PKO BP nie lubi zdolnych studentów? Zwłaszcza wtedy, gdy chcą, by im coś… umorzyć ;-)

Student to dla każdego banku klient deficytowy, ale i przyszłościowy. Jeśli uda się zyskać jego lojalność, to kiedyś na koncie pojawi się osad, w kartotece kredyt hipoteczny, zaś w saldzie ROR-u – miły każdemu bankowi minus, który oznacza, że klient skorzystał z oferty płatnego debetu. Pozyskiwaniu przychylności klientów służą m.in. preferencyjne oferty kont dla żaków oraz kredyty studenckie z dopłatami rządowymi. Bank udzielający takiego kredytu coś-tam na nim zarabia, bo to, czego nie zapłaci student, pokryje państwo. Teoretycznie bank komercyjny, który udzieli młodemu klientowi preferencyjnego kredytu – przeważnie pierwszego kredytu w życiu takiego żaka – powinien trwale zapisać się w jego pamięci złotymi zgłoskami. Niestety, czasem nie wykorzystuje tej szansy i dzieje się wręcz odwrotnie. Dziś historia pokazująca jak samobója strzelił sobie bank PKO BP, który ma – zdaje się – strukturalny problem ze studentami. Walka o wysoką jakość obsługi, deklarowana przez szefostwo PKO BP, w tym przypadku jakoś się nie sprawdza.

Czytaj też: Gdy bank przypomni sobie o kliencie-studencie. Cztery lata po studiach 

Napisała do mnie pani Sylwia, która w 2010 r. wzięła kredyt studencki w banku PKO BP; będąc wtedy w pięknym wieku – na pierwszym roku studiów. W 2012 r. pani Sylwia skończyła studia licencjackie na Uniwersytecie Warszawskim i skończyła też pobieranie kredytu (wynosił 600 zł miesięcznie). W czerwcu 2014 r. skończyła a tej samej uczelni studia magisterskie i przyszedł również czas na spłacanie odroczonych o dwa lata rat kredytu. W październiku pani Sylwia poczuła szansę na to, aby kredytu jednak nie spłacać. Okazało się bowiem, że znalazła się w grupie 5% najlepszych absolwentów uczelni, a co za tym idzie – ma prawo ubiegać się o częściowe lub całkowite umorzenie kredytu przez bank (to uznaniowy bonus, który jest przewidziany w ustawie regulującej kredyty studenckie). Pani Sylwia oczywiście nie chciała przegapić takiej szansy. Przedstawiła więc bankowi list z uczelni potwierdzający znalezienie się w grupie 5% najlepszych absolwentów. W PKO BP na tę wieść zapanowała konsternacja. Wiadomo – nie po to się udziela kredytów, żeby potem ktoś nie musiał go spłacać. Nawet jeśli ten ktoś jest zdolny, urodziwy i generalnie daje radę.

Czytaj też: Perfekcjoniści w akcji. Jak spławić upierdliwca, który chce złożyć reklamację? 

W banku zaczęli się zastanawiać – co by to zrobić? Podobno był pomysł, żeby błyskawicznie ogłosić niewypłacalność i tym sposobem uniknąć roszczeń kłopotliwej klientki, ale zarząd się nie zgodził ;-). Postanowiono, że trzeba upierdliwą dziewczynę zniechęcić. W placówce nie przyjęto więc listu z uczelni i zażądano, iż pani Sylwia musi przedstawić „Zaświadczenie”, a więc to samo pismo, ale z napisem „Zaświadczenie”. To miało dać inteligentnej podobno pani Sylwii do zrozumienia, że powinna już sobie pójść i nie zawracać bankowcom d…uszy absurdalnymi żądaniami. Niestety, inteligencja pani Sylwii najwyraźniej była przereklamowana, bo nie zrozumiała przesłania. Co gorsza, udało jej się załatwić z dziekanatem wystawienie drugi raz tego samego pisma z napisem „Zaświadczenie”. Ponownie zebrało się w banku konsylium, które miało przygotować wersję B planu antykryzysowego, który miał wyprowadzić bank z niepożądanej sytuacji.

„Pani z banku PKO BP, która prowadzi moją sprawę, poinformowała mnie telefonicznie, że nie mogę ubiegać się o umorzenie kredytu, ponieważ kredyt brałam na studiach licencjackich, a jestem w grupie 5% studentów na studiach magisterskich. Kiedy poprosiłam panią o wydanie pisemnej odpowiedzi na mój wniosek o umorzenie kredytu, powiedziała, że muszę w banku złożyć „pisemną prośbę o wydanie pisemnej odpowiedzi na pisemny wniosek”. Było to absurdalne, ale taką prośbę napisałam i przyniosłam do banku”

– opowiada pani Sylwia. W banku się spięli i przygotowali klientce pisemną odpowiedź. Bank stwierdził w niej, że kredyt można umorzyć tylko wtedy, gdy pani Sylwia przedstawi pismo, iż jest w grupie 5% najlepszych absolwentów ze studiów licencjackich, bo wtedy pobierała kredyt. W banku liczyli, że takie dictum wreszcie spowoduje, że klientka sobie pójdzie. Ale ona, zamiast zrozumieć już nie aluzję, lecz konkretne przesłanie bankowców, postanowiła… przeczytać umowę kredytową. I doszła do wniosku, że w umowie jednak brak takiego zapisu, na jaki powołuje się bank. W par, 31 można przeczytać:

„PKO BP może umorzyć kredyt w całości lub w części po przedłożeniu wniosku Kredytobiorcy potwierdzonego przez dziekana lub inny jednoosobowy organ uczelni lub kierownika jednostki organizacyjnej prowadzącej studia doktoranckie – w przypadku ukończenia studiów w grupie 5% najlepszych absolwentów uczelni lub absolwentów studiów doktoranckich w danym roku akademickim”

Wyrażenie „w danym roku akademickim” może być interpretowane przez bank oraz klienta w dowolny sposób. Pani Sylwia skończyła edukację na etapie studiów magisterskich, nie na etapie studiów licencjackich, które finansowała preferencyjnym kredytem. Ale przecież nie byłaby jedną z najlepszych absolwentek studiów magisterskich, gdyby nie skorzystała z kredytu studenckiego. Jeśli już bank koniecznie chciał wykręcić się sianem, to nie musiał wymyślać utrudnień, np. takich, że trzeba przynieść kwit z napisem „zaświadczenie”, albo napisać pismo z prośbą o napisanie przez bank odpowiedzi na to pismo. Nie musiał nawet kombinować z uzasadnieniem odmowy umorzenia kredytu. W umowie jest przecież zapis, że bank „może” umorzyć część lub całość kredytu, ale nie musi. Więc – zamiast kombinować jak koń pod górę – po prostu trzeba było dziewczynie napisać: „nic nie umorzymy, bo nas nie stać”. Albo: „nie umorzymy, bo warunki zwrotu tych pieniędzy z funduszy państwowych byłyby zbyt restrykcyjne”. Dlaczego nie zaczął dyskusji z klientką od tego właśnie argumentu?

Oczywiście, mam świadomość, że mówimy o programie rządowym, obwarowanym różnymi warunkami, które PKO BP musi spełnić, by ewentualnie dostać z Banku Gospodarstwa Krajowego zwrot kwoty ewentualnego umorzenia. Być może bank z czystej ostrożności procesowej żądał od klientki dokumentów w takim, a nie innym formacie. Sęk w tym, że – nawet jeśli tak było – klientka nie została wtajemniczona w te meandry, więc trudno się dziwić, że się dziwi ;-). A tak w ogóle to nie chce mi się wierzyć, że w Banku Gospodarstwa Krajowego zakwestionowaliby dokument z uczelni tylko dlatego, że nie było na nim napisu „zaświadczenie”.  Co na to wszystko PKO? Cóż, w banku tłumaczą, że  umorzenie preferencyjnych kredytów studenckich reguluje rozporządzenie ministerialne, które mówi, że pożyczka lub kredyt są umarzane w 20% kredytobiorcy, który ukończył studia w grupie 5% najlepszych absolwentów uczelni lub absolwentów studiów doktoranckich w danym roku akademickim. Umorzeniu podlega pozostała do spłaty kwota pożyczki lub kredytu wypłaconego w okresie studiów ukończonych w tej grupie. 

„Oprócz bardzo dobrych wyników w nauce ważny jest okres w którym taki kredyt został wypłacany. Jeśli kredyt został wypłacany w czasie studiów licencjackich umorzenie dotyczyć będzie tego okresu, analogicznie w przypadku studiów magisterskich. Warunkiem jest korzystanie z kredytu w jednym z tych okresów”

– napisano mi w banku, dodając że moja opinia o tym, że nie lubi studentów, jest niesprawiedliwa, bowiem bank lubi ich bardzo i czasem nawet to okazuje, wspierając najróżniejsze programy np. Erasmusa. Szkoda, że w tym przypadku bank zachował się nie jak rzecznik studentki, tylko jak biuro podawcze. 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss