8 lutego 2018

Komedia omyłek i absurdalny wyrok. Ubezpieczyciel już leżał na deskach i błagał o litość, gdy…

Absurdalny finał sporu o polisę inwestycyjną. Ubezpieczyciel był gotów oddać klientce wszystkie wpłacone pieniądze, byle tylko nie doszło do procesu. Ale proces był. A sąd…

 

Komedia pomyłek – tak można określić jednym słowem historię, którą Wam dziś opowiem. Nie sądziłem, że dziś – w czasach, gdy klienci seryjnie wygrywają spory o polisy inwestycyjne, może się jeszcze zdarzyć taki wyrok. A zwłaszcza w sporze o polisy typu Pareto, których zła sława jest znana w sądach jak kraj długi i szeroki.

Pani Iwona (imię zmienione) w 2015 r. złożyła w sądzie pozew przeciwko firmie ubezpieczeniowej Europa i zażądała zwrotu ponad 60.000 zł wraz z odsetkami liczonymi od 2012 r. Przedmiotem sporu byla jedna ze słynnych polis ubezpieczeniowych typu Pareto, a konkretnie Pareto New Frontier II, którą „uszczęśliwił”  klientkę sprzedawca z Open Finance. Wartość inwestycji miała się opierać na bliżej nieznanym indeksie BNP Paribas NF8Europe Excess Return

Od razu na starcie pani Iwona musiała zapłacić ponad 30.000 zł, a potem co miesiąc 880 zł (przez 15 lat). Sprzedawca naściemniał pani Iwonie, że z zysków z polisy spłaci kredyt hipoteczny. I przedstawił wyliczenia, że ten indeks od 1995 r. rósł średniorocznie o 9%. Sprzedawca zapomniał powiedzieć, że to nie są dane historyczne, tylko… symulacje.

Czytaj też: Wygrał w sądzie 46.000 zł, lecz prawnicy banku chcieli go wykiwać. Ale napatoczyli się na kontrę. Brawo!

Czytaj też: Problem z bankiem i ubezpieczycielem? Prawnicy polecają ten sąd. Często się wygrywa

Czytaj też: Szary konsument bez prawnika kontra machina prawnicza ubezpieczyciela. Klient bez szans? No to posłuchajcie

Ubezpieczyciel błaga o litość, ale klientka nie bierze jeńców

W 2013 r. pani Iwona zorientowała się, że coś tu nie gra i – mimo, że produkt był objęty ochroną kapitału z datą końcową (czyli za 15 lat klientka otrzymałaby nominalnie przynajmniej tyle, ile wpłaciła) – zażądała jego likwidacji. Europa wypłaciła 10.000 zł. Klientka postanowiła powalczyć o więcej i poszła do Rzecznika Ubezpieczonych (dziś występującego już pod „marką” Rzecznika Finansowego).

Interwencja była nader skuteczna, bowiem już sama groźba procesu z klientką spowodowała, że Europa postanowiła pójść na ugodę i to daleko idącą. Zaproponowała mianowicie pani Iwonie wypłatę 60.000 zł, o ile klientka zrzecze się dalszych roszczeń i podpisze klauzulę o poufności (czyli nie będzie komentowała sprawy publicznie, np. w mediach społecznościowych). To był klasyczny knock-down, w którym ubezpieczyciel rzucał biały ręcznik na ring.

Pani Iwona postanowiła jednak nie mieć litości i… odrzuciła propozycję ugody, składając mimo wszystko pozew w sądzie i żądając nie tylko zwrotu wpłaconych pieniędzy, ale i odsetek ustawowych. Dlaczego nie wystarczyło jej odzyskanie „gołych” 60.000 zł i była gotowa ponieść koszty procesu sądowego, by walczyć o więcej? Pani Iwona tłumaczy to tak:

„Za ujawnienie informacji dotyczących tej ugody miałam zapłacić karę i to bardzo wysoką – 120.000 zł (po połowie dla firmy ubezpieczeniowej i Open Finance). Taka była treść ugody, nienegocjowalna według towarzystwa. A ja udzielałam się wówczas na forach internetowych w sprawie polis. To tam dowiedziałam się na czym polega ten produkt i jakie powinnam podjąć kroki. Wystąpiłam na drogę sądową również o zwrot odsetek ustawowych czyli – razem z kapitałem – ok. 90.000 zł”

Długo wydawało się, że ryzyko się opłaci. Sąd pierwszej instancji przyznał pani Iwonie rację. Co prawda nie zgodził się z roszczeniem unieważnienia umowy ze względu na wprowadzenie klientki w błąd, ale przyznał jej rację, że opłata likwidacyjna, pobrana po rozwiązaniu umowy (75%) to rozbój w biały dzień. A pisząc bardziej fachowo: wynik klauzuli niezgodnej z zasadami współżycia społecznego oraz nieuzasadnionej żadnym racjonalnym czynnikiem (np. kosztami ubezpieczyciela).

Sąd zauważył też, że indeks, którego wartość miała decydować o wartości polisy, opierał się „o czynniki niemające uzasadnienia w mechanizmach czysto rynkowych”. A więc nie wynikał ani z wyceny akcji, ani obligacji, ani z niczego, co dałoby się sprawdzić, zweryfikować, porównać. „Model inwestycji oferowany przez towarzystwo miał postać fikcyjną, albowiem nie posiadał odwołania do rynku realnego” – napisał sędzia.

Czytaj też: Jak odzyskać kasę z polisy inwestycyjnej, której nie objęła ugoda z UOKIK-iem? On zrobił tak. I wygrał!

Czytaj też: Włożyłeś/łaś pieniądze w toksyczną polisolokatę? Chcesz je odzyskać? Są aż trzy dobre wieści!

Zaskakująca apelacja. Wyrok jak wygrana w Lotto

Europa, nie mając już kompletnie nic do stracenia i chyba bez wielkich nadziei na sukces, złożyła apelację. I… nieoczekiwanie wygrała. Pani Iwona, nie dość, że została z niczym, to jeszcze musiała zapłacić ponad 8.000 zł kosztów procesu. Jak to możliwe, że karta tak fatalnie się odwróciła, zaś firma ubezpieczeniowa – już będąc na deskach po knock-downie – nagle odzyskała siły?

Okazało się, że sąd odwoławczy znalazł lukę w argumentacji pani Iwony. Mianowicie – jak stwierdził, powołując się na wykładnię Sądu Najwyższego – nie można orzekać ani ponad roszczenie powoda, ani „obok” tego roszczenia. Pani Iwona w pozwie żądała unieważnienia umowy ze względu na to, że została wprowadzona w błąd przez sprzedawcę. Ten zarzut upadł w pierwszej instancji.

„Całe postępowanie dowodowe było w kierunku ustalenia czy powódka była wprowadzona w błąd i czy skutecznie uchyliła się od skutków oświadczenia woli o przystąpieniu do ubezpieczenia. Sąd pierwszej instancji uwzględniając żądanie pozwu oparł się na okolicznościach faktycznych, które nie były objęte twierdzeniami strony powodowej, a przede wszystkim nie podał jakie dowody doprowadziły go do poczynionych ustaleń”

Sąd, „nie przesądzając o zasadności roszczenia opartego na zarzutach abuzywności postanowień umownych”, doszedł do wniosku, że pani Iwona nie odwoływała się do nich w swojej argumentacji, ani formułując roszczenie. I że sąd nie powinien ich z własnej inicjatywy wziąć pod uwagę.

Czytaj też: Kto by pomyślał? Wracają inwestycyjne „zgrzewki” ubezpieczeniowe. Polisa, fundusze i… ulga podatkowa w pakiecie

Czytaj też: Bankowiec pod przysięgą. „Te umowy były tak skonstruowane, że nawet my ich nie rozumieliśmy”

Czy sąd powinien stanąć po stronie konsumenta nawet jeśli on tego nie żądał?

Przyznam, że mam z tym orzeczeniem pewien problem. Może mam zbyt duże wymagania do elastyczności prawa, ale wydaje mi się, że jeśli do sądu zgłasza się pobity człowiek i mniej więcej wiadomo kto go pobił, to nie można uniewinniać agresora tylko dlatego, że ofiara zapomniała podać do protokołu, iż poza ciosem w nos dostał jeszcze „strzał” między żebra.

Sąd Okręgowy powołał się na konkretne orzeczenie Sądu Najwyższego z czerwca 2015 r. (V CSK612/14), iż „nie jest możliwe zasądzenie świadczenia na innej podstawie faktycznej, niż wskazana przez powoda”. Oraz że „obligatoryjną część każdego pozwu stanowi dokładnie określone żądanie oraz przytoczenie okoliczności faktycznych uzasadniających żądanie”.

Tyle, że z drugiej strony znam też orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 2013 r., z którego wynika, że „sąd powinien wykorzystać wszystkie możliwe środki, aby z urzędu uwzględnić niedozwolony charakter postanowienia umownego, nawet jeśli konsument tego aspektu nie podniósł na żadnym etapie procesu”.

Innymi słowy, według tego wyroku (C-397/11) sądy powinny eliminować brak równowagi istniejącej pomiędzy konsumentem a przedsiębiorcą, a to oznacza w praktyce badanie nieuczciwych postanowień umownych z urzędu, jeśli tylko sąd krajowy dysponuje niezbędnymi w tym celu elementami stanu prawnego i faktycznego.

Niewątpliwie pełnomocnik pani Iwony się nie popisał, ograniczając się do walki o unieważnienie umowy z powodu wprowadzenia w błąd (nota bene identyczny popełnił swego czasu najsłynniejszy polski frankowicz i teraz walczy o lepsze jutro w Europejskim Trybunale Praw Człowieka).

Ale kara wydaje się być zbyt surowa, biorąc pod uwagę, iż po drugiej stronie jest organizacja, która „wyprodukowała” toksyczny produkt i była gotowa w ramach ugody oddać wszystkie pieniądze, byle tylko nie doszło do procesu. Czyż nie jest absurdem, że ostatecznie to ona jest górą?

 

22
Dodaj komentarz

avatar
15 Comment threads
7 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
19 Comment authors
JassmokpodpisKlient czyli frajerSas Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
JW
Gość
JW

Niestety w populacji sędziów (podobnie jak w innych grupach zawodowych; podobno nie zależy to od kraju pochodzenia) jest kilkanaście % ludzi chcących i potrafiących pracować fachowo, rzetelnie i uczciwie, kilkadziesiąt % rzemieślników, pracujących od godziny do godziny ale bez szczególnego przykładania się i chęci do nauki, oraz jakieś kilkanaście procent zwykłych partaczy.
Widocznie klientka trafiła na któregoś z tej ostatniej grupy, kto nie słyszał o C-397/11, i że wyroki SN nie stanowią precedensu.
Tacy sędziowie powinni być zawieszani w czynnościach i kierowani na szkolenie w temacie, którego nie ogarnęli na czas. Odpowiednia petycja jest już w MS.
JW

Anba
Gość
Anba

Chytry dwa razy traci p??

Krzysztof A.
Gość
Krzysztof A.

Zmienione imię w jednym miejscu jest niespójne, czy aby nie jest to przeoczenie w anonimizacji? (komentarz nie musi zostać opublikowany, chciałem tylko zwrócić uwagę na potencjalne przypadkowe ujawnienie prawdziwego imienia)

Fabian
Gość
Fabian

Niezbadane są wyroki, zarówno boskie jak i sądowe…
Wygląda na to, że chcąc za wiele narażamy się na ryzyko. Można się łatwo potknąć, szczególnie że profesjonalizm wielu naszych mecenasów nie jest najwyższych lotów.

pozwalembank
Gość

Panie Macieju s-y-g-n-a-t-u-r-a sprawy !!!!
Co do reszty, to jak widać sądowych nielotów w togach mamy w nadmiarze. Z wpisu wynik, że sąd I instancji oparł wyrok na abuzywności.

Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem TSUE, sąd każdej instancji ma badać abuzywność z urzędu. To jest abc jeśli chodzi o ochronę konsumenta. Jak widać nieloty z Sądu Apelacyjnego wiedzą lepiej.
Ciekaw jestem nazwiska tego miszcza!

Mam nadzieję, że sprawa wyląduje w Sądzie Najwyższym.

Luke
Gość
Luke

I dlatego większości obywateli w Polsce „reforma” systemu sądownictwa w Polsce wisi. Przeciwnicy twierdzą, że będzie tragicznie. Może i tak, ale czy teraz jest dobrze? Więc jak ma się aktualny ch..wy stan ma zmienić na inny ch…owy stan to wszystkim to wisi. Gorzej raczej nie będzie. Znajomość europejskiego prawa jest znikoma, a nawet powoływanie się na nie jest niemile widziane. Wyroki SN, które mają decydować o liniach orzeczniczych są rozbieżne. Ba, rzecznik Finansowy pyta się sn czy „w momencie podpisania” znaczy „w momencie podpisania”. Bo sądy tego nie wiedzą. Absurd goni absurd i absurd jest normą.

mborus
Gość
mborus

Podoba mi się to: „Za ujawnienie informacji dotyczących tej ugody miałam zapłacić karę i to bardzo wysoką – 120.000 zł” – to ugoda była czy szantaż, bo nie doczytałem, okularów najzwyczajniej nie mam przy sobie Co do tak zwanego sądu, bo też nie doczytałem, może ja się mylę: „nie jest możliwe zasądzenie świadczenia na innej podstawie faktycznej, niż wskazana przez powoda” – czyli rozumiem, że fakty są nieistotne, ale biurokracja jest najnajnajważniejsza. Bo przecież sędziowie to mili, grzeczni, kulturalni, sprawiedliwi, prawi, oczywiście wykształceni ze wszech miar ludzie. A może to nie byli sędziowie (bo też nie doczytałem), ale widzowie „Sędzii… Czytaj więcej »

samozl0
Gość
samozl0

„jeśli do sądu zgłasza się pobity człowiek i mniej więcej wiadomo kto go pobił, to nie można uniewinniać agresora tylko dlatego, że ofiara zapomniała podać do protokołu, iż poza ciosem w nos dostał jeszcze „strzał” między żebra.” i tu się Pan myli. Sąd nie jest od wyszukiwania wszystkich grzechów oskarżonego. Jeżeli ktos pobił kobietę i ta go oskarżyła o pobicie, to czy sąd powinien przy okazji zajmować się alimentami na dziecko? Rozumiem, że nie każdy potrafi się wysłowić, a już szczególnie przenieść swoje myśli w formie pisanej, ale to nie znaczy, że sąd ma go w tym wyręczać. Jak się… Czytaj więcej »

mborus
Gość
mborus

„Sąd nie jest od wyszukiwania wszystkich grzechów oskarżonego”. A od czego jest sąd? Ma uczciwie i rzetelnie rozstrzygnąć. Według powyszego toku rozumowania, jeśli ktoś przyjdzie do sklepu i poprosi o śruby M8 i nakrętki M6, to nie jest rolą sprzedawcy podpowiedzenie, że może te nakrętki to M8 mają być. Po prostu ma mu wisieć. Czy ja dobrze rozumiem? Podobnie, jeśli na stację paliw podjeżdża ktoś z dieslem i prosi o benzynę to nie jest rolą sprzedawcy podpowiedzenie, że może jednak diesla nalać? Ma nalać benzyny i „nie jego brocha.” Jeżeli sądy rzeczywiście mają tak działać to czas przestać nazywać je… Czytaj więcej »

Piotr
Gość
Piotr

Porównanie do sklepu z nakretkami jest całkowicie chybione. Proszę zwrócić uwagę, ze klientów, którzy do takiego sklepu/sądu przychodzą jest dwoch (powód i pozwany), którzy mają sprzeczne interesy w rozstrzygnięciu sądu. Dlaczego sąd miałby podpowiadac powodowi, jak najlepiej sformułować żądanie pozwu? Proces sądowy to spór dwóch stron, który sąd ma tylko rozstrzygnąć. Z punktu widzenia procedury cywilnej każda strona ma równe szanse w obronie swoich racji. Do chwili wydania wyroku sąd musi być bezstronny.

Jas
Gość
Jas

Sąd ma sądzić przedstawione mu fakty. Jeżeli w pozwie nie było słowa o aktywności to sąd nie miał podstaw do jej oceny.. idąc tokiemntego rozumowania Sąd ma być prokuratorem, obrońcą, pełnomocnikiem powoda I nie wiem kim jeszcze.. przecież tą Pani miała profesjonalnego pełnomocnika.. takie działanie sądu wg. Mnie byłoby naruszeniem zasady równowagi stron. Z artykułu wynika że powód mówił tylko o oszustwie, nie kwestionować zapisów OWU , zate. Sąd nie powinien orzekać co.do treści OWU.

Cezary
Gość

Polska to kraj absurdu i to się raczej nie zmieni ;/

Marzena
Gość

Aż mi się krew gotowała jak to czytałam. Szkoda, że niektórzy w tym kraju mogą sobie pozwolić na dużo więcej.

dw
Gość
dw

A może chodzi o co innego. Zbliża się fala pozwów „frankowych”, lub raczej już jest i rośnie. Badanie abuzywności klauzul przez sąd z urzędu skończy się bardzo źle dla banków umoczonych w te kredyty. Również dotyczyłoby to nakazów zapłaty wystawionych przez banki. Może po prostu mamy do czynienia z następną próbą ratowania korporacji.

podpis
Gość
podpis

Fala? Nie zagalopowałeś się trochę z tym stwierdzeniem?

MW
Gość
MW

W dzisiejszych czasach orzeczenia sądów to loteria. Idziesz tam po wyrok, a nie po sprawiedliwość.
Ja miałem podobną sprawę z Generali. Chodziło o odszkodowanie po pożarze domu którego nie wypłacili. W pierwszej instancji sąd przyznał mi rację ale w drugiej przegrałem bo sąd zastosował bardzo podobną argumentację co w powyższym artykule. Nawet mój adwokat miał problem ze zrozumieniem o co chodziło w uzasadnieniu wyroku.
Po tej akcji przestałem wierzyć w polskie sądownictwo.
Może niektóre firmy mają jakiś abonament w sądach apelacyjnych?

Sas
Gość
Sas

Czy skoro w tej sprawie sąd rozstrzygał tylko o tym czy ubezpieczyciel wprowadził panią Iwonę w błąd i uznał, że nie, to czy pani Iwona może teraz wnieść nowy pozew w sprawie wpisania przez ubezpieczyciela do umowy klauzuli abuzywnej? Z argumentacji sądu wynika, że to dwie różne kwestie, więc i osobną sprawę można złożyć.

Klient czyli frajer
Gość
Klient czyli frajer

Sąd na siłę starał się znaleść dziurę w całym, pewnie był zmotywowany, może nawet wymiernie…
Obywatel jest w d… Polskiego sądu. Liczą się korporacje, znajomości itd.
Lepiej zgnoić obywatela niż narazić się oligarchą. I dodatkowo coś tam czasem wpadnie na „tacę”
Jakoś tak to mi wygląda. Kto da więcej?, a Ty obywatelu z czym do nas przychodzisz? -pyta nieomylny dziedzic piastowanego stanowiska

smok
Gość
smok

A czy może Pan podać, który to sąd i jaka sygnatura sprawy? Uzasadnienie wyroku jest informacją publiczną, wystarczy podać sygnaturę i sąd prześle zanonimizowane.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij

Gratulacje! Jesteś zapisany