17 grudnia 2020

Dziwnie tanie e-zakupy w sklepie z biżuterią. Znana marka potwierdza i… anuluje zamówienie. Pan Bartosz w kropce. Czy po złotą bransoletkę opłaca się iść do sądu?

Dziwnie tanie e-zakupy w sklepie z biżuterią. Znana marka potwierdza i… anuluje zamówienie. Pan Bartosz w kropce. Czy po złotą bransoletkę opłaca się iść do sądu?

Pan Bartosz kupił złotą bransoletkę za 300 zł, zamiast za 5.000 zł. Promocja? Nie. To sklep się pomylił. A gdy się zorientował, to anulował zamówienie. Nasz czytelnik ciągle czeka na wysyłkę i nie daje za wygraną. Czy to etyczne domagać się realizacji zamówienia, w którym jedna strona jest stratna? W końcu każdy ma prawo do błędu. Nawet W.Kruk. A może za błędy trzeba płacić? Czy warto iść do sądu po złoto?

Trwa zakupowa gorączka. W tym roku, według badań Deloitte, przeciętna Polska rodzina wyda na święta ok. 1.300 zł czyli 30% mniej, niż przed rokiem. Święta będą skromniejsze, a przed wydaniem każdej złotówki, oglądamy ją dokładnie z każdej strony. Pytanie tylko, czy post będzie dotyczył prezentów. Z naszych przeczuć wynika, że w tej dziedzinie nie zamierzamy zbytnio odpuszczać.

Zobacz również:

Być może dlatego, gdy nasz czytelnik zobaczył dziwnie atrakcyjną ofertę w e-sklepie, nie zastanawiał się długo. Niestety, okazało się,  że w tym szczególnym czasie oznaki przemęczenia dopadają nie tylko klientów, ale też obsługę e-sklepów. Panu Bartoszowi sklep z biżuterią odmówił realizacji zamówienia, bo było „za tanie”. Czy słusznie?

Czytaj też: Rząd zamyka galerie, a sklepy szukają ratunku. CCC zaoferuje turbodostawy: buty zamówisz jak pizzę, z dostawą za godzinę. Ale w grudniu e-handel się zapcha

Ile warta jest złota bransoletka w W.Kruk? Czy pan Bartosz śledzi ceny kruszcu?

Pewnego sobotniego, listopadowego wieczora, gdy centra handlowe były jeszcze zamknięte, pan Bartosz buszował po e-sklepie z biżuterią, znanej polskiej marki W. Kruk. Szperał na tyle intensywnie, że aż znalazł niezłą promocję. „O, jaka ładna bransoletka” – pomyślał.  I cena rozsądna – 301 zł  – dodał. Wirtualną ręką włożył bransoletkę do wirtualnego koszyka i od razu zapłacił.

„Obok była podobna, z tej samej serii, za 370 zł. Ale ta, którą kupiłem, była i tańsza i bardziej mi się podobała (nie żebym chciał oszczędzać na prezentach, o nie). W poniedziałek przed południem dostałem maila, że zamówienie jest przygotowywane do wysyłki i w treści maila napisane „Potwierdzamy przyjęcie zamówienia nr K_BWL-158 do realizacji”

Pan Bartosz już opracowywał plan jak dyskretnie odebrać przesyłkę-niespodziankę, gdy niespodziewanie, już po godzinie, dostał kolejną wiadomość. Tym razem o tym, że sklep zamówienie anulował. Co? Jak? Dlaczego? O tym w mailu nie było „ani be, ani me”. Nasz czytelnik postanowił jednak wyjaśnić co się stało i napisał maila z zapytaniem o losy jego zamówienia do W.Kruk. Sklep odpowiedział dość szybko i konkretnie:

„Zgodnie z Regulaminem sklepu internetowego W.KRUK, zawarcie umowy sprzedaży następuje z chwilą potwierdzenia przez sprzedawcę przyjęcia zamówienia klienta do realizacji. W związku z tym, że zamówienie nie zostało przyjęte do realizacji, przez Sklep Internetowy W.KRUK zostało anulowane, a środki niezwłocznie zwrócone”

Pan Bartosz zerknął więc jeszcze raz w maila z poniedziałkowego poranka, gdzie jak byk stoi:Potwierdzamy przyjęcie zamówienia nr K_BWL-158 do realizacji”. Powołał się na maila i zapytał jeszcze raz, dlaczego sklep nie chce wysłać bransoletki. Sklep uszczegółowił odpowiedź i do poprzedniej formułki dodał, że o przyjęciu zamówienia można mówić w chwili przyjęcia przez W.Kruk oferty Klienta (co?!).

„Informacje podane na stronie Sklepu Internetowego nie stanowią oferty w rozumieniu kodeksu cywilnego, lecz stanowią one zaproszenie do składania ofert przez Klientów. Zawarcie umowy sprzedaży wymaga uprzedniego złożenia zamówienia przez Klienta, a następnie jego weryfikacji przez Sprzedawcę m.in. pod kątem dostępności Towarów”

Czyli było to potwierdzenie, czy nie? Zdaniem sklepu – nie. Zdaniem czytelnika – tak. Kto ma rację? I dlaczego – wracając do meritum – zamówienia właściwie zostało anulowane? W sprawie tego ostatniego pytania W.Kruk wyjaśnia:

„Na chwilę obecną produkt o modelu ZDL/AG08 /20U020 Bransoleta złota Supernova – 20 jest w cenie 4.990 zł, w związku z powyższym zamówienie musiało zostać anulowane”

Czyli jednym, banalnym słowem – do sklepu internetowego W. Kruk wkradł się chochlik, który podmienił ceny. I złota bransoletka w rzeczywistości nie była w cenie 301 zł, ale prawie 5.000 zł. Czy to wystarczający powód, żeby nie zrealizować zamówienia? Czy czytelnik wiedział, to gdy kupował bransoletkę? I czy to ma jakieś znaczenie? 

Czytaj też: Kosztowna pomyłka na Allegro? Sprzedawca zapomniał dopisać jedno zero do ceny. Klient kliknął superokazję i… powstał megaproblem

Czytaj też: Inne zamienniki punktowe, gdy tylko oglądasz, a inne, gdy już chcesz „kupić” nagrodę. Czy popularny program lojalnościowy wprowadza klientów w błąd?

Cena niższa. Cena wyższa. Do której ceny ma prawo klient w sklepie i e-sklepie?

Gdyby taka scenka miała miejsce w sklepie stacjonarnym, sprawa byłaby prostsza. Generalnie obowiązuje cena na półce, a nie cena przy kasie, która wyskakuje „w systemie”. Co do zasady, wystawienie towaru na półce jest ofertą w rozumieniu przepisów kodeksu cywilnego, co oznacza, że cena, jaką widzimy na metce lub na wywieszce obok towaru, jest wiążąca i że sprzedawca zobowiązany jest wydać nam towar, po takiej właśnie cenie. 

Inaczej przedsiębiorca naraża się nawet na kilkunastotysięczną grzywnę. O ile kiedyś walka o niższą cenę kończyła się karczemną awanturą, to teraz sklepy pokornie akceptują niższą cenę, którą sami wystawili.  Oczywiście mówimy o sytuacji, gdy ktoś czegoś nie dopilnował, a nie o przypadku, gdy jakiś klient-cwaniak przyklei własne „metki” i się awanturuje. A jak jest w internecie? Gdzie przebiega cienka granica momentu zawarcia umowy i jakie niesie ze sobą konsekwencje?

Od strony formalnej wygląda to tak, że to sklep bierze odpowiedzialność za ofertę, którą wystawia i jest to oferta w rozumieniu Kodeksu cywilnego, czyli że po zawarciu umowy nie może ot tak się wycofać.  Ale kiedy dochodzi do zawarcia? A może to wcale nie ma znaczenia, skoro sklep się pomylił? Do tego W.Kruk pisze w regulaminie, że to wcale nie jest oferta, tylko „zaproszenie do składania ofert”. Niby prosta sprawa, ale jak pogrzebać, to robi się z tego nie zły pasztet.

Czytaj też: Robisz zakupy, podchodzisz do kasy, płacisz kartą i… zaciągasz kredyt ratalny prosto z terminala. To najnowszy pomysł Mastercarda. Ale czy jest tani i bezpieczny?

Czytaj też: Zimna wojna handlowa. Galerie handlowe nie chcą obniżać czynszów sklepom. A te zrywają umowy: CCC, Reserved, Empik… Kto komu powinien pomóc? Sprawdzamy!

Po naszych pytaniach sklep wysyła nowe oświadczenie

Dopiero po naszych zapytaniu W.Kruk wziął się na poważnie za przypadek pana Bartosza i symultanicznie, do naszej redakcji i na adres mailowy klienta wysłał odpowiedzi. Pan Bartosz dostał pismo od pełnomocnika spółki zatytułowane: „Oświadczenie o uchyleniu się od skutków prawnych oświadczenia złożonego pod wpływem błędu”. Powód uchylenia się?

„Podana cena była wynikiem błędu technicznego. W związku z czym na podstawie art. 84 § 1 i 2 Kodeksu cywilnego w zw. z art. 88 § 1 i 2 Kodeksu cywilnego, oświadczamy, że uchylamy się od skutków prawnych oświadczenia woli złożonego pod wpływem błędu – tj. wiadomości zawierającej potwierdzenie przyjęcia Zamówienia do realizacji”

I kluczowe dla tej sprawy: z uwagi na charakter produktu, tj. bransoleta wykonana ze złota, błąd w cenie produktu można było z łatwością zauważyć.

Czyli nie można się niesłusznie wzbogacić kosztem cudzego błędu – to dość logiczne i chyba sensowne. W tym przypadku sprawa jest prosta 4.700 zł różnicy w cenie produktu demaskuje tego, kto chciałby skorzystać z takiej „promocji”. Realna cena była o ponad 1.500% wyższa. Gdyby trzymać się tych proporcji, to tak jakbym chciał kupić nowe BMW 3 za 16.000 zł, zamiast 160.000 zł. Nie do pomyślenia.

Oczywiście, błąd zawsze pozostaje błędem i za takowy trzeba (czasem) płacić. Czy W.Kruk powinien dostarczyć bransoletkę po niższej cenie? W takich sytuacjach sprawa może skończyć się w sądzie, ale orzecznictwo nie jest jednoznaczne. Opisywaliśmy przypadek pewnej mieszkanki Lublina, która kupiła… koparkę za 7.000 zł zamiast za 70.000 zł. Sąd pierwszej instancji wziął w obronę sprzedawcę i anulował zakup, ale sąd drugiej instancji pozwolił odebrać maszynę w cenie 7.000 zł. 

Czy w tym przypadku można gra warta jest świeczki żeby iść sądu? A może spróbować dogadać się polubownie? Co na ten temat do powiedzenia ma prawnik?

Zgodnie z art. 543 kc – wystawienie rzeczy w miejscu sprzedaży na widok publiczny z oznaczeniem ceny uważa się za ofertę sprzedaży. Powyższy przepis ma zastosowanie także do sprzedaży na odległość. Jeżeli sklep internetowy publikuje zdjęcie towaru, zamieszcza jego opis wraz informacją o dostępności oraz podaje cenę, należy uznać to za ofertę sprzedaży w rozumieniu przepisów kodeksu cywilnego. W takim wypadku wystarczy, że kupujący potwierdzi zakup (np. klikając kup teraz) przez co dochodzi do przyjęcia oferty, a w konsekwencji do zawarcia umowy sprzedaży. Sprzedający zobowiązany jest wydać towar, na kupującym ciąży natomiast obowiązek zapłaty ceny –

mówi nam Dominik Bala, radca prawny z Kancelarii Capital Legal.

Sprawa nie jest jednak taka prosta, bo przepisy kodeksu cywilnego dotyczące momentu zawarcia umowy między stronami, nie są bezwzględnie wiążące i mogą być modyfikowane, np. regulaminem sklepu. Tak też było w tym przypadku. Zdaniem prawnika, skoro klient otrzymał potwierdzenie przyjęcia zamówienia dopiero po 2 dniach, należy założyć, że wiadomość nie została wygenerowana automatycznie przez system, tylko po weryfikacji zamówienia przez sklep.  Sklep próbuje ten błąd naprawić powołując się na własny regulamin. W tym wypadku jednak regulamin potwierdza wersję klienta, a nie sklepu jubilerskiego.

Prawnik przewidział, że sklep może próbować zasłaniać się art. 84 KC, czyli działaniem pod wpływem błędu. I byłby to może dobry trop, gdyby nie fakt, że w ofercie była inna złota bransoletka w cenie 370 zł. – Tym samym trudno oczekiwać od zwykłego nieprofesjonalnego nabywcy, aby błąd ceny był dla niego z łatwością dostrzegalny – punktuje prawnik. I radzi, żeby sprawę próbować rozwiązać polubownie, np. w w ramach procedur. ADR (ang. Alternative Dispute Resolution), czyli postępowania pomiędzy przedsiębiorcą, a konsumentem prowadzonego za pośrednictwem niezależnego eksperta. Postępowanie to jest tańsze i szybsze, jednak ma charakter dobrowolny. A jak nie pomoże, zostaje sąd.

————–

POSŁUCHAJ NAJNOWSZEGO PODCASTU „FINANSOWE SENSACJE TYGODNIA”

W najnowszym odcinku podcastu „Finansowe sensacje tygodnia” mówimy o konsekwencjach gigantycznej awarii w ING, o buncie klientów Citi Handlowego, o tym jak wycisnąć ze swoich oszczędności 2000 zł „za darmo” oraz o tym, czy po premierze gry Cyberpunk 2077 kurs akcji producenta gry, czyli firmy CD Projekt, będzie już tylko… spadał. Zapraszamy do posłuchania, podcast jest pod tym linkiem!

————–

źródło zdjęcia: PixaBay

Subscribe
Powiadom o
63 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Radek
5 lat temu

Skoro sklep potwierdził przyjęcie do realizacji, to powinien zamówienie zrealizować. Nawet jeśli był błąd, to już za późno żeby się niego jednostronnie wycofać. To nie jest też tak, że za błędy pracownika odpowiada pracodawca?
A pewnie wystarczyło w mailu krótko opisać sytuację, ładnie klienta przeprosić i zaoferować bon na 500 zł do wykorzystania w sieci W. Kruk. Myślę, że nie byłoby żadnego problemu.

BdB
5 lat temu
Reply to  Radek

Odpowiada, ale może też złożyć takie oświadczenie jakie złożył i po sprawie. Wersja przywołanego prawnika też jest trochę naciągana, bo jeśli coś dotąd sprzedawane 17-krotnie drożej teraz jest oferowane tak tanio bez żadnej informacji o super przecenie, to uprawdopodabnia błąd, od którego sklep może się uchylić.

Olek
5 lat temu
Reply to  BdB

A mi się przypomina moja historia z Tchibo. Dostałem info na SMS o promocji A a na stronie była promocja B (mniej dla mnie korzystna). Po reklamacji Tchibo nie dość że zastosowało promocje A to jeszcze zostawiło B. Na dodatek przeprosili za błąd. Tak też można – czasami straty wizerunkowe są cenniejsze od strat finansowych.

Stef
5 lat temu
Reply to  Radek

Straty wizerunkowe będą 100 razy większe niż te wynikające ze zrealizowania zamówienia.

Kalina
5 lat temu
Reply to  Stef

Wizerunkowe? Bo jeden cwany gapa chciał wykorzystać okazję? Kruk, jak wiadomo, ma drogie produkty. Złota nie kupuje się tam w cenie złomu. I co z tego, że inna bransoletka kosztowała 370 zł? Czy autor dysponuje screenami ze strony sklepu z tymi ofertami? Może sami ocenilibyśmy czy opowieść Pana Bartosza jest zgodna z prawdą. Na wszelki wypadek poszperam w internecie 🙂 A Kruk na tym nie straci.

Joanna
4 lat temu
Reply to  Ireneusz Sudak

Tak sobie myślę, że skoro Pan Bartosz zrobił screeny, i to nie tylko produktu który zamówił, ale także produktu obok, z podobną ceną – to to jest bardzo wyraźne wskazanie na to ŻE DOSKONALE ZDAWAŁ SOBIE SPRAWĘ że cena jest nieprawdopodobnie niska i że pewnie będzie musiał powalczyć o zakup za pół-darmo. Jednym słowem w pełni świadomie chciał skorzystać finansowo na czyjejś pomyłce. Jest na to paragraf?

Miszel
4 lat temu
Reply to  Joanna

Nie ma screenów źle, ma screeny, też źle. Brzmi to jakby kontak Kalina i Joanna należały do to pracowników Kruk’a. BTW, nie potrzeba dodatkowych screenów jeśli przyszło potwierdzenie zamówienia na mail.

Jan
5 lat temu

Standard. Człowiek się męczy i szuka w różnych sklepach internetowych najtańszej oferty a potem się dostaje e-maila, że to była pomyłka.