Windykacja groszowych długów to nie przypadek, lecz zaplanowana akcja. Wsiadam na koń!

Windykacja groszowych długów to nie przypadek, lecz zaplanowana akcja. Wsiadam na koń!

Niedawno poruszałem w blogu problem windykowania przez banki niewielkich kwot, które stają się kwotami zauważalnymi dla klientów przede wszystkim ze względu na doliczone do nich koszty windykacji. I tak np. klient może mieć np. 1 gr. długu, do którego bank doliczył kilkadziesiąt złotych kosztów i teraz pracowicie je próbuje odzyskać, bombardując klienta mejlami, telefonami i SMS-ami – oczywiście również płatnymi. W ten sposób można co prawda zarobić parę groszy, ale jednocześnie można też stracić klienta, zyskując co najwyżej złą reklamę. Z jednej strony rozumiem bankowców, którzy dla zasady windykują każdy dług – zarówno mały, jak i bardzo duży – ale z drugiej strony oburzają mnie praktyki polegające na tym, iż windykowana kwota w 99% składa się z kosztów powstałych nie wskutek nieterminowej spłaty długu, lecz w sposób „sztuczny”. Po publikacji w blogu ostatniej tego typu historii dostałem od Was sporo listów, z których wynika, że w niektórych bankach to nie jest przypadek, efekt działań jakiegoś nierozgarniętego pracownika, problem mający charakter systemowy. Bank czasem się nie pomyli, on po prostu prowadzi zaplanowaną akcję..

„Na początku grudnia moja teściowa, osoba w wieku 82 lat, otrzymała z banku Credit Agricole wezwanie do zapłaty, opakowane w groźnie brzmiącą kopertę z wielkim czerwonym napisem „WAŻNE”. Pismo informowało o zaległości w spłacie kredytu (prawdopodobnie chodzi o zakup ratalny) z roku 2005, w ówczesnym Lukas Banku, na kwotę 4 groszy. Do tego doliczono bliżej nie sprecyzowane „koszty” w kwocie 30 zł i odsetki w kwocie 6,38 zł. W piśmie jest też pseudoprawniczy bełkot, który ma zastraszyć odbiorcę”

Zobacz również:

– pisze do mnie czytelnik, którego teściowa przyszła przerażona, powtarzając ciągle, że nigdy nie miała długów, a teraz będzie ją ścigał komornik. Mój czytelnik obiecał, że zwróci się w jej imieniu do banku, aby sprawę wyjaśnić. Tak też uczynił i za pośrednictwem formularza kontaktowego na stronie Credit Agricole zgłosił protest przeciwko postępowaniu bankowców. Nie tylko przeciwko sztucznemu zawyżaniu groszowego długu, który bardziej opłacałoby się po prostu umorzyć, ale też przeciwko próbom odzyskania długu, który jest już przedawniony (stuknęło mu bowiem 10 lat). Czytelnik podkreślił, że bank postępuje nieetycznie, kierując tego rodzaju wezwania do starszych osób, które mogą poczuć się jakby były złodziejami. Bank specjalnie się nie przejął – odmówił mojemu czytelnikowi udzielenia jakichkolwiek informacji, ponieważ nie przedstawił on formalnego upoważnienia, ani pełnomocnictwa. Żeby przypadkiem mój czytelnik nie wpadł na pomysł, żeby nadal stawać w obronie starszej pani, bankowcy zastrzegli w piśmie, że upoważnienie musi być poświadczone przez notariusza albo podpisane w obecności pracownika banku na specjalnym formularzu.

Czytaj też: Krwawa jatka o 43 zł. Klient nie odpuścił i… wygrał! A bank kłócił się nawet o 4,08 gr.

Bank, w ramach polityki zniechęcania mojego czytelnika do jakiejkolwiek aktywności, powołał się na prawo bankowe art 104 ust. 3. Co prawda artykuł ten mówi wyłącznie o konieczności zachowania formy pisemnej pełnomocnictwa (nie ma mowy ani o notariuszu, ani o konieczności podpisywania pełnomocnictwa w obecności pracownika banku, ani o konieczności wykorzystania jakiegokolwiek wzorca formularza upoważnienia. Mój czytelnik stwierdził więc, że nie da się zastraszać. W związku z tym sporządził pismo z żądaniem udzielenia mu informacji (i brak zgody na dodatkowe obostrzenia), załączył podpisane przez teściową upoważnienie i zażądał udzielenia odpowiedzi.

„Nie oczekuję rzecz jasna żadnej pomocy, dam sobie radę sam,. Sęk w tym, że bank Credit Agricole zaczął ostatnio masowo rozsyłać takie wezwania. Chodzi o jakieś zaległości na poziomie pojedynczych groszy, do których doliczane są kilkudziesięciozłotowe „koszty” i wieloletnie odsetki. Dotyczy to spraw sprzed co najmniej kilku lat, co jak łatwo zauważyć dotknie w tej chwili przede wszystkim osób starszych. Kilka lat temu Lukas Bank, przejęty przez Credit Agricole, był jednym z aktywniejszych na rynku sprzedaży ratalnej. Sądzę, że bank doskonale zdaje sobie sprawę, iż roszczenia takie są przedawnione. Dlatego stworzono zastraszające pismo, licząc na to, że część odbiorców grzecznie zapłaci. Nieczysta jest też praktyka utrudniania przez bank ustanowienia pełnomocnika, żądanie działań wykraczających poza wymagania ustawowe. Przecież osoba z małej miejscowości, czy ze wsi, nie będzie jeździła do Credit Agricole, ani tym bardziej do notariusza. Będzie wolała zapłacić kilkadziesiąt złotych bankowi i zapomnieć o sprawie”

– pisze czytelnik. I zachęca mnie do podrążenia sprawy pro publico bono. Co też i niniejszym czynię. Uważam, że w Credit Agricole wymyślili sobie całkiem przyjemne perpetum mobile. Ponieważ rzecz dotyczy bardzo starych długów i iście groszowych historii, klient przeważnie nie jest w stanie nawet odtworzyć statusu swojego długu. Być może – tak, jak teściowa mojego czytelnika – nawet jest przekonany, że spłacił zadłużenie co do grosza. Jak jednak to udowodnić bankowi, który żąda nie tylko zwrotu kilku groszy długu, ale i dolicza kilkudziesięciozłotowe koszty? Można powiedzieć: klient jest sam sobie winny, mógł wystąpić o zaświadczenie o całkowitej spłacie długu i trzymać je w domowym archiwum. Skoro takiego zaświadczenia nie ma – musi przyjąć wersję banku jako obowiązującą. Nie mam żadnych dowodów na to, że w Credit Agricole „wymyślają” te kilkugroszowe długi sprzed ponad 10 lat. Ale mogę sobie wyobrazić sytuację, w której byłby to dość skuteczny sposób wyłudzania od klientów pieniędzy. Co na to bank? Przyznaje, że akcja jest szeroko zakrojona:

„W listopadzie wysłaliśmy wezwania do zapłaty zaległego zadłużenia do pewnej grupy klientów. Jak to w wezwaniu – podaliśmy pełną kwotę zadłużenia, a potem rozdzieliliśmy ją według pozycji: kapitał, odsetki, koszty. Bank nigdy nie żąda spłaty zadłużenia niższej niż pięciokrotność opłaty pocztowej za nadanie listu poleconego. A ta wynosi dziś 21 zł. Każdy klient ma taki zapis w umowie kredytowej, którą podpisuje. Duża część tych kredytów to były kredyty ratalne w promocji – pozwalające na zakup w ratach bez odsetek. Warunkiem takiej promocji jest zawsze terminowa spłata poszczególnych rat. Jeśli klient spłacał z opóźnieniem, bank naliczał odsetki karne. Potem podejmował działania upominawcze. Poza oczywiście sytuacjami, gdy np. klient ureguluje zaległość po terminie, ale dalej spłaca już terminowo i w dniu zakończenia umowy łączna kwota niedopłaty z tytułu kredytu nie przekroczy 5-krotności opłaty za nadanie listu poleconego. Wtedy uznajemy kredyt za prawidłowo rozliczony i nie domagamy się od klienta żadnych kwot. Faktem jest, że po wysyłce wezwań było sporo telefonów na numer podany w wezwaniu i obsługa tego numeru nie dała rady wszystkich odebrać”

Przyznam, że to tłumaczenie nie do końca mnie przekonuje. Ta akcja nadal wygląda jak próba nabijania kasy banku z tytułu zaległości, o których bank mógłby i powinien zapomnieć. Owszem, one istnieją, ale mają wartość, która nie uzasadnia podejmowania działań windykacyjnych (zwłaszcza, że trudno obwiniać tu klientów o to, że celowo się uchylali od zapłaty i chcieli oszukać bank). Przypomina to trochę działalność tzw. hodowców długów. Słowem: mamy tu próbę popełnienia przez bank wizerunkowego seppuku. Próbę zaskakująco i doskonale udaną. Na szczęście po wpisie w blogu w banku chyba zorientowano się, że to się nie ma prawa dobrze skończyć i deklarują, że będą uwzględniać reklamacje klientów:

„Podeszliśmy do spraw klientów indywidualnie i w wielu przypadkach zamykamy kredyty bez wpłaty wymaganych kwot przez klientów. Klient, który się zgłosi może liczyć na to, że weźmiemy pod uwagę o jakie kwoty długu chodzi. Jeśli rzeczywiście o niskie – to umarzamy zadłużenie”

– zadeklarowano mi w banku. Cieszę się, że moje zainteresowanie sprawą pomogło zmusić decyzyjne osoby w do refleksji. Tak czy siak ktoś w banku powinien dostać nie tylko premię od odzyskanej kwoty kosztów windykacyjnych, ale i order za „nowatorski” pomysł na zarządzanie relacjami z klientami. Podobnie jak ten, kto wymyślił, żeby zmieniać klientom jednostronnie wzorce umowne, bo tym też ostatnio wsławił się Credit Agricole. Nota bene przy okazji tej kowbojskiej akcji ujawniła się wizjonerska natura jej pomysłodawców. W umowach kredytowych indeksowanych do franków pojawił się zapis, który zabezpiecza bank na wypadek ujemnych stóp procentowych. Par 4 ust 5 nowego wzorca umownego mówi:

„w przypadku gdy wartość stopy bazowej, określonej w ust 4 przyjmie wartość 0,00% lub wartość ujemną, Bank przyjmuje jako stopę bazową obowiązującą w Banku, stopę bazową w wysokości 0,00%”

Dosłownie kilka tygodni po zmianie wzorca umownego – otwarte jest pytanie, czy bank miał do tego prawo – tak się złożyło, że szwajcarski bank centralny obniżył stopy procentowe do wartości ujemnej. A bank, w oparciu o wprowadzony ostatnio zapis, zapewne spróbuje uniknąć obniżania klientom rat. Wizjonerzy, nieprawdaż? 😉

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!