SKOK-ów puste recepty na kryzys

„Nie wińcie nas, nie jesteśmy bankiem. Ale mamy receptę na kryzys!” – w taki sposób reklamują się ostatnio Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe (popularne SKOK-i). Odróżniając się od banków i podkreślając, że stoi za nimi krajowy kapitał, SKOK-i chcą wykorzystać kryzys zaufania do sektora bankowego na swoją korzyść. Kampania SKOK-ów już wywołała burzę: obruszył się nie tylko Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich, który napisał do prezesa Krajowej SKOK list otwarty. Palcem pogroziła SKOK-om również Komisja Nadzoru Finansowego (czego akurat nie rozumiem, bo akurat KNF nie sprawuje nad SKOK-ami pieczy).

W każdym razie sprawa kampanii reklamowej SKOK-ów stała się głośna i o to SKOK-om chodziło. Ale nikt do tej pory nie zbadał co kryje się pod tym zgrabnym hasłem „recepta na kryzys”. Zgłębiłem problem i udałem się do pobliskiego oddziału SKOK-u Stefczyka. Nie powiem, że się rozczarowałem, bo też i nie oczekiwałem, że SKOK-i odkryją jakieś nie znane dotąd antidotum na kłopoty finansowe polskich rodzin. Ale mimo wszystko liczyłem, że marketingowcy z Sopotu, gdzie mieszczą się centrale większości spółek z grupy SKOK, wysilą się trochę bardziej.

Tymczasem „Recepta na kryzys”: to po prostu nowe opakowanie oferowanych przez SKOK-i pożyczek gotówkowych i konsolidacyjnych, wzbogaconych o ubezpieczenie. Jedyną nowością przygotowaną na trudne czasy jest „Antykryzysowa linia pożyczkowa”, która ma zapewnić klientowi stały dostęp do gotówki. Umowa daje członkowi kasy możliwość wykorzystania w każdej chwili – przez 30 najbliższych lat – limitu zadłużenia do określonej, przyznanej przez SKOK, wysokości. Ma to być taka stała rezerwa finansowa na „czarną godzinę”.

„Antykryzysowa linia pożyczkowa” nie postawi na nogi domowego budżetu. Warunki jej przyznania są dość restrykcyjne – SKOK udostępni debet do wysokości jednej miesięcznej pensji lub emerytury. Jeśli więc ktoś zarabia 1500 zł, to tylko taki debet może otrzymać. Antykryzysowy debet w SKOK-ach nie jest też tani. Oprocentowanie wynosi aż 19 proc. w skali roku. To znacznie więcej, niż płacą za linie debetowe (przywiązane do konta osobistego) klienci większości banków. Trzeba też zapłacić 1,5 proc. prowizji za przyznanie pieniędzy. Do tego dochodzą opłaty wpisowe i składki członkowskie – ponad 50 zł na starcie – jeśli klient nie jest jeszcze członkiem ruchu SKOK.

W sumie więc „Recepta na kryzys”, przynajmniej w tej częsci, która dotyczy antykryzysowego debetu, jest raczej formą wpuszczenia klienta SKOK-u w małą, drogą pożyczkę, niż wspieraniem kogokolwiek w kłopotach finansowych.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss