PZU kupi Pekao i zrepolonizuje sektor bankowy? Na razie ten plan przynosi same straty. 7,3 mld zł!

PZU kupi Pekao i zrepolonizuje sektor bankowy? Na razie ten plan przynosi same straty. 7,3 mld zł!

Z nieoficjalnych informacji, które nadeszły we wtorek z Mediolanu wynika, że PZU zaczął regularne negocjacje dotyczące przejęcia pakietu kontrolnego akcji Banku Pekao. Dziś drugi największy polski bank jest kontrolowany przez włoską grupę UniCredit (do niedawna miała 50% akcji, a po sprzedaży ich części – teraz dysponuje pakietem 40%). Gdyby pod młotek miały pójść wszystkie włoskie akcje, a cena transakcji miała odpowiadać wartości rynkowej banku – PZU musiałoby się przygotować na wydatek rzędu 9,5 mld zł. Sytuacja jest niejasna, bo z kolei w środę rano wicepremier Mateusz Morawiecki oświadczył Reutersowi, że ani polski rząd, ani PZU nie prowadzą obecnie żadnych negocjacji z UniCredit w sprawie zakupu Banku Pekao. Potwierdził natomiast, że jeśli będzie na stole oferta na warunkach rynkowych, to zostanie rozważona.

Niewykluczone, że ta wypowiedź jest częścią gry obliczonej na zbicie ceny potencjalnej transakcji. Być może do jakichś wstępnych rozmów doszło i polska strona została sprowadzona do roli jeleni, którzy kupią wszystko co się im podsunie, po dowolnie wysokiej cenie. Bycie jeleniem się nie opłaca, a bycie ideologicznie motywowanym jeleniem jest prostą drogą na ruszt  i to może być powód oświadczenia wicepremiera. A czas gra na korzyść potencjalnych kupujących Pekao. Im dłużej trwają spekulacje, że Pekao może byś na sprzedaż, tym niżej spade giełdowy kurs banku. A im niższy kurs akcji, tym bardziej Włosi są w pozycji petentów, a potencjalni kupujący mogą dyktować warunki. Gdyby doszło do negocjacji w sprawie zakupu pakietu akcji Pekao przez PZU, to ubezpieczyciel będzie musiał jak najbardziej zbić cenę (będzie to trudne, bo Bank Pekao to najlepszy składnik majątku UniCredit, a grupa pilnie potrzebuje 10 mld euro kapitału), zmniejszyć kupowany pakiet np. do 33% (też daje kontrolę, a trzeba byłoby nań wydać „tylko” 7,9 mld zł) oraz sprzymierzyć się z jakąś państwową agendą (Polski Fundusz Rozwoju, Bank Gospodrstea Krajowego?), która wzięłaby część kosztów na siebie. I zbiła „udział” PZU w transakcji do np. 4 mld zł (przy podziale pół na pół). Taka kwota byłaby do udźwignięcia przez ubezpieczeniowego potentata. 

Zobacz również:

SPRZEDAŻ BANKU PEKAO JUŻ PEWNA? Czy z tej mąki będzie chleb? Nie wiadomo. Tak naprawdę UniCredit nigdy nie potwierdził unicredit10yoficjalnie, że jest gotów pozbyć się swojej „perły w koronie”. Tyle, że może nie mieć innego wyjścia, bo kilka innych opcji pozyskania kapitału – ma pójść m.in. na sfinansowanie strat z nie spłacanych kredytów – okazało się nierealnymi. I Włosi – tak jak kiedyś irlandzka grupa AIB, inwestor strategiczny w BZ WBK – mogą zostać zmuszeni do wyprzedaży „sreber rodowych”. Dość powiedzieć, że wartość rynkowa gigantycznej grupy UniCredit, działającej w 17 krajach (12 mld euro) jest niewiele większa, niż samego Pekao (34 mld zł), choć UniCredit zarządza 20-krotnie większymi aktywami, niż polski bank! Gdyby rzeczywiście nowy prezes UniCredit chciał pozbyć się głównego składnika wartości swojej grupy, to znaczyłoby, że naprawdę nie ma innego wyjścia i że jest w sytuacji pacjenta z gangreną, który musi sobie odciąć nogę.

PZU TONIE NA GIEŁDZIE. „WYPAROWAŁO” 16 MLD ZŁ! Choć plan repolonizacji branży bankowej to oczko w głowie wicepremiera Mateusza Morawieckiego, który twierdzi, iż przeniesienie centrów decyzyjnych banków do Polski będzie z korzyścią dla gospodarki, to na razie pomysł generuje tylko koszty. Wartość rynkowa PZU, który ma być głównym wehikułem w budowaniu „wielkiej, polskiej grupy bankowej”, przez ostatni rok obniżyła się o 40%! W liczbach bezwzględnych jest to 16 mld zł. Akcje największego w Polsce ubezpieczyciela są teraz po 27 zł. To chyba najmniej w historii – nawet w ofercie publicznej płacono za nie więcej, bo 31,2 zł! A jeszcze rok temu cena akcji PZU przekraczała 50 zł.

PZU5y

Być może pewne (duże?) znaczenie dla spadku wartości rynkowej ubezpieczyciela ma obniżenie jego zysków z działalności ubezpieczeniowej. W 2015 r. firma zarobiła „tylko” 2,3 mld zł, gdy w poprzednich latach przynosiła po 3-3,2 mld zł). Wyniki PZU za pierwsze półrocze 2016 r. są wręcz zastraszające – 660 mln zł, gdy przed rokiem było 1,3 mld zł! Jeśli coś się nie ruszy, w całym roku PZU zanotuje spadek zysku o połowę. Ale część przeceny PZU „zawdzięcza” z pewnością również planom repolonizacji. Zwłaszcza, że prezes firmy Michał Krupiński opowiada na prawo i lewo, że firma jest zainteresowana „przejęciem kilku banków” i że toczy w tej sprawie rozmowy.

RACHUNEK ZA REPOLONIZACJĘ: 7,3 MLD ZŁ (NA RAZIE). Pomysły, by kontrolowana przez państwo firma ubezpieczeniowa – zamiast doskonalić to, na czym się zna, czyli rzeźbienie w polisach – zajęła się zarządzaniem bankami, na razie „kosztowały” Skarb Państwa 4,4 mld zł w spadku wartości kontrolowanego przez rząd pakietu 34% akcji. Do tego PZU wydał już 1,6 mld zł na zakup akcji Alior Banku w ramach „wstępu do repolonizacji”. Żeby to chodziaż była jakaś okazja, ale nie – pisałem w blogu, że PZU kupuje Aliora bardzo drogo i że w przyszłości takie swobodne trwonienie kasy może się odbić na zyskach PZU (mógłby te pieniądze korzystniej lokować) oraz na cenach polis sprzedawanych klientom (bo jak firma będzie mniej zarabiać, to będzie musiała sobie to jakoś powetować). I co? PZU kupował akcje Aliora po 89 zł, a dziś bank jest notowany przy kursie 53 zł. Dowód rzeczowy macie poniżej:

aliorbank4y

To oznacza, że 29-procentowy pakiet Aliora, który jest w rękach państwowej spółki zmniejszył swą wartość o jakieś 650 mln zł. I kto wie co będzie dalej, bo Alior z kolei przejął za 1,2 mld zł pakiet akcji BPH, a potem jeszcze zwiększył zaangażowanie w bank w ramach skupu jego akcji z giełdy za 1,5 mld zł. Pieniądze pochodziły z emisji akcji Aliora o wartości 2,2 mld zł, której czwartą część objął PZU – do wydatków ubezpieczyciela na repolonizację trzeba więc dopisać kolejne 600 mln zł. Czy i kiedy te pieniądze Alior odzyska we wzroście zysków i dywidendy, którą mógłby płacić dla PZU? Nie wiadomo. 

CZY PZU MOŻE… STRACIĆ NA PRZEJĘCIU PEKAO? W sumie więc repolonizacja jest dopiero w fazie rozbiegowej, a już kosztowała PZU 2,3 mld zł w żywej gotówce (przejęcie kontroli nad Aliorem oraz pomoc w przejęciu BPH) oraz 5 mld zł w spadku wartości rynkowej państwowych aktywów (ceny akcji PZU i Aliora). A tymczasem prezes PZU rusza na grubego zwierza, czyli do zakupu Banku Pekao, który – jak policzyliśmy na początku – może pochłonąć kolejne 8 mld zł (z czego najmarniej połowa pójdzie na konto PZU). Dlaczego inwestorzy giełdowi nie kochają pomysłów panów Morawieckiego, Krupińskiego i ekipy „repolonizacyjnej”? Po pierwsze boją się, że motywowane politycznymi i ideologicznymi zapędami kierownictwo PZU znów nie będzie mogło się poskromić i przepłaci. Włosi są pod ścianą i tanio nie sprzedadzą, a PZU już pokazał, że lubi szastać pieniędzmi swoich akcjonariuszy i kupił sobie drogo Alior Bank (jedna trzecia wydanych pieniędzy się już „zanihilowała” z powodu spadku kursu akcji Aliora).

Czytaj też: Co oznaczałoby dla nas przejęcie Banku Pekao przez kapitał państwowy?

Po drugie inwestorzy zastanawiają się co PZU zrobi z taką masą „dobra” bankowego, które – z powodów regulacyjnych, podatków, ustaw i innych „przyjemności” – będzie prawdopodobnie coraz mniej rentowne. Połączenie Aliora z BPH i doklejenie jeszcze jednego banku o podobnych gabarytach mogłoby z jednej strony przynieść korzyści synergii, a z drugiej – zbudować bank mieszczący się w pierwszej piątce rankingów (a więc porównywalny z Bankiem Millennium, czy ING Bankiem Śląskim). Ale łączenie grupy Alior-BPH z Bankiem Pekao wcale nie musi być przedsięwzięciem udanym. Dołączenie do poprawnie pracującego molocha dwóch relatywnie niewielkich banków nie gwarantuje, że całość wygeneruje jakieś efekty synergii. Po prostu powstanie jeszcze większy, tak samo działający moloch. A w dodatku byłby z tym dodatkowy problem finansowo-organizacyjny – żeby zrobić fuzję Pekao, Aliora i BPH trzeba byłoby przejąć kolejne 20-30% akcji Banku Pekao. A więc wydać kolejnych kilka miliardów złotych.

PZU to była do tej pory historia należącego w jednej trzeciej do państwa, ale dużego (nawet w skali Europy) ubezpieczyciela, który był hegemonem w Polsce i inwestował za granicą (kupił cztery firmy w krajach nadbałtyckich). Obok części ubezpieczeniowej stawiał na budowę sieci placówek medycznych, żeby jak najwięcej zarabiać nie tylko na ubezpieczaniu domów, samochodów i życia klientów, ale i na sprzedaży polis medycznych. W ciągu pięciu lat obecności na giełdzie firma niemal podwoiła swoją wartość rynkową i wypłaciła akcjonariuszom dywidendy stanowiące kilkadziesiąt procent początkowej ceny akcji. Aż przyszedł rok szósty i pomysł, by PZU na polityczne zamówienie zajęło się inwestycjami w „zwijającej się” i coraz bardziej ryzykownej branży bankowej. I to w czasie, kiedy firma, jak cały rynek – wszystko na to wskazuje – wchodzi też w okres turbulencji jeśli chodzi o jej podstawową działalność. Prawdopodobieństwo klęski inwestycji bankowych jest co najmniej tak samo duże, jak sukcesu, stąd nie można wykluczyć, że na kwocie 7,3 mld zł już poniesionych kosztów repolonizacji (choć oczywiście część wyliczonych przeze mnie strat ma charakter księgowy i jest odwracalna) powiększonych o wartość kupowanych akcji Pekao (co najmniej 4 mld zł) – bilans się nie zakończy.

Mam nadzieję, ze wicepremier Mateusz Morawiecki, minister skarbu Dawid Jackiewicz i prezes Michał Krupiński mają jakiś plan, by pojawiły się też korzyści, bo inaczej zarżną ubezpieczeniową kurę, znoszącą do tej pory złote jajka. I żeby nie były to korzyści wyłącznie „polityczne” ;-). Oczywiście, jestem sobie w stanie wyobrazić, że PZU – poza powadzeniem działalności finansowej – zarządza dwoma, konkurującymi ze sobą grupami bankowymi (Alior-BPH oraz Bank Pekao), z każdej bierze sowitą dywidendę i traktuje tę inwestycję wyłącznie w kategoriach lokaty kapitału. Jestem w stanie uwierzyć, że nawet bardzo drogo kupiony Alior – mając bardzo dobry „silnik” – po wzmocnieniu go o BPH stanie się całkiem wydajną maszynką do robienia pieniędzy. Ostatnio w ogóle nie wypłacał dywidend, ale w przyszłości… kto wie. Na pewno był to dla PZU drogi zakup, który nieprędko zacznie na siebie zarabiać. Bank Pekao w ostatnich latach wypłacał rocznie 2,2-2,6 mld zł dywidend, więc mając w nim np. 20% (a tyle chyba samodzielnie kupiłby PZU) można rocznie wyciskać 400-500 mln zł zysku „pasywnego”.  W zależności od ceny zakupu Pekao i przyszłych zysków banku będzie to lepszy lub gorszy interes z zainwestowanych np. 4 mld zł. Pytanie brzmi: czy biznes bankowy może być dziś najkorzystniejszą dla firmy ubezpieczeniowej lokatą kapitału? Wiem, patrzę na sprawę za wąsko, rynkowo, a tu chodzi o szersze korzyści dla państwa, gospodarki, możliwość większego wpływu rządu na akcję kredytową banków, pobudzanie koniunktury…

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Pobierz e-booki autorstwa

Macieja Samcika

i pomnażaj swoje oszczędności!

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi.
Nie pożałujesz!

social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss top-search top-menu