Jakkolwiek sporo instytucji finansowych, niegdyś „umoczonych” w ciemne sprawki, stara się otworzyć nowy, uczciwszy rozdział w swojej działalności, to stare sprawki się za nimi ciągną. Czasem są to historie z naprawdę długą brodą. Ostatnio zaczął się ruch wśród klientów Getin Banku, którzy twierdzą, że dziesięć lat temu ta zacna instytucja udzieliła im… fikcyjnych kredytów. I tym razem wcale nie chodzi o frankowe kredyty na nieruchomości (choć ich fikcyjność też jest podnoszona na salach sądowych), lec zo kredyty na zakup akcji firmy, która te nieruchomości buduje.

Była dekadę temu głośna emisja akcji spółki LC Corp, czyli wówczas deweloperskiego nowicjusza ze stajni Leszka Czarneckiego. Mieliśmy wtedy czas boomu nieruchomościowego, więc wszystko co wiązało się z budowaniem czegokolwiek było rozchwytywane przez inwestorów. Leszek Czarnecki też postanowił na tym skorzystać i wyjąć parę groszy z naszych kieszeni, by LC Corp miał kasę na budowę kolejnych osiedli i biurowców. Co prawda LC Corp wtedy nie przynosił żadnych zysków (jego jedyną zakończoną inwestycją były Arkady Wrocławskie, zaś Sky Tower dopiero był w tzw. pipeline), ale cena akcji, które miały debiutować na giełdzie, została wyznaczona na 6,5 zł. To była kosmiczna wycena, sprawiająca, że firma nie mająca żadnego track-recordu, miała wartość rynkową jakieś 3 mld zł – niemal porównywalnie do takich gigantów jak Echo Investment, Dom Development, czy JW Construction.

Mimo wysokiej ceny akcje sprzedały się na pniu – 20% z nich, o wartości ponad 200 mln zł, kupili drobni inwestorzy. Większość z nich do dziś tego żałuje, bo rynek boleśnie zweryfikował sny o potędze LC Corp. Akcje zaraz po debiucie zanurkowały i aż do dziś nawet nie zbliżyły się do ceny z pierwszej emisji publicznej. No, ale ówcześni właściciele firmy – m.in. Leszek Czarnecki – wyszli na tym interesie nie najgorzej. Razem z nowo emitowanymi akcjami sprzedali inwestorom własne – za 630 mln zł.

Ktoś stracił, ktoś zyskał – historia jakich wiele. Drobni ciułacze, którzy uwierzyli w sukces LC Corp, mają bolesną nauczkę. Ale… niektórzy z nich myślą też o zemście. A dokładniej: o odzyskaniu pieniędzy, które „wtopili” w deweloperską inwestycję. Na czym opierają ten plan? Na bardzo wysokiej redukcji zamówień oraz bezprecedensowej akcji kredytowania zakupu akcji przez Getin Bank, również należący do Leszka Czarneckiego. Akcji, na którą Getin – jak twierdzą – nie miał pieniędzy.

Czytaj też: Tajemnicze losy funduszu inwestującego w złe długi. Kto wzbudził panikę klientów? I czy zrobił to celowo?

Czytaj też: Getin Bank, polisa inwestycyjna i kwartalne zyski. Znowu

Nieruchomościowa hossa sprawiła, że chętnych na akcje LC Corp nie brakowało, ale karuzelę dodatkowo nakręcił rekordowy lewar oferowany przez Getin Bank. Ponieważ wszyscy spodziewali się redukcji zamówień, Getin udzielał krótkoterminowych kredytów na zakup akcji. Klient wykładał swój kapitał, a bank dokładał do tego wielokrotnie więcej i dzięki temu zamówienie wyglądało okazalej. Po redukcji zamówień klient i tak w większości kupił akcje tylko za swoje pieniądze, więc kredyt był szybko zamykany.

W tym konkretnym przypadku lewar był abstrakcyjny – wyniósł… nawet 99-krotność własnego kapitału inwestorów. Tyle pieniędzy pożyczał Getin Bank inwestorom, by redukcja zamówień była dla nich mniej bolesna. Działa w takich przypadkach sprzężenie zwrotne: im większy lewar, tym większe zamówienia i większa redukcja zleceń kupna akcji. Redukcja w transzy detalicznej na akcje LC Corp wyniosła… ponad 98%. A więc inwestorzy kupili tylko dwie akcje na 100 zamówionych.

Jak łatwo policzyć, jeśli lewar wynosi 99-krotność zamówień, to Getin musiałby pożyczyć inwestorom – na krótko, ale jednak – astronomiczną kwotę 11 mld zł. Inwestorzy, którzy chcieliby odzyskać stracone na tej inwestycji pieniądze zamierzają w sądzie udowodnić, że Getin takich pieniędzy nie mógł mieć i że… żadnych kredytów nie było. A więc, że zapisy na akcje też nie były prawidłowo opłacone. I – zgodnie z prawem giełdowym i prospektem emisyjnym akcji – powinny być anulowane. Ergo: klienci musieliby dostać z powrotem swoje 6,5 zł za każdą akcję LC Corp. Za tę samą, która dziś na giełdzie kosztuje 2 zł. Ci, którzy kupili trochę akcji na kredyt, chcieliby też anulować koszty tego kredytu.

Czytaj też: Klientów Getinu czekają duże zmiany. Jest nowy prezes

Czytaj: To się w głowie nie mieści. Nic się nie zgadzało, a oni…

Plan wygląda dziwnie, ale grupa posiadaczy akcji LC Corp, która zamierza iść w tej sprawie do sądu – właśnie trwa akcja wysyłania do banku tzw. wezwań do próby ugodowego rozwiązania sporu – twierdzi, że istnieje dokument Komisji Nadzoru Bankowego potwierdzający ich zarzuty. Tym dokumentem miałby być protokół z inspekcji przeprowadzonej jesienią 2007 r. w Getin Banku przez Generalnego Inspektora Nadzoru Bankowego (NB-BI–03–KA5311-156–1/07), z którego miałoby wynikać, że w chwili udzielania kredytów na zakup akcji LC Corp Getin Bank „nie posiadał wystarczających środków na prowadzenie tak potężnej akcji kredytowej”.

Namierzyłem fragmenty tego protokołu. Wiem też, że niektórzy z nieszczęśników, którzy umoczyli pieniądze w akcjach LC Corp, prosili Komisję Nadzoru Finansowego o udostęnienie im oryginału. Niestety, nadziali się na kontrę, bo KNF im odpisał, że dokument zawiera „informacje objęte tajemnicą zawodową”, których ujawnienie „mogłoby naruszyć chroniony prawem interes podmiotów, których te informacje dotyczą lub utrudnić sprawowanie nadzoru bankowego”. Dość ciekawe uzasadnienie, biorąc pod uwagę, że jest pytanie czy nie został naruszony interes inwestorów w tej sprawie.

Z fragmentów protokołu, które wpadły mi w ręce, można wyczytać m.in., że bank „nie posiadał zawartych umów z bankami zabezpieczających środki pieniężne na sfinansowanie transakcji w wysokości przyznanych kredytów”. W innym miejscu znajduje się uwaga, iż „kredytowanie zakupów akcji wpłynęło na okresowe obniżenie współczynnika wypłacalności poniżej wymaganego przepisami progu”. W jeszcze innym miejscu jest zdanie, iż „bank dokonał zapisów księgowych, obciążając rachunki kredytobiorców, a uznając rachunek spółki. Nie następował rzeczywisty przepływ pieniędzy przez rachunek banku”.

To są oczywiście tylko fragmenty większej całości. I to wyrwane z kontekstu, a więc niekoniecznie nadające się do wysuwania daleko idących wniosków. W dodatku bank prowadził rachunki domu maklerskiego przyjmującego zapisy na akcje, co mogło wpływać na uproszczenie niektórych procedur. Chociaż nie znam żadnych procedur, które mogłyby sprawić, iż zapisy na akcje o wartości 11 mld zł mogłyby nie zostać faktycznie opłacone – w 99% kredytami.

Czytaj też: Sejmowa interpelacja w sprawie sprzedaży akcji LC Corp

Czytaj też: Getin Bank jest na dnie. A co na to Leszek C?

Nie da się też ukryć, że w 2007 r. Getin Bank – dziś szósty-siódmy największy bank w kraju, o aktywach rzędu 70 mld zł – miał dużo słabszą pozycję i potencjał finansowy. Jego aktywa nie przekraczały 17 mld zł, zaś roczna sprzedaż kredytów samochodowych wynosiła miliard złotych, hipotecznych – dwa miliardy, zaś gotówkowych – też nieco ponad miliard. Czy bank tej wielkości mógł bez napinki udzielić – choćby na krótki termin – kredytów inwestycyjnych wartych 11 mld zł? Zapytałem o tę sprawę przedstawicieli Getin Banku. Oni – podobnie jak ja – sprawę pamiętają jak przez mgłę, ale odpowiedź, którą przedstawili, trudno rozumieć inaczej jak „bredzisz, Samciku”.

„Chciałbym jednoznacznie podkreślić, iż Getin Bank udzielając dziesięć lat temu kredytów na zakup akcji LC Corp działał w dobrej wierze, a wszelkie procedury związane z tym procesem zostały należycie dochowane. Nie jest uprawnioną także podnoszona teza, iż prowadzona wówczas przez bank akcja kredytowa miała wpływ na cenę akcji spółki po upublicznieniu jej oferty. Działania Getin Banku zawsze odbywają się i odbywały na podstawie obowiązującego prawa i w jego granicach”

– napisał mi przedstawiciel banku. Dopóki KNF nie odtajni całości protokołu trudno wyrokować czy zarzuty stawiane przez inwestorów, którzy stracili na akcjach LC Corp, są uzasadnione. Zapewne gdy sprawy trafią do sądu prawnicy owych klientów zwrócą się do sądu o wydobycie tego dokumentu. O ile oczywiście sprawa się nie przedawni, bo – pamiętajmy – spór dotyczy transakcji sprzed 10 lat, a to w polskim prawie jest najdłuższy okres przedawnienia roszczeń.

Czytaj też: Aegon, Open Finance, Getin. Wcisnęli Polakom mnóstwo kitu. Jak teraz sobie radzą? Sprawdziłem!

Czytaj też: Getin nałożył na nią 100 zł kary. Poszła na wojnę i…