27 stycznia 2021

Czy znana sieć sklepów z rzeczami dla dzieci SMYK dopuściła się plagiatu? Sprawie przyjrzy się sąd. „To błąd podwykonawcy, chcieliśmy się dogadać” – broni się SMYK

Czy znana sieć sklepów z rzeczami dla dzieci SMYK dopuściła się plagiatu? Sprawie przyjrzy się sąd. „To błąd podwykonawcy, chcieliśmy się dogadać” – broni się SMYK

Czy to tylko inspiracja, czy już plagiat i bezczelne kopiowanie dorobku małej polskiej firmy rodzinnej? Sieć sklepów SMYK sprzedawała kocyki łudząco podobne do kocyków polskiej marki Maylily. „Czy tak wielkiej firmy nie stać na zatrudnienie grafików żeby stworzyć własne wzory?” – pytają internauci. „To błąd podwykonawcy. Wspieramy polskie marki. Chcieliśmy się dogadać, ale roszczenia podnoszone przez firmę Maylily były „niespotykanie wygórowane” – odpowiada SMYK

Na dzieciach robi się ogromne pieniądze. Dziś młodzi rodzice mają do dyspozycji takie cuda, o których nie śniło się naszym babciom: elektroniczne nianie, sterowane smartfonem pozytywki, montowane pod łóżkiem czujniki oddechu, chusty do noszenia i inne cuda-wianki. Ale ciągle podstawowym zestawem każdego brzdąca jest mały, miękki kocyk.

Zobacz również:

Jedna z młodych mam, kiedy robiła zakupy w sklepie SMYK, ze zdziwieniem zauważyła, że kocyk „smykowej” marki własnej o nazwie Smiki, jest łudząco podobny do kocyka polskiej firmy Maylily. Przypadek? Nie sądzę. Wkrótce do centrali firmy na Podkarpaciu zaczęły spływać „raporty” klientów z całej Polski, którzy informowali, że SMYK sprzedaje kocyki ze wzorem niemalże „sklonowanym” od Maylily. Czy to plagiat, czy inspiracja?

Czytaj też: Dziwnie tanie e-zakupy w sklepie z biżuterią. Znana marka potwierdza i… anuluje zamówienie. Pan Bartosz w kropce. Czy po złotą bransoletkę opłaca się iść do sądu?

Czy „Smyk” podpatrzył wzór „rybek” z bambusowego kocyka? Porównajmy zdjęcia

Sieci SMYK przedstawiać nie trzeba.  To największa w Polsce sieć handlowa z zabawkami i akcesoriami dla dzieci, która ma w sumie 200 sklepów w Polsce, i 29 za granicą. O marce z powodzeniem można powiedzieć, że jest „kultowa”, a jej rozpoznawalność wśród konsumentów, wg badań TNS, wynosi 93%. Kiedyś była częścią grupy EMPiK, ale w 2016 r. pogrążona w kłopotach finansowych sieć sprzedała sieć i markę SMYK funduszowi inwestycyjnemu Bridgepoint za 1,06 mld zł.

Z kolei Maylily to rodzinna firma z Iwonicza Zdroju założona w 2012 r. Dziś to popularna wśród rodziców marka z produktami premium – nie każdy przecież kupuje dziecku kocyki za 169 zł, czy gryzaki za 70 zł. Skąd takie ceny? Firma produkuje w Polsce i stosuje surowce wysokiej jakości.

SMYK nastawia się na klienta masowego, Maylily celuje w klientów z grubszym portfelem i takich, którzy cenią sobie produkty ekologiczne. Drogi obydwu firmy przecięły się, gdy SMYK wprowadził do oferty kocyk łudząco podobny, żeby nie powiedzieć identyczny, jak ten z oferty Maylily.

Na pierwszy rzut oka widać, że ktoś tu od kogoś bezwstydnie ściągał. Ale kocyki różnią się składem: oryginał ma w składzie 50% wiskozy z bambusa, bawełnę i poliester, a Smiki tylko bawełnę i poliester. Różnią się też wymiary, koc Smiki jest o 25 cm węższy. Ale wzór rybek jest, jak mówią Włosi, „identico”, tu i tu jest wieloryb, kaszalot, rak, rozgwiazda, rekin młot, czy krab. Poza tym „fiszki” występuje też na innych produktach Maylily: ślinikach, ręcznikach, a nawet maseczkach.

Czytaj też: Koronawirus niszczy branżę odzieżową. Jak znosi kryzys odzieżowy gigant LPP, właściciel kultowej marki Reserved? Są gigantyczne straty i… nadzieja. Zara wskazuje drogę?

Czytaj też: Walka o klienta w dobie showroomów i zakazu handlu w niedzielę? Jest próbka, towaru nie ma: „może będzie za miesiąc”. Opad szczęki

Sąd decyduje o zabezpieczeniu spornych kocyków. Będzie proces?

Kocyki z morską fauną SMYK były sprzedawane w sklepach stacjonarnych w całej Polsce, w sklepie internetowym, a także – wedle relacji fanów polskiej marki – także za granicą. Gdy firma Maylily po sygnałach od klientów zorientowała się, że ktoś zbija kapitał na jej pomyśle, napisała do SMYK, że to obciach żeby tak zżynać wzory, ale że nie będzie się gniewała, jeśli firma wycofa ze sprzedaży kopie. Goliat nie posłuchał:

„Niestety, pomimo otrzymanej od prawników firmy SMYK deklaracji, że produkt zostanie wycofany ze sprzedaży, można go było nadal zakupić. Jednocześnie firma nie przychyliła się do naszej propozycji rozmowy – tym samym nie mając innego wyjścia, podjęliśmy decyzję o skierowaniu kroków na drogę sądową”

– czytamy w oświadczeniu. Jednak zanim strony spotkają się na wokandzie, właściciel Maylily, firma PISZU Katarzyna Mitas, złożyła do sądu wniosek o zabezpieczenie powództwa. Czyli poprosiła sąd, by ten – do czasu rozstrzygnięcia sprawy –  zakazał sieci SMYK sprzedaży spornych kocyków. I w tym tygodniu sąd pierwszej instancji przystał na ten wniosek (syg. akt XXII GWo 92/20).

„Cieszymy się, że sąd w pierwszej instancji, po zapoznaniu się z zaprezentowanym przez nas opisem sprawy, przyznał nam rację, zakazując, do czasu prawomocnego zakończenia sprawy, dystrybucji spornego kocyka. Wydane orzeczenie daje nam ogromną nadzieję na uzyskanie sprawiedliwości i zaprzestanie, co najmniej wzbudzających wątpliwości, praktyk”

Postanowienie w sprawie o zabezpieczenie nie jest prawomocne, a SMYK może się odwołać. Niemniej jednak, sprawa wygląda na poważną.

„Mamy nadzieję, że nasza sytuacja nakreśli jasno wszystkim, że siła tkwi w odwadze. Oświadczenie to przygotowaliśmy nie tylko ze względu na czysto informacyjną powinność w stosunku do naszych Klientów (szczególnie, że informacje o całej sytuacji otrzymaliśmy od Was) i na ochronę naszego dobrego wizerunku, ale chcielibyśmy także wesprzeć wiele innych mniejszych marek, które borykają się lub będą się borykać z podobnymi problemami. Małe firmy są tak samo ważne i mają te same prawa, co wielkie rynkowe podmioty”

Czytaj też: Empik Premium, czyli opłacasz subskrypcję i masz 15% zniżki oraz darmową dostawę. Czy to się opłaca? Sprawdzam!

Czytaj też: Gazetki promocyjne, karty lojalnościowe, kupony z rabatami, karty podarunkowe, programy cashback. Oszaleć można. A gdyby tak mieć to wszystko w jednym miejscu?

„Smyk” wbija szpilę Maylily. „Wygórowane roszczenia” i „zniesławienie”?

Nie wiemy czy sporne kocyki są jeszcze w sprzedaży – na stronie internetowej Smyk.pl jest informacja, że produkt jest niedostępny. Ale jest ślad, że był. Poza tym mogą być jeszcze na stanie egzemplarze w sklepach stacjonarnych, które jednak teraz z powodu pandemii są zamknięte. To daje jednak czas, by strony dogadały się, zanim handel stacjonarny na nowo się otworzy. I być może polubownie załatwiły sprawę. SMYK przyznaje się do błędu, ale nie przeprasza. Za to wbija szpilę Maylily. W przesłanym do nas oświadczeniu czytamy:

„6 lipca wstrzymaliśmy sprzedaż kocyka. Podobieństwo grafiki nie jest rezultatem celowego ani zamierzonego działania. SMYK każdego roku wprowadza do obrotu setki wzorów tkanin, zarówno na ubraniach, jak i akcesoriach dla najmłodszych, w tym właśnie na kocykach. Większość wzorów tworzą projektanci zatrudnieni w firmie, jednak zdarza się, że korzystamy również z gotowej oferty dostawców z całego świata. Zakupując produkty od kontrahentów handlowych, działamy w dobrej wierze, polegając na ich zapewnieniach, że oferowane wzory są ogólnodostępne, ich odsprzedaż przez SMYK nie będzie powodowała naruszenia praw podmiotów trzecich.

Pomimo, że roszczenia podnoszone przez firmę Maylily były niespotykanie wygórowane, jak na sprawy tego rodzaju, nasi pełnomocnicy pozostawali w bieżącym kontakcie z pełnomocnikiem firmy Maylily próbując wypracować kompromisowe rozwiązanie zapobiegające dalszej eskalacji. Podejmowaliśmy próby koncyliacyjnego rozwiązania tego sporu, jednak druga strona nie wykazywała zbyt dużej woli współpracy w zakresie wypracowania takiego rozwiązania”

O jakich pieniądzach mowa? Czy Maylily zażądało bajońskich sum jako zapłaty za błąd? Można by oszacować jakie były szkody firmy, gdybyśmy znali skalę sprzedaży skopiowanych kocyków. Poza tym, z relacji firmy, wynika, że owe kocyki ciągle można było dostać w sklepach. Szczegółów nie znamy, ale między stronami iskrzy.

„Informacje zamieszczone w oświadczeniu Maylily noszą znamiona zniesławienia i godzą w dobre imię spółki. SMYK ma prawo do dochodzenia swoich praw na drodze sądowej”

– pomrukuje SMYK. Jak skończy się ta sprawia? Historia zna dużą liczbę takich biznesowych sporów. Jednym z głośniejszych to zarzuty dla Reserved sprzed kilku lat. Pewna 19-letnia wtedy Amerykanka oskarżyła firmę LPP, właściciela Reserved, o bezprawne wykorzystanie jej fotografii na jednym z t-shirtów. Prawnik firmy odpisał, że przeprasza, i że to wina kontrahenta.  A w ramach zadośćuczynienia firma może wykupić licencję na zdjęcia zdolnej Amerykanki w cenie 150 dol. za egzemplarz. Zrobiła się burza w mediach i firma przeprosiła.

Ale kopiują też duże inni. 4 lata temu producent lodów Grycan zarzucił Lidlowi kopiowanie opakowań swoich lodów (na zdjęciu). Lidl początkowo nie zgadzał się z zarzutami, ale sąd wydał decyzję o zabezpieczeniu spornych lodów. W marcu 2017 roku komornik dokonał zajęcia opakowań lodów marki „Ballino” w centrach dystrybucyjnych Lidla, a sam dyskont zdają resztę z półek. W następnym miesiącu firmy podpisały ugodę. Nie zdziwię się, jeśli i tym razem dojdzie do ugody. Niesmak jednak zostanie.

 

źródło zdjęcia: PixaBay, SMYK, Maylily

Subscribe
Powiadom o
7 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
BdB
1 rok temu

pełnomocnicy pozostawali w bieżącym kontakcie z pełnomocnikiem firmy” – tej ściemy uczą na szkoleniach z PR, jeśli czasem ktoś do kogoś napisał, to już możecie napisać, że pozostajecie w stałym kontakcie i od razu brzmi lepiej

krzysztof
1 rok temu
Reply to  BdB

dokladnie, widac,ze komunikat Smyka to typowy korpo bełkot z ktorego tak naprawde nic nie wynika

lwqkrewrkjwh
1 rok temu

Od tego samego Chińczyka kupowali…

krzysztof
1 rok temu

plagiat ewidentny, z tego co wynika z tekstu to Smyk udaje glupa.No chyba,ze jest jakies drugie dno o czym nie wiemy…

Marek
1 rok temu
Reply to  krzysztof

SMYK to wielka firma, więc standardowo jakiś arogancki menago, ze wsparciem aroganckich i przepłacanych prawników (wszak stała obsługa prawna kosztuje) stwierdził, że przecież zgniotą małą rodzinną firmę, nawet jeżeli nie mają racji i ordynarnie zrzynali z ich produktów. Korporacje nie przyznają się do błędów i nawet jak PRowcy wydają „przeprosiny” to brzmią tak, że to oni są zawsze ofiarą. Uważam, że MAYLILY i tak ma „szczęście” bo historia zna przypadki gdy gigant skopiował z kogoś mniejszego po czym pozwał konkurenta o plagiat. Taki atak wyprzedzający.

Teresa
1 rok temu

Pamiętam tą sytuację z Reserved i moim zdaniem to nie była ich wina, tylko współpracownika który zapewnił ich że to jego autorskie zdjęcie.

Anna
1 rok temu
Reply to  Teresa

zapewne nie było to na piśmie wiec winę ponoszą Oni … tak to wygląda.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!