Co prawda wicepremier Mateusz Morawiecki deklaruje, że akcja repolonizacji branży bankowej została zakończona (w ręce państwowych instytucji trafiły ostatnio Alior, BPH i Pekao), ale niewykluczone, że będzie trzeba wysupłać jeszcze kilka miliardów złotych na kolejny bank, który sam „się podkłada” żeby go przejąć. Pojawiły się plotki, że grupa PZU może dostać ofertę zakupu Raiffeisen Polbanku, dziesiątego banku w Polsce pod względem aktywów (50 mld zł), mającego mniej więcej 800.000 klientów.

Skąd te pogłoski? Otóż austriacka centrala Raiffeisena zobowiązała się jakiś czas temu przed Komisją Nadzoru Finansowego, że wprowadzi Raiffeisen Polbank na giełdę. Polski nadzór wymaga, żeby wszystkie większe banki były notowane na parkiecie, a przez to były transparentne i „inwestowalne”. Raiffeisen długo zwlekał, ale w końcu – tuż przed terminem podyktowanym przez KNF – przeprowadził sprzedaż 15% akcji Raiffeisen Polbanku inwestorom instytucjonalnym. Akcji nie mogli kupić zwykli ciułacze, oferty dostały tylko „grube ryby”. I nie skorzystały.

Próba sprzedaży akcji okazała się totalną klapą. Zainteresowani inwestorzy proponowali ponoć zbyt niskie ceny, nieakceptowalne dla austriackiego właściciela (choć przecież nie chodziło o sprzedaż całego banku, a jedynie 15% jego własności). Ostatnio banki są sprzedawane po cenach zbliżonych do 1-1,5 krotności wartości księgowej ich majątku. Bank BPH został sprzedany przez Amerykanów za 0,9 wartości księgowej, zaś Bank Pekao przez Włochów za 1,3 wartości księgowej majątku. W przypadku Raiffeisen Polbanku trzeba byłoby szacować wartość „godziwą” całej instytucji na mniej więcej miliard euro.

Czytaj też: Dwa największe banki w państwa rękach. Co to oznacza dla konkurencji na polskim rynku bankowym? Liczę!

Oferty były podobno znacznie niższe od wartości księgowej, więc Austriacy odstąpili od oferty i ogłosili, że nie są w stanie wypełnić w terminie zobowiązania wobec KNF oraz że będą negocjować nowe warunki. KNF wydał natomiast stanowczy komunikat, w którym niepokoi się, że Austriacy grają z nim w kulki.

„Komisja Nadzoru Finansowego z zaniepokojeniem przyjęła informację o niepowodzeniu sprzedaży akcji Raiffeisen Bank Polska w ramach pierwszej oferty publicznej stwierdzając, że tym samym nie doszło do zrealizowania jednego z kluczowych zobowiązań złożonych KNF przez Raiffeisen Bank International. (…) KNF będzie dążyć do pełnego wyjaśnienia okoliczności, ze względu na które inwestor zdecydował się nie wykonywać złożonego zobowiązania, powodów zaistnienia takich okoliczności oraz na ile były one zależne lub niezależne od inwestora. KNF będzie podejmować konieczne działania, aby możliwie jak najszybciej akcje banku znalazły się w obrocie na Giełdzie w Warszawie (…)”

Dlaczego nikt nie chce Raiffeisen Polbanku?

Dlaczego pies z kulawą nogą nie chciał kupić akcji dużego polskiego banku po cenie, jak sądzę, niewygórowanej? Przypomnijmy, że jeszcze kilka lat temu hiszpański Santander musiał płacić za przejmowany BZ WBK aż 2,5-krotność wartości księgowej majątku banku. A Raiffeisen Polbank nie sprzedał akcji nawet po cenie w okolicach 1-krotności tej wartości. Powodów jest kilka, z których najważniejszy to słabe wyniki finansowe i mizerna rentowność polskiej odnogi Raiffeisena.

Czytaj też: Już nie trzeba mieć klientów żeby z nich korzystać? Czarno-żółci malują trawę na zielono

W zeszłym roku zysk netto grupy Raiffeisen Polbank wyniósł symboliczne 15 mln zł, podczas gdy rok wcześniej wynosił 186 mln zł, zaś dwa lata wcześniej – 336 mln zł. W pierwszym kwartale 2017 r. Raiffeisen zszedł już „pod wodę”, notując 76 mln zł skonsolidowanej straty netto. To w dużej części zasługa jednorazowych zdarzeń. W ostatnim kwartale zeszłego roku bank odpisał 119 mln zł z wartości marki „Polbank”, zaś w pierwszym kwartale tego roku – kolejne 117 mln zł. Swoje zrobiło też zapłacenie 150 mln podatku bankowego i odłożenie 75 mln zł rezerwy na sporny podatek dochodowy.

Bank się zwyczajnie zwija. Jeszcze na koniec 2015 r. Raiffeisen Polbank miał 61 mld zł aktywów, a teraz już tylko 50 mld zł. Marża odsetkowa wynosi 1,9% (w najlepszych bankach przekracza 3%), zaś relacja kosztów do dochodów – 73% (w dobrych bankach to nieco ponad 50%). W tej sytuacji trudno mieć nadzieję, że ktoś będzie chętnie płacił szczordze za akcje Raiffeisen Polbanku. Zwłaszcza, że ma on „na stanie” portfel kredytów frankowych, który jest tykającą bombą zegarową w kontekście szykujących się planów rozwiązania problemu frankowiczów.

Co oznacza porażka planu sprzedania 15% akcji Raiffeisen Polbanku po sensownej cenie i wprowadzenia go na giełdę? Jeśli KNF będzie naciskała – a na to się zanosi – to albo Austriacy się ugną i w drugim podejściu sprzedadzą 15-procentowy pakiecik akcji po śmieciowej cenie, albo… spróbują zagrać na czas i znaleźć chętnego na całość banku. Wiadomo, że nie będzie to dla Raiffeisena transakcja życia, ale pakiet kontrolny sprzedaje się po nieco wyższej cenie, niż mniejszościowy. Zwłaszcza, że z transakcji można byłoby wyłączyć portfel kredytów frankowych.

Jakkolwiek moje źródła w Wiedniu twierdzą, że Austriacy nie rozważają sprzedaży pakietu kontrolnego banku dopóki nie zacznie znów przynosić sensownych zysków, to nie można wykluczyć, że sytuacja – czytaj: KNF – ich do tego zmusi. Precedens już jest: kilkanaście miesięcy temu fundusz Abris też nie wypełnił jakichś zobowiązań inwestorskich i nadzór wymusił sprzedanie banku, który otworzył w Polsce (działającego pod marką Bank Smart). Cena owej sprzedaży siłą rzeczy była marna, a Abris walczy teraz z polskim państwem w arbitrażu o odszkodowanie.

Czytaj też: Foch nadzorczy czyli bank bez akcjonariuszy

Czy PZU weźmie udział w programie #korzystaj?

Wiele zależy od tego czy do zakupu Raiffeisena zgłosi się któryś z państwowych banków. W zeszłym roku przez chwilę przymierzał się do tego PKO BP, ale ostatecznie kupił tylko spółkę leasingową. Rozmowy w sprawie przejęcia polskiego Raiffeisena prowadził też Michał Krupiński jako prezes PZU. Teraz Krupiński jest szefem Banku Pekao, który ma kilka miliardów nadwyżkowego kapitału, który albo może rozdać akcjonariuszom w formie megadywidendy, albo nadal chomikować, albo… przeznaczyć na zakupy.  Bo nie o to chodzi żeby mieć pieniądze, tylko żeby z nich korzystać ;-).

Co prawda PZU ma już dwa banki – Alior sklejony z BPH i przejętym wcześniej Meritum Bankiem oraz Bank Pekao – i przejęcie trzeciego oznaczałoby już prawdziwy bajzel na kółkach, ale z drugiej strony po takiej transakcji i wzbogaceniu się o kolejne 50 mld zł aktywów PZU pod względem wielkości przeskoczyłoby obecnego lidera – PKO BP. Dziś PZU dysponuje „bankowymi” aktywami o wartości 230 mld zł (w tym 170 mld zł Bank Pekao i 60 mld zł Alior). Po ewentualnym wzięciu Raiffeisena byłoby to już 280 mld zł. Kuszące, o ile oczywiście transakcja miałaby cenę nie wyższą od 0,9-krotności wartości majątku Raiffeisena. Tu nie mówimy o przejmowaniu kury znoszącej złote jaja – jak w przypadku zakupu Banku Pekao – tylko banku, z którego jeszcze przez jakiś czas nie da się wyciskać dywidend.

Gdyby PKO BP lub (co bardziej prawdopodobne) Pekao zgłosiły się do Austriaków z nabitym pistoletem w dłoni i propozycją nie do odrzucenia, zaś KNF poczułaby krew i oświadczyła, że nie będzie się już z przyjemniaczkami z Wiednia pieścić… Niewykluczone, że Austriacy machnęliby ręką i doszli do wniosku, że trzeba brać tyle, ile dają, nawet jeśli będzie to oznaczało sprzedaż polskiego banku ze stratą. Przypomnijmy, że za połowę aktywów Raiffeisena „odpowiada” kupiony od Greków w 2011 r. za pół miliarda euro Polbank. Przy niskiej cenie sprzedaży Raiffeisen Polbanku oraz przy konieczności dalszego serwisowania umów kredytów hipotecznych we frankach mogłoby się okazać, że Austriacy pozbędą się swojego polskiego banku ze stratą.

Czytaj też: Polbank ustrzelony, kupi go Raiffeisen. Co to oznacza dla klientów?

A może Raiffeisena przejmie inny konkurent?

Nie da się też wykluczyć, że austriackie gadanie (o tym, że Raiffeisen Polbank kiedyś znów będzie wielki) skusi w końcu któryś z prywatnych banków, mających aspiracje, by na serio konkurować z PKO BP czy Bankiem Pekao. Jakiś czas temu wokół polskich aktywów Raiffeisena kręcił się BGŻ BNP Paribas, mówiło się też, że mógłby się skusić ING. Bank mający 50 mld zł aktywów to okazja niezbyt częsta, zwłaszcza jeśli jego akcjonariusz ma na plecach wkurzony KNF i to go może „zmiękczać” w negocjacjach.

Czytaj: Polski Deutsche Bank też na sprzedaż. Ponoć zainteresowane są trzy banki: mBank, BZ WBK oraz Bank Millennium

800.000 klientów Raiffeisen Polbanku niech nadstawia uszy, bo choć wydawało się, że Austriacy odstąpili od planów sprzedaży swoich polskich aktywów, to niepowodzenie sprzedaży drobnego pakietu 15% akcji i wprowadzenia banku na giełdę może spowodować lawinę wydarzeń, których efektem będzie zmiana właściciela banku.

Share This

Zapisz się na mój newsletter

i otrzymaj prezenty

 

Zapisując się na mój newsletter otrzymasz kilka prezentów, a od czasu do czasu podeślę Ci najciekawsze wpisy na blogu.

Upewnij się, że nie przegapisz najciekawszym artykułów!

Gratulacje! Jesteś zapisany