30 sierpnia 2020

Sfinks jak Feniks? Ważą się losy największej polskiej sieci restauracji. Jej wartość spadła o 86% w ciągu pięciu lat. Czy Polacy kochają jeszcze shoarmę?

Sfinks jak Feniks? Ważą się losy największej polskiej sieci restauracji. Jej wartość spadła o 86% w ciągu pięciu lat. Czy Polacy kochają jeszcze shoarmę?

W poniedziałek akcjonariusze spółki Sfinks zdecydują, czy w warunkach pandemii opłaca im się jeszcze ciągnąć ten biznes. Koniec największej polskiej sieci restauracji byłby końcem pewnej epoki. Całe pokolenia wychowały się na kultowej shoarmie z frytkami i ciepłą bułką. Wartość akcji spółki prowadzącej restauracje Sphinx spadła o 86% w ciągu ostatnich pięciu lat. Czy jest rzeczywiście tak źle? Co poszło nie tak i jak to naprawić?

Gdy w 2009 r. Sylwester Cacek, obecny prezes i większościowy udziałowiec spółki Sfinks, właściciela restauracji Sphinx, wchodził w gastronomię, nie przypuszczał, że rozbudowa prężnej, dużej sieci restauracji będzie nie mniej trudna, niż budowa banku (czym zajmował się poprzednio). Kilka lat wcześniej, w 2002 r. odkupił od Banku Handlowego i KGHM regionalny Cuprum Bank, który do spółki z amerykańskim funduszem przekształcił w Dominet Bank.

Zobacz również:

Bank zaczął się bardzo szybko rozwijać – oddziały własne zastąpiono partnerskimi (coś na kształt franczyzy), i już w 2006 r. sprzedał posiadany przez siebie pakiet 51% akcji belgijskiej grupie Fortis za pół miliarda złotych. Dziś majątek Fortisu jest już w rękach francuskiej grupy BNP Paribas. Zaś wzbogacony o 500 mln zł Sylwester Cacek rozglądał się, co by tu zrobić z pieniędzmi. Wybór padł na gastronomię i przejęcie pogrążonego w tarapatach Sfinksa. Dziś na pytanie, z czego się wziął pomysł, by inwestować pieniądze w gastronomię, Cacek odpowiada: „z głupoty”.

Pandemia podkopała i tak trudną sytuację tej największej polskiej sieci restauracji. W poniedziałek 31 sierpnia akcjonariusze Sfinksa zdecydują w sprawie dalszego istnienia spółki, ale nic nie jest przesądzone –  to tylko kwestia formalna. Muszą to zrobić, bo bilans wykazał stratę przewyższającą sumę kapitałów. 17% głosów ma Sylwester Cacek, ale jeśli zmobilizują się pozostali udziałowcy, to mogą go zablokować. Jedno jest pewne – po pandemii Sfinks nie będzie już taki sam.

Czytaj też: Oto siedem pomysłów dla restauratorów, byśmy w czasach koronawirusa zostawiali u nich pieniądze

Myślisz: „jedzenie”, mówisz: „Sfinks”. Jak shoarma podbiła nasze podniebienia i co było dalej

Sfinks to ciężko doświadczona spółka, która ma jednak swoich wiernych fanów – zarówno inwestorów giełdowych, jak i tych, którym odpowiada taka kuchnia. Sieć założył w połowie lat 90. Tomasz Morawski, który podpatrzył podobne restauracje na zachodzie. Idea była prosta: ludzie powinni w takim przybytku najeść się do syta i nie zbankrutować. Znak rozpoznawczy? Standard i powtarzalność obsługi. Niezależnie od tego, czy wchodzę do knajpy w Krakowie, czy w Gdańsku, zawsze mam być obsłużony na tym samym poziomie, a dania mają smakować i wyglądać tak samo.

Dla wielu Polaków Sphinx był pierwszą restauracją z prawdziwego zdarzenia, na którą ich było stać. Mieliśmy do nadrobienia dziesięciolecia, bo w PRL raczej jadało się w stołówkach i barach mlecznych. Jak wynika z przeprowadzonych w latach 70. badań opinii publicznej, kto do restauracji chadzał, narzekał w zasadzie na wszystko: niską jakość posiłków, niegrzeczną obsługę, złą atmosferę, wysokie ceny, złą lokalizację, a do tego… brak wolnych miejsc.

W szalonych latach 90-tych koncepcja Sfinksa chwyciła, a egzotyczna – jak się wtedy wydawało – kuchnia, podbiła serca Polaków. Duży popyt na shoarmę i inne specjały sprawił, że sieć rozpoczęła ekspansję na całą Polskę. „Ta restauracja na stałe wejdzie do gastronomicznego krajobrazu Polski” – mówili z uznaniem przedstawiciele konkurencji.

Z czasem w firmie pojawili się też inni inwestorzy, a Sfinks wszedł na giełdę. Ale rozpoczętej w 2006 r. giełdowej kariery Sfinks nie zaliczy do udanych. Niestety, z czasem okazało się, że dobry produkt i pomysł to za mało – naszym restauratorom brakowało doświadczenia w zarządzaniu biznesem.

Pierwszy kryzys Sfinksa przyszedł na przełomie lat 2008-2009, gdy świat zmagał się z konsekwencjami kryzysu finansowego. O ile teraz Sfinks zmaga się po prostu z brakiem klientów i długami, to wtedy geneza problemów miała ściśle finansowe tło. Sfinks, podobnie jak tysiące innych polskich firm, zainwestował w opcje walutowe (a więc stracił ogromne pieniądze na spekulacjach walutowych), a ponieważ jednocześnie przesadził z tempem rozwoju sieci restauracji, więc uginał się od ciężaru długów.

Wiosną 2009 r.  spółka ogłosiła upadłość. Wtedy – niczym rycerz na białym koniu – wjechał Sylwester Cacek, który uchronił restauracje od niechybnego unicestwienia. I tchnął w nie drugie życie. Firma miała wówczas 70 mln zł straty i ponad 40 mln zł ujemnej EBITDA (z grubsza strata operacyjna). Część z tych długów spółka spłaca do dziś. Gdy wydawało się, że wreszcie zamknie tamtą kartę, przyszła pandemia i lockdown.

O ile w po przejęciu Sfinksa przez Sylwestra Cacka ograniczano liczbę restauracji franczyzowych, bo teraz trend jest odwrotny. Rośnie liczba restauracji prowadzonych przez zewnętrznych przedsiębiorców pod marką Sphinks na zasadzie franczyzy.

Czytaj też: Czy ceny w hotelach, ośrodkach wypoczynkowych i nadmorskich barach już „zjadły” covidowy zasiłek?

Czytaj też: Restauracje i smażalnie nad Bałtykiem zdzierają z nas skórę? „Paragony grozy” zalewają internet. Oto pięć trików, by nie być głodnym i zaoszczędzić kilka stówek

Co teraz poszło nie tak i czy Sphinx ma szanse się podnieść?

Ostatnie wydarzenia w Sfinksie pisane są kolejnymi komunikatami spółki. Oto najważniejsze zdarzenia od czasu wybuchu pandemii.

  • 13 marca – premier ogłasza lockdown. Restauracje mogą sprzedawać tylko na wynos i z dowozem. Dla Sfinksa to bardzo niewielka część działalności. Restauracje sieci są zamknięte.
  • 13 maja – właściciel Sfinksa Sylwester Cacek komentuje: „cieszymy się z odmrożenia gastronomii”.
  • 17 czerwca – sieć restauracji Sphinx informuje, że ma 60% spadku obrotów w porównania do stanu sprzed pandemii
  • 17 lipca – emisja akcji spółki Sfinks nie dochodzi do skutku. Była zaplanowania jeszcze w marcu, ale spółka obawia się, że nie znajdzie chętnych do zakupu akcji
  • 30 lipca –  Sfinks nie zapłacił 8 mln zł za 100% udziałów restauracji „Fabryka Pizzy”, do zakupu której zobowiązał się w podpisanej wcześniej umowie
  • 4 sierpnia – spółka ogłasza, że jej akcjonariusze Sfinksa będą decydować na temat dalszego istnienia spółki
  • 31 sierpnia – tego dnia może się rozstrzygnąć czy i kiedy wykreślimy Sfinksa z naszego menu

Obecnie największym problemem – nie tylko Sfinksa, ale i gastronomii praktycznie na całym świecie – jest koronawirus i brak klientów w restauracjach. Mimo reżimu sanitarnego w restauracjach ludzie rezygnują z jedzenia na mieście, żeby ograniczyć ryzyko. AmRest – największa zarejestrowana w Polsce spółka gastronomiczna, operator KFC, Pizza Hut i Starbucks – w Europie zanotowała spadek przychodów w drugim kwartale o 44%. Dokładne dane o sytuacji sieci Sphinx spółka poda dopiero 30 września.

Inwestorzy giełdowi w przyszłość Sfinksa zaczęli wątpić już na długo przed pandemią. Widać to na wykresie notowań spółki, które wyraźnie zaczęły tracić na wartości w 2015 r. Było to związane m.in. z rosnącymi kosztami pracy, a także z zakazem handlu w niedzielę – wiele restauracji jest zlokalizowanych w galeriach handlowych. One oczywiście mogą być otwarte, ale w zamkniętej galerii ruch jest wielokrotnie niższy, niż w otwartej.

W czerwcu ubiegłego roku, w związku ze „zmieniającymi się trendami na rynku restauracyjnym” zarząd chciał zaktualizować strategię rozwoju sieci Sphinks. Założono m.in., że:

  • inwestycje w pakiety mniejszościowe udziałów w obiecujących „konceptach gastronomicznych”, czyli krótko pisząc – dywersyfikację przychodów i zarabianie również na innych sieciach restauracji w formule inwestora finansowego
  • rozwój restauracji innych, niż Sphinks w ramach grupy Sfinks – poprzez spółki zależne
  • rozwój sprzedaży w ramach oferty „na wynos” i dostaw w oparciu o głównych integratorów takich jak Uber Eats, Glovo, czy Pyszne oraz rozwój własnego systemu sprzedaży online – smacznieiszybko.pl

Propozycje nie znalazły jednak uznania rady nadzorczej spółki, która nie przyjęła strategii. Zamiast tego 1 sierpnia 2019 r. zarząd zdecydował o rozpoczęciu procesu „przeglądu opcji strategicznych dla spółki”. Ten proces też nie znalazł jednak finału, bo przyszła pandemia. Widać więc, że gdyby nie błędy strategiczne (zaniechanie zmian, które być może pozwoliłyby zmniejszyć skalę spadku przychodów spółki w pandemii), to sytuacja Sfinksa mogłaby być inna.

Czytaj też:Jedzenie drożeje w oczach” – piszą czytelnicy. „Rząd wywołał drożyznę” – krzyczą politycy. A jaka jest prawda? Sprawdziłem paragony i…

Czytaj też: Zdrowe odżywianie to drogie odżywianie? Sprawdzam, ile kosztuje ekologiczny koszyk artykułów spożywczych. I kogo na nie stać?

O nasze portfele walczy sushi, kuchnia vege, owoce morza, ale Polacy ciągle lubią zjeść w Sfinksie. Shoarma do kwadratu

Wydaje się, że problemem Sfinksa nie jest spadek popularności samej marki i serwowanych dań. Podstawowe menu w karcie nie zmieniło się od kilkunastu lat. Wartość sprzedanych przez spółkę usług gastronomicznych w ubiegłym roku jednak nieco spadła.

O ile w 2018 r. przychody sieci Sphinks wyniosły 175 mln zł, to w roku ubiegłym – już tylko 159 mln zł.  Liczba restauracji zmalała o 10, co oznacza, że te, które zostają, generują większe przychody.

Zysk netto całej grupy Sfinks (w skład której wchodzą też takie marki, jak  Chłopskie Jadło, Wook, Meta Seta Galareta, Pub Bolek, Levant Bistro & Cafe i Fabryka Pizzy, za której przejęcie Sfinks nie zapłacił) wyniósł ponad 10 mln zł. Jednak 85% przychodów generuje Sfinks, a 9% Chłopskie Jadło. Reszta to drobnica.

Czytaj też: Szaleństwo! Burger King dorzuci klientom do bułek… kryptowalutę! Jedzenie będzie inwestycją?

Czytaj też: Polskie morze, góry i jeziora z… biurem podróży? Touroperatorzy szukają interesu i hurtem wykupują pokoje na wakacje. Co to oznacza dla nas?

Sfinks jeszcze błyśnie. O ile wyjdzie z długów

Największym problemem spółki są długi. Zadłużenie bankowe jest relatywnie nieduże i wynosi 66 mln zł (głównie na rzecz BOŚ Banku). Ale problemem są też umowy leasingu, czynsze (połowa zobowiązań płatna jest w euro, wzrost kursu o 1%, to wyższe koszty o prawie milion złotych), czy zobowiązania na rzecz dostawców.

Sfinksowi ciąży też zakup marki Piwiarnia od Grupy Żywiec. W 2017 r. Sfinks kupił liczącą 68 lokali sieć lokali za 12 mln zł. Inwestycja miała spłacać się sama (z zysków Piwiarni) i to dopiero od czwartego kwartału 2021 r., ale przez lockdown piwiarnie nie są już tak oblegane. Czasu na odbicie jest jeszcze sporo, może do tego czasu już nikt nie będzie pamiętał o koronawirusie, ale trzeba wytrwać te dwa lata.

W sumie na koniec ubiegłego roku grupa posiada zobowiązania i rezerwy na zobowiązania w łącznej kwocie 287 mln zł. Dla porównania obecna kapitalizacja giełdowa spółki to… 12,7 mln zł, a wartość księgowa majątku jest wręcz ujemna i wynosi -32 mln zł. To nieczęsta, ale nie niemożliwa sytuacja, która jest związana ze skomplikowanymi przepisami o rachunkowości.

Czy w tej trudnej sytuacji Sfinks będzie jak feniks, który odradza się z popiołów? Wiele o kondycji firmy powiedzą dane o sprzedaży w drugim kwartale, ale poznamy je dopiero 30 września. Spółka prowadzi rozmowy z wierzycielami i kontrahentami, żeby dopasować warunki spłaty zobowiązań do obecnej sytuacji na rynku.

Jeśli wierzyciele pójdą na ustępstwa i uwierzą, że z czasem klienci wrócą do restauracji, o los Sfinksa można być spokojnym. Gastronomia w dłuższym czasie jest rentowną gałęzią gospodarki, Polacy coraz więcej pieniędzy wydają na jedzenie „na mieście”, a spółka ciągle jest największą i jedyną polską siecią restauracji, konkurując z takimi tuzami, jak McDonald’s, AmRest, czy sieć pizzerii DaGrasso.

źródło zdjęcia: mat. prasowe

Subscribe
Powiadom o
14 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Jakub
18 dni temu

Zastanawia mnie inwestowanie spółki w opcje. Czy to częstą praktyka żeby firmy z branży niefinansowej dokonywały takich operacji?

Paweł
18 dni temu
Reply to  Jakub

Też mnie to zastanowiło. „Podobnie jak tysiące innych polskich firm”.

oitoiu
17 dni temu
Reply to  Jakub

Opcje to raczej nie inwestycja, a instrument zabezpieczający. Opcje nie są dla branży finansowej, a dla każdej, która rozlicza się w walutach obcych. Opcje na waluty są po to, aby zmniejszyć ryzyko zmiany kursów walut. Jeśli sfinks połowę czynszów ma w EUR (tak wynika z wpisu), to zabezpieczenie ryzyka walutowego opcjami byłoby raczej normalnym (oczekiwanym) postępowaniem.

Jakub
17 dni temu
Reply to  oitoiu

Rozumiem. Artykuł przedstawił to inaczej. Nie rozumiem w takim razie dlaczego spółka tak straciła na tych opcjach. Jeśli zabezpieczała sobie zakup waluty po dość dobrym kursie to w kryzysie to tym bardziej powinno pomóc.

Olek
9 dni temu
Reply to  Jakub

Za kupno opcji trzeba zapłacić. Przed 2009 rokiem omijano ten koszt jednoczesną sprzedażą opcji na ruch kursu walutowego w drugą stronę. Ponieważ prawdopodobieństwa wzrostu i spadku kursu są rożne, zniwelowanie do zera kosztu zabezpieczenia się przed bardziej prawdopodobnym ruchem kursowym wymagało sprzedaży kilku opcji. W efekcie straty finansowe na sprzedanych opcjach rosły nieproporcjonalnie szybciej od zysków osiąganych w rzeczywistym biznesie. Doprowadziło to bardzo wiele firm do bankructwa i wzbudziło dyskusję nad ewentualnym misselingiem banków, które oferowały takie instrumenty nie tłumacząc dostatecznie ryzyka.

Andrzej
18 dni temu

Jakość obsługi faktycznie była powtarzalna czy to w Warszawie czy na Warmii było tragicznie, pomylone zamówienia, długo czas oczekiwania mimo że kelnerzy stali i się nudzili. Z moich znajomych rzadko kto w ogóle wspomina o tej restauracji, mi nie będzie jej brakowało

Maciej
18 dni temu
Reply to  Andrzej

Zgadzam się z tą opinią, dodatkowo jakość serwowanych dań mocno spadała na przestrzeni lat. Mam wrażenie, że bardzo kiepsko były zarządzane. Dużo kelnerów a czas oczekiwania tragiczny. Zdarzało się, że napoje były przyniesione dopiero po posiłku itp. Ostatnimi laty widziałem też, że lokale duże a większość stolików pusta. Ja zrezygnowałem wiele lat temu, właśnie przez obsługę i jakość jedzenia.

Krztsztoff
18 dni temu

Kiedyś mieszkałem w Olsztynie(2006/2009) i czasami jadłem w podobnej knajpie chyba Readys (restauracja Grecka) podobne jedzenie-frytki mięso grillowane i surówki. Było przepysznie, spore porcje. Przychodziły całe rodziny. Raz poszedłem do sąsiedniego Sfinksa z tymi swoimi standardami i się zawiodłem: suche mięso, takie sobie frytki, średnie porcje. Jak ktoś obracającymi takim kapitałem pozwala dopuścić do takiej różnicy w standardzie dwoch podobnych restauracji. Może nie jestem ekspertem finansowym gastronomi i nie znam się ma prowadzeniu biznesu Sfinksa, ale jako klient wybrałem tą druga knajpę. Właściciele powinni czasami wsłuchiwać się w opinie klientów.

zeneusz
17 dni temu
Reply to  Krztsztoff

też kiedyś mieszkałem w Olsztynie przez wiele lat i po wyprowadzce Readys (a potem Greco) to była jedna z rzeczy za którymi razem z żoną najbardziej tęskniliśmy. jeszcze przez kilka lat później specjalnie jeździliśmy przez Olsztyn żeby tam tylko zajechać na pyszny i syty gyros. Niestety tam się też zepsuło. Byliśmy tam w zeszłym roku – porcje małe i jedzenie już nie takie. W Sphinxie podobnie. Byliśmy tam z rodziną na początku tego roku. Zajętych tylko kilka stolików, a czekaliśmy 40 minut na zamówienie. Do tego „duże” porcje wyglądały gorzej niż kiedyś małe. może dla dziecka ok, ale nie dla… Czytaj więcej »

cynik
16 dni temu
Reply to  zeneusz

tyle że w sfinksie nie ma żadnych „dużych” porcji. sa standardowe albo dziecięce. To nie McD by powiększać frytki.

zeneusz
16 dni temu
Reply to  cynik

byłeś tam w ogóle kiedyś? shoarma jest w wersji „mała” i „duża’. https://menu.sphinx.pl/108/menu-glowne/shoarma/

Marcin
17 dni temu

Nigdy nie jadłem w tych restauracjach. Nie wydaje mi się bym znał kogoś kto określa pozycje z ich menu jako kultowe.

stara baba z pasów
16 dni temu

Ostatni raz czułam taki dreszczyk emocji gdy Hajto pi3rdolnął mnie na pasach. 🙂

Zdzisław
5 dni temu

Z każdą kolejną wizytą na przestrzeni lat porcje malały i drożały… więc mnie nie dziwi…

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss top-search top-menu