18 października 2020

Polacy kochają grzyby i się nimi trują. Koszty społeczne większe niż „zyski”? A gdyby tak zakazać tego folkloru?

Polacy kochają grzyby i się nimi trują. Koszty społeczne większe niż „zyski”? A gdyby tak zakazać tego folkloru?

Dziwimy się, że Japończycy ryzykują życie jedząc trującą rybę fugu, a sami rok w rok na własne życzenie umieramy od zjedzenia trujących grzybów. We Wrześni zmarło już 6 osób po tym jak kupili od handlarza na targowisku muchomory sromotnikowe. Niektórzy pomocy szukają w aplikacjach, które sprawdzają „jadalność” grzybów, niczym Shazam rozpoznaje piosenki w radiu  – ale te są zawodne. W dodatku w pandemii stacje sanitarno-epidemiologiczne niechętnie badają przyniesione przez amatorów grzyby. Czy aby koszty społeczne grzybowego hobby nie przerastają zysków?

Grzyby to wielkie pieniądze i wielkie emocje. Polska jest jednym z największych eksporterów grzybów w Europie i nie chodzi wcale o uprawę pieczarek, ale o grzyby leśne. Statystycznie co drugi z nas choć raz w życiu był na grzybach. Niektórzy pierwszy i ostatni raz. Rocznie kilkadziesiąt osób zatruwa się grzybami i trafia do szpitala. Co najmniej kilkoro umiera. Przed pandemią grzyby można było zbadać w stacjach sanitarno epidemiologicznych. Dziś mają one na głowie walkę z epidemią koronawirusa.

Zobacz również:

Czy to nie powód żeby wprowadzić tymczasowy zakaz grzybobrania? Czy zbieranie grzybów nie powinno zostać – tak jak w przeszłości – usankcjonowane? Skoro jest karta rybacka, może powinna być karta grzybiarza? 

Czytaj też: Liczba wykrywanych przypadków Covid-19 rośnie, ale liczba umierających… spada. Czy wiosenny lockdown był błędem? Szwecja daje odpowiedź

Ruletka na targowiskach –  rynek wart 740 mln zł

Wraz z nastaniem jesieni pojawiają się informacje o kolejnych amatorach „owocników”, którzy trafiają na oddziały toksykologiczne i umierają. W tym roku zmarło już kilka osób, w tym 6 we Wrześni. Kupili oni grzyby na targowisku od lokalnego „eksperta”. Miały być gąski, a były muchomory sromotnikowe. Sprawę bada prokuratura.

Zbieranie grzybów to polska tradycja, ale też biznes. Rocznie eksportujemy kilkanaście tysięcy ton grzybów leśnych (pieczarek kilkaset tysięcy ton) na takie rynki jak Niemcy, Francja, czy Włochy. Z obliczeń Santandera sprzed kilku lat wynika, że przeciętne spożycie na rynku krajowym grzybów wyniosło ok. 3 kg na osobę, mimo, że grzyby nie mają zbyt dużo wartości odżywczych, a dzieci w ogóle nie powinny ich jeść. I nie chodzi tylko o to, że mają mało „witaminek”, ale żeby nie ryzykować zatrucia.

Ale gdy dla jednych grzyby to tylko weekendowe hobby, dla innych sposób na zarabianie pieniędzy. Sprzedaż grzybów pozwala podreperować budżet najuboższych mieszkańców wsi i miasteczek. Na przykład ceny borowików w skupie sięgają 17-25 zł. Pozostałych gatunków – kilka złotych za kilogram. To sprawia, że dla wielu osób zbieranie grzybów to dodatkowe źródło dochodów. Wartość rynkowa zebranych około 100.000ton grzybów to nawet 740 mln zł rocznie – wynika z szacunków Andrzeja Grzywacza ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

W Polsce do zbierania grzybów zachęcają przepisy, a raczej ich brak – lasy są państwowe, każdy może do niech wejść z koszyczkiem i zacząć zbierać grzybki (z wyjątkiem parków narodowych) w ilościach niemal hurtowych.  Według eksperckich szacunków około 90% amatorów grzybobrania robi to na własny użytek i traktuje to zajęcie jako tanią, tradycyjną formę rekreacji.  60% stanowi zbiór na własny użytek, 30% – skup do przerobu przemysłowego i na eksport, 10% to sprzedaż przydrożna i na targowiskach. 

Czytaj też: Zdrowe odżywianie to drogie odżywianie? Sprawdzam, ile kosztuje ekologiczny koszyk artykułów spożywczych. I kogo na nie stać?

Czytaj też: Będzie podatek od mięsa? W Europie zaczynają o nim dyskutować! Czy mięsożerność ludzi rzeczywiście pogłębia katastrofę klimatyczną?

Grzyb pozuje do zdjęcia – aplikacja rozpozna muchomora?

Z danych Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Poznaniu (to jednostka wyznaczona do monitorowania zatruć grzybami) wynika, że na początku lat 90. liczba przypadków zatruć przekraczała nawet 500 rocznie, od 2008 r. utrzymuje się znacznie poniżej 100.

Na przykład w 2019 r. grzybami zatruło się 27 osób – w tym 25 hospitalizowano.  W roku 2018 zanotowano 16 przypadków, w roku 2017 – 24, a w 2016 r. – 46 zatruć. Niemal wszystkie zatrucia to efekt spożycia, któregoś z gatunków muchomora. Umiera co piąty dorosły i co drugie dziecko spośród tych, które znalazły się w takiej sytuacji.

Dlaczego sytuacja się poprawiła? Zdaniem Głównego Inspektoratu Sanitarnego rośnie świadomość społeczna, wiedza, media nagłaśniają przypadki zatruć. Być może niektórzy grzybiarze korzystają też internetowych „atlasów grzybów”, a ostatnio z aplikacji, które pomagają rozpoznać grzyby – czy jest trujący, czy nie.

Takich apek jest dużo, np. Mushroom Identify, Shroomify, czy polska aplikacja o wdzięcznej nazwie „Rozpoznanie grzybów ze zdjęć”. Tak, jak Shazam rozpoznaje melodię w radiu po krótkim odsłuchu, tak aplikacje mogą rozpoznać (a przynajmniej próbować) grzyba ze zdjęć. Polska apka wymaga zrobienie trzech ujęć grzyba na naturalnym tle. Podobno dokładność rozpoznania to 90%.

Co sądzą o niej grzybiarze? „Rozpoznanie grzybów ze zdjęć” ma prawie 1.300 ocen w sklepie Google Play i średnią ocen 3,7. Oto niektóre opinie: ‚W zasadzie jest OK. Ale zbyt duży wybór alternatywny”.„ Maślaka nie potrafi rozpoznać’. Choć są też takie: „Tragedia, jeśli chcesz żyć, nie słuchaj tej aplikacji”. Twórcy aplikacji zachęcają do niej: „Wielu ludzi umarło z powodu konsumpcji trującego grzyba, nie dołączaj do nich”.

 

 

 

Jakie są koszty społeczne grzybobrania? Trudno to oszacować. Koszty leczenia rozmywają się w ogólnych kosztach utrzymania oddziałów toksykologicznych. „Najbardziej „kosztowny” może być przeszczep wątroby” – mówi mi Jan Bondar, rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Sanitarnego.

Według danych Poltransplantu sprzed kilku lat taki zabieg kosztuje rynkowo kilkaset tysięcy złotych. W skali całego budżetu NFZ, który wynosi ok. 90 mld zł, opieka nad 30 czy nawet 40 osobami, które trafiają do szpitali po zatruciu grzybami, to nie są pieniądze, które zachwiałby wypłacalnością systemu. Problem w tym, że te osoby trafiają tam często na własne życzenie – nikt ich nie zmuszał do jedzenia „owoców lasu”.

Czy zatem w trosce o zdrowie nie wprowadzić reglamentacji zbierania grzybów? Większych kar za wprowadzanie trujących grzybów do obrotu? A może – skoro jest karta rybacka, która potwierdza wiedzę na temat ryb – powinna być „karta grzybiarza”?

„Zbieranie grzybów przez wielu traktowane jest jako przyjemna forma spędzenia czasu. Wprowadzenie karty grzybiarza, a tym bardziej zakazu zbierania grzybów w obecnej chwili jest nieuzasadnione i mogłoby spowodować sprzeciw ze strony społeczeństwa”

– usłyszałem w poznańskim sanepidzie. A co do powiedzenia ma „centrala”?

„Według mojej wiedzy karty grzybiarza obowiązujące w wielu krajach wynikają nie tyle z kwestii bezpieczeństwa, ale ochrony przyrody przed nadmierną eksploatacją.  Problem w tym, że taka karta grzybiarza i tak nic by nie zmieniła. Takie spektakularne zatrucia jak to we Wrześni nie dotyczą początkujących, ale starych wyjadaczy, których gubi rutyna. Lub tych, którym się wydaje, że się znają na grzybach. Najczęstszy błąd to zbieranie młodych owocników. Muchomor zielonawy (sromotnikowy), gąska zielonka i gołąbek zielony w początkowym  momencie swojego rozwoju wyglądają niemal identycznie”

– mówi Jan Bondar. W połowie lat 90. podczas prac przygotowawczych do projektu ustawy o lasach były propozycje wprowadzenia takich regulacji, między innymi ogólnodostępnych „kart zbieracza runa leśnego”, ale pomysł upadł tak szybko jak się narodził.

Czytaj też: Rząd szykuje podatek od cukru. Ile zapłacisz wkrótce za słodki napój? I czy tu chodzi o nasze zdrowie, czy o pieniądze? Sprawdzam!

Czytaj też: Lech, czy Żywiec? Markowy Carlsberg, czy kraftowe morelowe? Ciemne czy jasne? Teraz najlepsze jest… zielone. Nowa, piwna moda

A jak to robią za granicą?

Zbieranie grzybów to polska tradycja, która sięga czasów Rzeczpospolitej Obojga Narodów, choć przed wiekami trudnili się tym raczej chłopi niż szlachta. Dopiero w ostatnich  200 lat grzyby trafiły na salony. Ale żadna inna nacja w Europie nie upodobała sobie chodzenia na grzyby, jak my. U nas obowiązuje reguła: co nie jest zakazane, jest dozwolone. Jak to robią za granicą?

Teoretycznie każdy, kto zbiera w celach zarobkowych grzyby ma obowiązek przed ich sprzedaniem pokazać je grzyboznawcy lub w sanepidzie i uzyskać stosowny certyfikat. W praktyce  stacje sanitarno-epidemiologiczne dostają prośby o atest raz na kilka lat, a handel grzybami to wolna amerykanka. Za wprowadzenie do sprzedaży grzybów niejadalnych grozi grzywna do 5.000 zł. Mało jak za potencjalną truciznę. 

We Włoszech i we Francji obowiązują opłaty za wejście do lasu i możliwość zbierania grzybów, a w tym pierwszym kraju oprócz tego należy się legitymować zaświadczeniem o  odbyciu kursu mykologicznego zakończonego egzaminem. W Niemczech można zebrać 1 kg grzybów na osobę, w Anglii 1,5 kg, w Austrii 2 kg, ale nie można organizować „zbiorowych grzybobrań” (to przepis jeszcze sprzed pandemii).

Czy nie wkurza Was, że amatorzy grzybów dokładają roboty w tych trudnych czasach Sanepidowi i szpitalom? Bo mnie tak.

 źródło zdjęcia: PixaBay

Subscribe
Powiadom o
28 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
lwqkrewrkjwh
4 dni temu

Mnie w sumie już nic nie wkurza. Włącznie z tym, że maniacy poklepywania i głaskania szkiełek jeszcze nie umieją dowieść że najbardziej się opłaca „życie” w Matriksie.

Grzegorz
4 dni temu

Już sobie wyobrażam reakcje internautów, na taki zakaz. „Zamordyści z PiS zabrali najuboższym sposób na dorobienie”, komentarzy by nie było końca, cały zapas zaległego popcorn Z Heliosu by nie wystarczył. Zakaz taki to bardzo poważny atak na wolności obywatelskie, które u nas (broń, narkotyki, leśne ustawki) i tak są mocno ograniczone. Polska jest krajem o największej bioróżnorodności w Europie jak mawiał prof. Szyszko, w naszym interesie jest troska o dziedzictwo przyrodnicze i wysyłanie dzieci tak długo do lasów aż się nauczą dobrze rozpoznawać grzyby, zwierzęta i lasy.

E.G
4 dni temu

Spacery po lesie to przyjemność a jeżeli się znajduje jeszcze grzyby to przyjemność podwójna. Całkowicie bezpieczna jeśli się wyznaje zasadę – nie zbieram blaszkowców.

Otco
4 dni temu

Zamknąć! Zakazać! Ograniczyć! Wprowadzić opłaty.
Niewolnicy.
Jest to absolutnie przerażające, że młoda osoba moze myśleć w ten sposób.

Kamil
3 dni temu
Reply to  Otco

Pan Ireneusz ma takie myślenie komuszka. W wielu tekstach to widać. W tym przynajmniej nie znalazłem literówek 🙂

Alek
4 dni temu

A mnie nie. Wszytko teraz tłumaczy się pandemią, ale życie toczy się dalej. To zakażmy też poruszania się samochodami, bo są wypadki i niepotrzebnie obciążamy służbę zdrowia podczas pandemii. Albo zakaz chodzenia po schodach, zakaz bawienia się na placach zabaw, można wymieniać w nieskończoność.
We wszystkich czynnościach jakie podejmują ludzie to jakiś promil powoduje wypadki.

Jeżeli czegoś nie lubimy to nie znaczy, że trzeba to zakazać Panie Ireneuszu.

Kara za wprowadzenie do sprzedaży grzybów niejadalnych to 5 000 zł, ale jeżeli ktoś się zatruje to kara może być nawet 5 lat więzienia za nieumyślne spowodowanie śmierci.

Iza
4 dni temu

To może zakazać picia alkoholu tam są większe koszty społeczne tekst naprawdę beznadziejny chyba nie macie nic sensownego do napisania

Dana
4 dni temu

Nie, nie wkurzają. O wiele bardziej wkurzają nieodpowiedzialni kierowcy i i inni uczestnicy ruchu drogowego, przez których co roku giną tysiące ludzi. Albo zgony spowodowane nadmiernym spożyciem alkoholu i paleniem papierosów. Liczby nieporównywalnie większe. To są prawdziwe społeczne problemy, a nie amatorskie zbieranie grzybów. Zgodzę się jedynie z tym, że osoby sprzedające grzyby na targach powinny podlegać większej kontroli i być może posiadać na taką działalność odpowiednie certyfikaty. Reszta to moim zdaniem szukanie na siłę problemu. A co do „grzyby nie mają zbyt dużo wartości odżywczych” – to jest to największy mit o grzybach krążący w internecie 😉 Polecam zajrzeć… Czytaj więcej »

Radek
4 dni temu

Dodałbym obowiązkowe i płatne kursy oraz płatne pozwolenia dla amatorów narciarstwa. Wchodzi taki jeden z drugim dla własnej przyjemności na stok, łamie nogę, bark, doznaje urazu głowy i trafia do szpitala dokładając roboty medykom. To samo tenisiści, którzy ciagle leczą łokcie. I pływacy amatorzy co się topią co roku w jeziorach i Bałtyku tez powinni przechodzić dwuletni kurs na kartę pływacką. Brakuje też rządowych atestów butów oraz licencji dla pieszych. Każdy może chodzić po publicznym chodniku co często w zimie kończy się złamaniami nóg i rąk. W ogóle cała ta wolność jest jakaś popieprzona. Każdy robi sobie co chce bez… Czytaj więcej »

~marcin
3 dni temu
Reply to  Radek

Bardzo trafne spostrzeżenia.

Marek
3 dni temu
Reply to  Radek

Ach, jakże pięknie sypiesz sarkazmem. Ale akurat jak najbardziej zgadzam się z tym, że każdy w tym kraju powinien przejść kurs bycia pieszym i bezpiecznego poruszania się po mieście. Chodząc, jeżdżąc rowerem i samochodem i widząc co niektórzy potrafią od…stawić to aż się nóż w kieszeni otwiera. Poziom bezmyślności we wchodzeniu na jezdnię nagle spomiędzy samochodów, wchodzenia pod rower czy wbieganie bo tramwaj ucieka itp. Skoro większość społeczeństwa miała problem z fizyką, nie cierpiała jej i uciekała z tej lekcji (sięgnijcie pamięcią do szkół, jaki procent lubił fizykę) i nie rozumie, co to jest pęd i że pojazdy nie stają… Czytaj więcej »

Kamil
4 dni temu

Jedzenie grzybów leśnych może być niebezpieczne, ale nie zapominajmy, że od grzybów bardziej niebezpieczne jest wchodzenie do lasu podczas pandemii! Dlatego miłościwy rząd zamknął nam lasy na początku tego roku.

Artur
3 dni temu

Poproszę o więcej interwencjonizmu ze strony Państwa! Tak zdaje się wołać autor tego testu. Rozumiem, że takie stanowisko jest podyktowane myślą, że „nie jest dobrze”, ale proszę mi powiedzieć ile potrzebujemy rozrostu Państwa (w tym jego zakazów) aby było lepiej.

A może by tak zakazać sporzywania kapusty przecież można zadławić się jej liściem czy to kurczaka bo można zadławić się jego kością.

W tekście zabrało mi refleksji nad wprowadzeniem Państwowych upraw grzybów. Co Pan na to?

Karol
3 dni temu

Oj chyba tematy sie kończą bo większych bzdur juz dawno nie czytałem. „Karta grzybiarza”… Ja proponuję jeszcze „karte pieszego” bo ile mamy wypadków z udzialem pieszych? Jak ktos nie ma karty to niech siedzi w domu.

S.G
3 dni temu
Reply to  Ireneusz Sudak

Karty pływackie to w większości krajów przeżytek. Karty rowerowe w zasadzie też. Oczywiście – w przypadku zarobkowego trudnienia się grzybiarstwem ma to sens. W przypadku hobbystycznego – na własny użytek – już niekoniecznie. Co do kosztów konsekwencji – w większości płacimy składki na ubezpieczenie zdrowotne. UBEZPIECZENIE. Można by zmienić warunki takiego ubezpieczenia, które wyłączyło by finansowanie kosztów leczenia, gdy zainteresowany przyczynił się do powstania takiej szkody. Dotknęłoby to jednak nie tylko grzybiarzy, ale kierowców powodujących wypadek, palaczy (niemalże wszystkich) itp. Albo wprowadzić dodatkową składkę od takich zdarzeń. Nie jestem jednak pewien, czy właśnie tego byśmy chcieli (może poza chorobami powstałymi… Czytaj więcej »

Ebebe
3 dni temu

Natychmiast wprowadzić ustawę zakazującą grzybom trucia ludzi!

Marek
3 dni temu

Zbieram grzyby które potrafię rozpoznać, a że niewiele w tej dziedzinie umiem to w zasadzie zbieram tylko 5 rodzajów (borowik, podgrzybek, maślak, koźlarz, zajączek).

No ale lepiej zakazać, co będzie taki się włóczył po lasach? A jeszcze koronawirusa złapie (jak to zakazano wiosną, taka sama inteligencja jak wniosek tego pseudoartykułu).

S.G
3 dni temu

Po raz pierwszy jestem zawiedziony tym, co czytam na SoF, a czytam od wieku lat. Powstrzymałem się od komentarza zaraz po opublikowaniu artykułu, jednak widząc, że to nie tylko ja – wyrażę swoje rozczarowanie.

Nie, nie wkurza mnie „dokładanie roboty” przez tych złych, demonicznych grzybiarzy.

Jesteście portalem, gdzie wszystko jest policzalne. Dlaczego więc nie przeliczycie „kosztów” rocznie na grzybiarza i nie porównacie ich z kosztami na kierowcę czy palacza. Czy słoń jest duży? Jest. Ale wieloryb jest większy.

Admin
3 dni temu
Reply to  S.G

Oj, tamte rzeczy też przeliczamy, teraz akurat kolega policzył grzybki, ale jedno drugiego nie wyklucza

S.G
2 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

W to niewątpię – jednak ich tutaj brak. Możemy prosić o te dane tutaj – skoro już się wywiązała dyskusja o grzybkach, papieroskach i piratach drogowych? Albo artykuł zestawiający koszty konsekwencji różnych przewinień?

Admin
2 dni temu
Reply to  S.G

Good idea, zrobimy listę najbardziej szkodliwych złych nawyków.

S.G
2 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Świetnie! Czekam z niecierpliwością!

Rand
3 dni temu

Autor tekstu o umysłowości bolszewickiej?

Ayan
3 dni temu

Co jest bardziej niebezpieczne dla zdrowia jedzenie grzybów czy jedzenie z biedronki ???

Sauk
3 dni temu

Jako wolnościowcowi ręce opadają jak się czyta takie artykuły. Wszystkiego najlepiej zakazać, na wszystko zrobić karty, zezwolenia i egzaminy. A już najlepiej urzędowo zakazać umierania. Ale tak tylko do pierwszego dnia emerytury, potem należy szybko umrzeć, żeby nie obciążać systemu.

anonymous
2 dni temu

Już po nagłówku wiedziałem kto jest autorem tego artykułu 🙂
Choć biorąc pod uwagę poziom pseudowładzy za pomocą jednej ustawy można by grzyby oraz jagody podciągnąć pod kradzież drewna z pańskiego lasu. holecka z TVPiS mogła by mówić o finansowanych przez sorosa zorganizowanych bandach szabrowników okradających polskie narodowe lasy z grzybów!

Jacek
2 dni temu
Reply to  anonymous

Już w Polsacie był o mafii grzybiarskiej bodajże Bułgarii.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss top-search top-menu