20 października 2012

To sen? Wi-fi w przedziale, gniazdko przy fotelu, wagon zabaw, bilet w smartfonie…

To sen? Wi-fi w przedziale, gniazdko przy fotelu, wagon zabaw, bilet w smartfonie…

Upadek supertaniej linii lotniczej OLT Express był tym, o co musieli skrycie modlić się szefowie PKP Intercity. W pierwszych siedmiu miesiącach tego roku sieć Intercity co prawda przewiozła prawie 18 milionów pasażerów, ale to o 100.000 mniej, niż o tej samej porze przed rokiem. Czy można się dziwić? W Warszawie na lotnisko da się już szybko dojechać pociągami Szybkiej Kolei Miejskiej lub Kolei Mazowieckich (nota bene ostatnio wypłakała mi się w rękaw pewna taksówkarka, która twierdziła, że odkąd jeździ ten cholerny pociąg na lotnisko, ona traci jedną trzecią ruchu). Owszem, pociągi znów stały się dużo tańsze, niż samoloty, bo LOT podwyższył ceny – ale jeśli konsument zarabiający np. dwie-trzy średnie krajowe ma wybór między pociągiem, który za 135 zł przewiezie go do Wrocławia w sześć godzin, a samolotem, który zrobi to w trzy godziny (łącznie z dojazdem na lotnisko, check-in, kontrolą bezpieczeństwa) za 300-350 zł, to wybór nie jest aż taki oczywisty.

Dworce są nowe i piękne, bo zrobione na Euro 2012. Pociągi spóźniają się rzadziej (a jeśli już to coraz częściej pasażerów informuje się o przyczynach i czasie opóźnienia), w ekspresach konduktorzy mają przy sobie terminale do płatności kartami, a w pociągach InterRegio można nawet kupić bilet płacąc zbliżeniowo. Wsiadłem nie tak dawno do pociągu RegioExpress (to  marka samorządowej spółki Przewozy Regionalne, konkurującej z PKP Intercity) i był to naprawdę piękny, odpicowany pociąg, z którego nie chciało mi się wysiadać. 

Zobacz również:

Kariera OLT Express uświadomiła mi – a chyba też milionom innych konsumentów – że pociągi Intercity są potwornie drogie, przynajmniej w relacji do czasu przejazdu, który oferują. I jak tak dalej pójdzie, to samoloty dla wielu z nas staną się rozsądną alternatywą podróżowania po kraju. Jedynym sposobem dla kolei na utrzymanie najlepszych klientów jest bardziej elastyczna i zarazem przejrzysta polityka cenowa. Naprawdę kocham koleje, ale nie jestem w stanie się połapać w tych wszystkich taryfach i promocjach, nie mówiąc już o różnych kategoriach pociągów, w których ulgowe bilety czasem można kupić, a czasem nie. Niechże wszystkie szybkie pociągi nazywają się tak samo (te lepsze, z klimatyzacją w wagonach niech będą np. intercity extra). Nie przemawia do mnie podział na pociągi TLK, Express, Express IC, EuroCity i jeszcze dodatkowo różnicowanie ceny biletu pod kątem tego, czy w wagonie jest klimatyzacja i głuszenie stukotu kół.

Chcę pojechać z Warszawy do Wrocławia lub Szczecina? Za drugą klasę Intercity standardowo zapłacę 135 zł w drugiej klasie i niecałe 200 zł w pierwszej. To sporo. Ale niech na stronie sieci Intercity będzie jak w serwisie linii lotniczej: duże wyprzedzenie przy zakupie biletu – to zawsze niższa cena. Niskie obłożenie pociągu w pobliżu czasu wyjazdu – to dodatkowa obniżka ceny w momencie zakupu. I niech te ceny, do jasnej cholery, będą widoczne przy liście pociągów i terminach wyjazdów. W serwisie internetowym Intercity cena biletu wyświetla mi się dopiero w ostatnim etapie procedowania rezerwacji. Tak jakby to był element nieważny i niezmienny. A to jest dość ważny dla mnie parametr podróżowania. Nota bene na stronach PKP nie ma też nformacji o towarzystwie, które zasiądzie ze mną. Jak w samolocie. Ale tego nie będę się czepiał 😉

Wziąłem tego lata do ręki książeczkę z wykazem promocji w intercity. I… rozbolała mnie głowa. Podobno mógłbym kupić Bilet Wakacyjny po 49 zł, ale tylko w pociągach EIC i Express, jadąc bez przesiadki. Mógłbym kupić Super Bilet po 29 zł, a po wyczerpaniu tej puli – po 39 zł, 59 zł lub 79 zł, ale tylko w pociągach EIC, Express i niektórych TLK (dlaczego niektórych?) i tylko przy zakupie przez internet. Mógłbym kupić Bilet Rewelacyjny, ze zniżką do 30%, ale tylko na niektórych trasach (np. Warszawa-Gdynia, Warszawa-Kraków). Jest też oferta Last Minute, w której można kupić taniej bilet na stosunkowo krótki odcinek, o ile na pół godziny przed odjazdem obłożenie pociągu jest słabe. Jest Bilet Weekendowy (od piątku od 19.00 do poniedziałku do 6.00, ale wtedy trzeba już wysiąść z pociągu) po 149 zł, z którym można jeździć ile dusza zapragnie, ale trzeba dokupić miejscówkę. Jest Bilet Podróżnika za 69 zł, też tylko na weekend, ale tylko w pociągach TLK. Jest Bilet Rodzinny, dający 33% zniżki dorosłemu i 37% dziecku do 16-go roku życia. Jest Bilet Max-26, dający 26% zniżki osobom, które nie mają już innej ulgi, a nie skończyły 26 lat. Jest Bilet Abonamentowy (płacisz za pięć przejazdów, dwa dodatkowe dostajesz gratis).  To jest, proszę państwa, odlot.  Za dużo mącenia, za mało przejrzystości. Dlaczego przy kupowaniu biletu na pociąg Intercity musi mnie boleć głowa?

Drugi sposób na obronę pozycji rynkowej przez kolej to odważniejsze eksponowanie bonusów, z którymi podróżowanie koleją niewątpliwie może się wiązać. Dlaczego np. we wszystkich pociągach intercity nie może działać bezprzewodowy internet (w drugiej klasie też, hasło niech się kupuje SMS-em)? Dlaczego nie można zainstalować w każdym przedziale (i w wagonach bezprzedziałowych) gniazdek do podłączania laptopów? Doskonale wiem, że np. w pociągu „Odra” jest taki tajemniczy wagon numer 8 (czasem chyba występuje jako 9 lub 10), w którym przy każdym siedzeniu jest gniazdko. Ale dlaczego, do cholery, nie ma tego w internetowym rozkładzie jazdy? Chętnie zapłacę za sześciogodzinną podróż do Warszawy grubo ponad 100 zł, ale pod warunkiem, że za te pieniądze koleje dadzą mi coś ekstra, czego żaden przewoźnik lotniczy mi nie zagwarantuje i czego nie będę miał w samochodzie, podróżując autostradą. Widziałem np. na dworcu wagon z… minisalą zabaw dla dzieci. Brawo! O to chodzi! Niejeden rodzic, mający kilkulatka, będzie chętnie wsadzał go do pociągu z takim wagonem, zamiast do fotelika samochodowego bądź ciasnego miejsca w samolocie (zwłaszcza, że czasem w samolotach maluchy trzeba trzymać na kolanach, bo nie mają swojego miejsca).

Kuleje też sprzedaż internetowa biletów. Owszem, jest sporo łatwiej, niż kiedyś. Można płacić transferem pieniędzy bezpośrednio z konta bankowego (a nie tylko kartą kredytową), na bilecie nie musi być już numeru dowodu osobistego podróżnego (był to wymóg dość idiotyczny, świetnie, że go skasowano). Ba, w ogóle nie trzeba drukować biletu, wystarczy w momencie kontroli mieć na ekranie komputera albo smartfona jego skan (szacun dla PKP, strzał z dziesiątkę!).  Ale… nie dość, że nie da się kupić biletu na każdy pociąg (wciąż na mapie internetowych zakupów biletów są niezrozumiałe dla mnie białe plamy), to jeszcze – jak donieśli mi czytelnicy blogu – system nie potrafi zrozumieć, że ludzie czasem potrzebują gdzieś pojechać z przesiadką. Owszem, można w takim wypadku kupić dwa oddzielne bilety, ale wtedy przeważnie wychodzi drożej. Aby kupić jeden bilet na całą podróż, nie ma innego wyjścia, jak grzecznie pójść na dworzec i zrobić zakupy w kasie. Sam próbowałem kupić przez internet bilet z Wrocławia do Gdańska z przesiadką w Warszawie. I rzeczywiście, nie da się kupić jednego biletu z dwoma miejscówkami na te dwa odcinki! System wyświetli wykaz dostępnych połączeń, ale można tylko rozwinąć informację na ich temat. Opcja „Kup bilet” jest niedostępna.

Co ciekawe, wybierając zakup biletu dla każdego z dwóch odcinków trasy z osobna – czyli najpierw z Wrocławia do Warszawy, a potem z Warszawy do Gdańska – problemu nie napotkałem. Skoro linie lotnicze i liczni pośrednicy internetowi nie mają problemu ze sprzedażą biletów na loty z przesiadkami (nawet kilkoma), to dlaczego jest to problem dla informatyków PKP? I to by było na tyle moich żali i postulatów. Na koniec życzę Wam podróży w takim oto przedziale cesarskim (nota bene niedawno w loterii MasterCarda uczestnicy karty World mogli wygrać podróż Orient-Expressem, szczerze zazdroszczę szczęśliwcom ;-))

Przedział cesarski w pociągu

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!