Pomylisz się o 3 gr., bank zażąda 27 zł. Podpadniesz skarbówce – dorzuci 210 zł

Swego czasu prowadziliśmy w „Gazecie Wyborczej” – wspólnie z moim redakcyjnym kolegą Maćkiem Bednarkiem – rubrykę pt. „Poczet głupich prowizji”. Projekt ten na tyle głęboko wrył się w Waszą czytelniczą świadomość, że do dziś przysyłacie mi swoje propozycje. Dziś dwie absurdalne opłaty bankowe, w tym jedna spotykana dość rzadko i jedna bardzo częsta, będąca wręcz podstawą zarobków prowizyjnych banków na kartach kredytowych. Zacznijmy od tej rzadszej. Otóż, jak wiadomo, urząd skarbowy ani ZUS nie cackają się ze swoimi podopiecznymi przedsiębiorcami, którzy nie zapłacą w terminie jakiejś-tam składki lub podatku. Odczekają chwilę, a potem od razu zajmują pieniądze na rachunku dłużnika. Pół biedy jeśli zajmują jeden, konkretny rachunek. Częściej mają kaprys zająć wszystkie, tak na wszelki wypadek. Gorzej, że zajęcie rachunków powoduje nie tylko ściągnięcie z nich pieniędzy, ale też konieczność zapłacenia prowizji bankowej. Za udostępnienie naszych pieniędzy wierzycielowi banki liczą sobie słone prowizje. I bywają w tym często nadgorliwe. A nadgorliwość jak wiadomo jest gorsza, niż…

Napisał do mnie pan Karol, długoletni klient Kredyt Banku, drobny przedsiębiorca posiadający konto Ekstrabiznes. „Prowadząc firmę w Polsce, zwłaszcza z dużymi kontrahentami – zapewne niejednemu przedsiębiorcy zdarzyło się nie otrzymać płatności w terminie, co przekłada się na późniejsze zaległości chociażby względem Urzędu Skarbowego. Wówczas instytucja państwowa lub urząd zwyczajowo przesyła tytuł egzekucyjny z zajęciem rachunku. Przesyła ów tytuł do banku przedsiębiorcy (a proszę wierzyć – potrafią to zrobić już po 30 dniach od upływu terminu płatności). Akurat tak się stało w moim przypadku. Do mojej placówki banku przesłano z Urzędu Skarbowego aż osiem tytułów egzekucyjnych – często na niskie kwoty. Przy okazji okazało się, że Kredyt Bank tak zmienił taryfę opłat i prowizji, że pobiera opłatę za „przyjęcie do realizacji tytułu wykonawczego” – za każdy tytuł z osobna – w wysokości 150 zł. Z dnia na dzień zostałem dłużnikiem Banku na kwotę 1200 zł!

Czytaj też: Bank naliczył odsetki od nieistniejącego debetu i zatrudnił BIK

Nie potrafię zrozumieć idei tej „usługi”. Działanie takie może nosić znamiona wyzysku zgodnie z Art. 388 Kodeksu Cywilnego. Klient jest niejako przymuszony do poniesienia tak wysokiej opłaty za czynność banku  – by szybko móc odblokować rachunek i dalej spokojnie prowadzić działalność gospodarczą. Uważam, że w erze sądów elektronicznych, gąszczu opłat administracyjnych, stref parkowania, każdy może stać się w pewnym momencie ofiarą sideł zastawionych na klienta przez bank. Wystarczy nieodebrana o czasie korespondencja, by szybko znaleźć się w tarapatach” – pisze pan Karol. Oj, coś w tym jest. Rzeczywiście kredyt-bankowe sidła są bardzo niebezpieczne, bo wystarczy nie zapłacony w terminie 50-złotowy mandat, by nadziać się na następujący pakiet opłat: „Przyjęcie do realizacji tytułu wykonawczego lub dokumentu mającego taką moc – 150 zł” oraz na dokładkę „Realizacja tytułu wykonawczego lub dokumentu mającego taką moc – 60 zł”. W sumie – 210 zł. Kredyt Bank reklamuje się jako „bank z zasadami”, ale zapomniał chyba dodać, że są to zasady bardzo surowe. Choć znam bank, w którym prowizja za przelew jest ustalana według zasady, że sky is the limit!

Nie wiem czy wysokości opłat nie powinien się przyjrzeć Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, bo każda prowizja bankowa powinna być jakoś-tam związana z nakładem pracy pracowników banku, potrzebnym do wykonania określonej czynności. A to wygląda na bezwzględne dojenie klienta. Owszem, klienta, który nie wykazał się zbytnią rzetelnością i który nie wywiązał się ze zobowiązania (bo zajęcie komornicze wskutek wystawienia tytułu wykonawczego nie następuje tak od razu, następnego dnia po tym, jak ktoś nie zapłaci jakiejś należności – na to trzeba porządnie zasłużyć). Nie sądzę jednak, by bank był instytucją, która powinna dodatkowo łoić klienta za to, że zawinił wobec innej instytucji. A prowizje w wysokości łącznie 210 zł za realizację zajęcia komorniczego wydają mi się wzięte z kosmosu.

Czytaj też: Nieuważni klienci i sprytne banki, czyli podwyżki last minute

Nieco inny charakter ma druga z prowizji, która zabolała inną moją czytelniczkę, panią Izę. Rzecz dotyczy karty kredytowej, która jest bardzo fajnym wehikułem finansowym, pozwalającym płacić za różne rzeczy na rachunek banku, ale fajność ta kończy się z chwilą, w której nie spłacimy zadłużenia przed końcem tzw. grace period, czyli okresu darmowego kredytowania. „Jestem klientką Polbanku. Wiele razy mi ciśnienie podnieśli, ale czara goryczy się przelała niedawno. Mając kartę kredytową wiem, że zasada jest taka, iż jeśli spłacę całe zadłużenie za dany miesiąc w terminie podanym przez bank, to odsetek nie zapłacę. I dostałam wyciąg z dnia 25.12.2011 r. z kwotą do spłaty 1203,53 zł i terminem spłaty 19.01.2012 r. Spłaciłam dokładnie 19.01.2012 kwotę 1203,50 zł”. Czytelniku, znajdź różnicę na obrazku. Zgadłeś: „Pomyliłam się o trzy grosze. Jednak banku nie interesuje to, że ponad 1200 zł spłaciłam, tylko ucieszyli się, że nie spłaciłam całej kwoty. Zatem naliczyli mi odsetki nie od niezapłaconych trzech groszy, a od całej kwoty do spłaty czyli od ponad 1200 zł. Za trzygroszową pomyłkę zapłaciłam 27,22 zł. Dziś jest sobota, w poniedziałek ruszam do placówki Polbanku, aby rozstać się z nimi raz na zawsze…

Piszę do Pana bezpośrednio po rozmowie z pracownikiem Polbanku, więc jestem jeszcze świeżo rozgoryczona. Samo napisanie paru słów do kogoś, o kim wiem, że mnie zrozumie, poprawiło mi humor. Męża nie ma w domu, bo bym się jemu wyżaliła i Panu bym d… nie zawracała :))” – kończy pani Iza.  Cóż, blog „Subiektywnie o finansach” zapewnia wszechstronną pomoc, może również zastępować mężów, partnerów oraz kochanków w ich statutowych obowiązkach. :-). Nie zastąpi natomiast banków w pisaniu listów miłosnych. A co do opłat za kartę, to niestety rzeczywiście tak to wygląda i to we wszystkich bankach. Jeśli nie spłaci się długu, odsetki polecą od całości. Sam się raz na to nadziałem, kiedy z powodu nawału pracy nie zdołałem rozliczyć na czas wszystkich kart kredytowych. Kosztowało mnie to 150 zł. Posiadaczom kredytówek radzę więc ustawić sobie w telefonie powiadomienie z informacją dotyczącą terminu spłaty kart. No i sprawdzić trzy razy czy jakieś grosiaki się Wam nie omsknęły. A jeśli się omskną, to pierwszej pomocy, wsparcia i pocieszenia udzieli Wam – drogie Czytelniczki – nie mąż, partner lub kochanek, lecz blog „Subiektywnie o finansach”! 

”SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” JEST NA FACEBOOKU! Chcesz podyskutować o ofercie swojego banku lub zobaczyć co myślą na jej temat inni? Albo zapytać czy warto uciec do konkurencji? Zajrzyj na stronę „Subiektywnie o finansach” w Facebooku, zarejestruj się jako fan blogu i weź udział w dyskusji. Możesz też zgłosić własny temat, opowiedzieć co Cię spotkało w banku lub zapytać mnie o radę. Zapraszam!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss