Niektóre ze spraw poruszanych przeze mnie na „Subiektywnie o FInansach” bardzo długo czekają na rozwiązanie. Ale niewiele jest takich, które finał znajdują dopiero po… siedmiu latach. Tak, przez siedem długich lat pan Maciej walczył o odzyskanie 3220 dolarów, które banki mu zakosiły i postanowiły nie oddawać. Nie do wiary? No to posłuchajcie.
Wszystko zaczęło się w 2011 r., w erze „przedbitcoinowej”, w której nikt nie słyszał o możliwości ominięcia banków przy przelewach międzynarodowych. Pan Maciej postanowił wówczas przelać trochę kasy do… Meksyku. A konkretnie do tamtejszego biura podróży, które miało zorganizować mu wycieczkę na trasie Meksyk-Kuba. Wspomniane wyżej 3220 dolarów miało być połową kosztów, resztę pan Maciej miał zapłacić na miejscu.
- Wymarzony moment, żeby inwestować w fundusze obligacji? Podcast z Pawłem Mizerskim [POWERED BY UNIQA TFI]
- Nowe funkcje terminali płatniczych. Jak biometria zmieni świat naszych zakupów? [POWERED BY FISERV]
- BaseModel.ai od BNP Paribas: najbardziej zaawansowana odsłona sztucznej inteligencji we współczesnej bankowości!? [POWERED BY BNP PARIBAS]
Mój imiennik wysłał pieniądze przelewem międzynarodowym, więc brał pod uwagę możliwość, iż podróż zajmie dolarom kilka dni, a przelew trzy razy okrąży ziemię, nim dotrze do celu. Po ponad dwóch tygodniach oczekiwania na potwierdzenie otrzymania przelewu przez biuro podróży pan Maciej zaczął się niepokoić. I zwrócił się z prośbą o wyjaśnienie sytuacji do swojego banku w Polsce – tego, w którym nadał przelew. Czyli do mBanku.
Bank przeprowadził kontrolę i okazało się, iż cała kwota została zatrzymana przez amerykańską agencję rządową OFAC z siedzibą w Waszyngtonie. Została zatrzymana z powodu budzącego podejrzenia służb tytułu przelewu: „Wpłata 50% zaliczki na wycieczkę Kuba-Meksyk dla trzech osób”. Amerykanie prowadzili wówczas politykę sankcji wobec Kuby (dziś już są zdjęte) i nie lubili jak „zielone” płyną na wyspę.
Skąd OFAC na drodze przelewu z Polski do Meksyku? Cóż, okazało się, że polski bank przy transferze pieniędzy do Meksyku korzysta z pośrednictwa amerykańskiego banku, który natychmiast powiadomił rządową agencję o podejrzanym przelewie.
Czytaj też: Przelała 200 000 zł na błędne konto. Od razu zadzwoniła do banku, a ten…
A tutaj: całkiem świeża historia klienta banku ING, który wykonał chyba najdroższy przelew świata
Pan Maciej zwracał się o pomoc nie tylko do mBanku, ale też do aktywistów Polonii amerykańskiej w Chicago i Nowym Yorku, do Polskiego Kongresu w USA, do kancelarii Prezydenta USA, prawników w USA zajmujących się takimi sprawami – niestety bez efektu. Szukał pomocy u polskich dyplomatów w Waszyngtonie, ale im też nie udało się nic w OFAC wskórać.
Pan Maciej zastanawiał się, czy jego bank nie powinien przypadkiem wziąć części odpowiedzialności na klatę, bo mógłby wiedzieć, że jest taka instytucja jak OFAC i nie wysyłać przelewu do Meksyku korzystając z pośrednictwa banku w USA, co musiało skutkować jej zakoszeniem przez kowbojów z rządowej agencji.
Podjąłem w interesie mojego czytelnika akcję dyplomatyczną, zasięgając języka w polskich i zagranicznych bankach, które maczały palce w przelewie. Czego się dowiedziałem? Że przy tego rodzaju przelewie nie ma za bardzo możliwości ominięcia banku amerykańskiego (w trzech bankach, które pytałem, pieniądze płynące do Ameryki Łacińskiej przechodzą przez Stany). A bank amerykański ma w nosie regulacje obowiązujące bank zleceniodawcy, bo ma własne.
Sęk w tym, iż przelew został „aresztowany”, mimo że z Kubą miał tylko tyle wspólnego, że nazwa tego państwa pojawiła się w tytule. Bankowcy, z którymi rozmawiałem, zapewnili mnie, że starają się identyfikować przelewy, które potencjalnie mogłyby zostać zatrzymane i blokują je, informując klientów o potencjalnym zagrożeniu. Ale w tym przypadku wydawało im się, że wszystko jest w porządku – przelew szedł do kraju, który nie był objęty żadnymi sankcjami. No okazuje się, że bank amerykański nie chciał, by dodatkowe dolary popłynęły na Kubę nawet z turystą z Polski.
na zdjęciu: El Castillo, jeden z meksykańskich zabytków
Sprawę opisałem – i bezskutecznie interweniować próbowałem – w 2014 r. Później jeszcze korespondowałem z panem Maciejem, ale potem ślad po nim zaginął. Przeniosłem sprawę do mojego Archiwum X. Aż tu nagle… kilka tygodni temu odebrałem e-mail od mojego „meksykańskiego” czytelnika.
„Chciałbym poinformować, iż w dniu dzisiejszym wypłaciłem z mojego konta w mBanku kwotę 3220 dolarów. Ostatnie 10 miesięcy poświęciłem na studiowanie nowelizacji aktu dotyczącego relacji USA-Kuba i znalazłem tam zapis o sytuacji, w której nadawcą przelewu jest osoba spoza USA. Na tej podstawie zwróciłem się do banku, który przetrzymywał pieniądze i po wymianie pism przelew został zwrócony”.
Trudno powiedzieć, jakie znaczenie miał – a pewnie miał – fakt, iż USA jakiś czas temu zdjęły sankcje nałożone wcześniej na Kubę. Tym niemniej pan Maciej pożalił mi się, że kiedy próbował słać listy do amerykańskich banków za pośrednictwem mBanku – ten przetrzymywał je całymi miesiącami w centrali. Widać mBankowcy nie chcieli drażnić kowbojów. Ale rozdrażnili pana Macieja, który właśnie zamyka u nich konto.
Czytaj też: Jak cofnąć przelew, w którym wpisałeś o jedno zero za dużo? Mój czytelnik zadziałał tak
Ta przygoda z jednej strony pokazuje, że w kryzysowej sytuacji trudno liczyć na pomoc swojego banku (mim, że przecież swoją „działkę” od wysokiej prowizji bierze). Z drugiej zaś strony manifestuje sens istnienia cyfrowych pieniędzy i technologii blockchain. Gdyby pan Maciej wysłał do biura podróży w Meksyku przelew bez pośrednictwa banków, byłby o jakieś siedem lat bogatszy i o trochę siwych włosów biedniejszy.
na zdjęciu tytułowym: Kubańskie klimaty, Hawana