to niebezpieczna iluzja, nie ochrona.
Drugi filar to ubezpieczenie naszych zdolności do zarabiania pieniędzy – a więc ubezpieczenie zdrowia i życia. OECD pokazuje, że w Polsce ten segment jest wyjątkowo słaby, ale z perspektywy pojedynczej rodziny to właśnie tutaj ryzyko jest najbardziej bolesne. Warto myśleć prosto: jeżeli ktoś utrzymuje dom, ma kredyt, dzieci, zobowiązania, to śmierć lub trwała niezdolność do pracy jednej osoby potrafi kompletnie wywrócić budżet. Ubezpieczenie na życie z rozsądną sumą (taką, która realnie spłaci kredyt i da rodzinie kilka lat finansowego oddechu) nie jest luksusem, tylko elementarną odpowiedzialnością.
Jeśli prowadzisz firmę, priorytety znowu ustawiają się podobnie: co cię zabije, jeśli się wydarzy? Często nie jest to wcale kradzież laptopa, tylko brak możliwości działania przez kilka tygodni po pożarze, awarii, poważnym wypadku właściciela. Z tego punktu widzenia OC działalności i ubezpieczenie od przerwy w działalności potrafią być ważniejsze niż kolejny pakiet assistance. Mały przedsiębiorca w Polsce bardzo często ubezpiecza samochód w leasingu, bo „tak trzeba”, a zapomina o tym, że jedna poważna szkoda wyrządzona klientowi może zjeść cały roczny zysk.
Warto raz w roku spisać wszystkie polisy i odpowiedzieć sobie na trzy pytania: przed czym mnie to chroni, do jakiej kwoty i czy nie mam tego samego gdzie indziej. Często lepiej zrezygnować z trzech słabych, „gratisowych” ochron i kupić jedną, ale porządną, z realną sumą i jasno opisanymi warunkami.
Na koniec najważniejsze: ubezpieczenie nie jest magicznym amuletem, tylko kontraktem. Zanim podpiszesz, zobacz, jak liczona jest suma ubezpieczenia (czy odpowiada wartości majątku), jakie są wyłączenia (czyli kiedy ubezpieczyciel może odmówić wypłaty), jaka jest twoja „uczestnicząca” część szkody (udział własny, franszyza) i czy polisa wyrównuje pełną szkodę czy tylko jej część. Jeśli te kilka prostych rzeczy mamy poukładane – ubezpieczone mieszkanie, życie, dochód, samochód, biznes – to niezależnie od tego, jak kiepsko Polska wypada w tabelkach OECD, my jako pojedyncza rodzina jesteśmy w zupełnie innym miejscu niż ubezpieczeniowa statystyczna średnia.
——————————-
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————–
SPRAWDŹ RANKING LOKAT
Zastanawiasz się, co zrobić z pieniędzmi? W którym banku jest najwyższe oprocentowanie pieniędzy na długo, a w którym na krótko? Który najlepiej zapłaci za nowe środki, a który „w standardzie”? Sprawdź „Okazjomat Samcikowy” – to aktualizowane na bieżąco rankingi lokat, kont oszczędnościowych, a także kont osobistych, rachunków firmowych i kart kredytowych. Wszystkie tabele znajdziesz w zakładce „Rankingi” w „Subiektywnie o Finansach”.
——————————-
ZNAJDŹ SUBIEKTYWNOŚĆ W SOCIAL MEDIACH
Jesteśmy nie tylko w „Subiektywnie o Finansach”, gdzie czyta nas ok. pół miliona realnych odbiorców miesięcznie, ale też w mediach socjalnych, zwanych też społecznościowymi. Tam krótkie spostrzeżenia o newsach dotyczących Twoich pieniędzy. Śledź, followuj, bądź fanem, klikaj, podawaj dalej. Twórzmy razem społeczność ludzi troszczących się o swoje pieniądze i ich przyszłość.
>>> Nasz profil na Facebooku śledzi ok. 100 000 ludzi, dołącz do nich tutaj
>>> Samcikowy profil w portalu X śledzi 26 000 osób, dołącz do nich tutaj
>>> Nasz profil w Instagramie ma prawie 11 000 followersów, dołącz do nich tutaj
>>> Połącz się z Samcikiem w Linkedin jak 23 000 ludzi. Dołącz tutaj
>>> Nasz profil w YouTube subskrybuje 10 000 widzów. Dołącz do nich tutaj
———————————-
ZOBACZ SUBIEKTYWNE ROZMOWY:
„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtube. Raz w tygodniu duża rozmowa, a poza tym komentarze i wideofelietony poświęcone Twoim pieniądzom oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube
———————————-
zdjęcie tytułowe: Jenny Friedrichs/Pixabay


