Walentynkowe dylematy zakochanych: wziąć kredyt razem, czy osobno?

Z punktu widzenia finansów osobistych to, czy jesteś zakochany, czy też nie, większego znaczenia nie ma (poza tym oczywiście, że niektóre formy zakochania skutkują robieniem głupich rzeczy, co może pustoszyć portfel). Znaczenie ma dopiero to, czy do banku przychodzisz jako singiel (zakochany lub nie, bank nie ma prawa w to wnikać), czy też jako zaobrączkowany małżonek lub małżonka.

Ma to znaczenie głównie jeśli chodzi o kredyty. Bo wybór konta (wspólne czy prowadzone osobno) to kwestia co najwyżej wygody, niewielkich oszczędności na prowizjach (dublowanie opłat np. za abonament albo kartę), wyższego limitu kredytu odnawialnego, czy też niższych limitów obrotów, uprawniających do zwrotu rocznej opłaty za kartę debetową). Jeśli jesteście zakochani po uszy, warto pewnie rozważyć założenie wspólnego konta – banki zwykle pozwalają założyć takie konto nawet osobom nie spokrewnionym, żyjącym „na kocią łapę” – ale z tego co słyszę wśród znajomych, to trend jest raczej odwrotny. Ludzie rozdzielają swoje budżety, by cieszyć się większą niezależnością. Ale czasem strzała Amora nie wybiera 🙂

Z kredytami jest inaczej. Tu status zaobrączkowania może mieć znaczenie. Jedno z pytań zadawanych na etapie wypełniania wniosku kredytowego dotyczy właśnie stanu cywilnego. Jednak – powiedzmy sobie szczerze – z punktu widzenia banku liczą się głównie dochody osób wnioskujących o kredyt. Oczywiście w scoringu (czyli punktowej ocenie wiarygodności kredytowej) liczą się też tzw. cechy socjalne, ale chodzi raczej np. o wiek, posiadanie dzieci, miejsce zamieszkania, niż stan cywilny.

Jeśli o kredyt wystąpicie razem, to możecie liczyć na wyższą kwotę. Przy wyliczaniu zdolności kredytowej większość banków uwzględni bowiem łączne dochody współmałżonków. Dla bankowców udzielenie kredytu małżeństwu jest obciążone mniejszym ryzykiem – kredyt małżonkowie będą spłacali wspólnie, a w przypadku problemów ze spłatą bank będzie mógł sięgnąć do majątku każdego z nich w celu dochodzenia swoich praw. Z analizy sieci doradców finansowych Aspiro, która wpadła mi w ręce, wynika, że stan cywilny nie wpływa natomiast na warunki (wysokość oprocentowania, maksymalny okres kredytowania).

Ale jest i druga strona medalu. Biorąc wspólnie np. 100.000 zł kredytu, obciążacie solidarnie wasze kartoteki. W Biurze Informacji Kredytowej na koncie każdego z was wisi łączne zobowiązanie – po 100.000 zł, a nie tylko „wasza” połowa kredytu. Jeśli więc będziecie chcieli np. wziąć kolejny kredyt, może wam zabraknąć zdolności kredytowej. Z tego punktu widzenia lepiej jest jeśli duży kredyt (np. hipoteczny) weźmie na siebie jeden partner, a drugi – mając „czystą” kartotekę, będzie mógł później np. kupować na kredyt sprzęt RTV, czy AGD.

Albo jeszcze inny problem. Sytuacja, w której dwoje młodych ludzi bierze ślub, po pewnym czasie wybierają się do banku w celu zaciągnięcia kredytu na uwicie swojego gniazdka, a tam okazuje się, że jedno z nich ma tak złą historię kredytową, że oboje tracą szansę na kredyt. W takiej sytuacji bank będzie zapewne skłonny udzielić kredytu tylko jednemu ze współmałżonków.

Zakochany niestety nie ma w banku łatwiej, niż ten, który przyjdzie do oddziału bez wbitej w tyłek strzały amora. Ale dopóki nie dacie się zaobrączkować, możecie sobie pozwolić na pewną inżynierię finansową i manewrowanie „związkową” zdolnością kredytową. Po ślubie – o ile nie spiszecie intercyzy – sprawa jest już zamknięta. Wszystkie kredyty i inne zobowiązania wobec banku idą na Wasze wspólne konto.

Możliwość komentowania jest wyłączona.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss