Pikantne kulisy wyścigu o BZ WBK. Przegrani żądają wyjaśnień. Był spisek?

W piątek oficjalnie ogłoszono, że nowym właścicielem BZ WBK, czwartego największego banku w Polsce, będzie hiszpańska grupa Santander. Hiszpanie zapłacą za kontrolę nad BZ WBK astronomiczną kwotę prawie 12 mld zł. Ale dzięki temu to oni będą teraz zarabiać na obsługiwaniu prawie 2 mln klientów banku, którego twarzą był ostatnio Gerard Depardieu. Teraz będzie nią Fernando. Ten Fernando.

Nieoficjalnie wiem, że wynik konkursu wywołał wściekłość w siedzibach dwóch pozostałych pretendentów do przejęcia BZ WBK: polskiego PKO BP i francuskiej grupy BNP Paribas. Jedni i drudzy w nieoficjalnych rozmowach narzekają, że cały przetarg był farsą, a zwycięzca został wybrany już dawno temu, przy zielonym stoliku. Pojawiają się nawet zarzuty, że Hiszpanie mogli wcześniej znać wartość ofert składanych przez Polaków i Francuzów!

Sprawa może mieć ciąg dalszy. Jak ustaliłem, Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP, poważnie rozważa złożenie oficjalnego protestu bądź przynajmniej zażądanie wyjaśnień od Irlandczyków z AIB, którzy do tej pory kontrolują BZ WBK. Wśród zarzutów miałoby być m.in. preferowanie Santandera w dostępie do informacji o finansach BZ WBK. Tylko Hiszpanie dostali możliwość dwukrotnego badania portfela kredytów BZ WBK (pozostałym oferentom ponoć tłumaczono, że za pierwszym razem wysłannicy Santandera się „nie przyłożyli”, dlatego dostają drugą szansę). Z prezesem Santandera, na prośbę szefów AIB, spotykał się też zarząd BZ WBK. Na ponad tydzień przed ogłoszeniem wyników przetargu! Podejrzenia może też budzić fakt, że Santander wynajął do doradzania przy transakcji firmę KPMG, tę samą, która jest audytorem BZ WBK. I wie o banku więcej, niż ktokolwiek inny…

Załóżmy na chwilę, że PKO BP i BNP Paribas mają rację: przetarg był teatrzykiem, w którym wszyscy pretendenci poza Santanderem byli tylko pacynkami. Po co więc w ogóle irlandzka grupa AIB zorganizowała przetarg? Być może odpowiedź jest bardzo prosta: Irlandczycy widzieli wielkie parcie szefów PKO BP oraz polskiego rządu, by spróbować „odzyskać” BZ WBK z rąk zagranicznego kapitału. Do gry włączyli się politycy i szef rady gospodarczej przy premierze Jan Krzysztof Bielecki. Zachwyceni byli ekonomiści (z jednym wyjątkiem – Leszka Balcerowicza). A nadzór finansowy ogłosił, że będzie wyjątkowo skrupulatnie sprawdzał zagranicznych chętnych do przejęcia BZ WBK.

W tych okolicznościach Irlandczycy z AIB nie mogli sobie pozwolić na to, by sprzedać bank Santanderowi bez dania przynajmniej teoretycznej szansy innym chętnym (głównie Polakom). Rozumiem wściekłość szefów PKO BP, którzy czują, że stali się pionkami w grach wielkich tego świata. Tyle, że polska strona też torowała sobie drogę obiecując nierówne zasady gry. Bo jak inaczej rozumieć sugerowanie Irlandczykom w mniej lub bardziej zawoalowany sposób, że PKO BP jako jedyny oferent dostanie od razu zielone światło w Komisji Nadzoru Finansowego, która musi zgodzić się na sprzedaż banku? Kalemu ukraść krowę to źle, ale gdyby Kali miał ukraść…

Powiedzmy sobie szczerze. Nawet jeśli Hiszpanie wygrali po niesprawiedliwej i nieuczciwej walce, to trudno będzie udowodnić grupie AIB nieprawidłowości. Nawet podejrzenie o sprzedaż wiązaną będzie trudno przekuć na konkretne zarzuty pod adresem Irlandczyków. Jeśli Santander wkrótce kupi udziały należącego do AIB amerykańskiego banku, zawsze będzie można to uznać za zbieg okoliczności. Tu namieszać może tylko Komisja Nadzoru Finansowego, która w tej sprawie wszczyna postępowanie wyjaśniające. Gdyby KNF dowiodła, że Santander lub AIB złamały prawo, handlując informacjami o BZ WBK, którymi handlować im nie było wolno, byłaby to podstawa do niewydania zgody na transakcję. Ale to wykazać będzie wyjątkowo trudno.

A PKO? Znów nie odniósł sukcesu. Pamiętacie kto sprzątnął mu sprzed nosa dwa lata temu polskie oddziały AIG? Tak, tak, Santander. Choć wtedy i władze PKO się nie popisały, bo rada nadzorcza nie chciała w ogóle zgodzić się na gotową już ofertę. Ciekaw jestem ile jest prawdy w plotkach, które można dziś usłyszeć od wróbelków z okolic ul. Kruczej w Warszawie, że od kilkunastu dni minister skarbu Aleksander Grad stracił serce do planu przejęcia BZ WBK przez PKO.

Stracił je do tego stopnia, że kiedy zgłosili się do niego Francuzi z BNP Paribas, by stworzyć sojusz antyhiszpański i złożyć wspólną ofertę zakupu BZ WBK, zostali przepędzeni na cztery wiatry. Czy zostali oddaleni dlatego, że w resorcie skarbu (a może i w PKO BP, choć z moich informacji wynika, że w PKO o zabiegach Franzuzów mogli w ogóle nie wiedzieć!) albo byli tak pewni siebie, albo… już wiedzieli, że to Zbigniew Jagiełło, prezes PKO,  będzie musiał samodzielnie wziąć na klatę nadchodzącą nieuchronnie klęskę.  Cóż, tylko sukces ma wielu ojców, porażki zwykle bywają sierotami.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss