Plastikowy hurt, czyli… kto nie weźmie konta z kredytówką ten głupi?

Podobno banki zabierają najmniej zarabiającym i stosunkowo mało wiarygodnym klientom karty kredytowe. W ciągu ostatniego roku takich kart zamknięto ponad milion! A tymczasem te same banki, które jedną ręką surowo traktują klientów wydających się ryzykownymi, drugą ręką często wciskają karty każdemu, kto się nawinie. Najchętniej: hurtowo. Zresztą proceder ten dotyczy nie tylko kart. Niedawno w „Gazecie Wyborczej” był tekst, poświęcony jednemu z banków, którego pracownicy zakładali konta gimnazjalistom. Niby testowo, ale potem kończyło się pobraniem opłaty. Sprytny pomysł, ale jednorazowy.

Pan Mariusz opowiedział mi na uszko – a ja opowiadam na uszko Wam – historię o ludziach, którzy przyszli do jego firmy, by sprzedawać pracownikom karty kredytowe. „Kilka dni temu miałem w pracy zebranie. Nic szczególnego, sprawy bieżące.  Na koniec zebrania pojawili się przedstawiciele Citi Handlowego, aby przedstawić pracownikom ofertę swych usług. Nie mam nic przeciwko temu, tym bardziej, że o ile wiem, moja firma z tym bankiem współpracuje. To co się jednak działo w trakcie zebrania, nieco mnie zaniepokoiło.

Czytaj też: Bank BPH wciskał klientom najdroższe karty. Poprawił się!

Chodziło o ofertę klasycznego ROR-u, pozbawionego opłat za podstawowe usługi (prowadzenie konta, obsługa internetowa, przelewy, karta, korzystanie ze wszystkich bankomatów) oraz darmową (jak mówili przedstawiciele banku) kartę kredytową (bez opłat za wydanie i posiadanie). Oferta ROR-u może i korzystna, ale osobiście korzystam z usług innego banku na podobnych warunkach, więc sensu zmiany nie widzę. Kredytówki natomiast nie chcę, bo uważam, że mnie zwyczajnie na nią nie stać. Przy stosunkowo niewielkich dochodach, pokusa odrobiny luksusu, której źródłem może być karta, jest nader duża i widzę wielkie ryzyko, że wejdę w zadłużenie. Bank oczywiście na to liczy rozdając takie karty na lewo i prawo.

Twierdzę tak po zachowaniu przedstawicielek banku, które starały się pozyskiwać kolejnych pracowników mojej firmy w sposób wręcz agresywny. Byliśmy nachalnie przekonywani do podpisania wniosków o wydanie kredytówki, padały wręcz argumenty o głupocie (!!!) osób, które odmawiały. Odniosłem wrażenie, że pracownice zachowywały się tak, bo generalnie miały do czynienia z pracownikami fizycznymi i zakładano, że są to osoby słabo wykształcone i przez to potencjalnie mało asertywne. Jako absolwenta studiów wyższych  taka łopatologia i agresja wywołały we mnie zwyczajne zniesmaczenie.

Niestety, jak wspomniałem wielu moich kolegów dało się złapać i widziałem ich podpisujących wnioski o kartę. Nie muszę dodawać, że wielokrotnie powtarzane slogany o całkowitej darmowości, nie były przeplatane informacją o terminach spłaty, odsetkach bankowych itp. Ciekaw jestem czy tylko CIti Handlowy, czy także już inne banki rozdają karty na lewo i prawo, powracając do starej polityki sprzed kryzysu. Oczywiście nikt nikogo nie zmusza, ale presja wywierana przez pracownice banku była naprawdę spora (myślę, że to było przećwiczone). Nie wiem czy ten problem Pana zainteresuje, ale postanowiłem się komuś nieco wyżalić i uznałem, że Pan jest osobą do tego idealną, skoro nawet tak zdeklarowany humanista jak ja, czytając Pańskiego finansowego bloga o finansach, wie o co chodzi” – kończy ciepłym słowem swój list pan Mariusz

Czytaj też: Bank Millennium da złotą kartę nawet bezrobotnemu?

Od razu zastrzegam, że mówimy o subiektywnym odczuciu czytelnika i na podstawie tej jednej, subiektywnej relacji, nie sposób postawić tezy, że pracownicy banku Citi Handlowy podczas akcji sprzedażowych zachowują się nieetycznie lub agresywnie. Tym bardziej, że czytelnik nie napisał jak nazywa się firma, w której pracuje i kiedy odbyło się zebranie z pracownikami Citi. Tym niemniej jeśli bank Citi do każdego – powtarzam, każdego – konta, otwieranego nowemu klientowi, z automatu dorzuca mu kartę kredytową, to jest to – przyznacie – deczko ryzykowne.

Być może to efekt nacisku na cross-selling, czyli sprzedaż wiązaną, za którą pracownicy Citi otrzymują dodatkową prowizję. Ale mimo wszystko dziwnie tak otwierać kredytówkę każdemu, jak leci. To jest jednak specyficzny produkt, który warto zaprezentować już nieco bardziej wyrobionemu klientowi, który korzysta już np. z debetu lub miał kiedyś na koncie pożyczkę gotówkową. Czy Wam też się wydaje, że bank, który dodaje do każdego ROR-u kartę kredytową „w automacie” i dla każdego, nieco przesadza?

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss