Rusza rewolucja? Nie są bankiem, a zaoferują kartę kredytową, konto i płatności mobilne!

Rusza rewolucja? Nie są bankiem, a zaoferują kartę kredytową, konto i płatności mobilne!

O tym, że firmy technologiczne coraz bardziej wchodzą w szkodę bankowcom, było w blogu już nie raz. Zaczęło się od kantorów internetowych (jak wyglądałoby życie frankowiczów, gdyby nie one?), wydawanych klientom niebankowych firm kart przedpłaconych i pośredniczenia w płatnościach (przelewy ekspresowe Blue Cash, szybkie płatności pay-by-link, które w internecie pokonały płatności kartowe), ale teraz mamy też niebankowe wirtualne portmonetki (kto płacił za bilety lub parkowanie za pomocą aplikacji typu SkyCash wie, że to może być megawygodne) oraz „roboty”, które same płacą nasze rachunki, pobierając pieniądze z naszych kart płatniczych, czyniąc ROR w banku niepotrzebnym gadżetem (myślę o portalu bm.pl).

Ale wszystko wskazuje na to, że za kilka miesięcy po raz pierwszy zostanie podjęta próba zastąpienia banku przez firmę technologiczną „po całości” – a więc klient nie będzie musiał iść do banku, żeby dostać konto, kartę, kredyt i móc zapłacić rachunki przez internet lub smartfona. Tym śmiałkiem będzie grupa Lew, pośrednik finansowy, który ma 240 punktów pod marką „Dobry punkt finansowy” (w których m.in. przyjmuje opłaty za comiesięczne faktury) oraz firmę mPay, która zajmuje się płatnościami mobilnymi (posiadacze tej aplikacji mogą zapłacić za parkowanie, kupić bilety do komunikacji miejskiej, przelać pieniądze, doładować telefon). Lew będzie pierwszą w Polsce niebankową instytucją, która wyemituje własną kartę kredytową. Nie kartę pre-paidową, tylko klasyczną kredytówkę. Pozwala jej na to europejska dyrektywa PSD, zgoda Komisji Nadzoru Finansowego oraz status preferowanego partnera organizacji płatniczej MasterCard. Podobno nie ma w Polsce niebankowej firmy, która zgromadziłaby taki „komplecik” pozwoleń.

Zobacz również:

mPay_kredytowa_lewParametry karty kredytowej Lew nie są jeszcze znane – jej debiut jest zapowiadany na jesień tego roku. Wiadomo, że będzie miała wszystkie podstawowe cechy kredytówki – okres bezodsetkowy i „odrastający” limit kredytowy. Lew zapewnia, że zasady przyznawania oraz tabela opłat i prowizji będą tak urzeźbione, żeby klientom karta opłacała się bardziej, niż bankowa kredytówka. Firma chce trafić ze swoim „plastikiem” przede wszystkim do nieubankowionych konsumentów (czyli do tych 20%, którzy albo zostali przez banki wyrzuceni przez okno, albo nigdy nie czuli potrzeby odrzucenia gotówki na rzecz karty płatniczej. Karta będzie też dostępna w wersji „pożyczkowej”, czyli jako nośnik zwykłego kredytu gotówkowego, który – zamiast wypłacony gotówką do ręki – klient będzie otrzymywał „załadowany” na kartę. A karta będzie występowała w dwóch postaciach – plastikowej i wirtualnej – będzie można ją „włożyć” do telefonu z aplikacją mobilną mPay i płacić zbliżeniowo. 

Czy niebankowa firma może zrobić kuku wielkim bankom, które wydały prawie 6 mln kart kredytowych? W Lew i mPay twierdzą, że w ogóle nie idą na zwarcie z bankami, lecz będą chcieli zagospodarować tych Polaków, którzy są poza orbitą wpływów finansistów. Cóż, na pierwszy rzut oka wydaje się, że próba „ubrania w plastik” osób nieubankowionych jest z góry skazana na niepowodzenie, bo nieubankowieni są dla tego nieubankowieni, że wolą gotówkę w ręku, niż plastik. Ale w mPay twierdzą, że część klientów bez kont i kart znalazło się w tym stanie nie z wyboru, lecz z konieczności. I jeśli dostaną do ręki produkt przyjazny, prosty, zrozumiały, dobrze dopasowany do ich potrzeb, a przede wszystkim oferowany przez ludzi, którym ufają (a nie jakichś-tam banksterów), to z niego skorzystają. Cóż, pożyjemy, zobaczymy.

minibillbaner

Do karty kredytowej emitowanej przez Lew i mPay będzie dorzucony rachunek płatniczy miniBill, o funkcjonalności podobnej do bankowego ROR-u. Klient będzie miał swój numer rachunku, podobny do rachunku bankowego. Przesyłając pieniądze na zewnątrz (poza system miniBill) też nie odczuje żadnych niedogodności, no może poza tym, że odbiorca przelewu otrzyma pieniądze z rachunku banku, który będzie pośredniczył w transakcji, a nie bezpośrednio z rachunku nadawcy w miniBill. Do tego wszystkiego mPay i Lew dostawiają jeszcze coś w rodzaju „bankowości mobilnej”, czyli możliwość opłacania rachunków bezpośrednio z aplikacji mobilnej mPay. Apka, która dziś służy jako wirtualna portmonetka do doładowań, płacenia za bilety, albo za parkowanie, będzie za kilka dni wzbogacona o opcję automatycznego przelewania pieniędzy na wskazany rachunek, identyfikowany za pomocą kodu kreskowego. Mając więc pieniądze w wirtualnym portfelu mPay wystarczy zeskanować otrzymany z gazowni rachunek, a formatka przelewu w smartfonie wypełni się sama i wystarczy kliknąć „OK’, żeby zapłacić.

mPaytytuowa

mPay pokazuje w jakim kierunku może rozwijać się firma, która wyrosła jako zwykły pośrednik w płatnościach. Dorzucenie do obsługi płatności również usługi kredytowej, czegoś w rodzaju ROR-u oraz płatności mobilnych może być atrakcyjnym modelem biznesowym. Chociaż może być też modelem ryzykownym, bo trzeba umieć odpowiednio oszacować ryzyko pożyczania pieniędzy i mieć na to kapitał znacznie większy, niż na pośrednictwo w płatnościach (to powód, dla którego telekomy nie zakładają własnych banków, tylko wchodzą z nimi w sojusze). No właśnie: do tej pory firmy tego typu raczej starały się wejść w sojusz z bankami, aniżeli starać się przejmować ich kompetencje. PayU, które obsługuje największy w Polsce portal aukcyjny Allegro, ma w ofercie rozbijanie zakupów klientów na kredyt ratalny, ale współpracuje w tym celu z mBankiem i Alior Bankiem. Lew i mPay najwyraźniej uważają, że są w stanie zmontować ekosystem bardziej przyjaznych dla klienta usług finansowych, niż te oferowane w bankach. I że są w stanie być bliżej klienta – m.in. dlatego, że na co dzień obsługują jego płatności, czy to mobilnie (za parkowanie), czy tradycyjnie (za prąd czy gaz w „Dobrych punktach finansowych”. Jeśli karta kredytowa Lew oraz otaczające ją usługi rzeczywiście podbiją serca setek tysięcy Polaków, to będzie znak, że tylko tego rodzaju firmy są dziś w stanie zrozumieć klienta, a banki muszą sobie poszukać zajęcia z dala od obsługi konsumentów. Ale czy to się uda? Nie będzie łatwo, bo nie mając efektu skali trudno będzie zapewnić konkurencyjne ceny, a i wygoda – np. szybkość przelewów na konta zewnętrzne – może nie być porównywalna z najlepszymi produktami bankowymi.

WARTO ZOBACZYĆ: Jak nie dać się okraść przez internet z pieniędzy na koncie? Wystarczy przestrzegać tych pięciu zasad. Poświęć dwie minuty swojego życia, żeby je poznać. Albo żeby sprawdzić czy je już znasz 🙂

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!