Jakie inwestycje najlepiej chronią przed inflacją? To zależy od… inflacji. Najnowsze badanie pokazuje, w co warto było inwestować, gdy ceny szalały. To się znów sprawdzi?

Jakie inwestycje najlepiej chronią przed inflacją? To zależy od… inflacji. Najnowsze badanie pokazuje, w co warto było inwestować, gdy ceny szalały. To się znów sprawdzi?

Od roku z okładem zadajemy sobie pytanie: w co inwestować, żeby pokonać inflację? Oczywiście, taką wiedzę wypadałoby mieć wcześniej, bo gdy wzrosty cen sięgają kilkunastu procent, to już trochę za późno… Ale wysoka inflacja tak szybko się nie skończy, więc sprawdziłem, co na temat potencjalnych inwestycji, które potrafią ochronić przed inflacją, mówią badania naukowe i statystyki

Niedawno analizowałem, czy w warunkach wysokiej inflacji można liczyć na wzrost cen nieruchomości, który skompensuje spadek wartości nabywczej pieniądza. Wyszło mi, że generalnie, dopóki w kraju inflacja całkowicie nie wymknie się spod kontroli – tak jak wydarzyło się np. w Turcji – inwestowanie w mieszkania pozwala ochronić realną wartość majątku. Gorzej, gdy inflacja przekracza poziom 20%. Wtedy spadek wartości nabywczej ludzi jest już tak duży, że ta zasada może przestać działać.

Zobacz również:

W ostatnich latach ochronę przed inflacją dawały w zasadzie wszystkie inwestycje. Rynek akcji notował rekord za rekordem, fundusze obligacji zarabiały, nieruchomości też, a kluczem do tej wszechhossy była niska inflacja (skutki kryzysu z 2008 r.) oraz pompowanie pieniędzy przez banki centralne w rynek finansowy (by te skutki kryzysu zlikwidować).

Wtedy jeszcze dosypywanie pieniędzy bezpośrednio do gospodarki – do firm i konsumentów – nie było tak modne, więc inflacja zatrzymywała się na akcjach i obligacjach, nie dotyczyła marchewki i pietruszki. Banki centralne skupowały papiery wartościowe na rynku, firmy finansowe miały więc pieniądze na kolejne zakupy i ceny aktywów rosły. Rządy natomiast prowadziły politykę oszczędności. To się przełożyło na mizerny wzrost gospodarczy, niską inflację i wielkie zyski dla inwestorów (nie dotyczy polskiej giełdy).

No, ale “to se ne vrati”, jak śpiewała Maryla. Sytuacja odwróciła się o 180 stopni i teraz możemy najwyżej starać się o to, żeby nasze pieniądze jak najmniej straciły na wartości w ujęciu realnym – czyli po odjęciu wpływu inflacji. Pewne patenty na pokonanie inflacji to jedne z najgoręcej poszukiwanych informacji wśród inwestorów i wśród posiadaczy oszczędności.

Stuprocentowych „pewniaków” oczywiście nie ma. Ale analiza długoterminowych trendów może to i owo podpowiedzieć. Dynamika wzrostu cen szybko się nie obniży, więc jest jeszcze czas na to, by ochraniać oszczędności w perspektywie kolejnych lat.

Trafiłem ostatnio na amerykańskie badanie (pt. Getting to the Core: Inflation Risks within and across Asset Classes), które odpowiada właśnie na to pytanie – jak zbudować portfel, by pokonać inflację. Co więcej, jego autorzy przeanalizowali stopy zwrotu z poszczególnych klas instrumentów w reakcji na różne rodzaje inflacji. Na tę ogólną, na inflację bazową (a więc bez cen energii i żywności) oraz na inflację paliwową. Co im wyszło?

Na każdą chorobę inne lekarstwo. Jak chronić oszczędności przed inflacją? To zależy od inflacji!

Zacznę od inflacji traktowanej jako całość. Badanie polegało na analizie zachowania czterech grup instrumentów w reakcji na szok inflacyjny. Co autorzy badania rozumieją przez taki szok? Sytuację, gdy inflacja niespodziewanie wzrośnie i to w stopniu, który wykracza poza normalne jej wahania wokół średniej.

W latach od 1963 do 2019 r. (bo te lata zostały przeanalizowane) średnia inflacja w USA wynosiła 3,76%, a odchylenie standardowe – czyli ten parametr, który określa „normalny” przedział odchyleń – 3,24%. I właśnie nieoczekiwany wzrost inflacji o te 3,24% jest przedmiotem badań.

Jak na taką zmianę inflacji reagują poszczególne instrumenty finansowe? Według wyliczeń badaczy akcje średnio spadają o 3,1%, na obligacjach skarbowych traci się 5,9%, na korporacyjnych 3,7%, zaś na nieruchomościach można zyskać 0,7%. Jednak prawdziwym hitem inwestycyjnym w takiej sytuacji są surowce, które średnio idą do góry o 20%!

Wszystkie te wyliczenia dotyczą oczywiście amerykańskiego rynku. Gdy badanie mówi o akcjach – chodzi o spółki z Wall Street. Obligacje skarbowe to te emitowane przez rząd USA, a korporacyjne – przez spółki ze Stanów. Portfel surowców opiera się na kontraktach terminowych na nie, zaś w nieruchomości badacze „inwestują” poprzez REIT-y, czyli fundusze inwestycyjne działające na rynku mieszkaniowym.

Wracając jednak do tego, co mamy policzone – inflacja bazowa. To wskaźnik, który pokazuje, jak zmieniają się ceny w gospodarce, jeśli wyjmiemy z koszyka żywność i energię. Dlaczego akurat te kategorie? Ponieważ one są najbardziej zależne od czynników globalnych. Bez nich zostają te towary i usługi, na które wpływ ma sytuacja krajowa – a więc popyt, płace itd.

Czasami bywa tak, że sumarycznie inflacja jest wysoka, ale jej wzrost nie wynika z przegrzania gospodarki, tylko jakiegoś zaburzenia na rynkach światowych. Wtedy inflacja paliwowa może być wysoka, a inflacja bazowa – niska. A możemy mieć stan taki jak teraz, gdzie inflacja bazowa była już w trendzie rosnącym (czyli popyt konsumpcyjny rósł szybciej niż podaż – bo do gospodarki płynęły pieniądze z transferów socjalnych i tarcz antykryzysowych), a na to nałożył się gwałtowny wzrost cen surowców – w tym ropy, gazu i węgla.

Jak więc zabezpieczyć oszczędności na wypadek nagłego wzrostu inflacji bazowej? W USA średnia tego wskaźnika to 3,75% (a więc bardzo blisko ogólnej inflacji), ale odchylenie standardowe wyniosło tylko 2,66%, czyli mniej niż w łącznym wskaźniku. To pokazuje, że inflacja bazowa jest historycznie mniej zmienna.

Co ciekawe, przed inflacją bazową nie chronią surowce – jak to miało miejsce przy ogólnym wskaźniku. Ma to sens – inflacja bazowa jest przecież niezależna od ich cen. Owszem, silny wzrost notowań ropy czy stali może przełożyć się po jakimś czasie na wzrost kosztów działalności innych przedsiębiorstw (widzimy to dzisiaj w Polsce – drogi gaz i węgiel sprawiły, że firmy więcej płacą za prąd, więc muszą podnosić ceny swoich produktów, w górę idą też koszty utrzymania mieszkania itp.).

A więc inflacja surowcowa może podbić inflację bazową – to się nazywa efektem drugiej rundy. Ale w drugą stronę ta zależność raczej nie zachodzi. Nie ma więc powodu, dla którego inwestycja w surowce miałaby być w czasie wzrostu inflacji bazowej mniej lub bardziej opłacalna. I rzeczywiście, badania pokazują, że średni zwrot z tych instrumentów przy takim szoku wynosi… -0,1%.

Niestety to jest najlepsza wiadomość. Bo wszystkie inne klasy aktywów dają ujemne stopy wzrostu w czasie gwałtownego wzrostu inflacji bazowej. Wynika to pewnie z momentu cyklu gospodarczego. Bank centralny podnosi stopy, obligacje tracą na wartości, gospodarka spowalnia – a więc firmy mają mniejsze zyski, ich akcje tanieją, a wyższy koszt kredytu i rosnące koszty utrzymania sprawiają, że popyt na mieszkania maleje. I na inwestycjach w czasie wysokiej inflacji bazowej traciło się historycznie od 3,6% (obligacje skarbowe) po 9,5% (nieruchomości).

Co z inflacją paliwową? Tutaj relatywnie najłatwiej uchronić się przed spadkiem realnej wartości pieniądza. Z oczywistych powodów (które opisałem przed chwilą, tylko na odwrót) surowce są tą klasą aktywów, która najmocniej rośnie w takim momencie. Średnio o 21%! Na plusie są też nieruchomościowe REIT-y (o prawie 6%) i akcje (o 4%). Traci się na obligacjach: skarbowych 4%, a korporacyjnych – tylko 1%.

Jakie z tego wnioski dla Polaka? Jak można ochronić oszczędności na naszym rynku?

Nie da się przełożyć jeden do jednego tych wyników na polskie warunki. Badanie obejmuje dane makroekonomiczne i rynkowe z lat 1963-2019. Pomyślcie, jak wyglądała nasza gospodarka w 1963 r. Giełda była wymysłem zgniłego kapitalizmu, a zamiast REIT-ów mieliśmy spółdzielnie i książeczki mieszkaniowe.

Przydałoby się podobne badanie w Polsce – choć pewnie wnioski byłyby mniej reprezentatywne. Najstarszy indeks giełdowy WIG ma co prawda ponad 30 lat, ale pierwsza dekada jego „życia” nie była bardzo miarodajna. Obligacje skarbowe reagują na inne czynniki niż tylko inflacja (bo jesteśmy bardziej ryzykownym krajem niż USA), notowania surowców i tak byśmy brali z zagranicznych giełd, a REIT-ów w Polsce nadal nie ma. Ale gdyby któryś naszych rodzimych ekonomistów pokusił się o zreplikowanie tego badania w krajowych warunkach – koniecznie niech da mi znać!

Kluczowe jest jedno – do wysokiej inflacji trzeba przygotować portfel odpowiednio wcześnie. Jednoznacznie złym pomysłem na czas gwałtownego przyspieszenia wzrostu cen są rynkowe obligacje – czy to skarbowe, czy korporacyjne. Surowce mogą pomóc, ale nie muszą, podobnie jak nieruchomości. Trzeba mieć albo dużo szczęścia, żeby przewidzieć akurat ten, a nie innych rozwój sytuacji w gospodarce, albo odpowiednio zdywersyfikowany portfel.

Z tym ostatnim w polskich warunkach jednak nie jest łatwo, bo ekspozycję na rynek mieszkaniowy da się uzyskać właściwie tylko kupując nieruchomość na własny rachunek – co jest ryzykowne i trudne do odpowiedniego zrównoważenia innymi klasami aktywów (no chyba, że ktoś dysponuje portfelem liczonym w milionach złotych).

Mamy jednak dostępny instrument, którego w badaniu nie ma: detaliczne obligacje skarbowe indeksowane inflacją. Można narzekać, że pierwszy rok jest „stracony”, bo oprocentowanie jest niższe niż dynamika cen. To prawda. Jednak przez kolejne lata stopa zwrotu będzie kompensowała nam to, co realnie straciliśmy przez poprzedni rok – bo oprocentowanie na kolejne 12 miesięcy oparte jest na bieżącym wskaźniku inflacji – a więc na zmianie cen przez poprzednie 12 miesięcy.

Inflacja nie będzie jednak rosła w nieskończoność. Nastąpi moment – za miesiąc, za rok, za dwa – że się ustabilizuje, a potem może nawet zacząć spadać. I wtedy przyjdą prawdziwe żniwa dla tych, którzy zdecydowali się na kupno tych instrumentów. Dlaczego? Bo inflacja będzie coraz niższa, a oprocentowanie obligacji będzie oparte na inflacji przeszłej (plus marża). A więc jest szansa na to, że zagwarantujemy sobie przez najbliższe kilka lat regularne realnie dodatnie stopy zwrotu.

Czego sobie i Państwu życzę.

Źródło zdjęcia: geralt/Pixabay

Subscribe
Powiadom o
23 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Stef
1 dzień temu

RPP będzie miało dylemat :
1. Podnosić dalej stopy w ślad za FED czy
2.ppzwalac złotówce się osłabiać powyżej 5 zł do USD, CHF, Euro.?

Co do mieszkań wystarczy porozmawiać z kimś znajomym kto pracuje w biurze sprzedaży. Sprzedawało się 10 mieszkań na tydzień teraz 2.
W krótkim terminie ceny spadną bo to co zaczęto budować od grudnia wogóle się nie sprzedaje.

Jak wróci zdolność kredytowa 2025-26? to ceny pójdą do gory, bo na rynku pierwotnym nie będzie czego kupować.
Ps
Jak ktoś chce teraz kupić nowe, gotowe mieszkania to wystarczy rozejrzec się za cesją.

Piotr
1 dzień temu
Reply to  Stef

I kto będzie kupował niż z początku wieku dziedziczący po wymierającym wyżu powojennym:-)

Piotr
1 dzień temu
Reply to  Stef

„W krótkim terminie ceny spadną”
Ta, jasne. Słyszę takie teksty od co najmniej kilku miesięcy i nadal jakoś nie spadają. Może co najwyżej nie rosną. Deweloperzy po prostu nie będą budować tyle co wcześniej, aby zmniejszyć podaż i utrzymać wysokie ceny.

Stef
21 godzin temu
Reply to  Piotr

Deweloper R.. yg, Kup mieszkanie 2 pok( wg cennika od 363 000) dostaniesz miejsce postojowe gratis. To już ponad 8% spadku ceny.

Piotr
16 godzin temu
Reply to  Stef

A gdy za miejsce postojowe trzeba było płacić, to ile wynosiła cena mieszkania? 🙂 Deweloper mógł je wrzucić (tj. podnieść) w cenę nieruchomości, aby zwiększyć atrakcyjność oferty „darmowym” miejscem postojowym.
Na rynku mieszkań w moim mieście (stolica jednego z powiatów w woj. opolskim) sytuacja jest taka, że ceny rosną nadal. Pierwsze dwa kwartały 2022 to ceny w przedziale ok. 6500-6800 / m2 już trwających inwestycji. Natomiast dwie najnowsze, które wystartowały w lipcu i wrześniu, to ceny odpowiednio 7500 i 8000 / m2. Spadków nie ma. Ba, nawet znaczącego wyhamowania nie widać.

Dominik
1 dzień temu

„Inflacja nie będzie jednak rosła w nieskończoność.”

Nie musi rosnąć w nieskończoność. Wystarczy 2-3 lata i zaora wszystkie oszczędności i ludzie będą startowali od zera, o ile ktoś przez następne 10 lata zaufa systemowi.

Admin
1 dzień temu
Reply to  Dominik

Słuszna uwaga 🙂

Gregor
1 dzień temu

A co jeśli kurs złotówki będzie dalej spadał? Co z tego że oprocentowanie detalicznych obligacji będzie na poziomie 25%, jeżeli spadek wartości złotego w stosunku do Euro i Dollara wyższy?

Admin
1 dzień temu
Reply to  Gregor

Niestety, w grze jest i taki scenariusz

Mariusz
1 dzień temu
Reply to  Gregor

To załamie rynek długu zagranicznego Polski: gwałtownie spadający kurs PLN wyczuli zagranicznych posiadaczy obligacji polskich denominowanych w EUR lub USD do sprawdzania regularnych wpływów odsetek i żądania od nowych emisji dodatkowo premii za zwiększone ryzyko. Konieczność wykorzystania rezerw walutowych do spłaty odsetek od długu spowoduje podatność złotówki na ataki spekulacji dużych graczy. Co jeszcze osłabi PLN i możliwości spłaty długu i Polsce będzie grozić niewypłacalność wobec zagranicznych posiadaczy obligacji.

Jarek
21 godzin temu
Reply to  Gregor

To zalezy do czego ci ta waluta? Masz zamiar wydac kase na podruze to rozumiem, jesli jednak kurs walut bierzesz pod uwqge jedynie jako argument na to ze bedzie drozej w kraju, to wlasnie do tego sa te obligacje ktore najlepiej choc nie idealnie ochronia przed inflacja.

Ppp
1 dzień temu

Trochę mnie dziwi ten podział na inflację bazową i ogólną.
Raz: mnie, jako „drobnego inwestora prywatnego” interesuje inflacja CPI i do niej odnoszę notowane stopy zwrotu.
Dwa: sytuacja, gdy inflacja bazowa rośnie a CPI spada/stoi w miejscu jest chyba wielką rzadkością. Zwykle chadzają jednak w tych samych kierunkach, choć z różną prędkością.
Wychodzi zatem na to, że przy inflacji dobre jest inwestowanie w surowce. A jeśli czasem nie jest, to w wyniku krótkich zaburzeń bez znaczenia dla długoterminowego inwestora.
Pozdrawiam.

Paweł
1 dzień temu

Mogę skrócić artykuł, jeśli komuś nie chce się czytać:
Jakie inwestycje najlepiej chronią przed inflacją?
Nie wiem.

Paweł
1 dzień temu

Przeczytałem – dlatego streszczam 🙂 Problem polega na tym, że wszyscy szukają złotych środków, wymyślają coraz to różniejsze analizy, przywołują historyczne rezultaty – a odpowiedź jest prostsza niż się wydaje – „nie wiem”. I nikt tego nie wie. Oczywiście można sobie spekulować (ewnetualnie zagrać i wygrać w lotto – cóż za zwrot z „inwestycji”) – ale spekulacja to jest bukmacherka. Najlepszy sposób na inflację ? Zdywersyfikowany portfel i trzymanie się swojej własnej długofalowej i mądrej strategii. Nie ma się co oszukiwać w krótkim terminie wszyscy inwestorzy przegrają (oczywiście nieliczni spekulanci trafią i będą pisać jacy są wspaniali – po fakcie).… Czytaj więcej »

Józef
1 dzień temu
Reply to  Paweł

Odpowiedź jest na końcu artykuły „detaliczne obligacje skarbowe indeksowane inflacją”

Waldek
1 dzień temu
Reply to  Józef

No chyba że nam się państwo wywali na pysk, to z obligacji nic nie zostanie…

Paweł
18 godzin temu
Reply to  Józef

Niestety, nie. Co, jeśli dzisiaj kupisz obligacje a za rok inflacja będzie np. 1% ?

Jacek
1 dzień temu
Reply to  Paweł

Inwestycja w siebie.

Piotr
18 godzin temu
Reply to  Jacek

Co wy wszyscy ostatnio z tym „inwestowaniem w siebie”? 🙂 Jeżeli ktoś ma powiedzmy kilkadziesiąt tysięcy oszczędności to ma za nie wszystkie nakupować sobie kursów i podyplomówek? Czy wszczepić sobie tytanowe kości? To nie Cyberpunk 2077, że inwestujemy w rozwój postaci, kupujemy statsy, a potem pomimo wyzerowania konta będziemy dyskontować zyski. Jak ktoś odkłada na mieszkanie albo dobre studia dla dziecka to ma problem jak to ochronić, a nie na co powydawać.

Mariusz
1 dzień temu

W 1963 roku istniało zabezpieczenie antyinflacyjne a mianowicie złoto i dolary USD i obecnie to też dobre instrumenty antyinflacyjne. Tylko że w 1963 r. za posiadanie dolarów groziło więzienie za działalność wrogą ludowi pracującemu. Ja widziałem opracowanie odnośnie hiperinflacji i w jej przypadku tylko dolar USD wychodził zwycięsko. Osobiście dziwi mnie ten owczy pęd do USD choć w ciągu 3 lat nadrukowane zostały tryliony USD a w Szwajcarii zapowiada się oszczędzać energię w zimie a mimo to tylko te dwie waluty szybują w górę.

Seba
1 dzień temu
Reply to  Mariusz

Masz rację waluty twarde złoto i srebro raczej w recesji będą się oslabiac ale na ich plus jest wyceniane w dolarach, dolar i frank będą się umacniać do końca roku zbiegnie się to z dołkiem bessy na wigu waluty wejdą w trend boczny lub osłabia się trochę zbiegnie się to z początkiem nowej hossy ale po wyborach się zacznie potężna inflacja i potężne osłabienie złotego cały cykl skończy się hiperinflacja około roku 2028 -2029.

Jarek
21 godzin temu

Ciesze sie ze dotarlo 🙂 Tak, ten procent na poczatku bedzie istotny dopiero w ostatnim roku. Dodam że ciekawa sytuacja bylo na początku tego roku to rząd dal z miesiaca na miesiac kolosalna w skali, podwyzke oprocentowania pierwszego roku na tych obligach, chyba ze 3% i ….. nieopłacalo sie sprzedać obligacji kupionych dwa miesiace wczesniej, taka była miesisieczna inflacja w tym okresie, a kusiło 🙂

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!