Firmy ubezpieczeniowe liżą rany po erze polis inwestycyjnych oferowanych jako ekwiwalent depozytów bankowych oraz „lewych” polis grupowych, dokładanych do kredytów w formie ukrytych prowizji. Wydaje mi się, że lizanie ran może okazać się nieskuteczne dopóki ubezpieczyciele nie rozliczą się z klientami. Przynajmniej z tymi, co do których jest absolutna pewność, że zaoferowano im coś, czego nie wolno było im sprzedać. Dziś mam na stole taką właśnie sprawę.

„Piszę do Pana choć nie wierzę, że zechce mi Pan pomóc. Znalazłam Pana w internecie. Pomaga Pan ludziom w dramatycznej sytuacji, jest więc Pan moją ostatnią deską ratunku”

Tak napisała do mnie pani Klaudia, której życie – jak wynika z jej opowieści – nie rozpieszczało. Pani Klaudia ma 35 lat, ale już jest wdową. Jej mąż chorował na stwardnienie rozsiane, zmarł dwa lata temu. Chorował co najmniej od 2007 r., a w każdym razie wtedy właśnie lekarz-orzecznik ZUS stwierdził całkowitą niezdolność męża pani Klaudii do pracy. Kto ma lub miał w domu osobę ze stwardnieniem rozsianym wie, że opieka nie jest lekką sprawą. To ciężka i obciążająca praca fizyczna, zwłaszcza gdy musi wykonywać ją kobieta.

Pani Klaudia już wcześniej miała skomplikowane życie, w wieku 10 lat została sierotą, jako 18-latka uciekła z domu z powodu przemocy rodzinnej. Teraz mieszka w domu teściowej, której synem się opiekowała, gdy właścicielka domu była za granicą. Innej opcji, niż mieszkanie u rodziny nie ma, bo z pensją 1700 zł trudno myśleć, by coś sobie wynająć, nie mówiąc już o kupnie choćby kawalerki na kredyt.

Czytaj też: ZUS zamienił jej rentę na emeryturę. Efekt? O 120 zł niższe świadczenie. „To niesprawiedliwość!”

Dwie traumy. Śmierć męża i kredyt w Alior Banku

Żeby nie było za wesoło, za panią Klaudią ciągną się kredyty. Chciała połączyć opiekę nad mężem z prowadzeniem kwiaciarni, zaciągnęła kilkadziesiąt tysięcy złotych z Alior Banku. Część spłaciła jeszcze zanim kwiaciarnia zbankrutowała, część później – przed śmiercią męża. Niewielkie dochody sprawiły, że w pewnym momencie pani Klaudia przestała spłacać kredyt. Ostatnio, po dwóch latach od momentu, w którym pani Klaudia owdowiała, przyszło wzewanie z banku, by natychmiast zwróciła 28.600 zł.

Gdyby nie było dodatkowych okoliczności, o których zaraz napiszę, powiedziałbym, że pani Klaudia mogła wykazać się większą przenikliwością. Nie mając wystarczających dochodów należało napisać prośbę o restrukturyzację zadłużenia, ewentualnie „pogrozić” bankowi możliwością ogłoszenia upadłości konsumenckiej.

W przypadku pani Klaudii, która nie ma własnego mieszkania, ani żadnego znaczącego majątku, byłby to nie najgorszy sposób na załatwienie sprawy kredytu. Z uwagi na szczególne okoliczności sąd mógłby zasądzić umorzenie części długu. Zresztą podobne kroki mógłby podjąć bank. Tam też pracują ludzie, a przecież Alior jest teraz nasz, polski.

Czytaj też: Mąż podrobił jej podpis na umowie kredytowej. A bank i tak ściąga z niej kasę. Wkraczam!

Czytaj też: Kupili mieszkanie, ale… zostali oszukani. Nie mają mieszkania, mają kredyt. A bank żąda zabezpieczenia

Ubezpieczyli rencistę od… niezdolności do pracy

Jestem po lekturze dokumentacji tej sprawy i zapewniam Was, że ten polski bank po repolonizacji nie zatracił umiejętności straszenia klientów komornikami. Oj, nie zatracił. Rzecz w tym, że ów kredyt, pochodzący z 2012 r, był… ubezpieczony. Bank „wzbogacił” jego kwotę o ubezpieczenie od niemożności spłacania rat w przypadku m.in. ciężkiego zachorowania.

„Kolega, którego kolega pracowal w Alior Banku, zapewniał mnie, że kredyt jest dobrze ubezpieczony. Po śmierci męża mówił żebym się nie martwiła, bo ubezpieczyciel przejmie spłatę rat. Wysłałam więc akt zgonu i myślałam, że sprawa jest zamknięta. Europa, miesiąc po śmierci męża, wysłała do mnie pismo, że zakończył procedurę, wydała decyzję. Nie poinformowała jednak jaką, oświadczyła tylko, że jej treść jest w posiadaniu banku jako ubezpieczonego. Myślałam, że kredyt jest spłacony. Tydzień temu, po dwóch latach od przesłania aktu zgonu, przyszło wezwanie do zapłaty. To już koniec. Nawet mnie na prawnika nie stać”

Nie mam pewności, że pani Klaudia nie wiedziała o odmowie wypłaty odszkodowania przez firmę ubezpieczeniową. Wiem, że w czerwcu 2015 r. na nazwisko jej męża, pana Piotra, przyszła informacja, iż firma ubezpieczeniowa nie przejmie opłacania rat kredytowych. Nie wiem jednak czy ta informacja dotarła do pani Klaudii.

Mąż zmarł niecałe trzy miesiące później. A kolejne pismo dostała już od Europy pani Klaudia, była w nim wyłącznie informacja, że decyzja została podjęta, ale ubezpieczyciel nie poinformował jaka.

Czytaj też: Miała groszowy dług, a bank każe jej spłacać kilka stówek. Jak to możliwe? Wszystko przez adres

Czytaj też: Bank przegrał proces, a teraz stawia klientowi ultimatum. Co to jest? Atrapa zemsty?

Misselling i chciwość. Jaka za to kara?

Nieważne. Liczy się fakt, że Alior Bank w 2012 r. udzielił kredytu, w którym jednym z współkredytobiorców był rencista z orzeczoną od 2007 r. całkowitą niezdolnością do pracy. I takiej osobie dosprzedano do kredytu polisę od „całkowitej niezdolności do pracy lub trwałego inwalidztwa”! To tak, jakby na bezludnej wyspie kazano Robinsonowi Crusoe płacić abonament za dostęp do słonej wody! To skrajny przypadek missellingu, czyli nieetycznej sprzedaży.

Nie wiem jaką rolę w tym procederze odegrali pracownicy firmy ubezpieczeniowej Europa, ale ci, którzy w Aliorze sprzedali ten kredyt z dołączonym ubezpieczeniem, to nie ludzie, to wilki. Jeśli sprzedaję komuś ubezpieczenie do kredytu i widzę, że on jest rencistą, to pierwszą rzeczą, którą powinienem sprawdzić, jest potencjalny konflikt między zakresem polisy, a chorobą klienta. Przymknięcie oka na to powinno być karane chłostą.

Czytaj też: Pożyczka miała być solo, a jest z „obowiązkową” polisą. Co zrobił wściekły klient? Pomocne

Zwracam się dziś do Alior Banku z prośbą o ponowne zajęcie się tą sprawą. W grę wchodziłoby – jak sądzę – częściowe umorzenie kredytu oraz zaproponowanie pani Klaudii nowego harmonogramu spłat pozostałej części, uwzględniającego jej sytuację finansową. Jeśli bank nie dogada się z klientką z własnej woli, znajdą się prawnicy, którzy sprawnie przeprowadzą ją przez upadłość konsumencką. Sądzę, że bank powinien być zainteresowany załatwieniem tej sprawy po cichu i bez pośrednictwa sądu. Będę Was informował o dalszych losach pani Klaudii.

zdjęcie tytułowe: 27707/Pixabay.com