Windykacyjny przypał: rzecznik praw dłużnika, „rodzina 1000+”, punkty za długi i… koniczynka

Pomysły firm windykacyjnych na ocieplanie wizerunku są czasem śmieszne, a czasem straszne. A z całą pewnością – coraz bardziej kreatywne. W sumie to nic dziwnego: konkurencja na rynku jest coraz większa, a za przejmowane od banków firm telekomunikacyjnych i energetycznych pakiety długów trzeba płacić coraz więcej (choć i chętnych do sprzedawania długów jest więcej). W dodatku są to pakiety coraz większe, więc biznes windykacyjny robi się jedną wielką masówką. Kiedyś był to interes prosty i nieskomplikowany: windykator brał kij bejsbolowy :-))) i odwiedzał „swoich” dłużników w miejscu zamieszkania lub pracy. Teraz niestety największym windykatorom pozostaje już tylko wspominać te czasy z rozrzewnieniem, bo pod „opieką” w każdym momencie mają po kilkaset tysięcy albo kilka milionów długów. Głowa może od tego rozboleć.

Mimo najlepszych chęci nie da się do każdego dłużnika podejść z bejsbolem i uczciwie nastraszyć, a wirtualna rzeczywistość nie jest jeszcze tak rozwinięta, by myśleć o wirtualnym windykatorze, który wyświetlałby się w okularach 3D w ramach spersonalizowanej aplikacji symulującej łamanie nóg :-))). Windykatorzy z konieczności skazani się więc na półśrodki, a więc wysyłanie do dłużników czułych liścików z uprzejmą prośbą, żeby być może raczyli rozważyć spłatę choćby części długów w jakichś przyjaznych ratach. Jeśli pojawia się element filmów typu „Piła 4″, czy nawet Hostel 2” to też w wersji żałośnie sofcikowej – informuje się mianowicie dłużników, że zostaną wpisani na listę dłużników, gdzie czeka ich wstyd i zniesmaczenie. To zupełnie inna jakość argumentacji, niż to: 

Sami rozumiecie jak trudny jest dziś trudny biznes windykacyjny – to klient ma zadzwonić i chcieć spłacić dług, a firma windykacyjna jest od tego, żeby go do tego zachęcić, przytulić i nagrodzić za wolę współpracy. W tym celu windykatorzy tworzą potężne call-centers, w których zatrudniają ludzi o miłym głosie i niepokalanej aparycji, najlepiej po stażu w Greenpeace – takich, po których od razu widać, że nie skrzywdziliby nawet mrówki, a gdyby zobaczyli kij bejsbolowy, to nie wiedzieliby z której strony chwycić. Wyświetlają też w telewizji reklamy, w których pokazują, że to dług jest zły, a nie oni – windykatorzy. I że to dług chce im spuścić manto.  A żeby dług  nie zadzwonił, to trzeba go uprzedzić i samemu zadzwonić. Jedynym błędem w systemie są tylko pozostałe po starym modelu działalności nazwy firm windykacyjnych, takie jak: Kruk (czarny, ma pazury i tylko drugiemu krukowi czegoś nie wykole), Ultimo (kojarzy się nieuchronnie z ultimatum, zamiast z Greenpeace), czy GetBack (żeby nie wiem jak były miał głos koleś z firmy o takiej nazwie, to z góry wiadomo, że będzie chciał, żeby mu coś oddać ;-))).

getback_reklaFirmy windykacyjne w pokazywaniu, że są fajne, cool i można się z nimi spokojnie zakumplować, ścigają się aż miło. Najbardziej rozczula mnie GetBack, który ostatnio zmienił właściciela – opuścił grupę bankową Leszka Czarneckiego, która wydawała się idealnym otoczeniem dla wzrostu biznesu windykacyjnego (zgadnijcie dlaczego ;-)) i trafił za 825 mln zł w ręce spółki o wdzięcznej nazwie Ernest Investments. Chłopaki z GetBack – obsługują 13,3 mld zł długów i w zeszłym roku wycisnęli z klientów 120 mln zł zysku netto – dosłownie wychodzą z siebie. W internecie pełno jest reklam „Biura Rzecznika Praw Dłużnika”. To tak, jak gdyby rzeźnik postanowił utworzyć stanowisko „rzecznika praw tucznika” i radził swoim podopiecznym jak prawidłowo przygotować się do uboju 🙂. Wyświetla się to-to w najróżniejszych wariantach, m.in. piszą o „bezpłatnej pomocy”. Albo „wpadłeś w długi? Pomożemy!”.

getback24GetBack jest bodaj trzecią największą firmą windykacyjną w Polsce, można założyć, że co czwarty getback_reklamadług w Polsce, sprzedany którejkolwiek firmie windykacyjnej, jest w ich rękach. Jeśli więc jakiś dłużnik zobaczy coś takiego, a wie, że ciągle piszą do niego jacyś windykatorzy, to może się skusi i zadzwoni, myśląc, że to jakaś nowa odmiana „Dudapomocy”. A jak już zadzwoni to… „biuro rzecznika praw dłużnika” sprawdzi – np. po numerze PESEL – czy to dłużnik z właściwej „puli”. A potem się mu uświadomi jakie ma prawa tak, że nie zapomni do końca życia ;-)). Oczywiście żartuję, wiem przecież, że w „biurze rzecznika praw dłużnika” jedynie wytłumaczą, że długi trzeba spłacać, że jak się tego nie robi to się idzie do piekła, że można trafić na czarną listę oraz że nawet jak się nie ma pieniędzy, to można je próbować oddać na raty.

Nie lubię takich manipulacji. Ale bycie „wilkiem w owczej skórze” (przepraszam wilki za to porównanie :-)))) może się opłacić. Słyszałem, że niektórych klientów, skuszonych przez „biuro rzecznika”, czasem „wrabia się” w sytuacje, które wcale im nie służą. Jest to rodzaj „grillowania”, które ma skłonić do konwersji dotychczas posiadanego długu na nowy, ponoć korzystniejszy (rodzaj kredytu konsolidacyjnego). To może być pułapka w sytuacji, gdy dotychczasowy dług budzi jakieś wątpliwości i klient mógłby go kwestionować. Po konwersji na nową „pożyczkę konsolidacyjną” ta furtka zamknięta i klient jest już definitywnie ugotowany:

„Najpierw urabia się klienta wiadomościami SMS, telefonami i listami, a potem proponuje „rozwiązanie” w postaci pożyczki „Koniczynka”. Na czym polega haczyk? Ano na tym że ten pierwotny „dług” nie wiadomo czy istniał czy nie. Czy był dokładnie w takiej wysokości jakiej się żąda. Czy nie był przypadkiem przedawniony. Za to po uruchomieniu „pożyczki oddłużeniowej” fantastycznie wzrasta wysokość tego zobowiązania o koszty udzielenia pożyczki, prowizje i takie tam radosne opłaty. I wówczas zamiast wątpliwego długu mamy zupełnie nowe zobowiązanie, które oczywiście można już w mocy prawa windykować po uzyskaniu stosownego nakazu zapłaty”.

– pisze w swoim blogu jedna z kancelarii prawniczych, która zetknęła się z pożyczkami udzielanymi klientom GetBack. W sumie to może być nawet lepsze od klasycznego „hodowania” długów, bo taki „wyhodowany” może na koniec niespodziewanie zdechnąć :-)) z powodu wykrycia nieprawidłowości przez klienta, jego prawnika lub sąd. A konwersja  to rzecz prosta i bezpieczna (dla windykatora oczywiście). Czyżby to był jeden z celów działań „biura rzecznika praw dłużnika”? A może to też część tajemnicy zwiększenia wartości spółki GetBack od 2014 r. do dziś z 270 mln zł do 850 mln zł przez Jarosława Augustyniaka, szefa Idea Banku (to ta dywizja holdingu Leszka Czarneckiego, która w ostatnich latach zarządzała GetBackiem)? Odpowiedź na te pytania poznamy zapewne w thrillerze „Piła 8” ;-)).

Żeby nie było, że tylko się czepiam. Mają w GetBack też lepsze pomysły – na przykład zrobili sobie taki jakby… Payback. Czyli program lojalnościowy nagradzający punktami za spłacone długi. Przysięgam, nie żartuję! Nie każdy podopieczny GetBack może wziąć udział (trzeba uzyskać od firmy specjalne zaproszenie), ale szczęśliwcy za każdą złotówkę terminowo (zgodnie z podpisaną ugodą) spłaconego długu uzyskują 1 pkt. Jeśli spóźnią się z płatnością do dwóch tygodni, to nie dostaną punktów za spłacenie danej raty, a jeśli przekroczenie jest większe, niż dwa tygodnie – to kasują się też wszystkie zgromadzone do tej pory punkty. Przyznam szczerze, że sprytne to. I – piszę teraz całkiem poważnie – jest to ciekawy pomysł na zwiększania motywacji klientów GetBack, by spłacanie długów traktowali priorytetowo. Bo jak będą spłacać terminowo, to dostaną patelnię, żeby przed zaciągnięciem kolejnych długów mogli się nią pacnąć w łeb :-). Prawie jak w nowym programie MasterCarda ;-)).

Czytaj też: Wysyłali klientom pisma podpisane przez… wymyśloną firmę prawniczą 😉

Czytaj też: Grzecznie spłacasz pożyczkę pozabankową? Dostaniesz punkty Payback

Przepraszam, znowu mnie poniosło. Nagrody w programie są cenniejsze, niż patelnia. Za 317.000 punktów można dostać telewizor (biorąc pod uwagę przelicznik 1 zł długu = 1 pkt. mówimy tu o frankowiczu, któremu wypowiedziano kredyt – mieszkanie stracił, ale może dostanie telewizor). Za spłacenie 65.000 zł można zainkasować kuchenkę mikrofalową Samsung, za 17.000 zł suszarkę do grzybów, za 13.000 zł termokubek, za 7000 zł pendrive 32 GB. Za 80.000 zł do wzięcia są okulary przeciwsłoneczne, a za 180.000 zł spłaconych w terminie długów – lornetka (zapewne po to, żeby można było łatwiej obserwować koniec spłaty pozostałej części zadłużenia, majaczący na horyzoncie). Za 100.000 pkt. można zassać całkiem fajne słuchawki Phillipsa. Jak mi się wydaje, przelicznik punktowy jest mniej więcej taki, jak 1 zł nagrody za 200 pkt. (czyli za 200 zł spłaconego długu).

przebijamy500plus1

Innym pomysłem „ocieplającym” wizerunek windykacyjnego potentata, o którym chyba mało kto wie, jest projekt „Rodzina 1000+”, którego bliższych szczegółów nie udało mi się, niestety, ustalić. Nie jest to oferta proponowana wszystkim klientom, a tylko wybranym. Ma polegać na tym, że… nie, nie sprzedaje się dzieci w zamian za umorzenie długów ;-)). Proszę mi tu bez głupich dowcipów. Dzieciatym klientom, którzy spłacą część lub całość swoich długów, odejmuje się 1000 zł tylko za to, że mają dziecko. A więc z chwilą spłacenia długów twoje dziecko może nabrać większej wartości. Oczywiście, aby zasłużyć na taki rabat spłacany dług musi być odpowiednio duży. W przypadku jednego ze znajomych mojego czytelników, który przekazał mi wiadomość o odpaleniu tego sensacyjnego programu, zadłużenie wynosi ponad 50.000 zł, więc GetBackowi opłaca im się dać taki rabat. Podobnie jak program lojalnościowy, także i ten pomysł ma na celu spowodować, by spłacanie długów stało się dla klientów ważną częścią ich życia. I, w pewnym sensie, przyjemnością. Ambitne ;-).

GORĄCE TRIKI NA WAKACJE. Kiedy najlepiej wybrać się na urlop? Gdzie lepiej polecieć z biurem podróży, a gdzie solo? Jak zapłacić za urlop, żeby mieć największe prawa konsumenckie do dyspozycji? Zapraszam do obejrzenia wyjątkowo gorącego wideo. Jeśli jeszcze nie jesteście na wakacjach, to po obejrzeniu tego klipu zapragniecie natychmiast się na nich znaleźć 😉

Co zrobić, żeby wakacje były tańsze? Oto przegląd trików, które pozwalają zaoszczędzić na wakacjach całkiem przyjemne kwoty. Sprawdzone osobiście 😉

DYWIDENDA JAK W BANKU. (NIE)BEZPIECZNE POŁOWY. W ramach sprawdzania czy jest dla naszych pieniędzy jakaś alternatywa dla 1% z bankowego depozytu udałem się na ryby. Myślałem, że najgorsze będzie starcie z giełdowymi rekinami, ale nie – cios przyszedł z najmniej oczekiwanej strony. A więcej o całej akcji piszę pod tym linkiem

Obejrzyjcie też najnowszy klip w ramach tej akcji, w którym jest kilka breaking-newsów na temat Waszych portfeli. Np. o tym kto wygrywa w starciu gospodyń domowych z rasowymi inwestorami.

 

CHŁOŃ SUBIEKTYWNOŚĆ TAK JAK LUBISZ. Subiektywność jest multifunkcyjna i się często dyslokuje ;-). Można ją spotkać tu i tam. W internecie, mediach społecznościowych, na wideo, w prasie, książkach oraz na spotkaniach, odczytach, konferencjach – wszędzie tam, gdzie mówi się o pieniądzach.

autopromo4SPOTKAJ MNIE W NECIE… Blog „Subiektywnie o finansach” codziennie, od ponad siedmiu lat, zapewnia niezbędną dawkę wiedzy o Waszych pieniądzach. Prześwietlanie produktów finansowych, ekskluzywne wiadomości o nowych produktach oraz piętnowanie skandalicznych praktyk i interwencje w Waszych sprawach. Zaglądaj na samcik.blox.pl, nowy wpis wpada tu zwykle tuż po godz. 9.00. Jeśli chcesz wiedzieć jeszcze więcej i ze mną podyskutować, zostań fanem blogu na Facebooku (jest nas już ponad 34.000!), na Twitterze(tu wraz ze mną zaprasza prawie 9000 followersów). Zapraszam też do bezpośredniego kontaktu mejlowegomaciej.samcik@gazeta.pl. Postaram się odpowiedzieć na każdy e-mail, choć nie obiecuję, że odpowiem szybko ;-).

autopromo2…ZOBACZ MNIE W EKSTREMALNYCH AKCJACH. Opowiadam o domowych finansach nie tylko tekstem, ale i ruchomymi obrazami. Żeby Ci się nie nudziło robię przy tym różne głupie rzeczy: skakałem na spadochronie, dałem sobie obić twarz przez byłego trenera Tomasza Adamka, latałem w tubie aerodynamicznej, w której ćwiczą kosmonauci, ćwiczyłem na najnowocześniejszym w Polsce symulatorze lotów, jeździłem autobusem, gokartem, grałem w golfa i ruletkę. Wszystkie te przygody są na mojej „stronie” youtubowej. Zasubskrybuj mój kanał na Youtube (w tym kinie siedzi już ponad 2000 fanów i jest ponad 70 filmów, które obejrzano więcej, niż ćwierć miliona razy). 

autopromo11SUBIEKTYWNA EKIPA SAMCIKA IDZIE NA OSTRO W „WYBORCZEJ”. Blog „Subiektywnie o finansach” zyskał tak dużą popularność, że zaowocował autorskimi stronami w „Gazecie Wyborczej”. Co czwartek na stronach gospodarczych „Wyborczej” ukazuje się tygodnik „Pieniądze Ekstra”, w którym ja i grupa moich kolegów, zwana złowróżbnie Ekipą Samcika, radzi jak sprytnie kupować, jak się nie dać nabrać w sklepie, co zrobić, żeby wyplątać się z finansowych tarapatów i jak mieć więcej pieniędzy. Jeśli potrzebujesz rady albo pomocy w sprawie niekoniecznie związanej z produktami finansowymi – pisz naekipasamcika@wyborcza.biz. Moi ludzie nie zostawią Cię bez pomocy. 

autopromo3SUBIEKTYWNOŚĆ DO PODUSZKI, NA WAKACJE, NA PREZENT: o oszczędzaniu, inwestowaniu i zarządzaniu domowymi pieniędzmi piszę też w moich książkach, które możesz kupić w dobrych księgarniach oraz w internecie. Dowiesz się z nich jak założyć pierwszy plan systematycznego oszczędzania, jak nie dać się okraść przez internet, jak odróżnić tani kredyt od drogiego, jak nie dać się nabić w niby-ubezpieczenie, jak nauczyć dziecko oszczędności…

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin