Węgrzy pokazali, że można: zamrozili ceny paliw, żeby chronić konsumentów. Ile powinno kosztować paliwo na stacjach Orlen w wariancie „węgierskim”? Liczę!

Węgrzy pokazali, że można: zamrozili ceny paliw, żeby chronić konsumentów. Ile powinno kosztować paliwo na stacjach Orlen w wariancie „węgierskim”? Liczę!

Wysoka cena paliw na stacjach benzynowych to nie tylko puste portfele kierowców, ale i dopalacz dla i tak rosnącej inflacji. Węgrzy powiedzieli „dość” i zamrozili ceny paliw. Efekt? Notowany na polskiej giełdzie węgierski koncern MOL stracił natychmiast 9% wartości rynkowej. Polski rząd o zamrażaniu cen milczy. Na jakim poziomie powinny zostać zamrożone ceny paliw w Polsce? A może w ogóle nie powinny, bo to głupie i przyniosłoby więcej szkody niż pożytku? Sprawdzam!

Cena paliwa na stacjach bije rekordy. W tym tygodniu maksymalne średnie ceny benzyny i oleju napędowego sięgają odpowiednio 6,14 zł i 6,16 zł. Ze świecą trzeba szukać stacji, gdzie można zatankować po 5,99 zł. Nawet NBP w swojej projekcji inflacji przyznaje, że tej zimy paliwa tanieć raczej nie będą, a cenowa „odwilż” może przyjść dopiero wiosną.

Zobacz również:

Czy rząd powinien siedzieć z założonymi rękami? Czy może powinien zacząć działać? Węgry ogłosiły, że wprowadzają maksymalną cenę benzyny – równowartość 6,05-6,10 zł za litr, oczywiście licząc w forintach. Nowy limit jest niższy o równowartość ok. 18 groszy niż obecne ceny na węgierskich stacjach. Czy premier Mateusz Morawiecki też powinien zamrozić ceny paliw? Czy to w ogóle coś da? I ile wtedy kosztowałoby paliwo w Polsce? Sprawdzam!

Czy cena paliwa może jeszcze wzrosnąć? A może będzie taniej?

W tym roku zapłacimy o kilkaset złotych więcej za korzystanie z samochodu. Drogie paliwa nakręcają inflację: według GUS ceny w sekcji „transport” rosną o prawie 20% w skali roku! Niestety, w najbliższej przyszłości taniej raczej nie będzie. I to z kilku powodów.

Po pierwsze: rośnie popyt na paliwo. Przynajmniej w skali globalnej – tak jak zima regularnie zaskakuje polskich drogowców, tak ogromny wzrost na paliwa po lockdownie zaskoczył nafciarzy. W czasie kryzysu covidowego ograniczyli poszukiwania nowych złóż, zmniejszyli wydobycie w już istniejących. A tu zaskoczenie – wkrótce przekroczymy dzienną konsumpcję ropy naftowej sprzed pandemii, czyli 100 mln baryłek dziennie. I mimo pięknych słów o ochronie klimatu zużycie ropy będzie rosnąć. W ciągu następnych kilku lat popyt na ropę ma osiągnąć największy poziom w historii.

Po drugie: produkcja ropy naftowej rośnie wolno. Kraje OPEC mimo próśb i gróźb krajów-konsumentów ropy nie spieszą się do zwiększania wydobycie, chcąc jak najdłużej korzystać z wysokich cen i „wyrównać” sobie straty z czasów taniego surowca oraz mniejszych wpływów do państwowej kasy.

Po trzecie: drogie paliwo (ale nie za drogie) jest rządom na rękę. To dla budżetów państw czysty zysk, bo wysokie ceny paliw przekładają się na dochody podatkowe (np. w Polsce w cenie paliwa połowę stanowią podatki). W dodatku popyt jest mało elastyczny. Ludzie niechętnie przesiądą się z samochodu na rower albo do tramwaju. Zacisną zęby i będą tankowali.

Co więcej, niechętnie przesiadają się do mniejszych, bardziej oszczędnych aut. Przykład? Z powodu drogiego paliwa podczas kryzysu finansowego Fiat-Chrysler wprowadził do sprzedaży i promował w USA małolitrażowego Fiata 500. Ale Amerykanie nie chcieli się przesiadać do oszczędnych miniaut. Dziś najpopularniejsze auto Ameryki to Ford F-150 (spala ok. 20 litrów paliwa na 100 km). No ale w USA ceny paliwa są jednak dużo niższe niż w Europie.

Problem zaczyna się, gdy droga energia (czyli w tym przypadku drogie paliwa) zaczyna nadto podkręcać inflację, wywołuje niezadowolenie społeczne i zagraża wzrostowi gospodarczemu. Wtedy państwo może ruszyć – jak napisałby na Twitterze NBP – z szarżą na ceny paliw. W Polsce kombinujemy z bonami paliwowymi, Orlen majstruje w cennikach, żeby jego klienci płacili mniej (ale nie klienci innych stacji). Opozycja proponuje obniżki podatków w cenie paliwa (efekt byłby taki, że firmy zachowałyby różnicę dla siebie i zwiększyły marże, a straciłby budżet państwa).

A gdyby zrobić tak jak Węgrzy, czyli zamrozić ceny? Polskiemu rządowi nie brakowało determinacji do takich antyrynkowych działań, gdy kilka lat temu zamroził ceny prądu dla gospodarstw domowych. Firmy energetyczne po części wzięły różnicę między ceną urzędową a rynkową na siebie, a po części… przerzuciły ją na odbiorców firmowych, których rządowa regulacja nie obowiązuje.

Czytaj też: Orlen ma rekordowe zyski, ale… cen paliwa na stacjach nie żyłuje. Jaki ma w tym ukryty cel? To może być coś równie niemiłego jak drożyzna na stacjach

Czytaj też: Bon paliwowy dla wielodzietnych kierowców? Inflacyjny cashback od rządu? A może „głosowanie bakiem”? Oto dowód, że właściciele stacji obawiają się „szóstki z przodu”

Węgrzy i cena paliwa. Liczę próg bólu polskich kierowców

Węgry i Polska, mimo sympatii na szczytach władzy, coraz bardziej się od siebie różnią. Węgrzy stawiają na rosyjski atom (a my jeszcze nie wiemy, na jaki, ale na pewno zachodni), rozprawili się z kredytami frankowymi (co prawda na koszt frankowiczów, ale zawsze), szybciej podnoszą stopy procentowe, a ostatnio zdecydowali o zamrożeniu cen paliw. Co nas łączy? Wysoka inflacja (w Polsce 6,8%, na Węgrzech 6,5%) i relatywnie niewysokie ceny paliw.

W wartościach bezwzględnych, wyrwanych z „płacowego” kontekstu, paliwa w Polsce są tanie. Na początku tygodnia cena benzyny w Polsce wynosiła 5,96 zł, a na Węgrzech – równowartość 6,26 zł. Dla węgierskiego rządu to jednak za dużo i postanowił od 15 listopada na dwa miesiące zamrozić ceny na poziomie 480 forintów za litr. Według obecnego kursu 100 forintów to 1,26 zł, więc mówimy o zamrożeniu cen na poziomie ciut powyżej równowartości 6 zł.

Obecnie średnie wynagrodzenie na Węgrzech wynosi 436 000 forintów. Oznacza to, że za miesięczną pensję przeciętny Węgier, po zamrożeniu cen paliwa, będzie mógł sobie kupić 908 litrów paliwa. Dla porównania, dziś po cenie rynkowej Węgrzy mogą sobie kupić tylko 872 litry. Różnica – 36 litrów.

Gdyby trzymać się tej korelacji, to na jakim poziomie powinno zostać „zamrożone” paliwo w Polsce? W Polsce średnie wynagrodzenie to 5851 zł brutto, co oznacza, że możemy za to sobie kupić już teraz 976 litrów benzyny po 5,99 zł za litr. Gdyby wziąć pensję netto – wyjdzie 703 litry. Ale dla przejrzystości obliczeń w przypadku obu krajów pozostańmy na poziomie kwot brutto. Nasza siła nabywcza w tej kwestii jest większa niż Madziarów. Po zamrożeniu cen przeciętny Węgier będzie mógł sobie kupić 908 litrów paliwa – gdyby przyjąć to za punkt odniesienia, to w Polsce rząd powinien zamrozić ceny na poziomie… ok. 6,40 zł za litr (a dokładniej 5851 zł / 908 litrów = 6,44 zł).

Aż tak wysokich cen paliw w Polsce jeszcze nie ma. Być może na Węgrzech bardziej chodziło o to, żeby nie przekraczać psychologicznej okrągłej ceny 500 forintów za litr? Jeśli tu chodzi o psychologię, to w polskim wariancie cena maksymalna powinna zostać ustalona na poziomie 6,5 zł. Wyliczenia są bardzo orientacyjne, bo nie uwzględniają zmieniających się kursów walut i zróżnicowania płac w gospodarce narodowej.

 

Czytaj też: Będzie tarcza antyinflacyjna od rządu. Z czego zostanie wykuta? Kogo powinna objąć? A może nie jest potrzebna, skoro ponoć dla biednych inflacja „nie jest taka zła”?

Czytaj też: Gazowy kryzys uderzy w każdego. Nie ma znaczenia, ile gazu zużywasz. Czy można się zabezpieczyć przed wzrostem cen gazu?

Zamrożenie cen jak kiełbasa wyborcza. Kto za to zapłaci?

Ręczne sterowanie cenami to kuszące rozwiązanie i na pozór genialne w swojej prostocie. W rzeczywistości to często pierwszy krok do zapaści finansowej państwa. Kiedyś polski rząd już to robił. Ale nie robił tego „bezkosztowo”. Firmy, które nie podwyższyły cen konsumentom, dostały rekompensaty. I to niemałe, bo wyniosły one łącznie 4,5 mld zł. W tym przypadku o niczym podobnym nie ma mowy. Co skłoniło premiera Viktora Orbana, który dał zielone światło do zamrożenia cen, do podjęcia takiego kroku?

Po pierwsze: w kwietniu na Węgrzech będą wybory parlamentarne. Partia Fides, która rządzi od 2010 r., boi się przegranej. Scenariusz jej porażki jest realny, bo opozycja po raz pierwszy od 12 lat zbliża się w sondażach do notowań partii Orbana. Zamrożenie cen to nic więcej jak kiełbasa wyborcza, bardzo kosztowna kiełbasa.

Po drugie: Węgrzy mają problem z inflacją. Zamrożenie cen ma pomóc – jak pisze „Financial Times” – właśnie w walce z inflacją, która przed końcem roku na pewno przekroczy 7%. Być może ruch Orbana ograniczy inflację do poziomu jednocyfrowego. Choć przecież inflacji nie da się zatrzymać, wprowadzając ceny urzędowe – nie udało się to żadnemu krajowi na świecie.

Ile to będzie kosztowało? Analitycy firmy Equilor wyliczyli, że MOL dopłaci do sprzedaży paliw poniżej cen rynkowych od 120 mln euro do 180 mln euro (czyli od 500 do 800 mln zł). Kwartalnie spółka zarabia na czysto równowartość 2-2,3 mld zł. Taki ubytek wyraźnie odbije się na wynikach finansowych, ale nie „zabije” węgierskiego koncernu. Inwestorom zamrożenie cen się nie spodobało – na warszawskiej giełdzie cena akcji MOL-a spadła o 9%, a na giełdzie w Budapeszcie o 4% (rynkowa wartość spółki to 0k. 25 mld zł).

Na podobny krok w połowie października zdecydowała się Chorwacja – ale tam ceny paliw były jeszcze wyższe. Ale, co ciekawe, inflacja… dużo niższa – we wrześniu wyniosła 3,3%.Oczekiwania inflacyjne jednak rosną. W przeliczeniu na złote ceny chorwackie zostały zamrożone w okolicach równowartości 6,7 zł za benzynę i olej napędowy (11,1 kuny za benzynę i 11 za olej napędowy). Początkowo zamrożenie obowiązywało przez miesiąc, ale ostatnio rząd ogłosił, że przedłużył „paliwowy stan wyjątkowy” o kolejny miesiąc.

Czytaj też: Drżysz przed inflacją? Po jaką podwyżkę powinieneś pójść, by wyrównać sobie wzrost cen? Zajrzałem do statystyk, policzyłem i znam odpowiedź!

Cena paliwa: cztery argumenty na to, że nie ma sensu ręczne nią sterować

Po pierwsze: efekt jojo. Ceny urzędowe na określone dobra regulują zachowania nie tylko konsumentów, ale i przedsiębiorców, którzy postarają się wrzucić marżę tam, gdzie regulacja nie dotrze. Istnieje ryzyko, że kiedy ustalimy odgórnie cenę jakiegoś produktu, to sprzedawcy lub producenci odbiją sobie to w cenie innego produktu. MOL sprzedaje gaz, ma fabryki petrochemiczne. Gdzieś te brakujące 120 mln euro sobie znajdzie.

Po drugie: cen nie można regulować bez końca. Nie wiadomo, jak długo cena rynkowa paliwa pozostanie bardzo wysoka. Owszem, prognozy na najbliższe miesiące mówią, że cena ropy nie powinna przekroczyć 85-90 dolarów za baryłkę. A jeśli te prognozy się nie sprawdzą? 10 lat temu cena baryłki ropy przez dość długi czas utrzymywała się na poziomie 120 dolarów. Wtedy straty firm paliwowych wynikające z zamrożenia cen będą jeszcze większe. Działania doraźne mają sens tylko wtedy, kiedy dotyczą problemu, o którym wiadomo, że jest przejściowy. A ceny surowców i energii wcale nie muszą być wysokie tylko przejściowo.

Po trzecie: regulowanie cen nie pomoże, gdy rośnie popyt. A popyt na paliwa rośnie. To, czego nie będzie można sprzedać na Węgrzech czy w Chorwacji, trafi za granicę po cenie rynkowej. A MOL ma 250 stacji na Słowacji, 200 w Rumunii i tam może podwyższyć ceny. W ostateczności, może zacząć sprzedawać paliwa w hurcie do krajów, gdzie limitów cenowych nie ma. Ceny będą zamrożone, ale… paliwa może zacząć brakować.

Po czwarte: ceny kiedyś trzeba będzie „odmrozić”. I będzie bolało.  Doraźne i czasowe zamrożenie cen może i odniesie częściowo skutek – konsumenci nie zapłacą więcej (choć pewnie byliby w stanie), ale co potem? Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością można założyć, że producenci – dotknięci urzędowym cennikiem – zrobią wszystko, by odbić sobie straty, gdy ograniczenia wygasną. I po okresie zamrożenia przyjdzie odwilż, a z nią „cenowa powódź”. Konsumenci doznają podwójnego szoku cenowego – pierwszy związany z urealnieniem cen, a drugi z tym, że sprzedawcy będą chcieli sobie wyrównać straty.

Nie mam pretensji do polskiego rządu ani szefów Orlenu, że chcą zamrozić w Polsce ceny paliw. Ale pewnie warto by odciążyć tych, których wzrosty cen bolą najbardziej (bony paliwowe dla rodzin o niskich dochodach, które są uzależnione od samochodu z powodu braku połączeń transportu publicznego). Tyle że Zjednoczona Prawica nie ma dobrych doświadczeń z takimi „celowanymi” działaniami pomocowymi. Nawet tarcza antyinflacyjna to czysta gra pozorów.

Kluczem do zrozumienia węgierskiej decyzji jest polityka i troska nie o portfele mieszkańców, ale o słupki wyborcze. Niewykluczone, że podobne cuda przy dystrybutorze zaczną się i u nas, gdy tylko wejdziemy w okres kampanii wyborczej, a cena paliwa do tego czasu nie spadnie. Ale pamiętajcie wówczas, że tło takich działań jest wyłącznie polityczne i wynika z populizmu rządzących.

źródło zdjęcia: Facebook Viktor Orban/KPRM

Subscribe
Powiadom o
35 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Wojciech
15 dni temu

„W Polsce średnie wynagrodzenie to 5851 zł brutto, co oznacza, że możemy za to sobie kupić już teraz 976 litrów benzyny po 5,99 zł za litr.”
Oł, rili.

Admin
15 dni temu
Reply to  Wojciech

Byłoby lepiej, gdyby autor wziął pensję netto (4210 zł), przy tej kwocie tych litrów będzie 703 mniej więcej

Pan Krzysztof
15 dni temu
Reply to  Wojciech

Jakoś nigdy nie udało mi się zrobić zakupów za pensję brutto. To pewnie wina spekulantów 😁

Rafał
14 dni temu
Reply to  Pan Krzysztof

Bo pensja brutto jest jak Godzilla, wszyscy o niej słyszeli, ale nikt nie widział.

Admin
14 dni temu
Reply to  Rafał

Pensja brutto jest jak Godzilla 🙂 – świetne!

Sylwester
13 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Raczej „podawanie pensji brutto jest jak liczenie długości przyrodzenia łącznie z kością ogonową”.

Admin
13 dni temu
Reply to  Sylwester

Niestety, nie mieszkamy w Afryce, więc u niektórych „środkowych Europejczyków” jest pokusa podawania rozmiaru brutto :-))

erdwa
15 dni temu

Właśnie dlatego u nas jeszcze się nie majstruje z cenami paliw bo nie ma wyborów w kalendarzu. Jak się pojawią to bedziemy mieli festiwal rządowej szczodrości. A tak naprawde znów ludzie tak jak zaskoczeni są Glapinskim tak zaskoczeni są tym że zielona rewolucja kosztuje i nośniki energii będą na jej skutek drożeć.

Stacja Paliw News
15 dni temu
Reply to  erdwa

Nie Majstrują?
A u Nas cena PB95 i ON nie jest zamrożona na 5,99 zł (na Stacjach Orlenu) ? Przecież od dawna cena powinna być powyżej 6 zł, skoro hurtowa cena brutto ON wynosi 6,10 zł, a PB95 6,00 zł. Zawsze ceny można sprawdzić na stronie Orlenu (doliczcie VAT 😉 ): https://a.orlen.pl/…/HurtoweCenyPaliw/Strony/default.aspx

Tobiasz
15 dni temu
Reply to  erdwa

Jak będziemy mieli wybory to cena ropy bądź dolara spadnie co przełoży się na tańsze paliwa 😉

Hieronim
15 dni temu
Reply to  erdwa

Tyle, że wtedy może być już za późno na takie akcje, a kasa państwowa – pusta.

Agnieszka
15 dni temu

Ja bym tyle chciała zarabiać kto wymyślił takie kwoty brutto śmieszne ja mam 2800 brutto a co dalej zawsze biorą pod uwagę te największe kwoty gdzie na dolnym śląsku mało kto zarabia 4000 tyś

Don Q.
15 dni temu
Reply to  Agnieszka

„na dolnym śląsku mało kto zarabia 4000 tyś” — https://kariera.lidl.pl/praca/pracownik-sklepu-pelny-etat-pl-116619

Pan Krzysztof
15 dni temu
Reply to  Don Q.

Zgadza się. Oferują 4 050 – 4 350 zł brutto. Do 4000 tyś jeszcze brakuje ponad 3900000 zł 😉

bbt
15 dni temu
Reply to  Pan Krzysztof

Jak się czepiamy to przypomnę że skrót od tysięcy to tys.
Także – skąd wy wogole wiecie co to jest to tyś i jak się to przelicza?

Don Q.
14 dni temu
Reply to  bbt

Ano, ile to jeden tyś w PLN?!

Klis
14 dni temu
Reply to  bbt

A ja przypomne, ze „takze” to synonim slowa „rowniez” i jego uzycie w tym zdaniu nie ma sensu.

Marcin staly czytelnik
15 dni temu
Reply to  Don Q.

Pani chodzilo o 4 000 000 pln czyli 4 mln.W Mazowieckim tez malo kto tyle zarabia.

Rafał
14 dni temu

Takie zarobki to chyba tylko w państwowych spółkach.

Marek
15 dni temu
Reply to  Don Q.

No no, 4 mln to myślę, że nie tylko na dolnym śląsku, ale i na świecie mało kto zarabia.

Pomijam już tu skrót „tyś” zamiast „tys”, ogólnie komentarz zawierający obydwa najczęściej obserwowane błędy w pisowni liczb gdy piszą ekonomiczni analfabeci.

tsjdfgisth
15 dni temu

Jestem przeciwnikiem sztucznego zamrożenia cen. To nigdy nie daje dobrego rezultatu w dłuższym okresie, bo tej ceny sprzedawcy będą trzymać się zawsze, nawet jak warunki rynkowe pozwolą sprzedawać taniej. Tak było przykładowo z dopłatami do mieszkań (RnS), gdzie deweloperzy ustawiali ceny mieszkań pod limit, podczas gdy rynkowo chodziłyby one z 20% taniej.

Admin
15 dni temu
Reply to  tsjdfgisth

W mrożeniu cen najgorszy jest zawsze efekt jojo

Pan Krzysztof
14 dni temu
Reply to  tsjdfgisth

Najlepsze (oprócz razów kijem na gołą du..) byłoby zamrożenie płac trutniom sejmowym. Zaraz okazałoby się, że wysoka inflacja jest niedobra i można ją zwalczyć 😉 Gamoń gdy ma naprawić problem, który go nie dotyczy, nie stara się.

Admin
14 dni temu
Reply to  Pan Krzysztof

Ależ oni dopiero dostali 40% podwyżki, więc zamrożenie płac to dla nich już żaden problem 🙂

Grzegorz
14 dni temu

A nie lepiej zamrozić ceny produktów z koszyka GUSu? Będzie jeszcze lepiej wyglądało. I to samo potem z WIG20 i wyceną spółek.

Admin
14 dni temu
Reply to  Grzegorz

O, to jest pomysł! Prześlę premierowi Morawieckiemu na pocztę w Wp 😉

Przemo
14 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Wycieknie i będzie, że Waść z nierządem kolaborujesz… 🙂 [MSPANC]

Ppp
14 dni temu

Wszystko prawda przy złożeniu, że mrożenie cen byłoby JEDYNYM środkiem.
Tym czasem mrożenie cen plus obniżka akcyzy – firmy wychodzą na zero, cena spada.
Mrożenie cen plus obniżka akcyzy plus wzrost stóp procentowych (a za nimi złotówki) – firmy zarabiają, cena spada.
Pozdrawiam.

anonymous
14 dni temu

W Luksemburgu rząd ustala maksymalne ceny paliw i wszyscy wychodzą na tym dobrze.

Admin
14 dni temu
Reply to  anonymous

Jak to dobrze? Od lat nie udaje im się podbić Francji 😉

anonymous
13 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Francuzi sami poddali się i przyjeżdżają po tańsze paliwo. Podobnie niemcy i belgowie.

Admin
13 dni temu
Reply to  anonymous

No tak, bezwarunkowa kapitulacja 🙂

Michał
14 dni temu

Można jeździć rowerem, będzie na pewno zdrowiej i przyjaźniej.
Ceny urzedowe- moim rodzice to znali.
Może niech kartki wprowadzą.
Nie wiem co na to obywatel z Żoliborza, jemu by się łezka z wzruszenia zakręciła.

wini
13 dni temu

Ogólnie porównywanie cen surowców z rynku ogólnoświatowego, z „ile sobie można kupić za pensję w Niemczech a ile w Holandii” to rak. Tak sobie można porównywać ceny usług, nie ma osobnego wydobycia ropy dla Francji i Polski (i w przeciwieństwie do USA nie wyślemy wojska żeby okupować jakiś kraik wydobywczy… znaczy „nieść demokrację”)

jsc
10 dni temu
Reply to  wini

Żeby mieć tanią ropę z terytorium to byłoby wydobywać ją metodę na ISIS.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!