Pan Ryszard, megakumulacja i… gra w Lotto na niby, czyli jak ugryźć 35 milionów

Dziś megakumulacja w Lotto, do wygrania aż 35 mln zł (gdyby do kogoś najbardziej przemawiały zera: 35.000.000 zł). Prawdopodobieństwo wygrania takie sobie, w każdym razie – jak kiedyś policzyłem – sporo mniejsze, niż możliwość wzięcia udziału w katastrofie samolotu, a nawet w zwykłym wypadku samochodowym. Szansa na szóstkę to mniej więcej 1:14.000.000. W dodatku wygrana niekoniecznie musi poprawić człowiekowi życie, o czym też pisałem już w blogu. Choć oczywiście fakt posiadania 35 mln zł na koncie bankowym – no dobra, po wydaniu paru groszy na najpilniejsze potrzeby i darowizny zostałoby najwyżej 30 mln zł – powoduje, iż konieczność wykonywania pracy zarobkowej gwałtownie zanika. Nawet przy obecnie nędznym oprocentowaniu depozytów bankowych 2%-owa lokata od takiej sumy przyniosłaby godne 600.000 zł rocznie, czyli jakieś 40.000 zł miesięcznie po opodatkowaniu podatkiem Belki.

Czytaj też: Ekstra Pensja, czyli jak mieć gwarantowane 5000 zł pensji przez 20 lat? 

Ale czy na pewno? Wbrew pozorom nie jest wcale pewne, że po wygranej w Lotto nie trzeba będzie pracować, bo rzadko się zdarza, żeby w kumulacjach wygrywała jedna osoba. Przeważnie następuje niefart i nagrodą trzeba się podzielić co najmniej na pół. A mając 20.000 zł miesięcznie na życie i dom oraz dwa samochody na utrzymaniu (to te najpilniejsze potrzeby, o których wspomniałem wcześniej) wcale nie żyje się tak „na bogato”. Należy też wziąć pod uwagę inny problem: tak duże depozyty nie są gwarantowane przez rząd. Trzeba więc uważać w jakim banku go składamy, żeby później nie okazało się, że był to SKOK Wołomin, albo jakiś bank zapakowany po uszy w kredyty frankowe, a posłowie właśnie postanowili go zamknąć przegłosowując ustawę antyfrankową. Upadek instytucji finansowej powoduje, że odzyskamy tylko 500.000 zł lub nawet mniej (to zależy od kursu euro). I znów okazuje się, że trzeba iść do pracy.

Czytaj też: W punktach Lotto wymienisz banknoty na… polskiego bitcoina. Po co?

Te wszystkie rozważania przyszły do mnie nie bez powodu. Dostałem e-maila od Ryszarda Rembiszewskiego, człowieka, który kiedyś prowadził w telewizji losowania. Teraz pan Ryszard zaprosił mnie do „zagrania w lotto” (tak właśnie, z małej litery) przez internet lub na smartfonie. Jako człowiek od niedawna cyfrowy, brzydzący się staniem w kolejkach do kolektur, przyjąłem propozycję pana Ryszarda entuzjastycznie, zwłaszcza iż w zamian za rejestrację w internecie zaproponował mi on 50% rabatu przy wykupieniu przynajmniej 10 zakładów. Zamiast 30 zł (po 3 zł za każdy zakład) zapłaciłbym tylko 15 zł. Jakkolwiek zaniepokoiła mnie nieco informacja, iż dołączam nie do gry w Lotto, ale do jakiegoś Lottolandu, to możliwość grania o grube miliony w internecie była kusząca. A poza tym uspokajająco działała świadomość, że pan Ryszard miał w ręku kupon Lotto (albo łudząco podobny), zaś na kuli prezentowanej obok też widniał znajomy napis państwowej gry loteryjnej.

lottolandmailing

Na stronie Lottolandu wszystko do złudzenia przypomina „normalne” Lotto. Zasady gry identyczne, ceny takie same, nie zgadza się tylko logo. No i te nazwy gier pisane z małej litery. Nigdzie, nawet w pytaniach i odpowiedziach, nie ma żadnej informacji iż jest to inne przedsięwzięcie, niż to Lotto, które występuje w sklepach. Jest za to informacja, że całkiem niedawno padła „rekordowa wygrana w historii polskiego lotto online”, czyli 12 mln zł. Jest nawet wywiad z panem Adamem, ktory te miliony przytulił, bo jako jedyny trafił szóstkę. Z Lottolandzie piszą, że cała zabawa nie potrzebuje papierowych kuponów. Wszystko jest wirtualne – kupon kupuję przez internet i nigdzie go nie drukuję. Fajnie, ale i podejrzanie, bo przecież w Lotto nigdy, przenigdy nikt nie odebrał żadnej wygranej na podstawie loginu i hasła. Podstawowa zasada: musisz mieć przy sobie zwycięski kupon. A więc jednak złudzenie? Oczywiście, że tak, bo na stronie „prawdziwego” Lotto znajduje się wyraźne ostrzeżenie przed firmami organizującymi podobne gry w internecie.

lottoostrzeenie

Prawdziwe Lotto jest dostępne tylko w stacjonarnej sieci punktów. Lottoland jest tylko jednym z przedsięwzięć łudząco podobnych do Lotto. Od strony technicznej firma jest kimś w rodzaju bukmachera – przyjmuje zakłady o wynik losowania Lotto. Uczestnicy Lottolandu nie grają w Lotto, tylko zakładają się o wyniki w tej grze. Można się nie zorientować, bo wszystko jest tak samo, jak w „prawdziwym” Lotto, tylko wygodniej – zaznaczam liczby, płacę kartą lub przelewem online i gotowe. Co ciekawe, mogę nawet zakładać się o wyniki gier typu Lotto w innych krajach, co jest już zupełnie niemożliwe w realu. Prawo nie pozwala bowiem organizować w Polsce zagranicznych loterii.

Ciekaw jestem ilu uczestników tej zabawy zdaje sobie sprawę, że to nie jest gra w Lotto (pisane z dużej litery), bo tamtą organizuje państwowy, koncesjonowany operator Totalizator Sportowy, mający coś w rodzaju „gwarancji państwowej”. Prywatne firmy rzecz jasna takiej gwarancji nie mają, więc granie w „lotto online” (pisane z małej litery) można porównać to lokaty w parabanku. Szyld bardzo podobny, jak w koncesjonowanym banku, oprocentowanie identyczne (albo nawet wyższe), poziom obsługi nawet wyższy, ale jednak wszystko jest „na dziko” i na własne ryzyko klienta. Tak, jak jeżdżenie samochodem Ubera zamiast licencjonowaną taksówką. Nie mam żadnych wieści, które podważałyby uczciwość Lottolandu, ani podobnych przedsięwzięć. Podobno w tego rodzaju firmach wypłaty wygranych opierają się na… ubezpieczeniu. Firma wykupuje polisę od wygranej i jeśli ktoś wygra, to ubezpieczyciel wypłaca pieniądze.

lottolandmegakumulacjalottomegakumulacja

Ale jeśli kiedyś firma „zapomni” wykupić polisy? Albo polisa podrożeje, a graczy nie będzie wystarczająco dużo, by pokryć koszty składki? Albo dojdzie do awarii strony internetowej i uczestnicy nie będą mogli udowodnić, że mają wirtualne kupony uprawniające do wygranej? A jeśli ktoś włamie się na konto osoby uprawnionej do wygranej i przekieruje kasę na swoje konto (w czasie rejestracji podaje się tylko login i hasło, nie ma np. SMS-owych kodów jednorazowych, ani żadnych dodatkowych identyfikatorów)? Przy tak wysokiej stawce to rzeczy, nad którymi warto się zastanowić. Nawet jeśli Lottoland zachowuje pozory (pisze o tym, że jest Lottolandem, a nie Lotto, ma inne logo, niż „prawdziwe” Lotto) i nawet jeśli nazwy gier pisze małymi literami (a nie dużymi, jako nazwy własne), to jednak uważam, że powinien uczciwie zaznaczać, że to nie jest gra w Lotto, tylko typowanie wyników losowania. A więc: że uczestnik Lottolandu nie bierze udziału w rzeczywistym losowaniu. Być może dla uczestników to oczywiste, ale wcale nie jestem pewny. Żaś firma nie afiszuje się z takim przesłaniem. Oby nie było kiedyś z tego kwasu.

Jeśli dobrze rozumiem sytuację, działające na podstawie prawa o monopolu loteryjnym Lotto (a konkretnie Totalizator Sportowy, który jest operatorem tej marki) nie ma prawa prowadzić zakładów online, ani za pośrednictwem smartfonów. Z tego powodu zajęły się tym prywatne firmy, wykorzystując lokę w prawie. Tak samo, jak prywatni pożyczkodawcy wypchnęli z rynku szybkiej gotówki banki, od których nadzór żądał, by przed udzieleniem pożyczki brały od klientów zaświadczenie o dochodach. I tak samo, jak Uber wypycha z rynku licencjonowane taksówki tłumacząc, że on tylko kojarzy ludzi mających czas i samochód z tymi nie mających ani czasu, ani samochodu. I tak samo, jak prywatne firmy zaczęły pomagać klientom wykonywać szybkie przelewy, przepuszczając ich pieniądze przez swoje, prywatne konta. Warto sobie zdawać sprawę, że korzystając z usług stworzonych „na dziko”, działających obok tych licencjonowanych, ponosimy większe ryzyko. A jeśli chodzi o Lottoland to chciałbym, żeby Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (niezależnie od tego czy firma łamie prawo oferując usługi quasiloteryjne) sprawdził czy nie ma tu wprowadzania konsumenta w błąd. Bo jeśli ludzie grają w Lottoland mając świadomość, że to wyrób „lottopodobny” i nie mający nic wspólnego z państwowymi gwarancjami, to pikuś. Ale jeśli grają, myśląc, że to prawdziwe Lotto… Mailing, który dostałem na moją skrzynkę wygląda pod tym względem podejrzanie.

SUBIEKTYWNIE W WAŻNYCH SPRAWACH RODZINNYCH ;-). Wśród spraw ważnych dla świata, którymi mam przyjemność się zajmować, są np. koszty szkolnej wyprawki, czyli jednego z najważniejszych wydatków w roku dla każdego „dzieciatego” Polaka. W tej sprawie pojawiłem się w studio wakacyjnego wydania programu „Pytanie na śniadanie”. Zapraszam do obejrzenia 😉

pnswyprawka3pnspytaniesniadanie2

Żaden sierpniowy dzień nie byłby dopełniony, gdybym nie wypowiedział się w sprawie frankowiczów. Aby sprawiedliwości stało się zadość, radziłem – wspólnie z Andrzejem Sadowskim z Centrum im. Adama Smitha – w TV Republika co zrobić z ustawą antyfrankową. 

tvrepfranki33

SUBIEKTYWNOŚĆ I FINANSOWE ABSURDY. Jak uprzykrzyć życie klientowi-frankowiczowi, który chce walczyć w sądzie o przewalutowanie pożyczki? Jest kilka sposobów. Przyda się las 

SUBIEKTYWNOŚĆ PRZEŚWIETLA PROWIZJE. Jak nie dać się latem naciągnąć na dodatkowe prowizje i spready? O tym mówiłem na nadwiślańskiej plaży w ostatnim odcinku wideoporadnika „Samcik prześwietla”. Obejrzyjcie!

SUBIEKTYWNOŚĆ RADZI JAK ŻYĆ. Oto pięć rzeczy, które warto zrobić przed urlopowym wyjazdem. Lub po nim 🙂

SUBIEKTYWNOŚĆ POMAGA ZROBIĆ PIERWSZY KROK. Jeśli myślisz o tym, by zabrać pieniądze z banku i ulokować część z nich inaczej, ale nie wiesz jak się za to zabrać, powinieneś nie tylko przeczytać moje książki o podstawach oszczędzania i inwestowania, ale też obejrzeć to. Wiele rzeczy rozjaśni ci się w głowie.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss