Powiedz pół prawdy, a potem zrób z tego reklamę. PZU wpuszcza w maliny

Firma ubezpieczeniowa PZU w swojej ostatniej kampanii reklamowej wykorzystuje autorytet jednej z największych gazet codziennych – „Rzeczpospolitej”. W spocie telewizyjnym widzimy gazeciarza, który roznosi wśród kierowców zakorkowanego miasta, że według gazety to PZU ma najtańsze polisy ubezpieczeniowe dla nowych samochodów. Kierowcy, którzy nie dowierzają, dostają do ręki od gazeciarza egzemplarz „Rzepy”.

Kłopot w tym, że wyliczenie, na które powołuje się PZU, nijak ma się do rzeczywistości. Z danych opublikowanych w „Rzepospolitej” wynika, że mógłbym np. ubezpieczyć w Warszawie nowe auto Nissan Note za 379 zł (chodzi o „gołą” polisę OC, bez auto-casco i assistance). Zadzwoniłem na infolinię PZU i poprosiłem o takie ubezpieczenie dla tego właśnie samochodu.

Podałem, że jest to 5-drzwiowy hatchback, z silnikiem benzynowym 1,6 l, dopiero zarejestrowany. Poprosiłem o polisę bez żadnych ulg i zniżek. Pani z infolinii zastrzeliła mnie ceną… 2117 zł. Za samo OC! Do podawanej w „Rzepie” ceny 379 zł ta kwota nie jest podobna ani trochę. Tak samo zresztą, jak do sloganu z reklamy telewizyjnej.

Dlaczego PZU podaje w „Rzeczpospolitej” zaniżone stawki, a potem jeszcze reklamuje się w telewizji, wykorzystując autorytet gazety? Sprawie przyjrzał się branżowy portal „Dziennik ubezpieczeniowy”, z którego ustaleń wynika, że… nasz narodowy ubezpieczyciel zamiast zwykłej taryfy podał „Rzeczpospolitej” stawki dostępne u dealerów poszczególnych marek. A więc takie ubezpieczenie OC można w PZU dostać, ale tylko jeśli kupi się je w salonie, razem z samochodem.

Większość pozostałych firm ubezpieczeniowych podała stawki zwykłe, a nie „salonowe”. Na tej podstawie PZU wywiódł – i szeroko kolportuje wśród Polaków – wiadomość, że ma najtańsze ubezpieczenie dla nowych aut. To już nie pierwsza wpadka reklamowa PZU. O wcześniejszej czytaj w notce „Pyszczku, żądam rozwodu!”.

W odróżnieniu od „Dziennika Ubezpieczeniowego” nie obwiniałbym za tę dezinformację przede wszystkim „Rzeczpospolitej”. Ogólnotematyczne gazety, przygotowując rankingi, często opierają się – działając w dobrej wierze – na danych przesłanych im przez instytucje finansowe. Nie zawsze możemy sobie pozwolić na własnoręczne pozyskanie danych w ramach tzw. mystery shopping bądź wydzwaniania infolinii wszystkich firm oferujących daną usługę finansową. Czasem wyrywkowo weryfikujemy uzyskane dane, ale generalnie nie zakładamy, że bank lub firma ubezpieczeniowa celowo podadzą nam nieprawdziwe wiadomości, bo takie kłamstwo ma przecież krótkie nogi.

Kłopot w tym, że PZU zagrało nie fair i nie powiedziało gazecie całej prawdy (o stawkach w salonie i poza nim), a tylko pół prawdy. Ściślej pisząc: tę lepszą połowę. A potem, widząc, że manewr się powiódł, nasz narodowy ubezpieczyciel postanowił wpuścić w maliny nie tylko dziennikarzy, ale i – za pomocą prowadzonej z rozmachem kampanii reklamowej – również resztę narodu.

Czytaj też o reklamowych wojnach Link4 z agentami. Szczegóły w notkach „Zaskakująca przemiana z wilka w owieczkę” oraz „Link 4 i granice manipulacji”. Z kolei w notce poświęconej Liberty Direct przeczytasz, że firma poprawiła swoje reklamówki, by nie wprowadzały w błąd. Zaś konkurencyjna Axa ani myśli zmienić swojego sposobu reklamowania polis komunikacyjnych.

Wracając do sprawy reklamówki PZU: to jest właśnie to, co mi się najbardziej nie podoba u marketingowców. Wydaje im się, że mogą sobie tak bezkarnie pogrywać, a nabrani klienci z uśmiechem na ustach jeszcze im za to podziękują. Otóż nie podziękują, tylko w przyszłości będą się trzymać od takiej firmy z daleka. Ja też ubezpieczam co roku dwa samochody i od kilku lat wcale nie wybieram tej firmy, która jest najtańsza, tylko tę, która ma najlepszy serwis, uczciwie mnie traktuje i nie próbuje robić w balona przy każdej okazji. I jestem mojemu ubezpieczycielowi wierny, choć stawki ma niezbyt niskie.

Ostatnio, gdy ubezpieczałem samochód, brokerka próbowała mnie namówić na zmianę ubezpieczyciela. Niestety, wymieniła nazwę firmy, do której straciłem kilka lat temu zaufanie. I nawet gdyby mi dopłaciła, to nie ubezpieczyłbym w niej auta. Bo wiem, że takie ubezpieczenie jest nic nie warte. Poddaję tę myśl pod rozwagę wszystkim marketingowcom, którzy myślą, że jak nas zrobią w balona, to za pół roku o tym zapomnimy.

Przeczytaj też: „Dobra cena za polisę samochodowego OC to…”

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss