Wysoka inflacja pozostanie z nami na długie lata? Tę historię już raz świat przerabiał. Jak się skończyła? I dlaczego dla nas tym razem skończy się słabo?

Wysoka inflacja pozostanie z nami na długie lata? Tę historię już raz świat przerabiał. Jak się skończyła? I dlaczego dla nas tym razem skończy się słabo?

To pytanie zadają sobie premier, prezes, prezydent, ale i wielu zwykłych obywateli. Czy szybkie opanowanie inflacji jest możliwe? Czy za rok, dwa mamy szansę wrócić do ery stabilnych cen? Odpowiedź jest brutalna i brzmi: „nie”. A to dlatego, że mamy do czynienia z najgorszym rodzajem inflacji, czyli z inflacją podażową. Jak świat może sobie z nią poradzić? Bez globalnego, antyinflacyjnego sojuszu mocarstw wysoka inflacja zostanie z nami na 10-15 lat

Na temat inflacji bardzo dużo już powiedziano i napisano, ale ciągle istnieje spór co do tego, czy bank centralny i rząd właściwie walczą ze wzrostem cen. Czy podwyżki stóp procentowych mają sens, skoro i tak rosną globalne ceny energii? Czy rząd powinien ograniczać transfery pieniędzy do gospodarki i ryzykować wpadnięcie Polski w recesję czy raczej próbować „przeczekać inflację” i liczyć na to, że sama się obniży?

Zobacz również:

Jest też pytanie: jak długo będzie trwało wygaszanie inflacji? Czy będzie podzielone na dwa etapy – ustabilizowanie jej na jakimś (oby nie zbyt wysokim) poziomie przez kilka kwartałów, a potem powolne zbijanie? A może „terapia szokowa”, czyli wzrost do bardzo wysokich poziomów, wprowadzenie gospodarki w stan recesji, a potem szybki spadek cen i odbicie koniunktury?

10% rocznie inflacji? Ale to już było. Jak się skończyło?

Warto sobie uświadomić, że w gospodarce występują dwa typy inflacji, w zależności od przyczyn (źródeł): inflacja popytowa oraz inflacja podażowa (kosztowa). Inflacja popytowa jest powodowana wzrostem popytu, czyli np. wzrostem konsumpcji, wzrostem inwestycji, wzrostem wydatków państwa (ekspansyjną polityką fiskalną), wzrostem eksportu oraz ekspansyjną polityką pieniężną (wzrostem podaży pieniądza, obniżeniem stóp procentowych). Z tego też powodu jest dużo łatwiejsza do opanowania – ze względu na to, że źródłem inflacji są czynniki krajowe.

Natomiast źródłem inflacji podażowej jest wzrost kosztów produkcji, w tym też surowców. Najczęściej przytaczanym przykładem inflacji podażowej jest wzrost cen surowców takich jak ropa naftowa, gaz ziemny czy węgiel. W naszym przypadku można dodać do tego katalogu wzrost cen żywności, w szczególności wzrost cen zbóż.

Walka z inflacją podażową jest o wiele trudniejsza, co pokazuje historia lat 70. i walka z inflacją w USA. Era inflacji zaczęła się w USA już w drugiej połowie lat 60. i była na początku związana z kosztami związanymi z Wojną Wietnamską. Wybuch wojny „Yom Kippur” w 1973 r. i wprowadzenie embarga przez OPEC na eksport ropy naftowej doprowadził do pierwszego szoku cenowego związanego z gwałtownym wzrostem cen ropy. Drugi szok naftowy nastąpił w 1978 r. i wynikał z wybuchu rewolucji w Iranie, co skutkowało spadkiem wydobycia ropy w tym kraju.

Rząd amerykański podejmował różne próby kontrolowania inflacji bez kosztownych skutków ubocznych w postaci wyższego bezrobocia. Administracja Nixona wprowadziła kontrolę płac i cen w trzech fazach – między 1971 r. a 1974 r. Kontrole te tylko tymczasowo spowolniły wzrost cen, jednocześnie zaostrzając niedobory, zwłaszcza żywności i energii. Coś Wam to przypomina? Tak, tak, mrożenie cen podstawowych produktów, ceny urzędowe, gwarantowane… To wszystko już było. I nie zahamowało wzrostu cen.

Tak Amerykanie przez 15 lat walczyli z inflacją

Następny prezydent USA Ford, który objął urząd w sierpniu 1974 r., (wtedy było już wysokie bezrobocie i inflacja sięgająca 12,3%) zmienił radykalnie metody walki ze wzrostem cen. Opowiedział się za rozwiązaniem problemu inflacji poprzez dobrowolne działania obywateli. Sugerowane działania dla obywateli obejmowały wspólne dojazdy do pracy, wyłączanie termostatów i zakładanie własnych ogródków warzywnych. Niestety i ten program to była wielka porażka. Tutaj z kolei rodzą się skojarzenia z pomysłami polskiej lewicy, której politycy chcą walczyć z inflacją poprzez działania antymonopolowe.

Do lata 1980 r. inflacja osiągnęła blisko 14,5%, a bezrobocie przekraczało już 7,5%. Pod koniec lat 70. opinia publiczna była już bardzo zmęczona przeciągającym się kryzysem gospodarczym i długotrwałą wysoką inflacją, Stopy procentowe stale rosły od 1965 r., inwestycje spadły, sytuacja gospodarcza się pogarszała, a wszystko to doprowadziło do stagflacji.

I wtedy na scenie pojawił się Paul Volcker, który w 1979 r., został szefem Rady Rezerwy Federalnej. W tym czasie inflacja ciągle przekraczała 11%. Na początku 1980 r. Volcker wygłosił swoje motto: „Inflacja i stopa bezrobocia idą w parze”. W 1980 r. stopy procentowe wzrosły z 8,6% do 20,0%, akcja kredytowa spadła, bezrobocie wzrosło, a gospodarka weszła w krótką, półroczną recesję.

Podwyżki stóp Fed
Wysoka inflacja zostanie na dłużej? Podwyżki stóp Fed

Inflacja spadła, ale nadal była wysoka. Gospodarka ponownie weszła w recesję w lipcu 1981 r. – tym razem na półtora roku. Dopiero w 1983 r. udało się zdusić inflację do poziomu poniżej 4%, bezrobocie spadło, a gospodarka weszła w okres trwałego wzrostu i stabilności.

Reasumując, walka z inflacją w latach 70. w USA zajęła prawie dwie dekady, zanim zakończyła się sukcesem. Próby duszenia inflacji „bezkosztowo” skutkowały tylko pogorszeniem się sytuacji gospodarczej oraz niepotrzebnym wydłużeniem okresu niepewności.

wysoka inflacja zostanie na dłużej
Wysoka inflacja zostanie na świecie dłużej?

Wysoka inflacja zostanie w Europie? Jesteśmy z ręką w (energetycznym) nocniku

To, co robi obecnie ECB w ramach Unii Europejskiej, wygląda niestety bardzo podobnie jak działania podejmowane w USA w tamtych czasach. Rządy poszczególnych krajów, w tym Polski, próbują nieudolnie zbić inflację poprzez działania administracyjne i obniżki podatków pośrednich, które nie mają zdecydowanego wpływu na obniżenie popytu na te surowce, których ceny windują inflację.

Jednocześnie brakuje zdecydowanych działań: podwyżek stóp procentowych i ograniczania wydatków rządowych napędzających inflację. W efekcie rośnie prawdopodobieństwo wystąpienia stagflacji, podobnie jak w USA w latach 70-tych. Stagflacja jest jedną z najbardziej niekorzystnych sytuacji, w jakiej może znaleźć się gospodarka. Politycy mają dylemat: mogą wybrać utrzymanie niskiego bezrobocia (kosztem jeszcze wyższej inflacji) albo walkę z inflacją poprzez podwyżkę stóp procentowych (kosztem wpędzenia gospodarki w recesję).

To, co się dzieje obecnie, ma jeszcze jeden wymiar: skoro szok cenowy dotyczy surowców, których po prostu brakuje, to działania lokalnych banków centralnych nie mają decydującego znaczenia tak długo, jak długo nie są to działania skoordynowane w skali globalnej (np. na poziomie Chin, Unii Europejskiej, Japonii, USA). Tylko wspólne działania państw mogą doprowadzić do spadków cen surowców, co pomogłoby uniknąć stagflacji.

To, co się aktualnie dzieje w kwestii stóp procentowych w Unii Europejskiej, nie napawa optymizmem, gdyż Europejski Bank Centralny nawet nie zaczął cyklu podwyżek stóp. Tak więc Unia Europejska, pozostając jednym z największych konsumentów ropy i gazu na świecie, nawet nie rozpoczęła działań, które mogłyby wpłynąć na spadek konsumpcji i cen surowców energetycznych!

Dodatkowo, nawet jeśli ECB zaserwowałby mocne podwyżki stóp procentowych, to nie mamy gwarancji, że te podwyżki w szybkim czasie przełożą się na spadek popytu na surowce energetyczne. Takie kraje jak Chiny, Indie czy Turcja nadal będą odbierać rosyjskie surowce, korzystając z dużych rabatów cenowych i tym samym powodując, że popyt na surowce z ich strony nie zmaleje, a nawet może wzrosnąć.

Wysoka inflacja zostanie na długo? Dlaczego w Polsce będzie wyższa niż na Zachodzie?

Ostatni element tej całej układanki to nieudolne podejście rządu polskiego do dywersyfikacji źródeł energii, które teraz jeszcze bardziej napędzają wzrost cen przede wszystkim prądu i paliw. I tak po kolei lista grzechów naszych rządzących jest długa:

– przez ostatnich 20 lat nawet nie zaczęliśmy budowy elektrowni atomowej, a jej posiadanie aktualnie bardzo mogłoby pomóc w obniżeniu cen energii,

– zastopowaliśmy rozwój energetyki wiatrowej na lądzie, żeby ratować polskich górników – a i tak w kraju będzie brakować w tym roku ok. 11 mln ton węgla, który trzeba będzie zaimportować po wysokich cenach,

– rozwój fotowoltaiki osiągnął apogeum prawdopodobnie w tym roku (12GW mocy zainstalowanej jest prognozowane na koniec 2022 r.), bo niedoinwestowane sieci energetyczne nie są w stanie przyjąć więcej energii w szczytach jej produkcji. Potencjalna kwota koniecznych dodatkowych inwestycji w sieci przesyłowe – by zwiększyć ich przepustowość – to 100 mld zł, a inwestycje mogą zająć kilka lat,

– energetyka wiatrowa na morzu nie wyprodukuje ani jednego megawata dodatkowej energii jeszcze przez kolejne trzy lata ze względu na duże opóźnienia tych inwestycji,

– nikt na poważnie w Polsce nie wspiera elektromobilności w stopniu, w jakim robią to inne kraje zachodnioeuropejskie, w związku z tym nasze uzależnienie od ropy naftowej nie skończy się jeszcze przez przynajmniej 10 lat.

To wszystko oznacza, że wysoka inflacja pozostanie z nami długo. I będzie się podnosić w rytm skokowych podwyżek cen energii elektrycznej. Ponieważ nie umiemy produkować tyle taniej energii, ile konsumujemy, to musimy za wszelką cenę ograniczać jej zużycie. A rząd np. chce dotować zakup węgla dla przeciętnego Kowalskiego. Jaki jest sens dotować importowany węgiel? Potrzebne są działania, które miałyby pozytywny, długoterminowy wpływ na obniżenie konsumpcji paliw.

Wszystko wskazuje na to, że inflacja ponownie wystrzeli w górę z początkiem kolejnego roku, a głównym sprawcą kolejnego szoku będą tym razem ceny energii elektrycznej. Można szacować, że ceny energii elektrycznej dla gospodarstw domowych powinny wzrosnąć o 70% w 2023 r., żeby w pełni skompensować wzrost cen surowców energetycznych.

W długim okresie to efektywność energetyczna danego kraju decyduje o wysokości inflacji, co dobrze obrazuje przykład Szwajcarii (niska inflacja jest zasługą tego, że 60% produkcji energii pochodzi ze źródeł odnawialnych).

Tak Ameryka będzie walczyła z inflacją. Wygra jako pierwsza?

Scenariusz przyszłej inflacji zależy od działań podejmowanych w takich krajach jak Stany Zjednoczone, kraje Unii Europejskiej, Chiny czy Japonia – czyli u największych konsumentów energii i surowców energetycznych na świecie. Nasuwają się tu pewne podobieństwa do wydarzeń, które miały miejsce w latach 70., związanych z kryzysem naftowym.

Istotna różnica w stosunku do tamtych lat polega na tym, że Stany Zjednoczone są dziś samowystarczalne energetyczne, a jeśli chodzi o gaz LNG, to są nawet dużym eksporterem. Inaczej mówiąc: Stany Zjednoczone są dziś dużo lepiej przygotowane do wystąpienia kryzysu energetycznego i szoku cenowego niż Europa. I nie są tak uzależnione od importu surowców jak kiedyś. Natomiast inne potęgi gospodarcze nie mają takiego komfortu.

Amerykanie mają nadzieję, że w ich przypadku nie będzie powtórki z długiej i bolesnej inflacji w stylu lat 70., choć na razie wygląda ona groźnie – Bloomberg Economics szacuje, że amerykańskie gospodarstwa domowe będą musiały wydać dodatkowe 5200 dolarów w tym roku na ten sam koszyk dóbr konsumpcyjnych, które kupowały przed rokiem za 4777 dolarów. Mówimy więc o wzroście cen rzędu 10% rocznie.

Ale są i dobre wieści. Dzięki postępowi w produktywności i rozwojowi technologii – co widać, jeśli porównamy udział cen różnych dóbr w dochodach ludzi – wiele towarów jest dziś relatywnie tańszych niż kilkadziesiąt lat temu, gdy ostatni raz USA walczyły z wysoką inflacją. Większość produktów jest obecnie droższych w porównaniu z 1998 r., ale dochody ludzi w tym okresie rosły szybciej (bo wzrosła wydajność pracy).

Poniżej kilka danych dotyczących kondycji gospodarstw domowych za US Bureau of Labor Statistics. Ten federalny urząd zbiera średnie poziomy cen dla setek produktów począwszy od stycznia 1980 r. Ich udział w nominalnym dochodzie do dyspozycji na mieszkańca generalnie spadł.

Jeśli chodzi o energię, to średnia cena mediów dla gospodarstwa domowego, takich jak gaz do gotowania i energia elektryczna, stanowi mniejszy udział w dochodach niż w 1980 r. Ale w ostatnich miesiącach konsumenci płacą ponad 1,5 raza więcej za gaz, a olej opałowy jest obecnie ponad dwukrotnie droższy (jeśli chodzi o udział w dochodach ludzi).

Zużycie energii i żywności jako udział w dochodzie do dyspozycji ludzi jest historycznie niskie. Dane z Bureau of Labor Statistics pokazują, że benzyna i inne paliwa stanowią 2,9% wydatków Amerykanów, nieco ponad połowę tego, co pod koniec lat 1970. i na początku 1980 r. W latach 1960 r. Amerykanie wydawali od 15% do 19% swojego dochodu do dyspozycji za żywność. Teraz jest to 7,6%.

Z badań wynika, że dla ok. połowy Amerykanów – tych którzy zarabiają 65 000 dolarów rocznie lub więcej – nawet wzrost cen rzędu 10% rocznie nie jest niebezpieczny. Dla tej grupy Amerykanów 10-procentowy wzrost ogólnych wydatków nadal pozostawiłby im więcej gotówki do dyspozycji, niż zarabia w ciągu roku biedniejsza połowa.

Osoby o niższych dochodach wydają znacznie mniej na mieszkanie, transport, żywność i opiekę zdrowotną w porównaniu z osobami o wyższych dochodach. Ale te podstawowe elementy stanowią wyższy odsetek ich wydatków. Innymi słowy, osoby o najniższych dochodach nie mogą się ograniczyć w wydatkach.

Jest więc tak, że Ameryka z jednej strony jest przygotowana do walki z inflacją od strony zasobów energetycznych (ma własne, więc jest w stanie ograniczyć wzrost cen energii i paliw), a z drugiej – od strony dochodów obywateli, których większość jest na tyle zamożna, że wzrost cen nie zniszczy ich domowych budżetów. To komfortowa sytuacja dla amerykańskiego banku centralnego, który może sobie pozwolić na stanowcze podwyżki stóp.

Polska w walce z inflacją zdana na łaskę i niełaskę globalnych potęg

Poza kilkoma krótkimi wyjątkami inflacja nie była problemem dla gospodarki i dla konsumentów praktycznie od początku lat 90. zeszłego wieku. Minęło więc dużo czasu, odkąd konsumenci musieli radzić sobie z tym zjawiskiem i nie można ich winić za ich niepokój z powodu szybkiego wzrostu cen, którego jesteśmy obecnie świadkami.

Dla walki z inflacją decydująca będzie trajektoria podwyżek stóp procentowych w strefie euro, Chinach i Japonii. Kłopot w tym, że na dziś nie mamy szans na duży spadek popytu na surowce w tych krajach. A Polska? My możemy być tylko biernym obserwatorem, licząc na to, że na naszym krajowym podwórku rząd nie doprowadzi do katastrofy, jaką byłby wzrost inflacji powyżej 20%.

Niestety, jednym z instrumentów, by do tego nie doprowadzić, będą podwyżki stóp procentowych. Ponieważ jesteśmy słabszą gospodarką niż strefa euro czy Szwajcaria, będziemy musieli podnosić stopy ponadproporcjonalnie mocno.

Czytaj też: To już wojna walutowa. Podwyżki stóp procentowych w USA, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii. Czy złoty nie „pęknie”? Oto cztery problemy, które mogą go pogrążyć

Co ta diagnoza oznacza dla naszych pieniędzy, oszczędności? Cóż, czas na antyinflacyjne inwestycje. Pieniądz leżący w skarpecie może w kilka lat stracić na wartości nawet połowę tego, co realnie dziś znaczy.

Co robić? Cały zestaw inflacyjnych dylematów staramy się na bieżąco na „Subiektywnie o Finansach” rozkminiać. Zapraszam do przeczytania o czterech strategiach, które możemy – jako konsumenci – przyjąć w czasie wysokiej inflacji. Wysokie ceny żywności to dobry argument, żeby zapoznać się z naszym poradnikiem poświęconym temu, w jaki sposób mądrze ograniczyć wydatki na żywność i nie umrzeć z głodu. Era wysokiej inflacji to też powód, by przyjrzeć się programom lojalnościowym – jeśli w ciągu roku da się zaoszczędzić na zakupach 1000 zł, to przy wysokiej inflacji warto się pochylić nad tym tematem.

Drożeją rachunki, żywność w sklepach, ale i raty kredytowe. Co można z tym zrobić? Są co najmniej cztery sposoby, żeby uratować się przed wzrostem kosztów kredytu albo zamortyzować jego objawy. A co zrobić z pieniędzmi? Poniżej kilka linków do przydatnych rad dla tych, którzy chcą uchronić przed inflacją swoje oszczędności i robić to rozsądnie.

Wysoka inflacja z nami zostanie? Co robić z pieniędzmi?

Jak w tak porąbanych czasach zarabiać pieniądze? W tej analizie są trzy hipotezy. W górę idzie inflacja, ale i… oprocentowanie rządowych obligacji. Tutaj dwa słowa o tym, które teraz chronią najlepiej przed inflacją. Warto zwrócić uwagę na obligacje rządowe, których oprocentowanie jest uzależnione od stawki WIBOR. W długim terminie – przynajmniej 20-letnim – przed inflacją powinny ochronić też inwestycje w akcje porządnych spółek dywidendowych (tutaj case study). Nie do końca bezpieczną opcją, ale do rozważenia, są obligacje korporacyjne spółek o najwyższych ratingach, o ile oczywiście oprocentowanie obligacji jest uzależnione od stawki WIBOR (czyli zależy m.in. od inflacji).

Inflację napędzają w dużej mierze wysokie ceny surowcówCzy, inwestując w surowce, można zabezpieczyć się przed inflacją? Jak to robić? Czy złoto może uchronić przed wysoką inflacją? Próba sprawdzenia i uporządkowania tego tematu jest w tym artykule.

Czy lekarstwem na wysoką inflację mogą być waluty obce? Niekoniecznie, bo przecież nie tylko w Polsce inflacja szaleje. Ale które waluty obce są niezłym „przechowalnikiem” realnej wartości? Warto też przeczytać poradnik o tym, czy warto w walutach obcych przechowywać oszczędności, gdy chcemy za rok, dwa coś drogiego kupić i boimy się, że cena tego czegoś wzrośnie za bardzo. A tutaj polecam poradnik, jak przechowywać waluty obce, żeby na nich nie tracić (żeby nie zżarła ich inflacja).

No i na koniec jeszcze polecam dwa słowa o tym, jakich inwestycji unikać, jeśli chcesz rozsądnie chronić oszczędności przed inflacją. W co inwestować oszczędności w erze wysokiej inflacji, a w co nie? Przeczytaj też koniecznie, jakie trzy błędy w inwestowaniu najczęściej popełniamy, gdy chcemy ochronić pieniądze przed inflacją.

Zdjęcie tytułowe: Christine Roy/Unsplash

Subscribe
Powiadom o
40 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Tobiasz
3 miesięcy temu

Wystarczyło być racjonalnym i nie odchodzić od rosyjskich surowców energetycznych przed zapewnieniem sobie dostaw alternatywnych w ciągu kilku lat (nota bene Holandia już zapowiedziała, że będzie dalej ściągać rosyjską ropę tylko jako produkt z Indii). Chiny mądrze wykorzystały sytuację i teraz uzyskają jeszcze większą przewagę nad UE, właśnie dzięki tanim surowcom. Niekoniecznie musi to prowadzić do wzrostu popytu, bo Chiny nie odeszły od strategii Zero Covid i ciągle gdzieś pojawiają się nowe lockdowny. Opowieści o taniej zielonej energii można umieścić na półce z bajkami. Koszty magazynowania są absurdalne. https://next.gazeta.pl/next/7,151003,28625406,zielona-transformacja-to-bedzie-dla-nas-koszmar-wydatki-wydatki.html My oprócz inflacji spowodowanej podwyżkami cen surowców mamy też ogromną własną… Czytaj więcej »

sharkman
3 miesięcy temu

Tak, ceny rosną bo ceny rosną… SGH to chyba jednak bardzo słaba szkoła.

Laszlo Kret
3 miesięcy temu

Całkiem ciekawy tekst. Końcówka wklejona bez potrzeby, ale rozumiem, że trzeba trochę autopromocji dorzucić 😉 Wniosek nasuwa się tak, że wbrew temu co mówi(ł) profesor dyrektor Glapiński z inflacją podażową (importowaną) da się walczyć przez podnoszenie stóp procentowych, chociaż rzeczywiście w przypadku takich małych graczy efektem może być głównie ograniczenie spadku wartości waluty, bo inne kraje nadal będą surowce zużywać w dużym stopniu. Polecam serię o Króliku John’a Updike – chyba w Rabbit Redux lub Rabbit is Rich – akcja się toczy właśnie w erze szalejącej inflacji lat 70. Updike sam to przeżył i dobrze oddał. A poza tym to… Czytaj więcej »

trigo
3 miesięcy temu
Reply to  Laszlo Kret

oczywiście – każdą inflację można zdusić podwyżkami stóp, ale nie o to chyba chodzi zeby ludzie w dziurawych butach chodzili i liczyli każdy grosz kupując chleb czy bułki. Inflację podażową zwalcza się zwiększając podaż. Wszelkie ograncizanie wzrostu cen drogą administracyjną są klasycznym przykładem odwrotnego działania, które w konsekwencji poglębia tylko problem braku podaży. Po prostu potrzeba inwestycji w produkcję dóbr i usług, ale trudno je robić w otoczeniu wysokich stóp. Tym bardziej trudno zwiększyć produkcję surowców oraz żywnosci gdy wypada z obiegu część rynku produkcyjnego. Dlatego spodziewam się scenariusza w ktorym banki centralne jednak spasują w którymś momencie w walce… Czytaj więcej »

Jacek
3 miesięcy temu

Od lat ludzie zgadzają się na głupie marnotrawstwo zasobów przez to, że producentowi zależy na tym, aby sprzedać klientowi swój produkt ponownie. Przykłady:
– lodówka, której nie opłaci się naprawiać, bo bardziej opłacalne jest kupienie nowego modelu;
– nowy smartfon co dwa lata wraz z kolejną umową;
– wytwarzanie w graczach przekonania, że ich sprzęt to zabytek z chwilą premiery nowych procesorów, kart graficznych itp.
Przecież to wszystko to potrzeba wydatkowania ogromnej energii na pozyskanie surowców, produkcję i transport tych dóbr.

Tobiasz
3 miesięcy temu
Reply to  Jacek

Tworzenie sprzętu, który działałby dłużej wiązałoby się z koniecznością redukcji etatów w fabrykach a same koncerny miałaby niższe zyski. Dlatego niestety jest jak jest…

Kris
3 miesięcy temu
Reply to  Jacek

To samo dotyczy nowych samochodów

Andrzej
3 miesięcy temu
Reply to  Jacek

Ehhh to zrozumienie współczesnego świata i gospodarki ;). Tak wróćmy do przełomu XIX na XX wiek ;).

Raider
3 miesięcy temu

Przypominam Indeksowane konto oszczędnościowe w Toyota Bank do 100 tysięcy PLN oprocentowanie WIBOR3M aktualizowane co kwartał już ponad 7%. J***ć Morawieckiego i jego 6% RORy DORy i srory. Każda złotówka wydana na pisowskie obligacje, to wspomaganie pisowskich pasożytów.

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Raider

Czyli bojkotujemy? Nie wiem, wydaje mi się, że to zbyt daleko posunięty postulat

Raider
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Z oficjalnych statystyk większość społeczeństwa nie ma odłożonych nawet marnych 30000 PLN oszczędności. Takie konto to idealne rozwiązanie dla wszystkich ciułaczy. Konto, z którego w każdym momencie można wypłacać pieniądze, a nie mrozić gotówkę po kilka lat w pisowskich obligacjach, która to gotówka zostanie i tak zmarnowana na pisowskie pasożytnicze programy socjalne pisowskich nieudaczników i dalsze niszczenie kraju. W obligacje można inwestować, ale nie z tym rządem.

Jacek
3 miesięcy temu
Reply to  Raider

WIBOR 3M pomniejszony o belkowe to już znacznie słabiej niż WIBOR 3M powiększony o 1,65 pproc. marży. Czas działa na niekorzyść. A chodzi o to, aby oszczędności rosły szybciej niż raty kredytu.

Raider
2 miesięcy temu
Reply to  Jacek

Jakiego kredytu? Jakie raty? Są na tym Świecie ludzie bez kredytu.

Jacek
2 miesięcy temu
Reply to  Raider

I nie posiadając punktu odniesienia gotowi są zadowolić się kiepskim oprocentowaniem? Nikomu nie bronię, ale obecnie rozwarła się paszcza pomiędzy inflacją i stopami…

Anna
3 miesięcy temu

To się zatrzyma jak „pińcety” pójdą na wymuszone bezrobocie a nie z wyboru jak obecnie.

jsc
2 miesięcy temu
Reply to  Anna

I co mi po tych wyborach? Raz na pare lat wrzucę taką specjalną kartę do takiej specjalnej urny, a międzyczasie… morda w kubeł!

trigo
3 miesięcy temu

Nie rozumiem za bardzo tego upatrywania w papierach opartych o wibor chrony przed inflacją. jeśłi bedziemy mieć notorycznie stopy nizej niż inflacja (a na to się zanosi póki w polsce rządzi PIS i Glapiński) to nie ma szans nato aby ochronić się w tych papierach. Wibor zależy od polityków w obecnych czasach. Oczywiscie – kosztem sztucznie zaniżanych stóp i wiboru będzie panika na złotym, ale sa kraje w których niska stopa jest priorytetem a nie siła waluty i inflacja. Gdyby zakładać scenariusz quasi turecki, czyli rząd nie radzi sobie z inflacją i się poddaje, kończy cykl podwyzek bo mu się… Czytaj więcej »

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  trigo

Oczywiście, że WIBOR nie przyniesie pełnej ochrony przed inflacją. Ale np. obligacje dużych firm, oparte na WIBOR – dają już 8-9% w skali roku. Wiadomo, że inflacji to nie bije, ale częściowo przed nią chroni

Stef
3 miesięcy temu

Czyli kosztem będzie albo wysokie bezrobocie albo spadek wartości waluty?

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Stef

No tak…

Michał
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Czyli albo ucierpi część albo wszyscy. Albo bezrobotni po jakimś czasie zostaną zatrudnieni albo złotówka na lata mocno straci na wartości, a całe społeczeństwo cofnie 20 lat w rozwoju.
No nie wiem, ekonomicznie ciężki wybór 😉

Marcin
3 miesięcy temu

Trzeba było zamykać gospodarkę w marcu 2020 i w późniejszych okresach? Trzeba było 200 mld zł dodrukować, jak nie było potrzeby? Do tego wojna na wschodzie i bum. Jedyna metoda na kryzys jest zaciskanie pasa. Jesteśmy na to przygotowani?

Jan
3 miesięcy temu

będą musiały wydać dodatkowe 5200 dolarów w tym roku na ten sam koszyk dóbr konsumpcyjnych, które kupowały przed rokiem za 4777 dolarów

Przez słowo „dodatkowe” to zdanie sugeruje, że wzrost wyniósł ponad 100%.

Wanda
3 miesięcy temu

Panie Redaktorze nie istnieją powszechnie dostępne instrumenty chroniące przed inflacją 20% i wyższą a z taką inflacją już mamy do czynienia. Obligacje indeks. to instrument, który przy tej wysokości inflacji, jeśli miałaby się utrzymać przez wiele lat, zawiedzie. Zawiedzie tym bardziej jeśli upadnie pieniądz fiducjarny, nastąpi dedolaryzacja itp. Kto zarobi, lub chociaż nie straci tej siły nabywczej – wielcy spekulanci na rynkach finansowych których stać na ryzyko utraty całości kapitału i wykorzystujący rynkowe przewagi. Zyskają też mocno zadłużeni w długim terminie bo dług się zdewaluuje. Cała reszta a przede wszystkim zwykli ludzie są w bladej d. i wypadałoby to uświadamiać,… Czytaj więcej »

trigo
2 miesięcy temu
Reply to  Wanda

W Estonii sami sobie inflację wyprodukowali – przez likwidację filara emerytalnego co wywaliło w obieg mase papieru. Gdzie nie spojrzeć to inflacja jest efektem głupoty polityków. Ta surowcowa także. To sa przyczyny inflacji. Głupota, pazernośc i cynizm politykow którzy zatkali kanały podaowe, drukowali pieniadze a na koniec część z nich postanowiła z tego skorzystać iw ywolała wojny i kryzys energetyczny. Ci z zachodu latami dobijali sektor wydobywczy. Obnizanie wieku emerytalnego to tez pomysł polityków przeciez.

Marek
2 miesięcy temu
Reply to  Wanda

Panie redaktorze przyszło mi do głowy jako sposób na zabezpieczenie oszczędności przed inflacją taką rzędu 20% przez najbliższe powiedzmy dziesięć piętnaście lat założenie konta ike obligacje i kupowanie w ramach niego 10-letnich papierów indeksowanych inflacją Edo. Przy braku podatku belki jeżeli GUS będzie wyliczał rzetelnie inflację (mam co do tego obawy)to powinna obronić wartość oszczędności nawet przy inflacji sięgającej 1000%. Oczywiście najlepszym scenariuszem było to że ktoś oszczędzał na IKE na przykład w formie konta oszczędnościowego w normalnych czasach przez ostatnie kilkanaście ,kilkadziesiąt lat więc zebrał już spory kapitał i przeniósł go do ike-obligacje powiedzmy 2 lata temu choćby na… Czytaj więcej »

derko
2 miesięcy temu

dane z dziś: Rentowności obligacji polskich dwuletnich skoczyły do 9,55%, dziesięcioletnich spadły do 6,55 % – co te zmiany znaczą?

Editor
2 miesięcy temu
Reply to  derko

W teorii oznacza to, że inwestorzy spodziewają się wyższych stóp procentowych w krótkim terminie i niższych w długim. Czyli kreślą sobie scenariusz mocnych podwyżek w najbliższych 2-latach, a potem recesji, która wymusi ich obniżenie. Ale te 9,55%, o których grzmiał pewien znany twitterowy gwiazdor ekonomii i finansów, okazały się tylko zaburzeniem na jednej z platform (pewnie ktoś postawił niską ofertę u jednego z brokerów, a przy braku drugiej strony, system bierze to co ma dostępne – rynek obligacji jest wszak nieregulowany, więc nie ma jednych centralnych notowań). Tak naprawdę dwulatki chodzą po 7,6-7,7%, co i tak oznacza odwróconą krzywą rentowności… Czytaj więcej »

2022
2 miesięcy temu

Muszę przemyśleć swoją sytuację……..Spłacam kredyt hipoteczny, pracodawca opłaca mi fundusz emerytalny ja podatki od jego wpłat…..Na funduszu coraz mniej, kredyt coraz większy a do emerytury niedaleko…….Muszę pomyśleć…. jak zgarnę kasę z funduszu to spłacę kredyt i coś zostanie, zostanie też rata w kieszeni…..potem tylko zmiana banków i konta promocyjne.. Ok, ze stratą ale zminimalizowaną….I satysfakcja, mi nie płaci pracodawca, ja nie płacę PIT i nie przekraczam progów w państwie bez systemu podatkowego. Nieudolna władza też traci.

2022
2 miesięcy temu

Jeszcze jedno chciałem powiedzieć…..Zajebi**** jest żyć w państwie w którym dla wielu obywateli pierwsza emerytura będzie większa jak oszczędności życia mimo skąpstwa ZUS. …..Wiem wojna , kryzys, ceny surowców , cykle koniunkturalne itd. ….ale czy to tłumaczy wszystko? Jest jeszcze jakość rządzenia i moralność. Wypada bardzo źle.

Andrzej
2 miesięcy temu

Czy można by było drastycznie podnieść stopy procentowe (jak w tekście takie 20%) ale tylko dla nowych pożyczek? Czyli poniekąd oszczędzić obecnych kredytobiorców (lub mieć bardziej miękkie podejście czyli dla istniejących produktów tylko częściowo zwiększyć oprocentowanie). Czy to by częściowo nie wyhamowało inflacji?

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Andrzej

W niewielkiej części pewnie tak, ale kredytów na rynku jest 800 mld zł, więc to, że nie pojawi się kolejnych np. 20-30 mld zł to niewielka ulga w porównaniu z sytuacją, gdy posiadacze wcześniej zaciągniętych pożyczek płaciliby np. 16 mld zł rocznych odsetek zamiast np. 80 mld zł. To jednak ograniczenie popytu dotychczasowych kredytobiorców daje więcej jeśli chodzi o ściąganie z rynku pieniędzy konsumpcyjnych

jsc
2 miesięcy temu

(…)Bez globalnego, antyinflacyjnego sojuszu mocarstw wysoka inflacja zostanie z nami na 10-15 lat(…)
Co ja tu czytam? Całkiem nie dawno nawoływano tu, aby zagłodzić Rosjan…

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  jsc

Ależ Rosja w czasie istnienia tego sojuszu ma być głodzona.

jsc
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Ehhh… gdyby nie Trump to może być coś z tego było… może.

jsc
2 miesięcy temu

(…)Drugi szok naftowy nastąpił w 1978 r. i wynikał z wybuchu rewolucji w Iranie, co skutkowało spadkiem wydobycia ropy w tym kraju.(…)
A dlaczego po powstaniu ISIS nie doszło do III szoku? Nawet operacja nieblokowania importu ropy od terrorystów musiała być prowadzona pod rygorem ochrony kontrwywiadowczej… ergo giełdy musiałyby być odcięte od informacji, a to spowodować run.

jsc
2 miesięcy temu

(…)Drugi szok naftowy nastąpił w 1978 r. i wynikał z wybuchu rewolucji w Iranie, co skutkowało spadkiem wydobycia ropy w tym kraju.(…)
A dlaczego po powstaniu ISIS nie doszło do III szoku? Nawet operacja nieblokowania importu ropy od terrorystów musiała być prowadzona pod rygorem ochrony kontrwywiadowczej*… ergo giełdy musiałyby być odcięte od informacji, a to spowodować run.

* Biorąc pod uwagę, że trop urywa się na Turcji to oznacza, że nikt nie rozpruł się do tej pory… a minęło już parę ładnych lat

jsc
2 miesięcy temu

(…)np. na poziomie Chin, Unii Europejskiej, Japonii, USA(…)
Współpraca Chin i USA? Niby jak? Przecież toczą wojnę handlową… ostatnio zapowiedzino rozszerzenie embarga na branżę półprzewodników… https://insidecee.pl/wladze-usa-szykuja-kolejne-sankcje-wymierzone-w-chinski-biznes-polprzewodnikowy/

jsc
2 miesięcy temu

(…)– przez ostatnich 20 lat nawet nie zaczęliśmy budowy elektrowni atomowej, a jej posiadanie aktualnie bardzo mogłoby pomóc w obniżeniu cen energii,(…)
Powiedzcie to Francuzom… https://wysokienapiecie.pl/68570-inwestycje-w-sieci-moga-zderzyc-sie-z-budowlana-rzeczywistoscia/

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!