Wielki upadek wirtualnej waluty, ale może… nadchodzi era „pieniędzy” a la Bitcoin?

Dość długo przyglądałem się biernie ekstazie, która zapanowała na rynku wirtualnej waluty Bitcoin. Ten internetowy pieniądz, wymienialny na dolary, euro i inne waluty, w ostatnich tygodniach trafił na czołówki najpoważniejszych gazet. Jego wartość rosła z dnia na dzień nawet o 20-30 dolarów. Spekulanci, handlujący Bitcoinami na specjalnych internetowych giełdach, mogli zrobić na tym fortunę przeliczaną na najprawdziwsze dolary. Jeszcze w lutym jeden Bitcoin kosztował 20 dolarów amerykańskich, a na początku tego tygodnia… już prawie 270 dolarów. Ktoś kupił za 300 Bitcoinów luksusowe auto marki Porsche. Aż w środę wieczorem zaczął się krach. Ktoś zaczął masowo sprzedawać Bitcoiny. wywołując panikę. Elektroniczne giełdy „zatkały się” od zleceń, do tego doszły ataki elektronicznych botów, które – odpowiednio zaprogramowane – miały sparaliżować rynek. Kurs Bitcoina w kilkanaście godzin spadł z rekordowych 266 dolarów do 105 dolarów. Handel na największej giełdzie, na której można wymienić „wirtualną” walutę na „prawdziwą”, został zawieszony na kilkanaście godzin. Klasyczny krach.

Bitcoin Chart

W ostatnich dniach kilkoro czytelników pytało mnie co o tym myślę i domagało się wpisu o Bitcoin w blogu, ale wolałem z tym poczekać aż „wypełni się czas”. Bo tak, jak każdy inwestor giełdowy, który na własnej skórze poznał smak hiperhossy i wielkiego krachu na rynku akcji, byłem pewny, że w ciągu kilku, kilkunastu dni to samo stanie się na rynku Bitcoin. Rynek giełdowy zawsze działa tak samo, niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z akcjami, walutami, cebulkami tulipanów, czy wirtualnymi pieniędzmi. Tyle, że tam, gdzie obrót jest elektroniczny, czas „wypełnia się” szybciej. Niewykluczone, że to jeszcze nie koniec spadków, bo przecież wartość Bitcoina przekraczająca 120 dolarów (a tyle wynosiła tuż przed zawieszeniem handlu na giełdzie Mt.gox), jest wciąż wysoka w porównaniu z poziomem z początku roku. Jeśli ktoś manipuluje rynkiem wirtualnej waluty, to pewnie jego „zabawa” jeszcze się nie skończyła. A im dłużej będzie trwała, tym więcej ludzi, którzy w to dziwo zainwestowali, będzie tracić nerwy i zamieniać Bitcoiny na dolary lub euro, bez względu na ceny.

Czy to koniec bezprecedensowej kariery tego dziwnego „pieniądza”? Jak można handlować na giełdzie – i to po tak wysokim przeliczniku – 24-cyfrowym zapisem, który tylko na mocy umowy internautów posiada jakąkolwiek wartość? I którego historia, jako internetowego pieniądza, trwa zaledwie od czterech lat (bo Bitcoina wymyślono raptem w 2009 r.)? I którego nie emituje żaden bank centralny (bo taki Bitcoin to po prostu ciąg zer i jedynek zapisany na twardym dysku komputera jego posiadacza)? I którym handluje się bez żadnych pośredników, po prostu przekazując „wirtualną monetę” innemu internaucie (kodując za pomocą kryptograficznego szyfru historię transakcji, by nie można było sfałszować takiej „bitmonety”)? I którego nie można wydrukować, ani wydać w sklepie spożywczym, bo występuje tylko w internecie? Owszem, ludzie czasem handlują sztucznymi „pieniędzmi” z gier komputerowych (np. LindenDolarami z gry Second Life), ale wokół Bitocinów powstała cała infrastruktura – giełdy, kantory wymiany, „kopalnie”, w których „wydobywa się” kolejne Bitcoiny (poprzez podłączenie specjalnego programu do komputera lub sieci komputerów o ogromnej mocy obliczeniowej). To wygląda jak jakaś paranoja.

Ale jak się poważnie zastanowić, to… nie można wykluczyć, że kiedyś „waluta”  podobna do Bitcoina stanie się środkiem płatniczym traktowanym powszechnie jako środek płatniczy równoprawny w stosunku do dolara, euro, czy złota lub srebra. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że tradycyjne waluty i ich emitenci powoli tracą wiarygodność. A to, że dany pieniądz jest powszechnie akceptowany w obrocie, wynika wyłącznie z wiarygodności jego emitenta. Kiedyś ilość waluty emitowanego przez dane państwo wiązała się ściśle z wartością złota, które było w skarbcach władcy emitującego pieniądz. To utrzymywało wartość i wiarygodność waluty. Dziś „władcy” nie wiążą wartości emitowanych pieniędzy z posiadanym złotem – emitują tyle papierków i monet, ile uważają za stosowne. W tym kontekście każdy emitent, który przekona ludzi do tego, że jego waluta jest zabezpieczona przez „psuciem”, może – przynajmniej teoretycznie – zyskać wiarygodność podobną do rządu USA, czy Europejskiego Banku Centralnego. Choć od razu trzeba zaznaczyć, że dotąd w historii świata się to raczej nie udawało. Prywatne waluty przeważnie kończyły źle, czyli traciły wiarygodność. Czy nastąpi przełom?

Zastanawiająca kariera Bitcoina wynika z tego, że podobno w algorytmie, na podstawie którego kreowane są kolejne Bitcoiny, zawiera się wzór, który określa maksymalną liczbę możliwych do wytworzenia Bitcoinów – jest to 21 milionów. Wytworzenie każdego kolejnego Bitcoina wymaga większej mocy obliczeniowej komputera, co oznacza, że „wykopywanie” Bitcoinów (bo tak w tym świecie nazywa się ich tworzenie – a zamiast banku centralnego są „kopalnie”) staje się coraz droższe i coraz mniej opłacalne. Liczby emitowanych dolarów i euro żaden wzór nie określa, a ich tworzenie jest wciąż tak samo proste – bank centralny wpuszcza do obiegu kolejne zapisy elektroniczne i już. Brak możliwości nieograniczonego „dewaluowania” Bitcoinów jest jednym ze źródeł sukcesu tego „środka płatniczego”. Choć są ekonomiści, którzy wieszczą, że z tego właśnie powodu – nieelastyczności podaży – nastąpi smutny koniec tej „waluty”, bo każdego pieniądza powinno być w obrocie tym więcej, im więcej zawiera się nim transakcji. Można się też zastanawiać czy magiczny limit 21 milionów Bitcoinów jest wiarygodny – ktoś może zmodyfikować algorytm tworzenia Bitcoinów w taki sposób, by można było wypuścić ich więcej, czyli poddać inflacji. Albo np. wypuścić kolejne monety „z tej serii” – Bajtcoiny. Tyle, że jest to identyczny czynnik ryzyka, jak to, że jakiś bank centralny wyemituje „za dużo” jakichś pieniędzy. Do niedawna banki centralne uchodziły za dość rozsądne i przewidywalne. Ale teraz… Choć z drugiej strony: czy jakikolwiek prywatny podmiot, czy nawet społeczność, może uzyskać wiarygodność porównywalną z państwem?

Czytaj też: Anarchoutopia, czyli dlaczego internetowa waluta musi upaść.

Drugi powód, z którego teoretycznie może się zdarzyć, że jakiś wytwór podobny do Bitcoina stanie się kiedyś choć w części równie wiarygodny dla ludzi, jak złoto, srebro, czy dolar amerykański, jest rosnąca rola pieniądza bezgotówkowego. Dopóki pieniądze nosi się w kieszeni i płaci nimi w sklepach (90% transakcji zawieranych przez konsumentów w Polsce to transakcje gotówkowe), nie ma mowy o tym, by jakaś powszechnie akceptowana waluta istniała tylko w internecie. Ktoś musi to drukować, kontrolować wysokość emisji, zwalczać fałszerstwa, zapewniać płynność. Potrzebny jest bank centralny, izby rozliczeniowe i aparat państwowy, który to wszystko spina. Ale nadejdzie taki moment, gdy pieniądze gotówkowy przestanie być potrzebny lub jego rola zmaleje. Wtedy nie będzie przeszkód, by karierę zrobił jakiś pieniądz nie tylko wirtualny, ale też zdecentralizowany, czyli nie emitowany przez państwo, ale – tak jak Bitcoin – przez członków społeczności, na ustalonych z góry i niezmiennych zasadach. Taki „zdecentralizowany” pieniądz, gdy nie ma izb rozliczeniowych i aparatu kontroli, może uzyskać gigantyczną przewagę – tam, gdzie nie ma pośredników, nie ma też spreadów, prowizji, odsetek – chcąc kupić coś za Bitcoiny po prostu „przesyłam” je do odbiorcy i prawie nic mnie to nie kosztuje, nawet jeśli ów odbiorca siedzi przed komputerem na drugim końcu świata. Im większa będzie rola e-commerce, tym większa szansa, że jakiś „pieniądz” w rodzaju Bitcoina spróbuje zrobić kuku temu tradycyjnemu.

Nie mam pojęcia, czy tym wirtualnym „pieniądzem przyszłości może stać się Bitcoin. Przeciwko temu przemawiają negatywne konotacje, które wiążą się z Bitcoinem – mówi się, że za jego pomocą pierze się brudne pieniądze, że Bitcoin służy głównie do hazardu i nielegalnych transakcji. To na pewno może zrazić przeciętnego internautę do traktowania takiego „pieniądza” poważnie. Bo jeśli na jakimś rynku rządzi mafia, to nie może on być wiarygodny. Nie można też ufać czemuś, czego wartość rynkowa jest bardzo niestabilna. Jeśli dziś Bitcoin jest warty 100 dolarów, a za tydzień już 200 dolarów, to znaczy, że rynek jest nieefektywny i nie potrafi rzetelnie wycenić tej waluty. Dlatego krach i zdjęcie odium narzędzia spekulantów może tylko pomóc Bitcoinowi. Nie mam pojęcia jaka powinna być „prawdziwa” siła nabywcza tego „pieniądza” i czy np. nie powinna być bliska zeru (do takiego poziomu Bitcoin chyba już raz spadł, w 2010 r.), ale niezależnie od tego, gdzie się ona znajduje, łatwiej będzie ją znaleźć „dzięki” krachowi i otrzeźwieniu uczestników tego rynku. A Wy jak sądzicie? Prywatne, wirtualne pieniądze mogą kiedyś rywalizować z tymi „scentralizowanymi”, emitowanymi przez państwa?

„SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” NA FACEBOOKU I TWITTERZE. Teksty, które czytacie w blogu to tylko część spostrzeżeń o finansach osobistych, które każdego dnia powstają pod marką „Subiektywnie o finansach”. Na stronie blogu w Facebooku codziennie znajdziecie liczne ciekawostki i zapiski na marginesie blogonotek, które tu codziennie czytacie. Od niedawna blog ma także swoją stronę na Twitterze. Jeśli chcecie ze mną podyskutować, pokłócić się, bądź tylko delikatnie się nie zgodzić, to za pomocą Facebooka i Twittera będzie to zdecydowanie najłatwiejsze. Tych, którzy wolą kłócić się przez tradycyjny e-mail zapraszam na maciej.samcik (at) gazeta.pl

Subiektywnie Facebook

CZTERY LATA SUBIEKTYWNOŚCI. W ostatnim dniu marca blog „Subiektywnie o finansach” obchodził czterolecie swojego istnienia. W ciągu tych czterech lat (1459 dni, licząc soboty, niedziele i święta) w blogu ukazało się 1615 wpisów – czyli średnio więcej, niż jeden dziennie. Kliknęliście je 15.481.000 razy. To oznacza, że każdą notkę obejrzeliście przeciętnie 9585 razy. Średnia liczba Waszych odwiedzin przekroczyła 270.000 miesięcznie. Blog cieszy się uznaniem czytelników, ale i fachowców z branży mediowej – ostatnio znalazł się na trzecim miejscu w rankingu najlepszych blogów dziennikarskich miesięcznika „Press”. Najważniejsze jest jednak to, że „Subiektywnie o finansach” to nie tylko luźne pogadanki o pieniądzach, ale realna pomoc dla czytelników. Jeśli macie jakiś problem z bankiem, firmą ubezpieczeniową, albo inną instytucją finansową, to jest spora szansa, że była już o tym dyskusja w blogu. Oto lista spraw, które udało nam się wspólnie załatwić oraz lista wpisów opisujących jak inni czytelnicy skutecznie walczą o swoje prawa. A tu informacja o tym jakie prowizje pobiera autor blogu za swoje usługi 😉  

Jak pomnażać oszczędności

 POMNAŻAJ Z SAMCIKIEM! Przeczytajcie poradnik, który traktuje o tym jak zabrać się do inwestowania pieniędzy  Znajdziecie w nim najprostsze strategie, które pozwalają oszczędzać każdemu ciułaczowi, nawet zielonemu, jak ogórek. Nie jest to żadne ekonomiczne nudziarstwo. Chwaliłem się Wam ostatnio, że poradnik został doceniony przez kapitułę konkursu „Economicus”, zorganizowanego pod auspicjami „Dziennika Gazety Prawnej” i Narodowego Banku Polskiego. Eksperci – wybitni ekonomiści zaproszeni do jury – uznali „Jak pomnażać oszczędności” za jeden z trzech najlepszych poradników roku. Książkę życzliwie oceniło też Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. „Polecamy ją szczególnie osobom, które do tej pory nie oszczędzały lub robiły to bez namysłu” – napisali eksperci Stowarzyszenia. Ze stron „Rzeczpospolitej” płyną z kolei wieści, że poradnik stał się czwartym największym ekonomicznym bestsellerem w sieci salonów Empik w ostatnim półroczu.  Oto kilka recenzji poradnika: ”Dziennik Gazeta Prawna”: ”To uczciwy i dobry sposób, by wciągnąć czytelnika do fascynującej gry w inwestowanie. Książka jest wiarygodnym źródłem wiedzy o sensownym odkładaniu pieniędzy”. Blog Kreatywa: Autor nie sili się na profesorski, sztywny ton, nie operuje nieustannie skomplikowanymi terminami i niezrozumiałymi wykresami”. Blog „Literacka Kanciapa”: „Samcik pisze dość swobodnie, w sposób nieskomplikowany i zrozumiały dla przeciętnego czytelnika”  Portal edukacji finansowej NewTrader.pl:Książkę świetnie się czyta. Poradnik ten został napisany językiem dla laików, każdy z nas zrozumie o co chodzi w pozornie skomplikowanych produktach finansowych”. Jeśli nie masz czasu iść do księgarni, ściągnij „Jak pomnażać oszczędności” w formie e-booka. I niech kasa Ci rośnie z Samcikiem pod pachą :-).

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss