Szwajcarskie gadanie, czyli czego frankowicze nie przewidzieli i kto za to odpowiada

Jak wiecie, jestem odwracania kredytów hipotecznych we frankach i zamiany ich na złotowe po kursie z dnia podpisania umowy. Przynajmniej dopóki: a) Sąd Najwyższy nie uzna, że jest to „wyrób kredytopodobny”, b) Sąd Najwyższy, jako ostatnia instancja w rozpatrywaniu sporu klienta z bankiem nie uzna, że konsekwencją nieprecyzyjnych zapisów klauzul indeksacyjnych powinno być jej bezwzględne wygumkowanie, a umowa wykonywana bez nich. Na razie żadna z tych okoliczności się nie wydarzyła, więc nie widzę powodu, by kogokolwiek w 100% zwalniać z konsekwencji podpisania umowy. Sam mam kredyt frankowy i wziąłem go ze świadomością odejmowanego ryzyka. Stać mnie na jego spłacanie, a przez większość z 12 lat trwania umowy cieszyłem się niższymi ratami, niż kredytobiorcy złotowi. I nie wierzę tym, którzy dziś przekonują, że nie zdawali sobie sprawy w jaki kredyt się pakują. Zdawali sobie sprawę, że frank się będzie wahał, a ich wina polega na tym, że – pod wpływem sprzedawców motywowanych prowizjami – założyli wyłącznie optymistyczny scenariusz rozwoju sytuacji. A w życiu zwykle rzadko sprawdza się najlepszy scenariusz.

Czytaj też: Antidotum na franki nie będzie? Czas odmiejscowić hipoteki

Jestem jednak w stanie zrozumieć tych, którzy uważają, że zostali wmanewrowani w zbyt wielkie ryzyko. Podzielam też opinię, że banki nie powinny narażać klienta, który nie jest profesjonalistą na rynku finansowym, na nieograniczone ryzyko kursowe. Tylko jak określić granicę tej odpowiedzialności? 4 zł za franka? 5 zł za franka? A może 30% od kursu z dnia zaciągnięcia umowy przez danego klienta? A może różnicować poziom, przy którym bank przejmuje odpowiedzialność a dalszy wzrost kursu, w zależności od tego jak badano klientowi zdolność kredytową i czy nie naruszono przy tym dobrych praktyk kupieckich? Jeden ze znajomych doradców finansowych, Michał Asman, zaproponował niedawno bardzo ciekawe – choć i kontrowersyjne – rozwiązanie. Opiera się ono na założeniu, że wszyscy, którzy zaciągali kredyt frankowy, przyjmowali za pewnik, iż Polska w ciągu kilku lat będzie w strefie euro. Przyjmowali też drugi pewnik: że notowania franka wiernie będą odwzorowywały to, co dzieje się z kursem euro. Te dwa pewniki były też podstawą przekonywania klientów do kredytów frankowych przez wszystkich – bez wyjątku – sprzedawców. Przy tych dwóch założeniach kredyt frankowy mógłby być bardziej bezpieczny, niż złotowy (bo nienarażony na konieczność przewalutowania po nieznanym kursie po wejściu Polski do strefy euro).

Być może więc – przekonuje Michał Asman – warto z tych założeń ukręcić granicę odpowiedzialności klienta za kredyt frankowy? Według Asmana wszystko było w porządku, dopóki szwajcarski bank centralny utrzymywał sensowny parytet wymiany franka do euro, kontrolując kurs własnej waluty. Z wykresu kursu EUR/CHF wynika, że w latach 2006-2009 ów parytet był utrzymywany na poziomie mniej więcej 1,5, zaś w latach 2011-2014 – na poziomie 1,2 franka za euro. Ale w tym drugim przedziale czasu kredytów frankowych już prawie nie było.

eurchf_asman

A więc obliczając odpowiedzialność klienta za kredyt frankowy należy przyjąć, że „prawidłowy” kurs franka powinien wynosić dziś jakieś 2,8 zł. Dlaczego tyle? Bo w latach 2006-2009 unijna waluta kosztowała 1,5 tego, co frank, więc teraz też powinna. Przy założeniu, że dziś euro jest po 4,2 zł, po podzieleniu tej wartości przez parytet 1,5 otrzymamy 2,8 zł za franka. Następnie bierzemy wysokość raty kredytowej we frankach (np. 300 franków) mnożymy ją przez ten „urealniony” kurs franka, otrzymując „urealnioną” ratę (w tym przykładzie – 840 zł). Ciekawe, prawda?

„Kwotę brakującą do raty, w tym przypadku wyrażoną we frankach szwajcarskich – 85,37 CHF – powinien dopłacać bank, w którym mamy kredyt, który z kolei powinien zwrócić się o jej zwrot do Narodowego Banku Szwajcarii, gdyż to on ponosi odpowiedzialność za obecny kurs, spóźniając się z interwencjami. Doprowadzając do tego, że Szwajcarzy ponosiliby koszty wynikające ze swoich błędów, spowodowalibyśmy, że zacznie im zależeć na doprowadzenie kursu swojej waluty do poziomu 1,5 EUR/CHF”

buja w obłokach pan Michał. Jakkolwiek nie wróżę powodzenia żadnemu polskiemu bankowi, który zwróciłby się do Narodowego Banku Szwajcarii o jakąkolwiek refundację – nie mówiąc już o próbie udowadniania Szwajcarom, że obecne notowania franka wynikają z ich nieudolności i lelujowatości – to sam pomysł na wyznaczanie granicy odpowiedzialności klienta za wzrost kursu franka w oparciu o kurs EUR/CHF jest dość… hmmm… intrygujący. Rzeczywiście, mówiono nam, że kurs franka „chodzi” razem z euro i tak naprawdę to od kursu EUR/PLN zależy wysokość rat naszych kredytów frankowych. A kurs EUR/PLN miał spadać, bo polska gospodarka jest coraz bardziej konkurencyjna i rozwija się szybciej, niż strefa euro. Ewentualnie miał znaleźć się w jakimś wąskim „wężu” w okresie przejściowym przed wejściem Polski do strefy euro. Skoro się tak nie stało, to część naszych rat płacić powinni ci, którzy „zepsuli” kurs EUR/CHF ;-). No i jak Wam się to podoba? Ja tu widzę tylko tę słabość, że takie spojrzenie na sprawę mogłoby spowodować pokrzywdzenie złotowych kredytobiorców hipotecznych, o którym pisałem w jednej z ostatnich notek.

ILE MOŻNA ZAOSZCZĘDZIĆ NA… SAMOCHODZIE? Auto to dla wielu narzędzie pracy, dla innych narzędzie rozrywki, dla jeszcze innych przedłużenie… karty płatniczej 😉. Ale samochód to również jeden z większych wydatków każdego domowego budżetu. Co by się stało, gdyby tak troszkę na samochodzie… przyoszczędzić? 😉 

JAK ZNALEŹĆ NAJLEPSZY KREDYT HIPOTECZNY: KROK PO KROKU. To temat najnowszego odcinka wideocyklu „Samcik prześwietla”. Dowiesz się z niego czy dziś warto brać kredyt hipoteczny, jak sprawdzić czy cię na niego stać oraz na co zwracać uwagę porównując oferty i czy warto korzystać z pośrednika, czy też lepiej szukać samemu. Zapraszam!

W TELEWIZJI SUBIEKTYWNIE O FRANKACH. Już dawno temu namawiałem do przygotowania jakiegoś rozwiązania kwestii frankowej zanim zmusi nas do tego kryzys lub wybory. Nadeszło i jedno (drastyczny wzrost kursu franka) i drugie (politycy zaczęli się licytować). Co z tym wszystkim teraz zrobić? Spierałem się o to korespondencyjnie z bankowcami – Cezarym Stypułkowskim i Włodzimierzem Kalickim – w programie Dominiki Wielowieyskiej „Puenta” w TVP Info.

samcikwielowieyskapuentatvp

Ustawa antyfrankowa przygotowana przez PO, „poprawiona” przez SLD i znów „odkręcona” w Senacie, powinna trafić do kosza, a mówiłem o tym w „Wiadomościach” TVP.

wiadomoscifranki1808

Miałem też przyjemność uczestniczyć wraz z Januszem Jankowiakiem i Małgorzatą Starczewską-Krzysztoszek w programie „Minęła dwudziesta” w TVP Info. I poużalać się trochę nad bankowcami.  Zapraszam do kliknięcia w ten link, obejrzenia i posłuchania.

tvpminela20franki2

Ustawę o ratowaniu frankowiczów miałem przyjemność komentować również w TVN24 BiŚ wspólnie z Jackiem Kseniem, byłym szefem banku BZ WBK (który nigdy nie pozwolił na wprowadzenie do sprzedaży w swojej instytucji takich kredytów). 

tvnbis1a

Rozmawiałem o niej również w Telewizji Republika, w ramach programów w cyklu „Ekonomia: raport”

  

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss