Wróciła gorączka złota. Ale zanim kupisz sztabkę dobrze się zastanów!

Największy od półtora roku odwrót od ryzyka, jaki obserwujemy ostatnio na światowych rynkach finansowych, powoduje jak zwykle lawinowe zakupy złota, które uważane jest za bezpieczną „przechowalnię” wartości pieniędzy w kryzysowych momentach. W piątek kurs żółtego kruszcu w dostawach bezpośrednich (spotowych) osiągnął 1207 dol. za uncję. To najwyższa cena w tym roku. W ciągu tygodnia kurs skoczył o prawie 30 dol. A od początku kwietnia, kiedy uncja złota kosztowała ok. 1100 dol., cena wzrosła o 10 proc. Całkiem niedaleko jest już do historycznego rekordu, które złoto osiągnęło na początku grudnia 2009 r. – 1226 dol. za uncję.

Fani złota mają nie lada uzywanie: „Kto zainwestował rok temu złotówki w złoto zyskał 25%. A jeżeli uczynił to trzy lata temu, podwoił kapitał. Z kolei pięcioletnia inwestycja w ten kruszec dała stopę zwrotu na poziomie 175%. Dla porównania inwestujący na rynku polskich akcji zyskali w tym czasie około 25%” – zachwyca się Jan Mazurek, analityk w Investors TFI. Ta grupa funduszy zarządza m.in. funduszem Investor Gold, inwestującym w złoto.

Kurs złota do dolara 05.2010

Mazurek twierdzi, że złoto wcale nie jest jeszcze u szczytu. Jego zdaniem w 1980 r., czyli w szczycie poprzedniej hossy zota, gdy jego cena sięgała 620 dol. za uncję, złoto realnie kosztowało znacznie więcej, niż dziś. „Gdyby przeliczyć tamtejsze ceny kruszcu z uwzględnieniem wskaźnika inflacji wówczas uzyskalibyśmy cenę przekraczającą 2000 dol. Dziś mamy trudną sytuację ekonomiczną, szczególnie w Stanach Zjednoczonych oraz Europie. Wzrasta więc prawdopodobieństwo kontynuacji trendu wzrostowego na złocie” – pisze analityk Investors TFI w komentarzu. Nie tylko on ma do złota słabość. Mennica Polska podała w piątek, że popyt na złoto inwestycyjne zwiększył się u jego klientów czterokrotnie, zaś rekordzista kupił hurtem 25 kg żółtego kruszcu.

Nie twierdzę, że fani złota nie mają racji. Co więcej sam trzymam pewną część prywatnego portfela inwestycji w złocie – a ściślej pisząc w dwóch funduszach inwestujących na tym rynku, jednym kupującym sztabki, a drugim inwestującym w akcje kopalni złota. Ale drażni mnie bezkrytyczne naganianie inwestorów do kupowania złota właśnie wtedy, gdy jest najdroższe w historii, bez wspominania o czynnikach ryzyka. 

Zwolennicy zamiany wszystkich ryzykownych aktywów na złoto powołują się na analizy banków inwestycyjnych. Na początku lutego Goldman Sachs podwyższył roczną prognozę ceny złota z 1365 do 1380 dol. Barclays Capital napisał, że cena złota w czwartym kwartale tego roku będzie wynosić 1235 dol. Bank HSBC mówi o cenie 1300 dol. Bank UBS podwyższył prognozy do 1250 dol. w przyszłym roku.

Zgoda: niestabilna sytuacja gospodarcza w Stanach Zjednoczonych i w Europie, zagrożenie inflacją, spadek wartości euro, rosnące zadłużenia wielu krajów i ich deficyty budżetowe, konflikty polityczne na Bliskim Wschodzie, które mogą przerodzić się w wojny… to wszystko sprzyjają wzrostom cen złota. Chcę jednak zwrócić uwagę na drugą stronę tego medalu, o której ci, którzy naganiają inwestorów do kupowania złota nie wspominają.

Otóż na początku tego roku Światowa Rada Złota (World Gold Council) opublikowała raport na temat popytu i podaży złota w 2009 r. Jego obszerne omówienie opublikował portal sieci doradców finansowych Expander. Z raportu wynika, że średnia cena złota w 2009 r. wyniosła 972 dol. za uncję i była o 12% wyższa, niż w 2008 r. Ale jednocześnie ten wzrost kursu wywołał niemal identyczny w skali spadek ogólnego popytu na złoto. Dane nie uwzględniające popytu generowanego przez światowe banki centralne mówią, że popyt na złoto spadł w ubiegłym roku o 11%.

Jak relacjonuje Expander „w reakcji na wzrost ceny złota najbardziej spadł popyt generowany przez przemysł jubilerski (spadek o 20%) oraz pozostałe gałęzie przemysłu wykorzystujące złoto (spadek o 16%), takie jak przemysł elektroniczny czy dentystyczny. Te dane sugerują, że popyt przemysłowy na złoto jest wysoce elastyczny i bardzo mocno reaguje na wzrosty cen. W 2009 roku ta część popytu stanowiła ponad 60% globalnego popytu na złoto”.

Spadek popytu przemysłowego był w ubiegłym roku częściowo rekompensowany przez popyt inwestycyjny. Gwałtowny przyrost popytu inwestycyjnego może mieć charakter spekulacyjny, na fali „mody” na inwestowanie w złoto. „Jednocześnie wyższa opłacalność wydobycia i odzyskiwania złota spowodowała wzrost  podaży o 11%” – czytam w raporcie. Uzależnienie ceny złota w dużej mierze od popytu spekulacyjnego przy niekorzystnych dla kupujących złoto relacjach popytu i podaży „fundamentalnej” powinno choć trochę studzić optymizm tych, którzy twierdzą, że złoto może tylko drożeć.

Zwiększona podaż, spadek popytu przemysłowego oraz umacnianie się dolara na światowych rynkach doprowadziły już w zeszłym roku do znacznego spadku cen złota. Oczywiście wtedy nie bankrutowała Grecja i sytuacja na światowych rynkach finansowych była dalece inna. Choć więc każdy powinien mieć część pieniędzy zainwestowane w złoto (najprościej kupić udziały w funduszach specjalizujących się w takich inwestycjach), bo jest to doskonała poduszka bezpieczeństwa na złe czasy, to trzeba też pamiętać, że złoto może nie tylko iść w górę, a jego cenę niestety w dużej mierze kształtują krótkoterminowe mody.

A tak we wrześniu zeszłego roku odpowiadałem, wspólnie z Janem Mazurkiem, na pytanie o to czy warto kupować złoto. To fragment cyklicznego programu BizKonfrontacje, produkowanego przez portal Wyborcza.biz.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss