Państwo wydaje za ciebie 18.300 zł rocznie. Na co? I czy Kulczyk powinien płacić więcej?

Dzisiaj ostatni dzień rozliczania podatku PIT. I tej właśnie okazji FOR, czyli fundacja Leszka Balcerowicza, znów podsumowała wydatki polskiego państwa. A więc sprawdziła na co idą nasze pieniądze. Rzecz wygląda w skrócie tak, że rząd oraz jego przyległości (również samorządowe) w sumie wydały 682.000.000.000 zł. A ponieważ państwo utrzymuje się z podatków, płaconych tak na koniec dnia przez obywateli (w formie bezpośredniej, pośredniej lub bardzo mocno pośredniej), to łatwo obliczyć, że przeciętny Polak włożył do państwowego worka bez dna 18.301 zł, a więc 207 zł, niż rok wcześniej. Ciekawy jestem, czy Wasze pensje też wzrosły, żebyście mogli oddać te kilkanaście złotych miesięcznie więcej. Największą część z tej kasy państwo wydało na emerytury, renty, zasiłki – w sumie 5694 zł na każdego podatnika (a ponieważ część z nas jest tylko „biorcami”, to zapewne realnie każdy pracujący obywatel dokłada się do emerytur, rent i świadczeń znacznie większymi pieniędzmi. Na edukację publiczną (państwowe przedszkola, żłobki, szkoły podstawowe, średnie i wyższe) każdy Polak dokłada 2220 zł, zaś na utrzymanie przychodni, szpitali, lekarzy i pielęgniarek – 1980 zł.

Na tory, drogi i transport dajemy po 1233 zł rocznie (nie licząc biletów na autostrady ;-)). Na wojsko, straż pożarną i policję wydajemy po 1126 zł na łebka, zaś na odsetki od długu państwa zaciągniętego w naszym imieniu – 1168 zł. Gdyby chcieć go spłacić i pozbyć się tych odsetek, każdy Polak musiałby wyjąć z kieszeni 25.038 zł. Ale chyba to nie byłby dla nas dobry interes, bo politycy natychmiast znowu by nas zadłużyli. Tylko w 2013 r. powiększyli dług Polski, który będziemy musieli w przyszłości spłacić podatkami, o kolejne 1225 zł na głowę. No i jeszcze 973 zł rocznie dajemy na urzędników i administrację państwową (czyli utrzymanie Pana Premiera, Prezydenta (p)osłów i senatorów, ich samochodów, telefonów, wyżywienia, ochroniarzy oraz boisk, żeby to całe towarzystwo miało gdzie haratać w gałę ;-)). Gdyby ktoś miał ochotę popatrzeć dokładniej na co idą pieniądze tych, którzy płacą podatki, to pełna wersja rachunku od państwa jest na stronie www.for.org.pl. Oraz poniżej:

FOR rachunek od państwa

Mam nadzieję, że większości z Was wiodło się dobrze w zeszłym roku i że w związku z tym przekroczyliście jakiś próg (a przekracza się go po przekroczeniu 85.000 zł rocznego dochodu). To z jednej strony miłe, a z drugiej – musi boleć, bo podatki w Polsce są progresywne – im więcej zarabiasz, tym większą część swoich dochodów oddajesz (18% albo 32%). I Polacy oficjalnie ten system kochają, co nie powinno nikogo dziwić, bo przecież w każdym społeczeństwie więcej jest biednych, niż bogatych. A ci biedni przeważnie uważają, że ich bieda wynika z niesprawiedliwości społecznej, którą powinien im rekompensować system podatkowy. Żelazna logika. Ale jeśli zerknąć na wyniki badań, które zlecili znani podatkożercy, czyli Centrum im. Adama Smitha, a wykonał Dom Badawczy Maison, to teza o tym, że Polacy kochają progresywne podatki okazuje się być… fałszywą. Całych badań szczegółowo omawiał nie będę, bo tylko się można niepotrzebnie zdenerwować. Otóż 88% Polaków uważa, że podatki w Polsce są za wysokie, w tym 42%, że są zdecydowanie za wysokie. Rodacy uważają ponadto, że sami wiedzieliby co zrobić z pieniędzmi, które zostałyby im po obniżeniu podatków (89% by wiedziało).

Samcikowa reforma emerytalna: dłuższa praca i… podatek od bezdzietności

Nic to. Polacy są też przekonani, że za wpłacone pieniądze rząd nie zapewnia porządnych usług publicznych, tylko wszystkie fundusze przejada i wydaje na haratanie w gałę (tak uważa 78%, zaś 22% Rodaków wierzy, że kasa budżetowa z podatków jest zarządzana poprawnie). Z powyższych odpowiedzi jasno wynika, że tylko jeden na dziesięciu obywateli uważa, iż jego kasa wpłacana w podatkach jest dobrze wydawana, zaś pozostali twierdzą, że wydaliby ją lepiej. Tylko jak? Dałbym sobie rękę uciąć, że po zlikwidowaniu wszystkich podatków, które nie idą na wojsko, policję i sądy (bo na te trzy rzeczy obywatele nawet najbardziej liberalnego państwa muszą się zrzucać), co najmniej trzech na czterech z obdarowanych wzięłoby kasę i kupiło sobie mercedesa, zamiast oszczędzać i inwestować z myślą o emeryturze albo innych dalekosiężnych celach. A potem tych trzech na czterech zgłosiłoby się do pomocy społecznej, żeby ich utrzymywała, bo „są biedni”. Jako były korwinista od razu napiszę, że gdyby wtedy rząd pozwoliłby im dokończyć żywota w stanie żebraczym, to wszystko byłoby OK. Ale niestety rząd by się ugiął i zaczął im pomagać z podatków tych, którzy byli bardziej rozsądni i nie wydali kasy, którą dostali po zlikwidowaniu wszystkich zbędnych podatków.

Uwaga: Minister może zabrać nawet 100% twojego zysku z odsetek od lokaty!

Ale to na marginesie. Jedyną naprawdę ciekawą rzeczą w badaniach Centrum im. Adama Smitha jest weryfikacja tezy, iż Polacy radują się na myśl, że bogaty powinien płacić proporcjonalnie większy podatek od dochodów, niż biedny. Kiedy ankieterzy spytali, czy im więcej ktoś zarabia, tym większy procent dochodów powinien oddawać, zgodziło się z tym 46% ludzi. Ale zaraz potem zapytali, czy jeśli Marek zarobił 4000 zł, a Piotr 2000 zł, to czy Marek powinien zapłacić 600 zł, a Piotr 200 zł podatku (a więc proporcjonalnie więcej). Z tak postawioną tezą zgodziło się już tylko 16% pytanych! A aż 74% odpowiedziało, że Marek powinien zapłacić 400 zł podatku, czyli oddać skarbówce taką samą część dochodów. Czy wynika z tego, że 74% podatników wyrzuciłoby dotychczasowy system progresywnych podatków na śmietnik? Nie do końca: przecież tylko kilka procent Polaków przekracza pierwszy próg podatkowy, więc de facto dla prawie wszystkich Rodaków obowiązuje już podatek liniowy. Ale zawsze miło usłyszeć, że tych ponad 90% płacących 18% podatku wstawia się za kilkoma procentami najbogatszych, którzy wpadli w 36% ;-).

Podatki Smith 1

Co ciekawe, wraz z konkretyzowaniem pytań o podatki wyraźnie rośnie odsetek zwolenników najprostszego możliwego systemu podatkowego, czyli podatku pogłównego – każdy płaci tyle samo, niezależnie od dochodów. Dopóki przedstawiamy taką sytuację jako abstrakcyjną, zwolenników pogłównego jest tylko 3%. Jeśli spytamy, czy jeśli Marek zarabia 4000 zł, a Piotr 2000 zł, to obaj powinni zapłacić po 200 zł podatku, zgodzi się z tym już 9% ludzi. A jeśli zapytamy czy obaj powinni zapłacić po tyle samo – liczba zwolenników rośnie już do 12% (choć pewnie wynika to z faktu, że te 3% nie zrozumiało istoty pytania ;-)). Podatek pogłówny nie wchodzi więc na razie w grę jako realne rozwiązanie. A najwięcej jego zwolenników jest w gronie osób będących u szczytu kariery zawodowej – mających 35-44 lata (aż 15%).

Podatki Smith 2

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss