20 grudnia 2018

Postanowiłem kupić polisę na życie. I teraz już chyba wiem dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią się ubezpieczać

Postanowiłem kupić polisę na życie. I teraz już chyba wiem dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią się ubezpieczać

Wiem już dlaczego Polacy chętniej ubezpieczają samochód niż własne życie. Coś, co miało być czystą formalnością, w moim przypadku okazało się długim i bolesnym biegiem z przeszkodami. Bogatszy o te doświadczenia, z zakwasami, dzielę się z Wami bólem kupowania polisy ubezpieczeniowej

Postanowiłem ubezpieczyć się na życie. Dlaczego? Bo jest taki moment, w którym trzeba się ustabilizować, dorosnąć – zamienić koszulkę na koszulę, a trampki na pantofle. Myślałem, że nie ma nic prostszego, niż zakup polisy na życie. Ale srodze się pomyliłem.

Zobacz również:

Ostatnie tygodnie to seria zmagań z kilkoma firmami, które albo nie były zainteresowane robieniem ze mną interesów, albo próbowały wkręcić mnie w produkty, których nie chciałem, Od każdego z wysłanników firmy ubezpieczeniowej nasłuchałem się też o tym jak zła, beznadziejna i bezsensowna jest oferta konkurencji. Aż uszy bolały.

Postanowiłem opowiedzieć o swoim ubezpieczeniowym maratonie, a wnioski dla czytelników zawrzeć w kilku punktach, na które powinni zwracać uwagę wszyscy, którym do głowy przyszła myśl, żeby ubezpieczyć się na życie albo od poważnej choroby.

Tego tekstu miało nie być. Ale, niestety, być musi

Zacznę od kilku słów wyjaśnień – otóż nie planowałem tego artykułu. Czasami jest tak, że dziennikarz, na co dzień „prowokator”, który węszy w swoim imieniu, albo na prośbę czytelników w poszukiwaniu niedociągnięć, też musi iść do banku założyć konto, kupić telefon na abonament, czy w końcu się ubezpieczyć.

Dlatego opisanych poniżej historii nie należy traktować jak przekrojowego bilansu kondycji działających w Polsce ubezpieczycieli, czy rankingu jakości ich oferty. To moje subiektywne doświadczenia, zbierane nie z myślą o pisaniu artykułu. Ale gdy z każdym dniem przybywało materiału, pączkowała we mnie myśl, że chyba jest to temat, który – choć miał być moim prywatnym doświadczeniem – trafi na łamy „Subiektywnie o finansach”.

Nie będę podawał nazw firm, a agentów, którzy teraz pomyśleliby, że stracili czas i byli przedmiotem jakiejś dziennikarskiej prowokacji pragnę zapewnić, że ja na serio chciałem kupić polisę. I finalnie kupiłem.

Czytaj też: Siedem pytań, które musisz zadać agentowi, zanim kupisz od niego ubezpieczenie. Jeśli wymięknie…

Gdzie się kupuje ubezpieczenie na życie? Na pewno nie u Wujka Google’a

Poszukiwania swojej pierwszej „życiówki” zacząłem w internecie. Wydawałoby mi się to działaniem racjonalnym i rozsądnym, w końcu od 12 lat ubezpieczam samochód, i jak chcę znaleźć tańszą moto-polisę to albo korzystam z porównywarek albo obliczam sobie składkę online na stronie wybranej firmy.

Wszystko czego potrzebowałem, żeby się ubezpieczyć na życie to prosty „suwak”, w którym sam mógłbym wpisać mój wiek, sumę ubezpieczenia, czas trwania ochrony i wybrać opcje dodatkowe, np. od ciężkiego zachorowania.

Pierwsze podejście: wpisuję w Google frazę: „ubezpieczenie na życie, porównywarka”. Wyskakuje kilka ofert, klikam więc linki. Strona pierwsza – „prosimy, zostaw swoje dane, to oddzwonimy do Ciebie”. Żadnych szczegółów, żadnej porównywarki, tylko prośba o zostawienie namiarów. Nie lubię być oszukiwany, więc posłałem tę stronę w diabli.

Klikam drugi link. Tu już się zaczynają ankiety: na jaką kwotę chce się ubezpieczyć, terminowo, czy dożywotnio, jakie mam miesięczne wydatki, sytuację mieszkaniową. Przeklikanie się zajęło mi circa 6 minut. Nie byłoby to dużo, gdy nie okazało się finalnie, że było to 6 minut skradzionych z mojego życia.

Po ankiecie nie dostałem żadnych wyliczeń, czy – tak, jak tego oczekiwałem – propozycji różnych firm, tylko prośbę (żądanie?) o pozostawienie danych, a może ktoś do mnie oddzwoni. Nie wiem kto ani z jakiej firmy i w sumie po co, skoro nie podjąłem jeszcze żadnej decyzji. Na tę stronę również postanowiłem nigdy nie wracać.

Poszperałem jeszcze w internecie i odrobiłem lekcję pierwszą – ubezpieczenie na życie trudno kupić przez internet. A w każdym razie nie da się tego zrobić z pomocą Google’a. Może gdybym znał nazwy konkretnych firm ubezpieczeniowych, które oferują takie usługi… Ale – podobnie jak 90% klientów – nie znałem ich, więc zdałem się na wyszukiwarkę. Błąd.

Ubezpieczenie na życie – moje typy to…

Skoro nie Google to real. Ale żeby kupić polisę z głową – porównać warunki, ceny i wyłączenia we wszystkich poważnych firmach ubezpieczeniowych – musiałbym poświęcić pewnie miesiąc. Powiem szczerze: nie miałem ani czasu, ani ochoty się w to bawić, więc zrewidowałem plan działań: zawęziłem obszar poszukiwań.

Wytypowałem więc cztery firmy na podstawie własnego, prywatnego „rankingu wiarygodności” (ubezpieczycielu, warto mieć dobrą reputację). I postanowiłem sprawdzić ich ofertę na własna rękę. Dlaczego nie skorzystałem z oferty multiagencji, czyli takiego minimarketu ubezpieczeniowego, który ma w ofercie wiele produktów? Bo bałem się, że nie trafię do rzetelnej firmy, tylko do takiej, w której sprzedawca będzie chciał mi sprzedać polisę, od której ma największą prowizję.

Może padłem ofiarą stereotypu, może udałoby mi się trafić na rzetelnego multiagenta. Ale sporo w życiu się nasłuchałem o pośrednikach-naciągaczach. W Polsce klient nie płaci za doradztwo pośrednika, więc trudno wierzyć, że pośrednik będzie reprezentował interesy klienta. Choć pewnie wielu pośredników działa uczciwie. Nie miałem ani czasu, ani ochoty ani pomysłu jak takiego znaleźć.

Wybrałem więc cztery firmy ubezpieczeniowe. Ciekawi jesteście kogo będę prześwietlał? Tę informację zdecydowałem zachować dla siebie. Nie żeby była to jakaś tajemnica, po prostu chodzi o to, że to mój subiektywny wybór, a skoro tak, to nie wiem czy akurat wybrałem najlepiej – gdybym porównał ofertę wszystkich firm, albo chociaż 6-10 największych, z czystym sumieniem mógłbym Państwu napisać – że firma X jest najlepsza pod jakimś tam względem, a firma Y pod innym.

Uznałem, że najlepiej je określić jako W, X, Y, Z, bo nazwy zakodowane kynologiczne typu „buldog angielski”,„amerykańska akita”, „owczarek niemiecki”, czy rudy kot, jak z reklamy, bo mogłyby to nakierować czytelników o kim mowa ;-). Dwie firmy to duże marki ubezpieczeniowe, jedną mniejszą i jedną bardziej elitarna, mająca opinię sprzedającej drogo, ale dobrze (nie, ta nie wygrała :-)).

Czytaj też: Ile naprawdę kosztuje chorowanie? I co zrobić, żeby kosztowało mniej? Te rady pomogą też… zdrowym

Czas zacząć show, czyli ubezpieczeniowy „Mam Talent”

Mimo że tego nie chciałem, musiałem zorganizować „casting”, czyli spotkać się z agentami każdej z firm. Wchodzę więc na strony firm i zostawiam swoje dane kontaktowe – obiecują oddzwonić. Firma W, X i Y kontaktuje się w mgnieniu oka. Z firmą Z nie ma żadnego kontaktu – trochę to dziwne, ale nie tracę nadziei.

Od pozostałych dzwonią pracownicy infolinii, którzy zadają standardowe pytania o imię, nazwisko i czego od nich chcę. Mówię – chcę się ubezpieczyć na życie, szukam prostego, produktu, żadnych quasi-inwestycyjnych rozwiązań. Pracownicy infolinii notują i mówią, że skontaktuje się ze mną agent z mojego rewiru. Każda z firm, co bardzo miłe, proponuje spotkanie w domu klienta, o dogodnej dla mnie porze.

Uwaga ogólna: muszę pochwalić ubezpieczeniowych szkoleniowców, bo wszyscy agenci, którzy mnie odwiedzili, zachowywali się podręcznikowo i zgodnie z regulaminami, regulacjami oraz rekomendacjami i dyrektywami. Każdy na wstępie zaczynał od opowiastki o wieloletnim dorobku i tradycji firmy oraz odpytał mnie – zgodnie z nową unijną dyrektywą – co do moich potrzeb ubezpieczeniowych. Jeśli chodzi o ofertę, bywało różnie, ale „formalnej samowolki” nie zanotowałem.

Polisa grupowa, ale tym razem będzie tylko dla mnie

Dzwoni agentka z firmy W. Choć mówiłem na infolinii, jakie produkty mnie interesują, to zaczyna w rozmowie przez telefon od jakiś dziwnych konstrukcji finansowo-ubezpieczeniowych, UFK, łączenie ubezpieczenia z inwestycjami. I że ma dla mnie ofertę indywidualną w cenie ubezpieczenia grupowego.

Jak to? – dopytuję się. „No tak, to taka oferta grupowa, tyle, że dla klientów indywidualnych. Opowiem panu o niej więcej na spotkaniu. To kiedy się widzimy?” – zapytała rezolutnie. Ubezpieczenie grupowe jak indywidualne? Nie potrafiłem sobie tego zobrazować podczas rozmowy telefonicznej, więc przed spotkaniem poprosiłem o przesłanie szczegółów na maila. Dużo liczb, w tym takich pięciocyfrowych, dużo haseł i takie smaczki:

„To oferta z szerokim zakresem ochrony w razie jakiegokolwiek zdarzenia. Ale proponuję połączyć dwie oferty, bardzo szeroki zakres ubezpieczenia w jakiejkolwiek sytuacji za niewielką składkę oraz UFK ze składką 20 zł, polisa bezterminowa i bardzo elastyczna”

Pracownica wystawiła swojej firmie jak najgorszą opinię, bo po pierwsze nie słuchała potrzeb klienta, który deklarował czego chce, a czego nie i dostał w rezultacie to drugie, a na dodatek twierdzi, że polisa chroni w razie „jakiejkolwiek sytuacji”. Ubezpieczenia chronią od różnych przykrych historii, które mogą nas spotkać w życiu, ale na pewno nie od „jakiekolwiek zdarzenia i jakakolwiek sytuacji”. Przykład? Jeśli pojadę na wojnę jako zawodowy żołnierz i zginę, zwykła „terminówka” nie zabezpieczy mojej rodziny.

To mogła być oczywiście kwestia indywidualna – trafił mi się taki, a nie inny agent tej firmy, możliwe, że z innym można by było porozmawiać merytorycznie. Ale ja nie mam czasu szukać w nieskończoność. – Dziękuję. Nie jestem zainteresowany – odpowiedziałem. Firma W skreślona.

Czytaj też: Ukąszenie pająka? Wizyta UFO? Oto śmiertelnie poważny ranking. Od czego warto się ubezpieczyć?

Wyszukana ochrona i komponent do śmierci. Czarne limuzyny  nigdy nie wychodzą z mody. Drogie polisy też

Z firmą Z ciągle nie ma kontaktu, więc zostawiam swoje dane na stronie jeszcze raz, może system czegoś nie załapał, może pomyliłem numer…? Oddzwania za to agent firmy X, umawiamy się na spotkanie, mówię, że interesują mnie klasyczne produkty ubezpieczeniowe – nie inwestycyjne.

Zupełnie przypadkowo wyjrzałem przez okno akurat wtedy, kiedy mój gość podjeżdżał pod dom. Moim oczom ukazał się tak imponujący model auta, że aż sprawdziłem jego osiągi w internecie. Zgodnie z cennikiem kosztuje 250.000-300.000 zł. Może był w leasingu? Może to firmowe? A może kupione za składki klientów? Rada dla agentów: nie podjeżdżajcie zbyt dobrymi autami do klientów, od których chcecie brać składki, bo budzicie pewne podejrzenia ;-).

A może nie powinno mnie interesować, czym się wozi po mieście pracownik firmy ubezpieczeniowej? Opowiedziałem tę historię koledze, który przypomniał mi anegdotę jak to robią londyńskim City. Że gdy na spotkanie przyjeżdża reprezentant firmy finansowej, który chce sprzedać swój produkt, to ma obowiązek albo wziąć taksówkę, albo wypożyczyć skromne auto. I generalnie wszyscy trzymają się tych reguł.

Niestety, agent z firmy X również nie przedstawił oferty, o jakiej mówiłem przez telefon: chciałem zwykłe ubezpieczenie, a dostałem produkt inwestycyjny. Na wstępie zamiast OWU dał mnóstwo papierów, na których pięły się w górę wykresy. Nie mówię, że polisa była zła – mówię, że nie było to to, czego szukałem – propozycja inwestycyjna, a nie ubezpieczeniowa.

Ale to pół biedy – cała bieda w tym, że nawet nie wiadomo jaka część składki tej polisy byłaby przeznaczona na ubezpieczenie, a jaka na inwestycje. Czy to zgodne z prawem? Podobno tak, bo produkt wymyka się prawnym definicjom.

Firma miała też ubezpieczenia „w starym, dobrym stylu”, ale – jak się okazało – dwa razy droższe niż o porównywalnym zakresie u konkurencji. Teraz już wiem z czego ufundowana została limuzyna agenta, który do mnie przyjechał. Nic tu po mnie, szukam więc dalej. Firma X skreślona.

Czytaj też: Jak wygląda takie ubezpieczenie premiujące zdrowy tryb życia? Oto przykład takiej polisy. To już działa!

Tak prosto, że aż podejrzanie

Tymczasem z firmą Z, na której stronie również zostawiłem swoje dane ciągle nie ma kontaktu. Mimo, że dla pewności wpisałem swoje namiary jeszcze ze trzy razy. Zapewne ktoś niecierpliwy mógłby uznać, że skoro oni nie chcą mieć klienta, to nie będzie się narzucał, ale ja schowałem dumę do kieszeni. Jak to się skończyło? O tym potem, bo w tzw. miedzyczasie przyszedł agent firmy Y.

„Panie Ireneuszu, stawiam sprawę jasno – jeśli ubezpieczenia na życie, to klasyczne terminowe, bez żadnych komponentów inwestycyjnych. Jeśli chce pan inwestować, to nie ze mną. Ja się zajmuję ubezpieczeniami”

– zaczął stanowczo agent. „Rany boskie, tego pana chyba nam podstawili, skoro mówi takie rzeczy” – wyszeptała żona, która w swojej pracy doktorskiej poddała wiwisekcji produkty ubezpieczeniowe. Agent, który sam z siebie, od progu proponuje klasyczny produkt czyst0-ubezpieczeniowy, stosunkowo nisko-prowizyjny? Niewiarygodne. Gdyby jeszcze okazało się, że ten agent przyjechał tramwajem, to uznałbym to za cud.

Firmy mają ciśnienie na sprzedaż produktów ubezpieczeniowo-inwestycyjnych, bo mają z nich wyższą marżę, a agent wyższą prowizję. A tutaj zwykła polisa bez dodatkowych komponentów. Umówiliśmy się z agentem na kolejne spotkanie.

Ale już to pierwsze było ciekawe. Jestem też bogatszy o płytsze lub głębsze prawdy życiowe, np. agent opowiedział mi o tym, że ubezpieczenie na wypadek mojej śmierci ma dać mojej żonie czas na znalezienie nowego partnera.  Przy sumie ubezpieczenia 50.000 zł trzeba szukać na gwałt. Za 100.000-200.000 zł kupuje się więcej czasu i szanse na upolowanie lepszej partii rosną. Sugestywne, nie powiem.

Czytaj też: W tych bankach kupisz polisę „nowotworową”. Ale czy warto z tej oferty skorzystać? Liczę

Czytaj też: PKO BP zaoferował swoim klientom polisę od raka. Sfinansuje nawet leczenie za granicą. Tylko czy takie polisy w ogóle mają sens?

Firma Z ciągle mnie olewa, ale ja się uparłem. Będę ich błagał

Niestety, firma Z, mimo, że bardzo nalegałem na kontakt, zapadła się pod ziemię. A ponieważ cieszy się dobrą reputacją, pomyślałem, że nie dam się zniechęcić i zadzwoniłem do oddziału w centrum Warszawy. Powiedziałem, że może i bym kupił u nich ubezpieczenie, ale pod warunkiem, że ktoś zechce się wreszcie ze mną spotkać. Podziałało.

Scenariusz się powtarza: „Pana potrzeby ubezpieczeniowe? Nikt nie oddzwonił? Ach, to wszystko wina nowego sprzedażowca” – wytłumaczyła agentka. Polisa była całkiem niezła, a rozmowa z agentką jeszcze lepsza, bo polegała na sianiu we mnie niepokoju co do jakości oferty konkurencji.

„Proszę pana, to nieprawda, że ubezpieczenie Y działa na wypadek każdego zachorowania – jak zawał to może i wypłacą 100% sumy polisy, ale nie dostanie pan pieniędzy za udar, czy nowotwór. Przecież ubezpieczalnia zbankrutowałaby, gdyby płaciła za wystąpienie każdej choroby opisanej w OWU. Niech pan zażąda na piśmie od agenta, że będzie tak, jak on mówi. Facet już nie przyjdzie”

– powiedziała moja rozmówczyni. Podobają mi się wstawki o żądaniu czegoś na piśmie. Bo makaron na uszy może nawijać każdy, ale jak jest coś na papierze, to raczej nie zginie, ranga tego co jest napisane rośnie, a jeśli ktoś mówi uczciwie, to czemu nie miałby się pod tym podpisać?

Nie wiem tylko czy rolą agentów jest podpisywanie się pod tym co mówią – to jak działa polisa opisane jest przecież w OWU, więc do tego OWU zajrzałem i przeczytałem newralgiczne fragmenty trzy razy. I muszę przyznać, że agentka nie mówiła prawdy, co potem delikatnie przyznała w mailu. Kto mieczem wojuje, od miecza ginie. Ja też mam pewne rzeczy na piśmie ;-).

Agentka w ogóle była jakaś podejrzliwa. Po spotkaniu przez telefon przekonywała mnie, że jestem pod wyraźnym (złym?) wpływem żony. No bo dlaczego ona porównuje definicje poszczególnych chorób? „Kto by to czytał! Pana żona nie wygląda mi na prawnika” – odpowiadała rezolutnie pracownica firmy Z.

Niestety, nie skorzystaliśmy z rekomendacji pani agentki, żeby przestać już czytać i przestać pytać. Z lektury wyszło nam, że zawał w firmie Z to nie to samo poważne zachorowanie, co w firmie X i Y. Więc tę ofertę też odrzuciłem.

Jakie ubezpieczenie na życie wybrać? Na co zwrócić uwagę?

Nie tego się spodziewałem po tych spotkaniach. Jeśli ktoś wierzy, że agent wyjaśni mu definicje z OWU, przedstawi najlepszy możliwe opcje, różne produkty, rzetelnie odniesie się do tego, co ma konkurencja, to może się rozczarować. Pewnie gdzieś są tacy „aniołowie”, może w ofercie dla VIP-ów, „z polecenia”, ale dla człowieka „z ulicy” jest krew, pot i łzy.

Finalnie wybrałem podstawowe ubezpieczenie na życie na 30 lat, a do tego dołożyłem ubezpieczenie na wypadek poważnego zachorowania i niezdolności do pracy. Poza tym zastanawiam się, czy by nie dokupić drugiej polisy, w innej firmie, która za śmierć uważa również terminalną chorobę.

Czas na rady dla Was. Czym się kierować przy wyborze polisy na życie? Najbardziej klasyczna umowa to taka zawierana na określony czas, np. na 20, 30, 40 lat. Im wcześniej się ubezpieczymy, tym niższą składkę zapłacimy, bo jesteśmy młodsi i zdrowsi. Ale jest limit – nie można być dłużej ubezpieczonym niż do jakiegoś określonego wieku – w różnych firmach ten limit jest ustawiony na różnym pułapie – może być np. 75-85 lat.

Na jaką kwotę się ubezpieczyć? Zależy jakie mamy zobowiązania (kredyt hipoteczny, gotówkowy, wykorzystany do końca limit w koncie), czy chcemy naszej rodzinie zapewnić komfort życia, porównywalny albo chociaż nie niższy niż obecnie? Powinniśmy przeliczyć miesięczne wydatki i na tyle oszacować kwotę ubezpieczenia ile chcemy dać rodzinie czasu na zwiększenie dochodów.

Kiedy się ubezpieczyć? Czy warto wziąć polisę już na studiach? Kto wtedy o tym myśli? 🙂 Kompromisem będzie start ubezpieczenia w chwili założenia rodziny lub/i zaciągniecia kredytu hipotecznego.

Czy składka zmienia się wraz z wiekiem? Składka jest co roku indeksowana (rośnie) co ma odpowiadać zmianie wartości pieniądza w czasie, czyli inflacji. Wraz ze składką rośnie wysokość odszkodowania. Oprócz tego, składka z tytułu polisy na wypadek poważnych zachorowań rośnie wraz z naszym wiekiem – co pięć lat o kilka, kilkanaście złotych w górę.

Czy chory może się ubezpieczyć? Tak, ale wtedy składka będzie większa, a jeśli np. chorujemy na serce to polisa nie obejmie kolejnego zawału albo jego konsekwencji. Jeśli nie ubezpieczamy się na jakąś astronomiczną kwotę, np. 1.500.000 zł wzwyż, ubezpieczyciele nie przeprowadzają badań medycznych, a jedynie ankietę co do stanu zdrowia. Na co chorujemy? Jak długo? Czy rodzice żyją albo w jakim wieku zmarli i dlaczego? I podajemy adres placówki medycznej, do której ubezpieczyciel będzie miał prawo zwrócić się zweryfikować naszą kartę.

Jeśli chorowaliśmy na jakąś wymienioną w ankiecie przypadłość, składka będzie większa zgodnie z większym ryzykiem. Ryzyko każda firma oblicza po swojemu, posiłkując się danymi statystycznymi. Ale uwaga! Jeśli okaże się, że minęliśmy się w ankiecie z prawdą, to zgodnie z prawem, firma będzie mogła odmówić wypłaty odszkodowania.

Co się dzieje gdy umowa terminowa wygasa? Umowa wygasa, a my zostajemy bez ubezpieczenia. Czy można je kontynuować i na jakich warunkach? To zależy od ubezpieczyciela. Można sobie wyobrazić taką sytuację – mam 30 lat, kupuję polisę na 20 lat. W 2038 r. polisa wygasa, więc chce nową – ale stawka dla 50 latka jest już 3-4 krotnie większa.

Ważne jest żeby polisa chroniła nas w najbardziej newralgicznych chwilach, gdy nie można sobie pozwolić na „życiowe zakręty”, czyli przynajmniej do czasu uzyskania przez nasze dzieci samodzielności, czyli mniej więcej 25 lat. Dla innych będzie to 20 lat. A inni? Cóż, oni nigdy nie dorosną ;-).

Uposażeni, czyli kolejka po pieniądze. Pamiętajmy żeby oprócz uposażonych podstawowych, którym przyznamy 100% lub po 50% wysokości odszkodowania, wskazać uposażonych zastępczych: czyli takich, którzy dostaną pieniądze, jeśli – odpukać w niemalowane drewno – ubezpieczony i uposażony/uposażeni zginą razem w wypadku. W innym razie wypłata odszkodowania odbędzie się na ogólnych zasadach dziedziczenia.

Polisa na wypadek ciężkiego zachorowania – na co zwrócić uwagę?

Do ubezpieczenia na życie można dokupic polisę od ciężkiego zachorowania. „Płaci” ona, gdy zdarzy nam się choroba i nie będziemy mogli pracować. Zapewnia pieniądze na leczenie, byt rodziny. Ale jak odróżnić porządną polisę od beznadziejnej?

Kluczem są definicje chorób. Pewnym memento była dla mnie historia czytelniczki, która wykupiła dwie polisy na raka. I gdy zachorowała jedna firma bez problemu wypłaciła odszkodowanie, a druga nie. Bo zgodnie z OWU guz był za mały o kilka milimetrów i nie spełniał definicji z umowy.

Dlatego definicje chorób to najważniejszy element (obok wyłączeń!), jaki powinniśmy czytać  w umowach przed ich podpisaniem. Jakie wnioski wyciągnąłem? Na przykład w jednej firmie śpiączka to stan, który trwa trzy miesiące. W innej miesiąc, ale musi kończyć się trwałym ubytkiem na zdrowiu.

Po drugie kierowanie się liczbą chorób objętych polisą bywa złudne. Zwykle jest ich 24 lub 36, a u niektórych nawet więcej. Ilość, nie równa się jakość – czasami to te same przypadłości, opisane w bardziej dokładny sposób. Kilkadziesiąt chorób to znowu nie aż tak dużo – można porównać zakres konkurujących polis.

Warto też zwrócić uwagę na to czy firma za daną chorobę płaci 100% kwoty ubezpieczenia, czy tylko ułamek, np. 60%, bo zawał był lekki albo 0% bo był ledwie zauważalny.

No i jest jeszcze karencja, czyli okres, w którym płacimy składkę, a ubezpieczenie nie działa. To zabezpieczenie na wypadek, gdyby klient wiedział, że jest chory, dobrał sobie polisę, licząc na pieniądze. Zwykle karencja trwa 90-180 dni.

Dlaczego to nie może być prostsze?

Teraz już rozumiem dlaczego Polacy nie chcą się ubezpieczać na życie. Pewnie na początku liczą, że jakoś to będzie, a potem – nawet gdyby chcieli wykupić polisę – zniechęcają podchody agentów, nie do końca uczciwe zagrywki, zawiłość definicji i totalny brak możliwości porównywania polis między sobą – tak bardzo są to skomplikowane produkty.

Z drugiej strony skoro polisa na życie, jest zawierana kilkadziesiąt lat, to nie możemy sobie pozwolić na zawieranie umowy ad hoc. Licząc lekką ręką musimy na to poświęcić dwa tygodnie, a może nawet miesiąc. Szkoda, że to nie może być prostsze. A może… może? Kochani agenci firm ubezpieczeniowych, dawajcie w komentarzach linki do Waszych najprostszych polis na życie. Takich, których warunków nie trzeba czytać przez tydzień. Ja już mam polisę, ale może któryś z moich czytelników chciałby unikąć traumy, którą ja przeszedłem, by ją nabyć.

źródło zdjęcia: PixaBay

Subscribe
Powiadom o
78 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Olek
1 rok temu

Rozumiem brak podania nazw firm, ale czy mogłby Pan podać ile w umowie którą Pan podpisał wynosi suma ubezpieczenia i wysokość składki? Chciałbym porównać to z moim ubezpieczeniem, możliwe że przepłacam i czas poszukać lepszej oferty 🙂

6 miesięcy temu
Reply to  Ireneusz Sudak

Panie Ireneuszu, jeśli zgodnie z tym co Pan pisze nadal Pan przepłaca – proszę o kontakt. Mogę Panu zaoferować polisę na życie ze znacznie lepszymi warunkami. Przykładowo suma ubezpieczenia 400 000 to koszt 122zł/mc. Pozdrawiam, Michał

3 miesięcy temu
Reply to  Ireneusz Sudak

Ten komentarz pisał Pan rok temu także uwzględniając to wyliczyłam polisę dla osoby w wieku 33 lat. Za 100 000 zł polisy na życie , umowa na 30 lat bez umów dodatkowych kosztowałaby Pana w tym momencie w MetLife 47,59 zł. Jeżeli Pan lub inna osoba jest zainteresowana proszę o kontakt 🙂 795358010

Anonim
2 godzin temu
Reply to  Karolina

prosze nie wprowadzac tworcy w blad. Jesli Metlife to smierc tylko i wylacznie wskutek nieszczesliwego wypadku…a nie w wyniku choroby lub innego zdarzenia…;/

Łukasz
1 rok temu
Reply to  Olek

Od jakiegoś roku mam życiowke pod kredyt w Pramerica. 500k na życie, w tym jest choroba śmiertelna, trwałe kalectwo, utrata samodzielności. Z dodatków ciężka choroba na 100k, szpital 100zl dzień i operacje na 10k. Skladka miesięczna 145zl. Ubezpieczylem się mając 30 lat na 40 lat, ale co 5 lat podnoszą składkę.

Zuzanna
1 rok temu
Reply to  Łukasz

Panie Łukaszu- proszę zwrócić uwagę na to, że w Pramerica- teraz Unum- obowiązuje jedna składka na wszystkie zdarzenia; oznacza to, że w przypadku wypłaty np. z tytułu poważnych zachorowań cała polisa się zamyka (proszę spojrzeć w polisę i OWU). Dodatkowo w przypadku choroby śmiertelnej Towarzystwo wymaga potwierdzenia od lekarza specjalisty, że pacjent nie rokuje przeżycia powyżej 6 miesięcy. Pytanie czy jakikolwiek lekarz wypisze takie zaświadczenie?

Paweł
6 miesięcy temu
Reply to  Zuzanna

Bzdura

Mariola
5 miesięcy temu
Reply to  Zuzanna

Co za bzdura. Tam nie ma takich zapisów.

Martyna
30 dni temu
Reply to  Zuzanna

Klienci Unum w swoich polisach mają wyszczególnione jaką składkę płacą za dany program (zarówno w przypadku programu głównego jak i dodatkowych). Programy te się łączą ale nie wykluczają, oznacza to, że jeśli doznamy inwalidztwa w następstwie poważnego zachorowania to Klient otrzyma wypłatę z programu głównego oraz dodatkowego i wtedy polisa się zamknie. Jeśli natomiast Klient otrzyma tylko i wyłącznie wypłatę z programu dodatkowego (np. poważne choroby, uszczerbki, pobyt w szpitalu) to program główny trwa dalej. Zamknięcie polisy następuje tylko w przypadku wypłaty świadczenia z tytułu programu glownego, czyli śmierci ubezpieczonego, inwalidztwa lub choroby śmiertelna.

Monika
1 rok temu
Reply to  Olek

Zapraszam do kontaktu… obadamy 😜

Michał
4 miesięcy temu
Reply to  Olek

Zapraszam, moze Pann porównać z moją ofertą 🙂

Zbigniew
1 rok temu

To co opisujesz pokazuje tylko, że regulatorzy w Polsce lub EU nie interesują się tym problemem. Wystarczy przecież odgórnie zestandaryzować podstawowe pojęcia, choroby i sprawa załatwiona. Jak były problemy ze zrozumieniem pożyczek i kredytów to wprowadzono RRSO i sprawa ,dla troche znających temat, załatwiona. Ja z tego odczytuje, że wszyscy (politycy) traktuja polisy na życie jako fanaberię i szary rynek. Będzie wielu poszkodowanych, zrobią raban i sprawy pójdą odpowiednim torem – tak niestety wszystko się kręci.

1 rok temu
Reply to  Zbigniew

Ale duża część tych problemów wynika właśnie z tego że regulatorzy interesują się problemem i wymuszają na ubezpieczycielach dodatkowe formalności, które zamiast realnie pomagać klientom, tylko przedłużają i utrudniają zawarcie umowy – przykład Analiza Potrzeb Klienta, która miała ukrócić misselling, a realnie i tak bez problemu można jej wyniki ominąć jednym oświadczeniem klienta.
Dodatkowo zawarcie polisy na życie w trybie online jest również mocno utrudnione, bo albo wymaga fizycznego podpisu klienta, albo jednoznacznego potwierdzenia tożsamości.

Niekompetencji agentów nie będę komentował, bo to już kwestie mocno indywidualne i „zależy na kogo się trafi”.

oko
1 rok temu

Serio nie rozumiem dlaczego nie ma nazw firm. Chodzi o to, że się nie będą tu reklamować? Chyba lepiej ku przestrodze napisać, która co robiła.

Admin
1 rok temu
Reply to  oko

Pół mnie Pana popiera, ale drugie pół mówi, że jeśli „pomiar” jest niemiarodajny/niereprezentatywny, temat dotyczy nie jednej firmy, która coś-tam skopała, tylko kilku, a jeszcze na koniec mówimy o prywatnej sprawie autora, to mogłoby to dać fałszywe wnioski o charakterze rankingu.

Marcin
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

To poprosimy o miarodajny test z np. 10 ubezpieczycielami – teraz jak już ma Pan ubezpieczenie to nie będzie prywaty

Admin
1 rok temu
Reply to  Marcin

Spróbujemy, chociaż porównywanie polis życiowych na pierwszy rzut oka przypomina mission impossible

Anna
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

Ależ Panie Macieju – Pan JEST od niemożliwych misji, co też co-i-rusz swoimi artykułami i interwencjami nam Pan i Pańska Ekipa udowadniają 🙂

Admin
1 rok temu
Reply to  Anna

Straceńczych i samobójczych

Jerzy
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

Pamiętajmy jednak, że blog nazywa się „subiektywnie o finansach”, a artykuł jest oznaczony, że reprezentuje opinię i doświadczenia autora, i nie jest naukowym testem dostępnych na rynku ubezpieczeń.

Anna
1 rok temu
Reply to  Jerzy

Popieram – jestem tego samego zdania.

Tomasz
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

Proszę napisać, kto jest autorem? Ireneusz Sudak, czy Maciej Samcik? Pogubiłem się. Pierwszego nie znam, drugi jest znanym „tropicielem” rynku finansowego.

Admin
1 rok temu
Reply to  Tomasz

Przecież jest obok tekstu wielkie zdjęcie człowieka 😉

sebastian
1 rok temu

mam dwie takie polisy i 28 lat. W tym roku PZU dało mi 1,75% indeksacji, metlife 5%, suma ubezpieczenia na start była podobna

Ala
1 rok temu

A propos samochodu, to przypomniało mi się jak mój brat w zeszłym roku dał księdzu po kolędzie mniejszą kwotę w kopercie niż zamierzał, jak zobaczył jakim samochodem przyjechał ksiądz. Czasami rzeczywiście lepiej nie chwalić się :-).

zgryźliwy_tetryk
1 rok temu

Świetny artykuł, brutalny realizm bez upiększeń.

Kamil
1 rok temu

MetLife na Życie, proste ubezpieczenie na życie. Tylko 3 wykluczenia.
Link do OWU poniżej (str. 6):
https://www.metlife.pl/content/dam/metlifecom/pl/pdf/owu—umowy-indywidualne/2017/pa450-a17_term-metlife-na-zycie_owu.pdf

Małgorzata
1 rok temu
Michał
1 rok temu
Reply to  Małgorzata

Szkoda, że nikt nie mówi że „ten” Prudential to nie „tamten” Prudential. Sam się dałem zmylić tymi ckliwymi reklamami z polisą sprzed kilkudziesięciu lat.

Paweł
1 rok temu
Reply to  Michał

Poproszę o rozwinięcie tej myśli. Który Prudential nie jest, którym Prudentialem i co to ze sobą niesie?

Michał
1 rok temu
Reply to  Paweł

Już się pogubiłem, który to który, ale sens tego jest taki, że ten co daje ubezpieczenia w PL ma bardzo mały kapitał i jest spółką zoo. Także w razie W i dużych ilości roszczeń może im zabraknąć kasy. Tak mi to tłumaczył doradca innej firmy i na początku myślałem, że to taki zabieg – no bo konkurencja. Ale później to samo powiedział mi niezależny doradca. Mi trochę wiedzy brak na ocenę tego samemu.

Paweł
1 rok temu
Reply to  Michał

Jako osoba znająca temat postaram się go wyjaśnić. Klient kupujący polisę w Prudential zawiera ją z Prudential International Assurance plc Spółka Akcyjna Oddział w Polsce. Taki stan ma miejsce od początku tego roku i jest reakcją firmy na Brexit. Wcześniej stroną umowy z klientem był Prudential Assurance Company Limited Spółka z o.o. Oddział w Polsce. Natomiast Prudential Polska Sp. z o.o., czyli jedna z dwóch spółek Pru w Polsce jest tylko dystrybutorem ubezpieczeń. Gwarantem świadczeń obecnie jest wspomniana powyżej PIA będąca w 100% własnością PAC. Także ostatecznym gwarantem wypłaty świadczeń jest spółka z aktywami przekraczającymi 200mld funtów (dane bodaj z… Czytaj więcej »

Michał
1 rok temu
Reply to  Paweł

Dziękuje za wyjaśnienie. Czyli nie do końca mówili prawdę agenci, nie zdziwiłbym się gdyby niezależny agent wcale taki niezależny nie był. Na szczęście u mnie powodem wzięcia ubezpieczenia w innej firmie nie było akurat to tylko cena.

z17
1 rok temu

Mimo wszystko, ja zacząłbym od KILKU multiagencji. Wystarczy powiedzieć, że NA RAZIE interesuje nas goła życiówka, ale nie wykluczamy tego, owego i tamtego, żeby agent zaczął strzyc uszami. „Na zachętę” może nam wtedy zaproponować dobrą życiówkę, na której co prawda wiele nie zarobi, ale zyska zadowolonego klienta, któremu potem sprzeda coś bardziej prowizyjnego. A przynajmniej będzie myślał, że sprzeda.

Ppp
1 rok temu

Założyć długoletnią lokatę lub kupić 10-letnie obligacje skarbowe.
Efekt końcowy w postaci „pieniędzy na pogrzeb” będzie ten sam – tylko zyski zostaną u właściciela pieniędzy, a nie będą paść ubezpieczyciela. A w dodatku będzie to o wiele prostsze od użerania się z agentami mającymi problemy ze zrozumieniem, co klient do nich mówi.
Oszczędności, to najlepszy rodzaj ubezpieczenia.
Pozdrawiam.

Olek
1 rok temu
Reply to  Ppp

No, ale to zadziała tylko jeśli już mamy te 100-200 tysięcy żeby założyć lokatę/kupić obligacje. Rozumiem, można odkładać po trochu – tylko co jeśli po roku odkładania przejedzie nas samochód, a tymczasem odłożone tylko 10 tysięcy? W takiej sytuacji ubezpieczenie chyba wygrywa…

Piotr
1 rok temu
Reply to  Ppp

Absolutnie
1. Utrata wartości pieniądza
2. Podatek belki
3. Prawo spadkowe – zawiłości zachowku
4. Ubezpieczenie np 500 tyś wypłacane na wypadek śmierci już po opłaceniu 1 składki

Michał
1 rok temu

Długo by opisywać moją historię z ubezpieczeniem na życie. Nie jestem zupełnie zdrowy, więc mieli ze mną problem. Ostatecznie dostałem ofertę z NN za 444 zł na kwotę 500 tys (tylko śmierć). To natomiast otworzyło mi oczy, jak wygląda prawdziwe ubezpieczenie na życie (ankieta, badanie, etc). I teraz nie mam wątpliwości, że to co wciskają banki dodatkowo do kredytu mieszkaniowego jest warte nic i moja rodzina otrzyma z tego równe 0.

Leszek
1 rok temu
Reply to  Michał

Banki zabezpieczają siebie, a nie kredytobiorcę. W razie czego, to i tak oni zgarniają ubezpieczenie, a nie rodzina kredytobiorcy. Zdziwko?

Michał
1 rok temu
Reply to  Leszek

Oczywiście skrót myślowy. Miałem na myśli, że ubezpieczyciel nic nie wypłaci czyli zobowiązania nie zmniejsza się.

6 miesięcy temu
Reply to  Michał

Panie Michale, pracuję jako pośrednik ubezpieczeniowy i jestem pewny że znacznie Pan przepłaca. Niezależnie od swoich schorzeń 444zł przy podanej sumie ubezpieczenia to bardzo wysoka składka. Jeśli nie ma Pan nic przeciwko to proszę o kontakt, postaram się pomóc w zaoszczędzeniu pieniędzy – z zachowaniem jakości umowy 🙂 Pozdrawiam, Michał

Piotr
1 rok temu
Reply to  Michał

Absolutnie PRAWDA

Normalny, poważny ubezpieczyciel wylicza ryzyko indywidualnie .

Wioletta Osiak
1 rok temu

Chętnie umówiłabym się z Panem na spotkanie. Reprezentuję małą firmę ubezpieczeniową, ale dobrze nasz szkolą. Dla mnie byłaby to lekcja. Rzadko spotyka się tak świadomych klientów.

1 rok temu

Trochę historii. Ubezpieczaliśmy się z żoną w NN w 1997. O agencie mogę powiedzieć same dobre słowa. Spokój, kompetencja , brak zbędnych niechcianych ofert. Takie czasy. Dziś juz u nich nie pracuje, Polisy na życie i dożycie były na 20 lat (dzieciaki juz dorosły i poszły do pracy). Kasę wypłacono nam rok temu. Było tego ok 90-95 tys. na osobę. Nowa agentka prowadząca to juz osoba z kompetencjami o niebo niższymi i nawykiem bezczelnego wpychania nam nowych ” superproduktów” , nawet się z lekka obraziła jak zdecydowania odmówiliśmy. Namawiam Was młodych – ubezpieczajcie się na życie (właściwie to zabezpieczenie dla… Czytaj więcej »

z17
1 rok temu
Reply to  Jacek

Jaka była pierwotna suma ubezpieczenia na tych dożyciówkach, z których finalnie zgarnął Pan z żoną po 90-95 tysięcy złotych? Ta opowieść brzmi bardzo niewiarygodnie, polisy na życie i dożycie mają za zadanie zwrot zwaloryzowanych składek po okresie ubezpieczenia i nie przynoszą kokosów (a wręcz przeciwnie). W 1997 roku zawierano je zwykle na sumę ubezpieczenia 10, 20 lub 30 tysięcy złotych, po 20 latach wyjmowano niewiele więcej. Nie znam nikogo z taką polisą z lat 90-tych o pierwotnej SU większej niż 50 tysięcy złotych , a korespondowałem z wieloma klientami różnych TU. Musieliście Państwo płacić bardzo wysokie składki, albo coś się… Czytaj więcej »

1 rok temu

Drogi redaktorze, sam jestem Agentem i zgadzam się w 100% z tym co Pan napisał, wybór polisy na życie, dostosowany do potrzeb, jest bardzo ważny i czasochłonny, osobiście zawsze na spotkaniu z klientem wyciągam komputer i razem z nim robię kalkulację kilku produktów, aby miał podgląd co ile kosztuje i co ma w zakresie ubezpieczenia, przestawiam wszystkie wykluczenia.
Podstawą pracy agenta jest zaufanie, którym zostaje obdarowany przez klienta. Dlatego mój apel to Agentów, bardzo proszę Was drogie koleżanki i koledzy bądźcie uczciwi i rzetelni, ponieważ psując swoją opinie, psujecie opinie całej branży… Nie róbmy sobie pod górkę.
Pozdrawiam wszystkich.
https://www.facebook.com/generaliFG/?modal=admin_todo_tour

1 rok temu

Dobry wieczór, Dobrze, że poruszył pan ten temat, czyli opisał własną drogę w procesie doboru polisy, finalnie ubezpieczając się na życie. Widzę, że zwracał pan uwagę na cały proces, od pierwszego wykonanego telefonu, po przez inne kryteria. Właśnie pana droga i tysięcy innych ludzi w końcu ubezpieczonych pokazuje, że nie ma jednego parametru. Zawsze jest tak, że opis i ocena człowieka jest zgodna z własną perspektywą, widzenia. Z jednej strony patrzy pan sucho na zakresy umów, opisy definicji, a z drugiej opisuje czysto ludzkie zachowania agentów, czyli ludzi. Pod lupę wziął działanie czy też nie, infolinii firmy ubezpieczeniowej. A na… Czytaj więcej »

Anna
1 rok temu

Szanowny Panie, proszę przyjąć wyrazy szacunku za podpisanie się pełnym imieniem i nazwiskiem, co wg mnie świadczy tyleż o Pańskiej odwadze cywilnej ,co i o renomie niniejszego bloga.A czynię to jako zwykła zjadaczka usług ubezpieczeniowych i bankowych (z uporem podkreślam też swoją awersję do słowa „produkt” w tym kontekście). Dziękuję za Pańskie komentarze z własnego zawodowego doświadczenia – są niezwykle instruktywne, przyznaję. A co się tyczy Pana wątpliwości co do samochodów ,ich cen i stosunku klientów,to …proszę nie tracić poczucia humoru i pozostać na kursie hhmmm … nieco frywolnym (tym ze związku między autem Autora i liczbą publikacji:sama przyjemność czytania… Czytaj więcej »

Admin
1 rok temu
Reply to  Anna

Przyłączam się do podziękowań i życzeń 😉

Piotr
1 rok temu

Irku

Wielki branżowy plus .

Dawid
1 rok temu

Tekst słaby jeśli idzie o merytorykę, wiedza nt. ubezpieczeń marna, informacje jakie Pan przekazuje nie są zgodne z rzeczywistością, a już porady prowadzą do nikąd. Jeśli tylko ma Pan ochotę chętnie się spotkam i obalę postawione tutaj teorię i pewnie zmieni Pan zdanie co do swojgo wyboru…. A na pewno poszerzy swoją wiedzę w tym zakresie- będzie korekta tekstu 😉

Admin
1 rok temu
Reply to  Dawid

Poprosimy jednak o cień konkretu 🙂

Jan
1 rok temu

Bardzo ciekawy artykuł i bardzo chętnie zapoznałbym się z głębszą analizą i wnioskami. Może z konkretnymi ofertami.

Admin
1 rok temu
Reply to  Jan
Dawid
1 rok temu

Nie wiem czemu Pan insynuuje że ktoś kto nie ma dzieci jeszcze nie dorosł, jest mnóstwa osób które mają inny pomysł na życie niż żona, dzieci, dom, drzewo. Dzielenie Polaków na sorty zostawi Pan lepiej rządowi

Wiesiek
1 rok temu
Reply to  Dawid

Gdzie tak jest napisane ? Po drugie primo jak ktoś nie ma uczących się dzieci to IMHO taka polisa jest po prostu niepotrzebna.

Przemo
1 rok temu

Oj, pamiętam jak w latach 90. dałem się wkręcić dwójce znajomych ludzi- agentów, w polisy na życie. Po latach przepraszali mnie i tłumaczyli, że faktycznie nie znali odpowiedzi na moje jakże trudne wtedy pytania o stosunek składki inwestowanej i przeznaczanej na ochronę. Wyszło oczywiście na moje…

Paul
1 rok temu

Powiem Wam tak, pracuje w ubezpieczeniach 10 lat. Sprzedaję głównie polisy majątkowe, jeśli życiówki, to tylko proste, bez UFK. Jeżdżę Volkswagenem Passatem za 18 tys. w kredycie. Dwie ulice dalej kolega ma multiagencję, która tylko życiówką się zajmuje, a głównie polisami inwestycyjnymi. On jeździ 2 letnim Lexusem, ale to ja wciąż widzę swoje odbicie w lustrze.

Admin
1 rok temu
Reply to  Paul

No właśnie…

Teresa
6 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

artykuł o ubezpieczeniach czy o gaentach? Jestem agentem, jeżdzę rocznym autem, które mi mąż sprezentował w leasingu ( wartość poczatkowa 170tys , mam dużą rodzinę,wożę trójkę dzieci i dużego psa). Kupił bo o mnie dba i chce ,żebym czuła się komfortowo,mam jeżdzić taksówką, kombinować,bo kogoś ratalna miłość mojego męża zaboli? serio? My tu jesteśmy ludzmi z conajmniej średnim wykształceniem( bo takie są ponoć wymogi)? Mnie jako agenta z ośmioletnim doświadczenim nie stać na lexususa, może dlatego,że nie sprzedaję inwestycji, tylko ubezpieczenia,…a moze nie. Ubezpieczenia i to świadomie, bo przyszłam do ubezpieczeń po śmierci młodej siostry i chciałam uświadamiać ludzi,ze warto… Czytaj więcej »

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss top-search top-menu