22 września 2019

Próbowałem zapłacić za hotel za granicą i uniknąć spreadu. Byłem uzbrojony po zęby, a jednak… przegrałem. Co poszło nie tak?

Przypadek czy… spisek? Tak usiłowałem zapłacić za hotel za granicą i uniknąć spreadu. Choć byłem uzbrojony po zęby – przegrałem. Co poszło nie tak?

Na stronach „Subiektywnie o finansach” systematycznie zachęcam Was do korzystania za granicą z kart bezspreadowych lub wielowalutowych. O tym czym się różnią od siebie – pisał Maciek Bednarek jakiś czas temu, zapraszam do lektury. Karty bezspreadowe i wielowalutowe oferują nie tylko banki – przegląd tych niebankowych znajdziecie tutaj.

Generalnie idea jest zawsze ta sama – uniknąć przeliczania walut po złodziejskim kursie. Jeśli płacę kartą wielowalutową lub bezspreadową, to transakcja, co do zasady, powinna być przeliczona z minimalnym tylko spreadam (góra 1 grosz na każdej jednostce waluty) oraz bez żadnych prowizji. W przypadku karty wielowalutowej trzeba tylko pamiętać, by zapewnić walutę na odpowiednim subkoncie.

To zupełnie inny świat w porównaniu z tradycyjnymi płatnościami, przy których opłaty za przewalutowanie i prowizje pochłaniają średnio 6-7% kwoty płatności. A w przypadku egzotycznych walut – nawet 10% (podwójne przewalutowania).

Oczywiście: zawsze można kupić zagraniczną gotówkę w polskim kantorze i wtedy też nie ma żadnych spreadów, ani prowizji przy płaceniu nią za granicą. Ale to nie musi być tańsza opcja – kantory też mają spready, a nie wykorzystaną gotówkę trzeba będzie wymienić ponownie – a na pewno nie jest wygodna.

Większość banków ma już mniej lub bardziej „multiwalutowe” karty do taniego płacenia za granicą. A jeśli akurat twój bank takiej nie ma – zawsze można użyć karty niebankowej (polecam szczególnie Curve, DiPocket, Revolut, Monese).

Jedna karta, druga karta, trzecia karta… Aż brakuje amunicji

Znacie mnie z tego, że nie teoretyzuję. Jeśli o czymś ciepło piszę, to zwykle tego sam używam. Tak właśnie jest z kartami do płacenia bez spreadów poza Polską. Za każdym razem za granicę biorę jedną kartę bezspreadową, jedną walutową (najczęściej kartę w euro, którą zasilam online, kupując walutę w kantorze online) oraz co najmmiej jedną kartę niebankową.

Tym razem nie było inaczej. Hotel za granicą. Recepcja. Stoję niczym rewolwerowiec na Dzikim Zachodzie, wyciągam z kieszeni portfel (wypadają dwie spektakularne „wkładki” wypełnione kartami), z drugiej kieszeni smartfona i przygotowuję się do „złotego strzału”. Recepcjonista zaś „strzela” ceną.

Czytaj też: Polska karta i zagraniczny terminal lub bankomat. I pytanie na ekranie: „Would you like…”. Jak się zachować, żeby nie dać się naciąć na spread? „Yes” or „no”?

Więcej na temat problemów z DCC znajdziesz tutaj: To może być największa afera wakacyjna. Znów namierzyliśmy przymusowe przewalutowanie podczas płacenia kartą za zakupy! Mamy dowód

Nie mam zamiaru ponosić kosztów spreadu. Kilkanaście, czy może i kilkadziesiąt złotych piechotą nie chodzi. Nic dziwnego, że wyciągam bankową kartę do płacenia bez spreadu i prowizji. Patrzymy sobie z recepcjonistą prosto w oczy, on podaje terminal, ja przykładam smartfona. Ja wygrywam pojedynek na miny, on – na płatności. Transakcja nie przeszła.

On się uśmiecha, ja się pocę. Próbuję drugi raz. Znów nic. Wyciągam z portfela plastikową kartę (może terminal nie toleruje Apple Pay’a, czyli płatności mobilnych?). To samo.

Robię głupią minę i wyciągam drugą kartę, walutową w euro. Uruchamiam aplikację mobilną banku, kupuję w kilkanaście sekund walutę w internetowym kantorze, a gdy karta już „napełniona” – próbuję zapłacić. Nie idzie. Ocieram pot i wyciagam asa w rękawie – kartę Curve, czyli „walutowy przedłużacz”. Z jego pomocą każdą „polską” kartę mogę przerobić na bezspreadową. Płacę kartą Curve, ale w ciężar „polskiej” karty przypiętej do tej brytyjskiej aplikacji. Polski bank „dostaje” już transakcję w złotówkach, po tanim przewalutowaniu, nawet jeśli jego karta nie jest ani wielowalutowa, ani bezspreadowa.

Przykładam kartę Curve do terminala i wklikuję PIN. Oddech ulgi i triumfalne spojrzenie na recepcjonistę. Transakcja przechodzi, a przynajmniej takie powiadomienie dostaję na smartfona od Curve. Ale po sekundach triumfalny uśmiech zamiera mi na ustach. Recepcjonista twierdzi, że transakcja jednak nie przeszła. Sprawdzam przez aplikację banku, który wydał „docelową” kartę. Tam transakcja wisi jako „procesowana”.

W tzw. międzyczasie – też za pomocą aplikacji – łączę się z pracownikiem obsługi banku i pytam „co wy tam palicie, nie mogę zapłacić kartą”. Facet sprawdza i mówi: „od naszej strony transakcja jest OK, wydaliśmy zgodę na jej zawarcie”. Wygląda na to, że to firma obsługująca terminal nawala.

Biorę do ręki jedną z „polskich” kart kredytowych. Taką samą, którą zapłaciłbym, gdybym nie miał przy sobie „wielowalutówek”, „bezspreadówek”, Revolutów, Curve’ów i innych wynalazków. Proszę o założenie w ciężar tej karty niewielkiej preautoryzacji, czyli takiej blokady na poczet przyszłych płatności. Nie godzę się na przewalutowanie transakcji (karta w złotych, ale transakcja jest w euro – bank przewalutuje transakcję dopiero w Polsce). Preautoryzacja przechodzi, blokada jest założona.

Czytaj też: Preautoryzacja karty w zagranicznym hotelu lub wypożyczalni samochodów? Możesz wpaść w pewną pułapkę. Jak jej uniknąć?

Potem sprawdzam czy da się zapłacić za hotel kartą złotową, zwykłą debetówką do ROR. Wcześniej umawiam się z recepcjonistą, że teraz reguluję tylko 10% rachunku, a resztę następnego dnia. Godzi się. Tym razem – by dopełnić eksperyment – wybieram opcję przewalutowania na miejscu. Czyli nie płacę w euro, czyli w złotych, po kursie „z terminala”. Transakcja przechodzi.

Przypadek? Nie sądzę

Szlag mnie trafia. Proszę recepcjonistę, żeby dzwonił do firmy obsługującej jego terminale i procesującej transakcje kartowe i to wyjaśnił. Dzwoni, przez 10 minut gada. Gdy kończy, mówi coś o „problemach technicznych” i przeprasza w imieniu firmy obsługującej jego terminale. Chętnie spróbowałbym jeszcze kilku innych kart i wariantów (Revolut?). Niestety, przy stole recepcyjnym tkwię już pół godziny, za mną tłoczy się kolejka Brytyjczyków z nadwagą, którzy już rozmawiają o tym, że trzeba mnie przerobić na hamburgera.

Reasumując: próba zapłaty kartą bezspreadową w euro – nieudana (przez Apple Pay i manualnie). Próba zapłaty kartą denominowaną w euro – nieudana. Próba zapłaty kartą Citibanku z „przedłużaczem” Curve – nieudana. Próba zapłaty kartą kredytową złotową z przewalutowaniem w Polsce – udana. Próba zapłaty kartą debetową złotową z przewalutowaniem przy terminalu – udana.

Może to był przypadek, a może… Muszę mieć sobie coś z pana Antoniego Macierewicza, bo opracowałem teorię spisku. Skoro próbowałem zapłacić kartą wydaną w Polsce bezpośrednio w euro (czyli nie godząc się na przewalutowanie „na miejscu”), to może właściciel terminala tak go skonfigurował, żeby ta płatność nie przechodziła? I żebym był zmuszony zapłacić kartą nie mającą funkcji obsługi wielu walut?

Wątpię, by firma procedująca transakcję mogła „wiedzieć”, że używam kart bezspreadowych (tego chyba nie „widać”, chyba zna tylko kraj wydania karty i jej walutę bazową, a tą jest złoty). Ale skoro nie było problemu z założeniem preautoryzacji w złotych oraz z zapłatą kartą debetową w złotych, a był problem z płatnością w euro – i to, jak sprawdziłem w dwóch instytucjach finansowych, nie na poziomie komunikacji, bo one zgodę na transakcję wydały – mogę tylko powiedzieć za panem Antonim: „przypadek? Nie sądzę”.

Im więcej kart, tym ryzyko mniejsze. Ale jak się terminal uprze…

Firmy procesujące transakcje uwielbiają pobierać prowizje za przewalutowanie „na miejscu”, w tzw. procedurze DCC. Polega to na tym, że terminal pyta nas, czy chcemy zawrzeć transakcję w walucie kraju, w którym jesteśmy, czy w walucie naszego kraju. Jeśli wybierzemy pierwszą opcję, na ewentualnych przewalutowaniach zarabia nasz bank, a jeśli drugą – kasa z przewalutowania idzie do właściciela terminala.

Słyszałem – pisaliśmy o tym na „Subiektywnie…”, że pytania zadawane przez terminale bywają podchwytliwe, tak sformułowane, byśmy nie do końca zrozumieli o co chodzi. Albo, że terminale wręcz wymuszają przewalutowanie, nie dając klientowi wyboru.

Mając umysł przesiąknięty podejrzliwością, wyobraziłem sobie taką sytuację: skoro w hotelach czasem są zawierane wysokokwotowe transakcje, to może można ustawić w terminalu „filtr”, który nie pozwala na zawarcie transakcji powyżej pewnego poziomu bez przewalutowania „na miejscu”? I być może ten filtr można zdalnie zdejmować, gdy klient się awanturuje?

Recepcjonista przyznał w rozmowie ze mną, że „takie problemy czasem się zdarzają”. Ale jakich klientów dotyczą? Jakich kart? Płatności „ze spreadem na miejscu” czy wszystkich? Tego nie potrafił wyjaśnić. A może nie chciał? A może go to nie obchodziło? Przecież to turyści zagraniczni ewentualnie poniosą z tego tytułu koszty.

Jedno jest pewne: w takich sytuacjach warto zachować zimną krew, bo zwykle nie mamy przy sobie więcej, niż jednej, dwóch kart bezspreadowych, walutowych lub wielowalutowych (ja użyłem trzech, a i tak nie uniknąłem stresu).

Jeśli nie da się daną kartą zapłacić, mamy skłonność do wyciągnięcia kolejnej, już „polskiej”, wiążącej się z zapłatą spreadu. Zanim to zrobimy, zadzwońmy do naszego banku i sprzwdźmy, czy to on „trzyma” transakcję, czy też w ogóle do niego nie doszła, a może doszła i została zaakceptowana, lecz utknęła gdzieś indziej? Dajcie znać jeśli też zdarzyły Wam się takie przygody podczas zagranicznych wojaży.

zdjęcie: davidlee/Pixabay.com

 

46
Dodaj komentarz

avatar
13 Comment threads
33 Thread replies
3 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
24 Comment authors
zenekPawełJanusz_wyborca_pisadjoxxPpp Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Jarek
Gość
Jarek

W przypadku Curve z punktu widzenia wydawcy karty „docelowej” nie powinien mieć znaczenia terminal. Jeśli aplikacja Curve pokazała udaną transakcję, to jakim cudem terminal odrzucił? Śmierdzi to bardzo…

Don Q.
Gość
Don Q.

@Jarek, dokładnie tak, przez to Curve „śmierdzi to bardzo”; jak już antoniujemy, to może recepcjonista widząc obcokrajowca naciska na terminalu guziczek DCC only

Andrzej
Gość
Andrzej

I teraz pytanie: te kilkanaście/kilkadziesiąt złotych było warte straconego czasu i stresu? 😉

zed
Gość
zed

To może inne pytanie: ile da się zarobić na zestresowanym turyście (tj. jaki spread Pan „przełknie”) – 5%, 10%, 20%? Przy jakiej kwocie już „będzie warto”? 😉

Anna
Gość
Anna

Ziarnko do ziarnka a zbierze się miarka i grosz do grosza a będzie kokosza..To kwestia skali nie pojedyńczych transakcji, tylko ich ogólnej ilości. Tam, gdzie gros płatności dokonuje się kartami ,nie tylko może to być ale po prostu jest opłacalne.

Jarek
Gość
Jarek

A może pan redaktor po prostu szanuje siebie, swoją pracę i zarobione pieniądze, i nie godzi się na bycie dojną krową?

Marek
Gość
Marek

Te wszystkie złodziejskie biznesy typu DCC możliwe są tylko i wyłącznie dzięki ludziom myślącym, jak Pan Andrzej. Jemu i podobnym szkoda czasu i nerwów, żeby się handryczyć o kilkadziesiąt złotych, w rezultacie czego powstaje model biznesowy polegający na oskubywaniu o te kilkadziesiąt złotych tysięcy ludzi dziennie. Wszyscy przez to mamy pod górkę. Szczęśliwie są jeszcze przepisy (w tym unijne) chroniące prawa konsumenta i tacy „upierdliwcy”, jak Pan Maciej, bo inaczej oszuści by nas oskubali do szczętu 🙂

zenek
Gość
zenek

zakładasz ze autor zna przyszłość, korzystałem z karty usd aliora wszystko było ok, czy miałem zakładać że nie uda i tak za darmo po prostu wyrzucić 100zł ?

Michał
Gość
Michał

N26 i po problemie, wszędzie działa, kursy MC tylko zasilać trzeba wcześniej.

T1000
Gość
T1000

Jeżeli ktoś pracował kiedyś za granicą, w kraju strefy Euro, to oczywiście warto nie zamykać tam sobie rachunku bankowego z kartą debetową v pay, którą można w takich sytuacjach wykorzystywać.

Don Q.
Gość
Don Q.

Myślisz, że kartą Nest Banku V Pay udałoby się w tej sytuacji zapłacić EUR?
W sumie to nie wiemy, o co chodziło, więc trudno powiedzieć, ale jak Pan Redaktor następnym razem będzie w tym hotelu, to może tę kartę weźmie… 😉

T1000
Gość
T1000

Nie wiem, czy by się dało. Raczej to wątpliwe.

Krzysztof
Gość
Krzysztof

Opcja pośrednia – karta wielowalutowa/bezspreadowa i wypłata gotówki w bankomacie niepobierającym surcharge (pod warunkiem posiadania w pakiecie darmowych wypłat z bankomatów na całym świecie) 😉 W tym konkretnym przypadku pewnie też zadziałałaby pewnie karta N26 😉

Artorius
Gość
Artorius

Może aby uniknąć takich stresów za hotele lub apartamenty płacę gotówką. W sklepach, muzeach może być karta.

Przy okazji pytanie. Karta Rewolucyjna Pekao i inne podobne – w przypadku płatności koronami czeskimi, węgierskimi forintami robi przewalutowanie najpierw na dolary a potem walutę kraju ? Tylko w przypadku euro czy dolara kurs jest MasteCard ?

adjoxx
Gość
adjoxx

Wszystko idzie po kursie Mastercarda z danej waluty na USD a potem na PLN. W historii transakcji i na wyciągu w Banku Pekao S. A. jest od razu kurs z danej waluty na PLN. Sprawdzone w wielu krajach.

Sauk
Gość
Sauk

Dlatego tak chorym pomysłem jest całkowite zlikwidowanie gotówki. Od razu będziemy goleni na spreadach, bo karty, które mają działać dla nas korzystnie nie zadziałają, a za to zadziałają bezproblemowo te, które wygenerują dla nas dodatkowe koszty. Dodatkowo banki centralne wbiją się na mocno ujemne stopy procentowe i będziemy płacić bankom za trzymanie naszych pieniędzy. A uciec nie będzie gdzie…

QVX
Gość
QVX

A kantory za wymianę gotówki to prowizji nie pobierały/pobierają, jak również kursami nie manipulują?

Ppp
Gość
Ppp

W kantorach też są spready, ale to my decydujemy, kiedy i gdzie kupujemy walutę, by nam to nie zaszkodziło. A niewykorzystaną gotówkę można potrzymać albo do czasu odsprzedania jej z zyskiem, albo do następnego wyjazdu.
Reasumując – gotówka górą, jak zwykle zresztą.
Pozdrawiam.

QVX
Gość
QVX

W obrocie bezgotówkowym też niby wiele można, ale jak pokazuje ten artykuł i tak nie zawsze się udaje.
Kantor też wyskoczy z Commision, albo za wymianę monet obniży kurs, albo za wymianę np. „starej” 100-dolarówki poleci z kursem (popularny trick z lat 1990).
W obu obrotach golą, ale po prostu w bezgotówkowym trudniej to ukryć.

Sauk
Gość
Sauk

QVX – naprawdę trzeba Ci tłumaczyć tak oczywiste rzeczy? W przypadku kantoru ich spread, który i tak jest wyraźnie mniejszy niż w bankach, jest jedyną rzeczą, na której kantor zarabia. Bank natomiast wyciąga z Ciebie pieniądze na milion innych sposobów, a mimo tego, robi wszystko, żeby na spreadzie zarobić dodatkowo jak najwięcej. Ponadto, kupując gotówkę w kantorze możesz wybrać kiedy to zrobisz, do którego pójdziesz oraz zrobić to w momencie korzystnym dla Ciebie np. gdy kurs ma akurat zniżkę. Dodatkowo możesz ten kurs negocjować i robić korzystniejszy dla siebie zakupując większe kwoty. W przypadku sytuacji opisanej w artykule jesteś przez… Czytaj więcej »

Janusz_wyborca_pis
Gość
Janusz_wyborca_pis

Są kantory stacjonarne ze spreadem 2 grosze na euro, można też skorzystać z kantoru internetowego i wypłacić sobie gotówkę. Przy czym nabycie jednego euro to koszt poniżej jednego grosza, bo spread nie jest symetryczny. Jednak zdaję sobie sprawę, ze wachlowanie kartą to obecnie istotny element tożsamości, a bez karty czujemy się po prostu Januszem z walutą

QVX
Gość
QVX

Drogi Sauku. I jedni i drudzy golą. Tyke tylko, że bankowi po prostu trudniej to ukryć. Jeszcze z lat 1990 pamiętam, co wyczyniały kantory z gotówką i to nie tylko w Polsce. Commision, wymiana monet etc. Więc…

Sauk
Gość
Sauk

Widzisz, Ty wolisz założyć, że golą, ja wolę założyć, że dostają wynagrodzenie za swoją pracę. Przecież nie mogą sprzedawać za tyle ile kupują. A te małe kilka groszy spreadu to uczciwa zapłata i w żadnym wypadku nie da się tego porównać do sytuacji z lat 1990-tych.

Gdyby banki miały taki spread jak współczesne kantory, nie mielibyśmy o czym dyskutować 🙂

pawel
Gość
pawel

tylko i zawsze transferwise, europa, azja, ameryka, internet, posy i bankomaty, bez zadnego problemu

Lech
Gość
Lech

„w tzw. procedurze DCC”
Może lepiej zacząć pisać „procederze DCC”. 1 literka a trafność o wiele większa.

JDK
Gość
JDK

Wszystko fajnie, jak jesteśmy powiedzmy w UE, jest dzień roboczy i godziny pracy. A co jak jesteśmy daleko albo w weekend? Dzwonienie do banku, już pomijając, że może być bezcelowe, może nam przynieść kilkadziesiąt albo i więcej złotych za rozmowę… 🙁

anonymous
Gość
anonymous

A te wszystkie revolty i inne curvy nie maja włącznika on/off spreadowego? W celu maksymalnej kompatybilności żeby karty zachowały się jak zwykłe karty bankowe? Płacimy jak zwykłą kartą a potem reklamacja do revolta że nie zadziałała funkcja w karcie, zwrot powstałego kosztu i niech operator karty wyjaśnia sobie kwestie z operatorem terminala.

Michał
Gość
Michał

Że jaka funkcja nie zadziałała? Oni widzą walutę taką jaką otrzymają od terminala. Robisz płatność w EUR, terminal wyśle PLN to nie wiedzą, że to było w euro.

anonymous
Gość
anonymous

Ale dostawcy terminali i pracownicy hoteli już mogą wiedzieć że przyjeżdża (z ich punktu widzenia) cfaniaczek z polski i będzie chciał oszukać system (wymigać się od prowizji). Gdyby w aplikacji był jakiś magiczny wyłącznik powodujący że „cfana” karta stawała by się kartą zwykłą (na wypadek nie zadziałania takiego jak opisano w artykule) to można by zapłacić ze spreadem a później zareklamować transakcje u revolta.

Przemo
Gość
Przemo

Panie Maćku, podpieranie się „żartami” a antku wysoce niestosowne. On nie jest w żaden sposób ani śmieszny ani wzorem od czegokolwiek. Sorry, MSPANC…

Paweł
Gość
Paweł

A ktoś może wie, jak wymusić użycie konkretnej waluty płacąc kartą podpiętą pod ApplePay?
Nie ma pinu, nie ma pytania w jakiej walucie… dwa razy mnie spotkało DCC i przestałem za granicą używać pomimo, że mam podpiętą karte wielowalutową i środki w walucie 🙁
To tak na ostrzeżenie….

Michał
Gość
Michał

Wymusić? To terminal decyduje, a nie Ty. Ty wtedy jeśli terminal łaskawie zapyta o walutę (miałem wielokrotnie już pytanie o walutę po zbliżeniu telefonu do terminala).

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss