4 kwietnia 2017

Rewolucyjna wykładnia waloryzacji. Gdyby wszystkie sądy ją stosowały, nie byłoby co zbierać

Rewolucyjna wykładnia waloryzacji. Gdyby wszystkie sądy ją stosowały, nie byłoby co zbierać

W ostatnich miesiącach opisywałem kilka sposobów myślenia sędziów, którzy – idąc trochę pod prąd wciąż aktualnemu orzecznictwu Sądu Najwyższego – zdecydowali się odwalutować lub unieważnić kredyt frankowy. Najważniejszym argumentem bywała do tej pory abuzywność części lub całości klauzuli przeliczającej zobowiązania klienta z franków na złote lub odwrotnie. Nieprecyzyjność, niedokładność, zbyt duża swoboda przyznana bankowi – te argumenty podnosili sędziowie, wywodząc z nich różne wnioski.

Albo takie, że kredyt jest złotowy, albo takie, że nie da się wykonać umowy („klient pożyczył, ale nie wiedział ile”). Druga linia frontu – do tej pory rzadziej testowana – to kwestia walutowości kredytu i związanej z tym zgodności z prawem klauzuli waloryzacyjnej. Więcej o tych dwóch ścieżkach do pozbycia się kredytu frankowego pisałem w blogu przy okazji podsumowania największych sukcesów klientów na wokandzie w 2016 r. 

Zobacz również:

Najbardziej radykalne spojrzenie? Cóż, opisywałem niedawno nieprawomocny wyrok sądu w Toruniu, który doszedł do wniosku, że kredyt frankowy to w ogóle nie jest kredyt, więc też należy to-to unieważnić. Sąd doszedł wtedy do wniosku, że jeśli kredyt jest wypłacony i spłacony w złotych, to jest kredytem złotowym. I że to, co jest w umowie kredytowej, nie zgadza się z definicją kredytu z prawa bankowego, bo w kredycie złotowym kapitał do spłaty nie może być każdego dnia inny.

Niezależnie od tego jak sędziowie patrzą w wyrokach na kredyty frankowe, to zwykle nie uznają ich za kredyty „walutowe” w ścisłym znaczeniu tego słowa, lecz za kredyty waloryzowane. Frank szwajcarski jest w tym wypadku „tylko” miernikiem waloryzacji. W zasadzie nic w tym dziwnego, bo nawet bankowi prawnicy zgadzają się z takim spojrzeniem. Sęk w tym, że niektórzy twierdzą, iż nie można powiedzieć: „waloryzuję kredyt kursem franka” i pójść dalej. Można się zastanawiać czy waloryzacja kredytu kursem franka jest w ogóle dozwolona. Dziś – z niejakim opóźnieniem, bo sprawa jest z końca stycznia – chciałbym się przyjrzeć wyrokowi, który najsolidniej do tej pory rozkminia temat waloryzacji. Co to znaczy, że kredyt jest waloryzowany? Jakie warunki powinna spełniać waloryzacja, żeby była zgodna z prawem?

Na początek kilka słów dotyczących pola bitwy. Kredyt był z czerwca 2006 r., udzielił go Bank BPH i miał wartość 200.000 franków szwajcarskich (co przeliczało się na 470.000 zł). Kredyt – co ciekawe – nie był „tylko” indeksowany do obcej waluty, lecz był denominowany we frankach. Wydawałoby się, że to nieco trudniejszy do podważenia gatunek umowy, bo kwota kredytu jest wpisana w obcej walucie, a strony jedynie umawiają się na spłacanie rat w złotych, według kursu ustalanego na określonych warunkach. Po kilku latach okazało się, że raty są nie do udźwignięcia i kredyt przestał być spłacany.

Jesienią 2012 r. Bank Pekao (który połknął większość Banku BPH, a wraz z nim zadłużenie klientów) wystawił tytuł egzekucyjny. Wystraszeni klienci podpisalii z bankiem ugodę i ustalili nowe warunki spłat, ale ich też nie byli w stanie dotrzymać i pod koniec 2013 r. umowa została przez bank ostatecznie wypowiedziana. Klienci chwycili się ostatniej deski ratunku i poszli do sądu. Ten w grudniu 2016 r. wydał ciekawy wyrok, który opiera się na kilku odważnych ustaleniach.

Sąd doszedł do wniosku, że niezależnie od tego w jakiej walucie wyrażona jest kwota kredytu, to skoro jest on spłacany w złotych, to jest kredytem złotowym. Sąd podkreślił, że nie ma w polskim prawie pojęcia kredytu walutowego, który byłby zwracany w złotych, jest natomiast pojęcie waloryzacji. A więc można waloryzować kwotę kredytu złotowego – i spłacane raty – o jakąś wartość, by np. uchronić się przed skutkami inflacji. Sąd uznał więc, że kredyt frankowy nie jest żadnym „innym typem kredytu”, lecz jest waloryzowanym kredytem złotowym.

W sumie nie jest to żadna rocket science: pamiętam jak na konferencji naukowej w Toruniu uciąłem sobie dłuższą pogawędkę z mec. Marcinem Szymańskim (prowadzi sprawy frankowiczów przeciwko bankom) i z jednym z prawników bankowych i zgodzili się oni, że umowne odniesienia do franków są „nakładkami” na kredyt złotowy o charakterze klauzuli waloryzacyjnej. Sąd zauwżył, że w polskim prawie, tam gdzie mówi się o kredytach denominowanych i indeksowanych, w ogóle nie występuje pojęcie „kredytu walutowego”. Nie jest to więc kredyt walutowy, lecz złotowy waloryzowany.

Sąd doszedł do wniosku, że skoro wartość kredytu była napisana w obcej walucie, a kredyt nie był walutowy, to w zasadzie nie doszło do określenia kwoty udzielonego kredytu. A skoro tak, to umowa nie spełnia warunków kredytu, określonych w Prawie bankowym i można ją unieważnić. To wywód dość podobny do tego, który relacjonowałem Wam jako nowy przewrót kopernikański ;-). Głównym kontargumentem bankowców jest ten, że nawet jeśli kredyt uznamy za złotowy-waloryzowany, to frank szwajcarski stanowi po prostu miernik wartości tego kredytu.

A jeśli tak, to wszystko jest w najlepszym porządku – kredyt jest waloryzowany jakimś miernikiem wartości, który raz ma większą, a raz mniejszą wycenę. Sędzie doszedł jednak do wniosku, że w przypadku wyrażenia kwoty kredytu wyłącznie w obcej walucie to tak nie działa – żeby można było mówić o waloryzacji trzeba najpierw wiedzieć co waloryzować (a więc jaka jest wyjściowa kwota kredytu w złotych). A tego umowa nie wyjaśniła.

Sąd przyczepił się też do tego, że jeśli kredyt miałby być waloryzowany frankiem, to waloryzacja byłaby podwójna, bo tę samą rolę pełnią już odsetki. I do tego, że waloryzacja nie może sprowadzać się do tego, że ewentualne negatywne konsekwencje obciążają tylko jedną ze stron (a w tym wypadku tak jest – na wysokim kursie franka traci kredytobiorca, zaś na niskim – nie zyskuje bank). I jeszcze do tego, że istotą waloryzacji jest zabezpieczenie umowy przed inflacją.

Zaś w przypadku kredytu frankowego nastąpił ogromny wzrost długu i rat, choć nie nastąpiła analogiczna zmiana siły nabywczej złotego w sensie tego co można kupić za jedną pensję. Sąd wreszcie przyczepił się do tego, że wynikająca z waloryzacji nierówność stron była większa, niż to, co powinno być zgodne z naturą umowy o nazwie kredyt (nie można uzależnić czegoś takiego jak kredyt od nieprzewidywalnych czynników, jak kurs walutowy). Sąd doszedł do wniosku, że umowa jest nieważna, a nawet gdyby była ważna, to górny limit odpowiedzialności finansowej klientów (w sensie kapitału) powinien wynosić tyle, ile pożyczyli, ale licząc w złotych, a nie we frankach.

To bardzo solidna i bardzo surowa dla banków rozkminka waloryzacji, chyba najsolidniejsza jaką do tej pory czytałem (choć sam koncept oczywiście nie jest niczym nadzwyczajnym, jak wspomniałem na przykładzie rozmowy z mec. Szymańskim). Trzeba natomiast pamiętać, że rozkminka ta jest nieprawomocna i nie wiąże innych sądów. Znam wyroki, które zapadły całkiem niedawno i w których sędziowie do kredytów frankowych podchodzą zupełnie inaczej, nie dostrzegając problemów związanych z waloryzacją. Ich zdaniem frank jest miernikiem wartości i kropka. Zobaczymy czy wyrok dotyczący kredytu udzielonego przez Bank BPH się uprawomocni.

najważniejsze będzie to, co o waloryzacji i walutowości powie – oceniając ten wyrok lub któryś z podobnych – Sąd Najwyższy. Bo to on wytyczy sposób rozumienia tej konstrukcji, w której kwotę kredytu wpisuje się we frankach, choć jest to – jak twierdzi sąd – kredyt złotowy, a jedynie waloryzowany kursem franka. Pamiętajmy, że wciąż w mocy pozostaje wyrok Sądu Najwyższego mówiący, że „kredytobiorca może być zobowiązany do zwrotu bankowi sumy pierwotnie wykorzystanego kredytu, ale taka wykorzystana suma może mieć inną wartość rynkową w okresie spłaty kredytu”

Możliwość komentowania jest wyłączona.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss top-search top-menu