Jest dobry sposób na to, by przy okazji Wielkanocy zrobić dobry interes. Sposób jest oparty na jajach, jako najważniejszym symbolu tych świąt. Słyszałem ostatnio o pewnym słoweńskim artyście, który dziurawi wydmuszki, a potem sprzedaje je po minimum 100 euro za sztukę. Dziurek w każdym jaju jest mniej więcej 2000, co oznacza, że jedna dziurka jest warta 25 groszy. Acz podobno kilka lat temu ów artysta sprzedał wydmuszkę, w której było 24.000 dziurek, do przełożyło się na wzrost ceny wydmuszki do 10.000 euro. Jak łatwo obliczyć, w tym przypadku jedna dziurka była warta już 42 eurocenty, czyli 1,75 zł. Do dzieła!

Jajko Faberge

Jednak żeby ubić na jajkach prawdziwy interes, należy udać się na targ staroci i polować na… jajka ze złota. Tak zrobił pewien handlarz złomem w USA. Złote jajko kupił za 14.000 dolarów z zamiarem przetopienia go na złom, ale ponieważ było podejrzanie ładne, zaniósł je do jednej z londyńskich firm jubilerskich. Tam uświadomiono mu, że jajko jest jednym z zaginionych w czasie rewolucji październikowej w 1917 r. jajek Fabergé. Jego wartość jubilerzy oszacowali na 20 mln funtów, czyli mniej więcej 33 mln dolarów. 

To oznacza, że “przebitka” w przypadku zakupu tego jajka przez handlana była 2357-krotna. Wartość jaja jest szacunkowa, bo – o ile mi wiadomo – handlarz nie wystawił go na aukcję. Dotąd najdroższym jajkiem Fabergé, które zmieniło właściciela, było udekorowane brylantami jajko z 1902 r., z którego co godzinę wyskakuje kogut. W 2007 r. w Christe’s jajco to zmieniło właściciela za – bagatela – 18.5 mln dol.

Jajko Faberge

O tym jak dobrą inwestycją może być takie jajo świadczy choćby fakt, że w 2002 r. za inny egzemplarz jajka Fabergé (tzw. jajko zimowe) zapłacono 13,5 mln dol. Wartość jaj Fabergé bierze się głównie z tego, że powstało ich tylko kilkadziesiąt. Pierwsze zamówił u Petera Carla Fabergé car Aleksander III. Miało być wielkanocnym prezentem dla żony. Do 1895 r. powstawało tylko jedno jajko rocznie, a potem – po dwa. Zamawiał je car Mikołaj II, ale też rodziny milionerów – Rotshildów i Kelchów.

W sumie powstało 54 jaj Fabergé, a ostatnie dwa – z 1917 r. – nie zostały już dostarczone na dwór cara. Podobno zachowały się 42 jaja (z tego 10 jest na Kremlu), pozostałe uznaje się za “zaginione” (a więc czekają na Was ;-)). Synowie jubilera, który zmarł w 1920 r., sprzedali w 1951 r. prawa do znaku “jajo Fabergé” za 25.000 dolarów rosyjskiemu producentowi perfum. W 1989 r. koncern Unilever zapłacił za nie już 1,5 mld dolarów i zaczął wyrabiać współczesne jajka. Ale to już nie to samo ;-). Od pięciu lat prawa do znaku ma firma Pallinghurst Resource z RPA.

Nowe jaja są więc wciąż wpuszczane na rynek, ale oczywiście ja życzę Wam, żeby do następnej Wielkanocy wpadł Wam w rączki jeden z dziesięciu oryginalnych egzemplarzy. Dziesięć… pardon, dziewięć, bo jedno znalazł handlarz złomem z USA. I proszę się nie śmiać, w biznes jajeczny ostatnio zainwestował nawet nie kto inny, jak Bill Gates. Co prawda jemu akurat chodzi o wynalezienie roślinnego zamiennika jajek, ale nie zmienia to faktu, iż jaja wielkanocne są w tle ;-).

Życzę Wam udanych Świąt Wielkanocnych (spokojnych/wesołych, rodzinnych/refleksyjnych – niepotrzebne skreślić), nieprzesadnie mokrego dyngusa (nie dotyczy panien na wydaniu ;-)), bogatego zająca (jeśli jeszcze nie wyszło z mody jego przychodzenie do Was ;-)) oraz opcjonalnie obfitych łask Bożych. Niech Wam się darzy!