Odkupić od kogoś polisę na życie i zarabiać na tym 8-10% rocznie? Tak to się robi w USA. W Polsce też są pierwsi śmiałkowie

„Nie znam żadnego instrumentu finansowego oferowanego na rynku polskim o porównywalnym poziomie bezpieczeństwa i podobnej stopie zwrotu” – mówi pan Jacek i pokazuje jak zarabia na… cesjach amerykańskich polis na życie, czyli produktowi finansowemu znanemu na Zachodzie jako life settlement. Czy to się może upowszechnić jako alternatywa dla lokowania oszczędności np. w obligacje?

Mając w perspektywie 20 lat przebywania na emeryturze warto zawczasu zgromadzić oszczędności lub majątek. A najlepiej – jedno i drugie. Życie emeryta może być bowiem dość przyjemne tylko wtedy, gdy będzie miał możliwości, by w wolnym czasie realizować swoje marzenia. Te same, których nie miał czasu spełniać, gdy zarabiał pieniądze.

Kiedyś liczyłem na „Subiektywnie…” ile kasy potrzeba na solidne zabezpieczenie funduszu spełniania marzeń i jaką część bieżących dochodów należałoby odkładać, żeby to było możliwe, ale nie wziąłem pod uwagę, że niemała część z nas na emeryturze będzie miała też majątek w postaci np. mieszkania.

Mieszkanie – nawet takie, w którym starsza osoba mieszka – można zamienić na żywą gotówkę w ramach odwróconego kredytu hipotecznego lub tzw. renty dożywotniej. Na czym to polega? Normalny kredyt hipoteczny polega na tym, że kupuję mieszkanie na raty, a tutaj w ten sam sposób się je… sprzedaje. Dostaje się co miesiąc jakąś część umówionej kwoty, a mieszkanie przechodzi na własność wypłacającego te pieniądze dopiero po śmierci posiadacza lokalu.

Jestem pewny, że rynek na tego typu usługi – dziś kompletnie nieuregulowany – zostanie przez rządzących stworzony i opisany dodatkowymi przepisami (choć nawet teraz nie ma przeszkód, by – o ile nabywca ma dobrą wolę i nie chce oszukać klienta – napisać bezpieczną umowę renty dożywotniej w zamian za prawo do mieszkania).

Masz majątek? Na emeryturze złożą ci ofertę

Na Zachodzie sprzedaje się za życia nie tylko prawo do swojego mieszkania, ale też i do… polisy ubezpieczeniowej na życie. Dzięki temu osoba, która już tej polisy nie potrzebuje, odzyskuje część pieniędzy, a nabywca polisy w ramach swego rodzaju cesji – dostaje prawo do świadczenia.

Niedawno jeden z czytelników pochwalił mi się, że właśnie zarobił na takim interesie 10% rocznie. Oczywiście nie inwestował w polisę wystawioną przez polską firmę ubezpieczeniową, tylko w amerykańską, więc rzecz była nieco złożona, ale zysk to zysk.

Kto wie, czy w przyszłości nie będzie to jedna z inwestycji „alternatywnych”. Era niskich stóp procentowych sprawiła, że ludzie szukają innych możliwości zarobku, niż obligacje, czy akcje. Opisywałem moje przygody z platformami, które pośredniczą w finansowaniu działalności pożyczkowej na całym świecie. Firmy pożyczkowe udzielają pożyczek, sprzedają udział w zysku z płaconych przez klientów rat, a w zamian dostają od inwestorów pieniądze na udzielanie jeszcze większej liczby pożyczek.

Albo social lending, który co prawda w Polsce został „zabity” przez Komisję Nadzoru Finansowego za zbyt niebezpieczny dla ludzi (co dziwne, ta sama KNF nie widziała nic niebezpiecznego w obligacjach Getbacku oraz w funduszach rolnych lub nieruchomościowych, które „przegrały” 99% pieniędzy klientów), ale na Zachodzie coraz bardziej popularny jest model pożyczania sobie przez ludzi pieniędzy bez pośrednictwa banków, na specjalnych platformach.

Life settlement, czyli cesja polisy na życie, jest – zdaje się – kolejną tego typu nowinką. W zasadzie to nowinką tylko u nas, bo fundusze i banki inwestycyjne (np. Berkshire Hathaway stworzony przez słynnego Warrena Buffeta) inwestują w to od lat. Im niższe są odsetki od obligacji, tym bardziej poszukiwanym produktem są polisy na życie z cesją.

Life settlement, czyli jak przejąć sumę ubezpieczenia?

Zanim przejdę do wytłumaczenia na czym tutaj można zarobić 10% rocznie, należy ustalić po jaką cholerę ktoś miałby sprzedawać polisę na życie? Polisy tego typu są głównie po to, by zabezpieczyć rodzinę przed nagłą śmiercią. Jeśli mam mieszkanie na kredyt, mój partner lub partnerka nie pracuje (albo mało zarabia), mam piątkę dzieci w wieku szkolnym na utrzymaniu, to spadająca na moją głowę cegła mogłaby bardzo skomplikować bliskim życie.

Kupuję więc polisę – albo, co w Stanach jest częste, kupuje ją dla mnie mój pracodawca jako dodatkowy benefit pozapłacowy – i jestem bezpieczny. Jeśli umrę, uposażeni dostaną określoną w umowie sumę. A jeśli – daj Boże – nie umrę? Wtedy opłacane w ramach polisy składki się nie „zwrócą”, są de facto ceną świętego spokoju, którą zapłaciłem za ochronę, z której nie musiałem skorzystać.

O ile w Polsce popularne są głównie polisy terminowe (bo tańsze), w których firma ubezpieczeniowa bierze na klatę ryzyko upadku cegłówki na moją łepetynę tylko w limitowanym terminie, o tyle w USA dość popularne są polisy bezterminowe. Nieważne kiedy umrę, zawsze ktoś dostanie sumę ubezpieczenia.

Oczywiście, składki w takich polisach są skalkulowane na znacznie wyższym poziomie, bo firma ubezpieczeniowa nie może liczyć, że wypłaci pieniądze tylko niektórym klientom, lecz wszystkim. To oznacza, że kiedy jestem już emerytem, to w składkach prawdopodobnie zapłaciłem firmie ubezpieczeniowej więcej, niż wynosi suma ubezpieczenia. Ale z drugiej strony – taka polisa ma zawsze wartość rynkową.

Jeśli mam 75 lat, a wszystkie przyczyny, dla których opłacałem polisę na życie wygasły (nikt z rodziny nie zbankrutuje wskutek mojej śmierci), to mogę spróbować sprzedać polisę za część jej wartości i de facto przekazać komuś prawo do świadczenia po mojej śmierci.

„Przeżywalność” to biznes, czyli nie każdą polisę warto odkupić

I na tym właśnie polega life settlement, czyli przejęcie polisy ubezpieczeniowej. Kupuję taką polisę z dużym dyskontem (mój zysk jest różnicą między zapłaconą ceną, a „docelową” sumą ubezpieczenia) i – jakkolwiek by to źle nie brzmiało – czekam na śmierć osoby, która prawa do polisy scedowała.

Przedmiotem handlu są najczęściej polisy osób, co do których jest dość duże prawdopodobieństwo, że nie przeżyją więcej, niż 2-4 lata. W cenie transakcji jest uwzględniona suma składek, które trzeba będzie zapłacić za ten okres (aby polisa nie upadła). Do prognozy przeżywalności dodaje się zwykle jeszcze dwa lata i składki za ten okres również „zaszywa” w cenie transakcji.

A jeśli sprzedający polisę wykręci brzydkiego psikusa i nie będzie chciał umrzeć „w terminie”? Gdyby zdarzyła się sytuacja, w której ubezpieczony przeżył cały okres prognozowany okres „przeżywalności” i jeszcze dwa lata (podobno w USA takie numery „wykręca” tylko 3% sprzedających swoje polisy), inwestorzy – ci, którzy kupili polisę – są o tym fakcie zawiadamiani i proszeni o podjęcie decyzji: czy chcą nadal kontynuować inwestycję i opłacać składki (co obniża ich zyski), czy też wolą szukać nabywcy, który przejmie od nich ten obowiązek (oczywiście trzeba mu oddać część zysków).

Widziałem taką polisę razem z dokumentacją „inwestorską”. To absolutna maestria statystyki. Człowiek, który taką polisę sprzedaje, jest przebadany i opisany na tysiąc sposobów. Prognoza jego „przeżywalności” jest oparta na tylu łącznych wskaźnikach i cechach, że w zasadzie można powiedzieć z dokładnością do kilku miesięcy, kiedy powinien umrzeć.

Oczywiście najłatwiej – z punktu widzenia inwestorów, zimnych drani, jest wtedy, gdy sprzedający ma śmiertelną chorobę (np. nowotwór).

Może być 10% w skali roku, albo więcej, jeśli klient „wyświadczy uprzejmość”

Takie interesy często zawiera się w ramach inwestorskich konsorcjów. Jeśli polisa ma wartość np. miliona dolarów, to nikt w pojedynkę nie wyłoży kilkuset tysięcy, żeby ją odkupić. Raczej zbiera się kilku, kilkunastu inwestorów, którzy robią swego rodzaju „zrzutkę” i kupują udziały w polisie.

Ciekawe, czy potem na pogrzebie osoby, która sprzedała polisę, może się stawić taka mocna grupa inwestorów. Niepłacząca. Oni akurat nie mają powodu, żeby płakać po zmarłym ;-). Pan Jacek, który pokazał mi swoją „zrealizowaną” polisę. Była warta 1.500.000 dolarów, zaś cena jej zakupu wyniosła 1.111.111 dolarów. Oczywiście, pan Jacek i jego znajomy nie wyłożyli w całości takiej kwoty, lecz tylko po 10.000 dolarów, jako członkowie konsorcjum.

W momencie zakupu prognoza „przeżywalności” dla osoby, która tę polisę sprzedawała, wynosiła 42 miesiące (trzy i pół roku). Prognozowana stopa zwrotu wynosiła 35% (różnica między ceną zapłaconą za polisę, a sumą ubezpieczenia). Jeśli podzielić te 35% przez trzy i pół roku, wyjdzie dokładnie 10% w skali roku. W tym konkretnym przypadku sprzedający polisę „rozpieścił” inwestorów, bo zmarł już po 24 miesiącach od transakcji, zapewniając zysk (licząc w dolarach) rzędu 17,5% w skali roku.

„I to bez uwzględnienia dodatniej różnicy kursowej. Dolar dwa lata temu kosztował ok 3,50-3,60 zł, teraz jest bliżej 4 zł. Nie znam żadnego instrumentu finansowego oferowanego na rynku polskim o porównywalnym poziomie bezpieczeństwa i podobnej stopie zwrotu”

– mówi pan Jacek, wierny czytelnik „Subiektywnie o finansach”. A mnie wciąż niepokoi fakt, że w tym modelu biznesowym jednak jest „zaszyte” oczekiwanie na śmierć. To nie jest komfortowe, choć pan Jacek, który o inwestowaniu w polisy mi opowiedział, patrzy na to inaczej:

„Nie zapominajmy o korzyściach dla ubezpieczonego. Są to często ludzie bardzo chorzy, którzy nie mają innej możliwości sfinansowania opieki medycznej czy paliatywnej w ostatnich latach swojego życia. Opieka medyczna w USA jest bardzo droga i często nawet osobom mającym solidną emeryturę i dobrą polisę ubezpieczenia medycznego nie starcza pieniędzy na rosnące z wiekiem koszty szpitali, domu opieki, pielęgniarek itp. Analizując poszczególne polisy oferowane w Europie mamy do czynienia z opisem historii choroby ubezpieczonego i nieraz łza się w oku zakręci. Muszę Panu powiedzieć… jak czytam opisy poszczególnych przypadków to psychika mi siada”

Kto zarabia na polisach na życie? Wszyscy poza tymi, którzy przez lata płacili składki?

Pan Jacek i jego kolega oczywiście nie jeździli do Stanów i nie kupowali jej osobiście. Działa tutaj cała siatka pośredników. Drugą stroną umowy pana Jacka była firma Fidelity of Georgetown, pośrednik działający w imieniu inwestorów. Ta firma z kolei wynajęła powiernika – Bank of Utah – który stał sie uposażonym w ramach polisy. To na jego konto spłynęła suma ubezpieczenia (i z jego konta opłacane były składki, by polisa po odsprzedaniu przez pierwotnego właściciela nie upadła).

Pomiędzy Fidelity of Georgetown, a panem Jackiem była jeszcze niemiecka firma – jej dealer na Europę. I pomyśleć, że oni wszyscy solidnie na tym interesie zarobili. Oczywiście nie dopłaciła do niego też firma ubezpieczeniowa, która sprzedała pierwotnemu właścicielowi tę polisę na życie, która potem stała się przedmiotem obrotu na rynku wtórnym. Pomyślcie, jakie składki musiał płacić ten zmarły niedawno konsument, żeby to wszystko się wszystkim opłaciło. Kapitalizm jestr okrrrropny (acz socjalizm bywa jeszcze gorszy ;-))).

Tym niemniej jestem głęboko przekonany, że w erze niskich stóp procentowych takie rzeczy będą coraz popularniejsze i to nie tylko na bogatym Zachodzie, ale i u nas, nad Wisłą. Tyle, że istnienie łańcuszka pośredników i fakt, że kupujemy jakieś „niedotykalne” aktywa na drugim końcu świata to oczywiście nie pomaga poczuć się bezpiecznie.

zdjęcie tytułowe: AneMone123/Pixabay

28
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
22 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
16 Comment authors
marioAli GAli GJacekWojtek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
zen
Gość
zen

„Jeśli podzielić te 35% przez trzy i pół roku, wyjdzie dokładnie 10% w skali roku” Stosując matematycznie poprawną metodę procenta składanego wyjdzie 8,9%. Zakładając, że ubezpieczony zrobi nam psikusa i przeżyje 1 odchylenie standardowe dłużej, czyli powiedzmy ok. 7 lat, wówczas stopa zwrotu wyniosłaby 4,4% minus wniesione uzupełnione składki, to daje ok. 3%. Jednocześnie inwestor bierze na siebie ryzyko: – że w międzyczasie będzie potrzebował tych pieniędzy i aby upłynnić to coś będzie musiał zgodzić się na sprzedaż z potężnym dyskontem – że ubezpieczony przeżyje znacznie dłużej niż wg prognozy – że zmieni się prawo podatkowe w US lub PL… Czytaj więcej »

Jacek
Gość
Jacek

Wyjaśniam: -ogólna stopa zwrotu znana jest w momencie inwestycji, odsetki nie są naliczane i dodawane do kapitału po zakończeniu każdego roku, nie bardzo można więc zastosować procent składany, -inwestor powinien liczyć się z tym ,że „rozstaje” się z zainwestowaną sumą na czas co najmniej roku (nie ma możliwości wycofania kapitału) i jest on o tym informowany.Jjeśli chce się wycofać po roku lecz przed upływem czasu prognozy dożycia – traci 15% plus koszty administracyjne o 250 USD, Czy to jest „potężne dyskonto”? Jeśli czas prognozy minął i inwestor nie chce dłużej czekać otrzymuje zwrot 100% kapitału (minus koszty administracyjne) – oczywiście… Czytaj więcej »

Ali G
Gość
Ali G

No proszę Pana, Pan jest ignorantem. Amber Gold – klasyczna piramida. Getback – klasyka polskiej polityki (przeciez GPW dopuscilo spolke na parkiet, KNF zaakceptował obligacje). Tu ma Pan fundusz. Jeden z polskich funduszy ktory robi na cesjach biznes, ma aktualnie 700 mln aktywów. Fundusze bazowe zarabiają od 5 lat dwucyfrowe stopy zwrotu. Nie zna się Pan na finansach, proszę nie siać dezinformacji i iść zarabiać 3-4%, tracąc przy tym 3% na inflacji.

Wojciech
Gość
Wojciech

1. Tacy jak Buffet czy Gates inwestują w całe portfolia a taki bezpośredni zakup tych polis wymaga zainwestowania dzięsiątków przynajmniej milionów USD, przeciętnemu inwestorowi pozostaje wiec albo bezpośredni zakup „fractional life sattlements” albo zakup jednostek jakiegoś funduszu private equity. 2. w USA jest bardzo zróżnicowane i skomplikowane prawodawstwo stanowe dotyczące tego kto i na jakich zasadach w ogóle może te polisy bezpośrednio kupować czy w dużych pakietach czy ułamkowo. Bardzo ciasno uregulowany instrument finansowy. W niektórych stanach w ogóle nie da się tego kupić. Co więcej z tego co wiem (może coś się zmieniło w ostatnich 24 miesiącach) w zakup… Czytaj więcej »

Jacek
Gość
Jacek

Panie Wojciechu ma pan nieaktualne informacje. W USA istnieje wiele firm uprawnionych do skupowania polis na życie na rynku wtórnym i odsprzedawanie ich części osobom fizycznym. Łatwo wyguglować. Oczywiście muszą one posiadać licencję i odpowiednie zasoby kapitałowe. Jest to ściśle regulowane i nadzorowane przez SEC. O ile wiem nie we wszystkich stanach jest to możliwe. Life Settlements reguluje prawo stanowe, a nie federalne. Proszę zajrzeć na stronę LISA i tam jest zakładka o regulacjach prawnych we wszystkich stanach. Inwestorzy profesjonalni stanowią większość graczy na tym rynku-tu ma Pan racje. Przez długi czas starali się oni blokować dostęp do tego rynku… Czytaj więcej »

Wojciech
Gość
Wojciech

Panie Jacku, Mellon przesyłał prospekty różnych proponowanych inwestycji alternatywnych a jedną z nich były właśnie te polisy ale nie jako zakup ułamkowy, częściowy (fractional life sattlement) ale jako całe portfolio tych polis i minimalny próg wejścia wynosił 10m USD. Próg wejścia był wiec bardzo wysoki w dodatku dolar był na wieloletnich maksymach. Sprawdzałem zakup w częściach ułamkowych to była wówczas siatka pośredników i było to bardziej skomplikowane prawnie a także podatkowo i oczywiście to miało tez wpływ na projekcje przyszłego zysku. Nie zdecydowałem się w każdym razie. Gdybym miał środki na zbudowanie portfolio zawierajace jak to ładnie Amerykanie ujmują „3000… Czytaj więcej »

Jacek
Gość
Jacek

Panie Wojciechu, na pewno nie jest łatwo otrzymać takie informację od instytucji zainteresowanej tym, aby u niej zainwestować. Prosze obejrzeć to : https://www.youtube.com/watch?v=3Gdd97Pq8BA i tu https://www.youtube.com/watch?v=CKG7mq4pnYs Te firmy oferują inwestorom w USA dokładnie ten sam schemat co my w Europie. Będąc w USA nierezydentem kwestie prawno/podatkowe mogą być skomplikowane. Nie znam ich. Myślę, że gdyby Pan znalazł te firmy powyżej to by Pan zainwestował. Nasi inwestorzy stosują dywersyfikację kupując kilka polis o różnych parametrach. „Strzał w kolano”- jest takie ryzyko. Piszemy o tym i zawsze informujemy dokładnie potencjalnych inwestorów. Od 2004 roku statystyki są takie, że 93% Life Expectancy jest… Czytaj więcej »

floridian
Gość
floridian

Chciałbym jeszcze dodać, że ten biznes jest dobry dla tych co mają sporo pieniędzy i mogą czekać kilka lat na zwrot inwestycji bo trzeba za jeszcze za tych „ubezpieczonych” płacić składki i pilnować żeby polisa nie wygasła. Słyszałem bowiem o takich co takie scedowane polisy kupili po dobrym dyskoncie jako wspaniałą inwestycję. Mineło 10 lat, ci co sprzedali żyją i mają się doskonale a ci co kupili do tej pory bulą składki a z polis do tej pory nie dostali ani grosza. Wolę raczej inwestować nasze ciężko zarobione pieniądze w fundusz Allianz Global Technology który przyniósł nam 11.2% od początku… Czytaj więcej »

Jacek
Gość
Jacek

Tak bywało. W latach 80-tych wiele osób sprzedawało swoje polisy aby móc sfinansować kosztowną terapię. Wynaleziono lekarstwa i ci ludzie żyją do dziś. Przypadki o których Pan słyszał należą raczej do kategorii oszustw tzw. STOLI Stranger-Originated Life Insurance. W efekcie pod osłoną umów ubezpieczenia rozwija się specyficzny obrót prawny, zbliżony do powszechnie kwestionowanego hazardu, w którym obstawia się cudze życie. Zawarciu STOLI towarzyszyć mogą zarazem inne nadużycia związane chociażby z: zawyżaniem dochodów w celu uzyskania wyższej sumy ubezpieczenia, zewnętrznymi podmiotami opłacającymi składkę ubezpieczeniową czy deklarowaniem innego niż rzeczywisty stanu zdrowia. Takie polisy były zawierane i sprzedawane na rynku wtórnym i… Czytaj więcej »

Wojciech
Gość
Wojciech

Panie Jacku jedna sprawa rozumiem ze to Pan jest tym „Panem Jackiem” z tekstu Pana Redaktora. Z tekstu zrozumiałem, że Pan jest inwestorem. Natomiast z Pana komentarzy wnioskuje, że Pan jest dystrybutorem?

Jacek
Gość
Jacek

Tak Panie Wojtku, Inwestorem – testerem- obaltywaczem. 🙂
Przeszedłem cały proces inwestycyjny: podpisanie umowy -przelew do USA-wybór polisy-przelew zysku z USA na konto w PL.
Teraz wiem już, że to działa i mogę to polecać innym zainteresowanym i tylko takim !
Pozdrawiam

Wojtek
Gość
Wojtek

Panie Jacku a jaki Pana zdaniem jest minimalny próg wejścia w taką inwestycje?

Jacek
Gość
Jacek

Panie Wojtku, próg wejścia jest ustalony przez dostawcę polis i wynosi w Polsce 10 000$, (na Zachodzie25000$). Maksymalna suma jaką można zainwestować w jedną polisę to 100 000$.

Ppp
Gość
Ppp

Zainwestować, by potem życzyć komuś szybkiej śmierci – NIEDOBRZE MI! Jeśli nawet coś takiego pojawi się w PL, to ja będę się trzymał z daleka. Jest wiele innych sposobów inwestowania, które jednocześnie są przyzwoite.
Pozdrawiam.

Ewa
Gość
Ewa

Nie bardzo rozumiem taki sposób myślenia. A jak jest ze spadkami? Czy jeśli ktoś zapisze Panu za życia np. mieszkanie to zaczyna Pan życzyć tej osobie szybkiej śmierci?
Przecież ta osoba CHCE sprzedać tą polisę bo potrzebuje pieniędzy na życie i leczenie. Cóż z tego, że będzie ją trzymał do końca, jeśli np. nie ma spadkobierców i pieniądze z polisy otrzyma towarzystwo ubezpieczeniowe. Albo może i ma rodzinę, ale koszty leczenia i opieki są tak wysokie, że rodzina musi się zapożyczyć lub np. zrezygnować z pracy, by opiekować się tą osobą.

Wojciech
Gość
Wojciech

“ Czy jeśli ktoś zapisze Panu za życia np. mieszkanie to zaczyna Pan życzyć tej osobie szybkiej śmierci?”

Pani Ewo jeśli zapisałaby mi Pani za życia mieszkanie to poza dozgonna wdzięcznością i obietnicą odwiedzania Pani grobu (dożywotnio póki starczy mi sił) muszę szczerze przyznać że jednak życzyłbym Pani szybkiej śmierci zwłaszcza , że możliwe, że na nieruchomościach jest bańka spekulacyjna i warto teraz sprzedawać. (post ma charakter humorystyczny proszę się nie obrażać – serdecznie pozdrawiam!)

Ewa
Gość
Ewa

Oczywiście, nie obrażam się. Ale po tym wpisie mieszkania też już Panu nie zapiszę 😉
Pozdrawiam

Jacek
Gość
Jacek

Tego typu dylemat moralny ma każdy potencjalny inwestor. Bank oferujący odwróconą hipotekę nie ma takich problemów. Trzeba zdać sobie sprawę, że osoby pozbywające się polis są do tego zmuszone przez okoliczności. Nie stać ich na opłacenie stale rosnącej z wiekiem składki, nie mają juz uposażonego z polisy, potrzebują kasy na lekarstwa i często skomplikowane i drogie leczenie szpitalne lub opiekę paliatywną. Emerytura czy ubezpieczenie medyczne nie może pokryć tych kosztów. Gotówka z takiej polisy to dla nich często zbawienie. Oczywiście rozumiem Pana/Panią. Jak ktoś ma taki dylemat moralny to nie powinien inwestować w LS. (może lepiej kupić akcje amerykańskiego/izraelskiego producenta… Czytaj więcej »

Basia
Gość
Basia

Firmy , które oferują odwróconą hipotekę czy rentę dożywotnią też tak w rzeczywistości oczekują na jak najszybszą śmierć osoby , której wypłacane jest świadczenie, ale nikt nie pisze że życzą komuś szybkiej śmierci. Te produkty są sprzedawane w opakowaniu pomocy osobom starszym i jest Ok? Live settelmenst spokojnie też można ubrać w piękne szaty. Przecież odkupowane są polisy od osób starszych, które nie chcą do końca życia opłacać wysokich składek tylko skorzystać z ładnej sumki i przeżyć ostatnie lata na bogato. Kupując cegiełkę tej polisy śmiało też możemy mówić, że pomagamy starszym schorowanym osobom, ryzykując własne ciężko zarobione pieniądze. Gdyby… Czytaj więcej »

Ewa
Gość
Ewa

Jeszcze jeżeli chodzi o kwestie etyczne to kupując np. udziały w funduszach inwestycyjnych nie wiemy, gdzie dokładnie inwestowane są nasze pieniądze. Może we wspomniane tu drony albo produkcję broni, może w przemysł tytoniowy albo w coś, w co nigdy byśmy nie chcieli zainwestować, bo jest niezgodne z naszymi przekonaniami. Spotkałam się wprawdzie z ofertą funduszu inwestycji etycznych, ale to raczej wyjątek niż reguła.
W life settlement nie widzę nic nieprzyzwoitego. Owszem, wiąże się ze śmiercią, co jest dużym tabu w Polsce, ale w żaden sposób nie przyczyniamy się do niej kupując polisę.

Kamil
Gość
Kamil

Pomijając wspomniane już w komentarzach instytucje finansujące tzw. odwróconą hipotekę, proszę zauważyć, że w podobnym położeniu wydaje się być ZUS i każdy inny płatnik emerytur w innych krajach. Na rynku kapitałowym można mieć wiele innych dylematów moralnych jak np. uczestniczenie w zyskach spółek, które szkodzą środowisku lub produkują broń, albo też zbudowały swoją potęgę we współpracy z nazistami etc. Należy pamiętać, że pomoc tym ludziom w upłynnieniu ich polisy w żaden sposób nie przyśpiesza ich śmierci, a wręcz przeciwnie otrzymują oni środki, które mogą przeznaczyć na leczenie i nawet jeśli się nie wyleczą, to być może przeżyją swoje ostatnie lata… Czytaj więcej »

Michał
Gość
Michał

Zasępiłem się nad zdaniem w artykule:

„…w USA dość popularne są polisy bezterminowe. Nieważne kiedy umrę, zawsze ktoś dostanie sumę ubezpieczenia.”

I tak się zastanawiam – czy na pewno? W polisie nie ma żadnych wyłączeń? AIDS, wojna, samobójstwo?

Jacek
Gość
Jacek

Panie Michale, ma Pan racje. W amerykańskich polisach na życie nie ma wyłączeń. Polisa musi jednak być opłacana co najmniej 2 lata. Potem już niech się dzieje wola nieba. Nawet samobójstwo czy AIDS nie jest podstawa do niewypłacenia sumy ubezpieczenia. Co do wojny …. jak spadnie bomba atomowa na NY czy LA to raczej ubezpieczenia nie będzie miał kto i komu wypłacić.

Dominik
Gość
Dominik

W Polsce można nabyć ubezpieczenie na całe życie – 100% pewności wypłaty niezależnie kiedy nastąpi śmierć. Wyłączenia dotyczą samobójstwa w ciągu 2 lat od zawarcia ub. i śmierci w wyniku działań wojennych. Dawna Pramerica obecnie Unum.

Jacek
Gość
Jacek

Podobnie jak w USA . Dzięki Panie Dominiku

Ali G
Gość
Ali G

Skąd to zwątpienie? Jest w PL fundusz który zarabia ok 8%/rok od 2 lat. Fundusz bazowy w LUX zarabia od 5 lat od 17% do 22%. Polecam też zorientować się w temacie ile kosztują ubz w stanach, jakie są wysokości wypłaty świadczeń i do którego roku życia można się ubezpieczać.

mario
Gość
mario

Jak zwykle pojawia się tajemniczy pan Jacek, który zarabia krocie, a na koniec okazuje się, że pan Jacek bierze tylko prowizję od sprzedaży jakichś produktów i czy klient zarobi 10% czy straci wszystko to pan Jacek ma swoje kilka procent…

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij