30 października 2018

Rób zakupy, skanuj paragony, a oni zapłacą ci część rachunków za prąd i kablówkę. Platforma MAM wreszcie schodzi na ziemię. Będzie hit?

Platforma zakupowa MAM – która jako pierwsza w Polsce w zamian za zakupy opłaca część naszych domowych rachunków – nareszcie zaczyna schodzić do realnego świata. Skanujesz rachunki ze sklepów, a w zamian mniej płacisz za prąd, telefon i kablówkę.

Domyślam się, że – tak samo jak i ja – nie możecie opędzić się od różnego rodzaju programów lojalnościowych. Tu zbiera się punkty, tam stempelki, a jeszcze gdzieś indziej dostaje się rabaty, a jeszcze w innych miejscach cassback na konto. Czasem nagradzają za zakupy w internecie, czasem za płacenie kartą, a czasem w ogóle za sam fakt, że jesteśmy lojalni wobec określonej marki.

Na tym tle nietypowy model programu zakupowego zaprezentowała w zeszłym roku platforma MAM. Rzecz, najogólniej pisząc, polega na tym, że jeśli korzystamy z ofert proponowanych przez portal MAM i kupujemy w prezentowanych tam sklepach, to dostajemy nagrody. Ale nie punkty, ani rabaty na kolejne zakupy, lecz… obiżkę cen comiesięcznych rachunków.

Definiujemy jakie rachunki chcemy opłacać w zamian z pomocą MAM – prąd, gaz, telefon, czy telewizję kablową – a im większą część swojego domowego budzetu przepuszczasz przez sklepy proponowane przez MAM, tym większą część wskazanych rachunków opłaca platforma.

Wygląda to tak, że wypełniam formularz z numerem konta firmy energetycznej lub kablówki, zlecam opłacenie części rachunku przez MAM, a drugą część opłacam sam (ale też na platformie, zostaję przekierowany do platformy przelewów ekspresowych).

Zakupy jako… sposób na oszczędzanie

Twórcy MAM doszli do wniosku, że w gąszczu różnych programów lojalnościowych wizja niższych rachunków za prąd i gaz będzie działała mocniej, niż punkty i rabaty przyznawane w konkurencyjnych programach. Trochę podobny charakter ma program smartDOM oferowany przez konsorcjum firm Zygmunta Solorza.

MAM ma jeszcze jedną cechę szczególną – otóż na tę platformę może wejść każde sieć sklepów. Obok siebie mogą stać konkurencyjne sklepy, co wydatnie różni MAM od klasycznego programu lojalnościowego. Obecne tam sieci de facto deklarują: „pomagamy użytkownikom MAM w obniżaniu ich comiesięcznych rachunków. Dajemy im zniżki, ale nie po to, żeby przepuścili je na wyuzdaną konsumpcję, ale w racjonalnym celu”.

Dodatkowym, bardzo fajnie wymyślonym, elementem MAM są plany zakupowe. Polacy nie lubią robić budżetów domowych, planować wydatków, zastanawiać się na co wydadzą pieniądze i czy przypadkiem nie mogliby wydawać ich mniej. W przypadku MAM trzeba odrobić lekcję i skonstruować „plan wydatków”, w którym deklaruję ile pieniędzy zamierzam wydać w miesiącu na zakupy w określonych kategoriach.

W oparciu o te deklaracje MAM podaje ile pieniędzy dopłaci do moich rachunków jeśli 100% planu zakupów zrealizuję za pośrednictwem platformy. Już sam fakt, że platforma skłania do tego, by zmierzyć się ze swoimi wydatkami jest godny pochwały. Inna sprawa jak to potem ma się do rzeczywistości i czy swoje wydatki użytkownicy rzeczywiście „przepuszczają” przez MAM.

Złotówki na domowe rachunki zbierzesz też w sklepach „naziemnych”

To wszystko się trzyma sensu, ale do tej pory platforma MAM miała jeden poważny defekt – nagradzała tylko za zakupy internetowe. A, powiedzmy sobie szczerze, w sieci wydajemy stosunkowo małą część swojego budżetu. Po drugie zaś przy zakupie w sklepach internetowych liczą się takie przymioty jak najniższa cena ora wygodna płatność. Nie będziemy kupowali w sklepie online obecnym na platformie tylko dlatego, że możemy dzięki temu zapłacić ciut niższy rachunek za telefon, gdy obok jest sklep online dający niższe ceny i wygodniejszą płatność.

Zwłaszcza, że rabaty w MAM nie są powalające (choć nie można też powiedzieć, że są to wartości pomijalne). W każdej z kategorii kwota, którą można „zarobić”, jest inna. Np. wydając na elektronikę 150 zł dostanę 1,5 zł obniżki przy płatności wybranych comiesięcznych rachunków. Podobna kwota w kategorii hobby i rozrywka przekłada się już na 2,3 zł. rabatu w rachunkach. A w kategorii dom i ogród do wzięcia jest nawet 3,6 zł.

Ale teraz zanosi się na dobrą zmianę w programie MAM -zaczyna schodzić na ziemię. To oznacza, że będzie można oszczędzać na domowych rachunkach nie tylko kupując w sklepach internetowych, ale i w stacjonarnych. Ta nowina powinna skusić do programu zarówno większą liczbę użytkowników, jak i sieci sklepów. W końcu każdy sklep powinien chcieć pokazać się klientom jako ten, w którym kupowanie pozwala obniżać domowe rachunki. W tym wypadku zakupy przestają być bezużyteczną konsumpcją, lecz mają też pozytywne „skutki uboczne”.

Od strony technocznej rzecz wygląda tak, że robiąc zakupy w sklepie biorącym udział w programie muszę wziąć paragon i w ciągu tygodnia zarejestrować go na stronie MAM. Żeby to było prostsze jest już aplikacja mobilna programu, w której wmontowano funkcję skanowania paragonów. Po weryfikacji paragonu na moje konto w MAM mogą trafić „złotówki”, które posłużą opłaceniu wybranych domowych rachunków.

Czy MAM będzie Revolutem domowych finansów?

Na razie rzecz jest w fazie testowej (acz reklamuje się w internecie). Oferty „stacjonarne” są tylko dwie: do Multikina i do sklepu RTV i AGD Media Expert. W Media Expert za zakupy o wartości 150 zł można dostać 2,40 zł zwrotu w formie opłacenia rachunków, zaś w Multikinie – 3 zł za podobną kwotę wydatków. Jest też oferta specjalna „Testuj paragony”. W jej ramach można wrzucać do MAM paragon z dowolnego sklepu, a program będzie naliczał 0,5% zwrotu na konto klienta. Maksymalnie w ramach testowania można wydać 6000 zł i otrzymać 30 zł zwrotu.

To – jak dobrze rozumiem – ma być zachęta dla klientów, by wyrobili w sobie nowy nawyk przechowywania i fotografowania paragonów. Docelowo nagradzane będą zakupy tylko w sieciach biorących udział w programie, ale na razie można się „pobawić” nową funkcją. Przy tak wąskiej ofercie „docelowej” (dwie oferty) na razie trudno mówić o tym, że MAM zyskał wyraźnie na atrakcyjności.

Ale może zyskać. Im popularniejsze to będą sieci, tym łatwiej dostępne będą korzyści – jeśli mam do wyboru zrobić zakupy w Żabce, Lidlu lub Biedronce (przykładowo), do obu sklepów mam tyle samo, ale jeden z nich bierze udział w programie MAM i mogę dzięki niemu oszczędzać na rachunkach – to pójdę do tego właśnie sklepu.

Oczywiście: najlepiej byłoby, gdyby MAM stał się aplikacją do kontroli domowych wydatków. Takim Revolutem z kartą płatniczą, do którego wrzucam swój domowy budżet, a zwroty trafiają do mnie automatycznie na konto „na domowe rachunki”. Opcja ze skanowaniem czy fotografowaniem paragonów to bardzo uproszczona wersja.

Cała idea MAM idealnie pasowałaby jako część oferty jakiegoś banku albo firmy pozabankowej, operatora płatności. W erze PSD2, w której banki będą musiały pozwolić zewnętrznym firmom „przypinać się” do kont klientów (o ile ci klienci się na to zgodzą) rośnie szansa, iż MAM stanie się częścią jakiejś większej konstrukcji. Idea się nie zmieni – są klienci, którzy chcą oszczędzać na rachunkach i są sieci handlowe, które im to ułatwiają.

Co woli Polak: zniżki w rachunkach czy pieniądze do ręki?

Jeśli pomysł na MAM się powiedzie, to z jednej strony będzie dostawał pieniądze od sklepów, do których przekieruje popyt klientów. Z drugiej strony będzie gromadził bezcenną wiedzę o tym gdzie poszczególni klienci płacą comiesięczne rachunki i w jakiej wysokości.

Prędzej czy później da się tę wiedzę wykorzystać jako argument w kampaniach pt. „zmień sprzedawcę prądu”, albo „jeśli masz w firmie X prąd, to miej tam również gaz i telewizję kablową”. Polacy są na tyle mało mobilni jeśli chodzi o zmianę dostawców usług (dotyczy to wszystkich usług poza telekomunikacyjnymi), że niejeden dostawca zapłaci dużą kasę za skuteczne pozyskanie klientów do usług (zwłaszcza pakietowych).

Ale może być też inaczej. Może być klęska, która wyniknie z faktu, że Polacy nie będą chcieli programu lojalnościowego, który będzie obiecywał im jakieś-tam zniżki w domowych rachunkach, lecz prostego programu nagradzającego rabatami za zakupy. Nie chciałbym, aby takiego wyboru dokonali Polacy, ale nie mogę wykluczyć, że tak to się skończy. MAM wchodzi bowiem w społeczeństwo niewyedukowane ekonomicznie, nie nauczone mechanizmów oszczędzania drobnych kwot i świadomego budowania domowego budżetu.

 

10
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
4 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
9 Comment authors
BorgRadekkapitalistaDerianaRadek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
sadownik
Gość
sadownik

„Revolutem domowych finansów” to tak, jak „jabłko będzie pomarańczą domowych skarpetek”.

Pawka
Gość
Pawka

I tak oto sprzedajemy informacje o tym gdzie bywamy, co jedliśmy, na co chorujemy, jak często. Ja dziękuję

Deriana
Gość
Deriana

Ciekawe jaką przeglądarką tu trafiłeś, ciekawe z jakich sieci społecznościowych korzystasz, ciekawe ile masz kart debetowych/kredytowych.

Bo nie wiem czy wiesz, ale te firmy wiedzą o Tobie więcej niż Ci się wydaje. 😉

kapitalista
Gość
kapitalista

I w związku z tym? Zamiast reklamy proszku do prania widzisz w telefonie reklamę obiektywu do aparatu fotograficznego, który własnie kupiłeś. Widzisz produkt, który może Cię zainteresować. Reklama jest bardziej dopasowana, a przez to marketing jest tańszy, co w efekcie przekłada się na końcową cenę produktu.

Minusy? Jakiś algorytm komputerowy zna Twoje nawyki zakupowe. I co w związku z tym? Dane wyciekną? Złodzieje dowiedzą się gdzie i w jakich godzinach bywasz i ukradną „Ci” samochód, który masz w leasingu z AC+GAP?

Jest lepiej, niż było.

Turo
Gość
Turo

Przecież to jest tylko komplikowanie rzeczywistosci. I tak na samym końcu za wszystkie benefity my sami zapłacimy, bo jak sie domyslam Partnerzy musza sobie takie akcje w koszty wrzucic. Czy nie prościej byłoby gdyby ceny w sklepach były o te 1, 2, 3% niższe? Albo i wiecej bo przeciez MAM tez musi z czegos zyc…

Radek
Gość
Radek

To jest dobre pytanie, które co jakiś czas się powtarza – czy jeśli nie byłoby reklam produkty byłyby tańsze o wartość reklam? Istnieją takie branże, w których nawet ceny produktu pochodzi z reklamy (tak w uproszczeniu). #1 Jeśli prawdą jest, że konkurencja rynkowa skłania firmy do obniżania cen (także poprzez szukanie tańszych dostawców, bardziej wydajnych sposobów produkcji itp.) – to bez konkurencji ceny byłyby wyższe. #2 Jeśli prawdą jest, że istnienie reklam podnosi konkurencję rynkową (przez np. fakt, że klienci dowiadują się o większej liczbie substytutów tego, co kupowali dotychczas, więc ich podstawowy dostawca musi konkurować z większą liczbą innych… Czytaj więcej »

Paula
Gość
Paula

A ja korzystam i sobie chwalę. Namówiła mnie jakaś dziewczyna w salonie innogy i pobrałam apkę. Lubie i polecam, bo jak mogę mieć niższy rachunek za codzienne zakupy, to dlaczego mam nie korzytać?

Radek
Gość
Radek

” nowy nawyk przechowywania i fotografowania paragonów.”

chyba odwrotnie. Jak rozumiem, chodzi o fotografowanie paragonów i przechowywanie ich w MAM.

Co do samego rozwiązania – dla mnie bardzo niewygodne. Taki problem jest w przyznaniu X % zniżki za zakup? Trzeba robić jakieś cyrki z rachunkami?
Nie dla mnie.

Borg
Gość
Borg

Przykro mi ale się nie zgodzę. Obawiam się, że jest to jedna z tych firm które za jakiś czas się zwiną i zostawią ludzi z nieopłaconymi rachunkami. Zbyt duże ryzyko. W obecnych obecnie sklepach jestem sporadycznie. Do kina chodzę raz na 2 lub 3 miesiące. Elektronikę kupuję jeszcze rzadziej i to tam gdzie jest taniej a nie dlatego, że dostanę 3 zł na rachunki za 10 wydanych PLN. Obym się mylił ale w Polsce już kilka firm wyrolowało ludzi biorąc od nich kasę na opłacenie rachunków kusząc niższą prowizją za przelew, a potem zostawiło na lodzie zmuszając do ponownego opłacenia… Czytaj więcej »

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij

Gratulacje! Jesteś zapisany