Życie jak gra komputerowa? Każdego dnia zdobywasz lub tracisz „mikrożycia”. Co robić, żeby najpóźniej zobaczyć: „Game over”? Liczę!

Myśląc o tych, których nie ma już wśród nas, zastanawiamy się nad pewną „niesprawiedliwością” życia, polegającą na tym, że jedni cieszą się nim dłużej, a inni krócej. Niektóre elementy wpływające na ten fakt są pod naszą kontrolą. Robiąc jedne rzeczy dostajemy dodatkowe „mikrożycia”, a robiąc inne rzeczy – tracimy je. Ile dziś zdobyłeś/zdobyłaś „mikrożyć”, a ile straciłeś/straciłaś? Liczymy!

Przebieg – i długość – naszego życia zależy w pewnej mierze od czystego przypadku (gdzie się urodziliśmy, jakim powietrzem oddychamy, jakimi genami obdarzyli nas rodzice…), ale nie ma co kryć, że są pewne czynniki, które nam życie wydłużają lub skracają. Przynajmniej statystycznie, bo przecież nie każdemu psu Burek (bez obrazy).

Niektórzy, w oparciu o to spostrzeżenie, dzielą naszą egzystencję na tym padole łez i rozpaczy na „jednostki życia” i starają się ustalić jak żyć, by tych jednostek życia możliwie najwięcej gromadzić, a jak najmniej tracić. Trochę jak w grze komputerowej, w której generalnie życia się co jakiś czas traci, ale po osiągnięciu określonego poziomu można dostać jakieś życie „ekstra”.

Jakiś czas temu widziałem ciekawą infografikę, która te zależności w niezwykle sugestywny sposób pokazała. Otóż wzięto najważniejsze czynniki prozdrowotne oraz negatywnie wpływające na długość życia i podzielono ich wpływ na półgodzinne odcinki oczekiwanej statystycznej długości życia. Im więcej takich „mikrożyć” dzień w dzień gromadzimy, tym dłużej statystycznie powinniśmy pozostać wśród żywych.

Czytaj też: Oto lista krajów, w których najłatwiej być szczęśliwym. Jedziemy?

Jak w grze komputerowej: jak mieć więcej „mikrożyć”?

Jak to wygląda w konkretach? Otóż cztery „mikrożycia” dziennie w gratisie otrzymują kobiety tylko dlatego, że są kobietami. Faceci – zapewne z powodu konieczności walki o przetrwanie – żyją króce i ta oczekiwana krótsza długość życia przelicza się właśnie na cztery półgodzinne „mikrożycia” dziennie. A rzeczy, na które mamy wpływ?

Statystycznie możemy przedłużyć swoje bytowanie na ziemi o cztery „mikrożycia” dziennie jedząc co najmniej pięć razy każdego dnia warzywa i owoce, albo – rozszerzając nieco interpretację – po prostu zdrowo się odżywiając. Pierwsze 20 minut umiarkowanego wysiłku fizycznego (ćwiczenia, bieganie) to dwa „mikrożycia” dopisywane do bilansu, a każde następne 40 minut – jeszcze jedno „mikrożycie”. Czyli godzina ćwiczeń dziennie daje trzy „mikrożycia”.

Podobno pozytywnie na naszą liczbę „mikrożyć” wpływać może picie kawy (ale nie więcej, niż dwie filiżanki) oraz w umiarkowanym stopniu alkoholu (jak rozumiem mówimy raczej o kieliszku wina pobudzającego serce, niż wódce niszczącej wątrobę) – tutaj do „zdobycia” są dwa „mikrożycia” ekstra.

A w jaki sposób możemy stracić „mikrożycia”? Przede wszystkim obżerając się ponad miarę (minus trzy „mikrożycia” dziennie za każde przekroczenie wskaźnika BMI o trzy punkty powyżej 22,5 swoje BMI policzycie tutaj), jedząc tłuste mięcho i kiełbachy (dwa „mikrożycia” za każdą porcję tych dwóch rzeczy), prowadząc siedzący tryb życia np. przed telewizorem (minus jedno półgodzinne „mikrożycie” po każdych dwóch godzinach bez ruchu). Przedawkowanie alkoholu powyżej jednej lampki to pół „mikrożycia” za każdą następną, a wypalenie paczki papierosów – aż dziesięć „mikrożyć” w plecy.

No, to teraz każdy może usiąść i sam sobie zrobić plan gry w życie na najbliższe dni. Życzę udanego gromadzenia „mikrożyć” i żebyście jak najmniej ich każdego dnia tracili. Pamiętajcie, że robiąc dobre dla naszego życia rzeczy, dajemy sobie prawo, żeby robić je dłużej ;-). Przynajmniej statystycznie. No, ale prędzej czy później życie stracimy. Z jakiego powodu?

Czytaj też: 95% ludzi na świecie oddycha niezdrowym powietrzem

Czytaj też: Najzdrowszy dla naszego organizmu jest… 24-godzinny tydzień pracy

Zakłady o powód naszej śmierci. Jakie byłyby kursy?

Na to też można byłoby przyjmować zakłady. Gdyby nie to, że taki zakład byłby zbyt długoterminowy, pewnie bukmacherzy z lubością zajmowaliby się obstawieniem powodu przyszłej śmierci np. Kowalskiego spod „trzynastki”. Obstawiać mogliby oczywiście sąsiedzi. Jakie byłyby kursy w takich zakładach? Na to też są konkretne cyferki. Oczywiście nie uwzględniają one specyficznych okoliczności, które mogą zaburzać statystyczne prawidłowości.

Czytaj też: Rak, zawał, udar – najpopularniejsze śmiertelne choroby.W necie ubezpieczysz się od nich w pięć minut

Otóż, gdyby bukmacherzy przyjmowali zakłady na temat powodów naszej śmierci, to kursy byłyby następujące. Choroba serca – 6:1. Nowotwór – 7:1. Choroba układu oddechowego – 27:1. Wypadek samochodowy – 109:1. Nieszczęśliwy wypadek – 119:1. Wypadek na ulicy w roli pieszego – 561:1. Utonięcie – 1086:1. Ogień, pożar, dym – 1506:1. Zaksztuszenie się jedzeniem – 3138:1. Wypadek na rowerze – 4050:1. Ugryzienie przez robala – 54.093:1. Porażenie piorunem – 114.195:1. Wypadek kolejowy – 178.741:1. Katastrofa lotnicza – 205.552:1.

zdjęcie tytułowe: kadr z gry „Jet set Willy” na ZX Spectrum

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij

Gratulacje! Jesteś zapisany