24 października 2011

Znów kuszą gotówką. mBank dostarczy kasę w kwadrans, PKO kąpie Majewskiego

Chyba zaczyna się właśnie jesienno-zimowy szczyt sprzedaży kredytów gotówkowych. W poniedziałek sygnał do boju o nasze portfele – albo raczej o limity zdolności kredytowej – dadzą dwaj giganci: rynkowy hegemon PKO BP oraz mBank, czyli trzeci największy bank detaliczny w Polsce. Ciekawsze rzeczy dzieją się w ofercie mBanku. Nie dość, że zmienił w ostatnich kilkunastu miesiącach podejście do szybkiej gotówki – bardzo chłodno podchodzi do klientów obcych, za to stara się jak najbardziej uprościć procedury dla tych, których już zna  –  to jeszcze wciąż koryguje strategię marketingową. Najpierw demonstrował w swoich kampaniach niechęć do celebrytów (być może na dłuższą metę mu się to opłaci, choć na razie brak znanych twarzy nieco osłabia jego rozwój). Teraz odchodzi od sztandarowego hasła ”sprawdź sam”. Teraz w reklamach będzie dowcipne sprawdzanie przez młodych gniewnych ofert podsuwanych przez mBank.

mBank, nowa reklama kredytu gotówkowego

Walka mBanku o większą penetrację portfeli własnych klientów szła długo jak po grudzie – powiedzmy sobie szczerze, bankowi internetowemu nie jest łatwo o skuteczny cross-selling, bo klienci raczej nie bywają w oddziałach i nie mają indywidualnych doradców bankowych, których znają i którym ufają. To oznacza, że pozostaje tylko marketing telefoniczny bądź e-mailowy, na który klienci banków są już w Polsce uczuleni. Ale cyferki, które ujawnia mBank pokazują, że największy bank internetowy coraz sprawniej radzi sobie ze zdalnym docieraniem do klientów. Udostępnienie klientom kredytu przez telefon – uruchamianego w ciągu jednej rozmowy, w czasie kwadransa, całkowicie zdalnie – spowodowało, że już 80% wszystkich kredytów gotówkowych mBank udziela w ten właśnie sposób. Jeszcze na początku tego roku było to niecałe 50%. Sprzedaż wszystkich kredytów mBanku – pomijając hipoteczne, bo to inna para kaloszy – po pierwszej połowie 2011 r. wyniosła 569 mln zł, czyli jakieś prawie 100 mln zł miesięcznie. 

To naprawdę sporo, biorąc pod uwagę, że chodzi przede wszystkim o ubieranie w pożyczki własnych klientów, bez przyjmowania ”posiłków” od klientów spoza banku. Przypomnę, że w Alior Banku, w czasie intensywnej kampanii opłacania rachunków w oddziale za darmo, udzielali do 10 milionów złotych kredytów gotówkowych dziennie. Średnio pewnie było to jakieś 7-8 milionów złotych dziennie, czyli ponad 200 milionów złotych miesięcznie. Tyle, że Alior znacznie intensywniej, niż mBank się reklamował, a poza tym uderzał zarówno do klientów własnych, jak i tych ”z ulicy”. No i nie ograniczał się tylko do telemarketingu, lecz atakował klientów w placówkach (jak wiadomo nie ma nic lepszego w marketingu, jak błagalny wzrok sprzedawcy). Na tym tle mBankowa sprzedaż gotówki wyłącznie przez telefon i internet wydaje się być niezłym osiągnięciem. W nowej kampanii mBank będzie dla odmiany reklamował kredyty dostępne on-line, bez papierzysk, oddziałów i kurierów. Taki szybki kredyt będzie dostępny dla każdego, komu bank automatycznie wyliczył wcześniej ofertę. Wtedy wystarczy wypełnić wniosek, a kasa wpływa w 15 minut.

Do boju ruszył też PKO BP. Ten bank w swojej najnowszej kampanii kredytów gotówkowych oczywiście wykorzystuje Szymona Majewskiego. W kolejnej odsłonie ”Miniratki” występuje on jako senne marzenie, kąpiące się w płatkach róży, pośród najróżniejszych przedmiotów, których pragnie każdy kredytobiorca. Klipy podprowadzają nas pod promocję kredytów gotówkowych, która w PKO BP polega na tym, że bank obniża do zera prowizję za przyznanie pożyczki. Jest to pewien bonus, nie ma co przeczyć, bo np. od 3000 zł pożyczki gotówkowej (rata miesięczna przy pożyczce na rok wyniosłaby pewnie jakieś 280-290 zł) taka prowizja wyniosłaby 150 zł. Sęk w tym, że w PKO-owskiej promocji jest haczyk – żeby nie płacić prowizji trzeba wykupić ubezpieczenie, którego składka wynosi 0,45% sumy kredytu miesięcznie. Jak łatwo obliczyć, bank PKO z drugiej kieszeni wyjmuje klientowi to, co mu włożył do pierwszej, bo te 0,45% miesięcznej składki przekłada się na 5,4% wartości kredytu rocznie. Czyli nawet nieco więcej, niż 5-procentowa prowizja na wejściu. Nie mogę się więc zgodzić z hasłem reklamowym: ”Miniratka i zakupy pójdą jak z płatka”. Nie pójdą, bo bank sobie i tak odbierze co swoje, jak nie w prowizji, to w składce ubezpieczeniowej.

PKO BP, reklama kredytu gotówkowego

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss