Nowy gracz zagrozi lombardom? Skupują złote obrączki nawet o 20% drożej!

Firmy, które zajmują się handlem złotymi sztabkami i monetami, przeżywają w tym roku wyjątkowo tłusty czas. Wszystko wskazuje na to, że łącznie sprzedały nam 10-11 ton złota inwestycyjnego pod różną postacią. Zdarzają się zajefajne repliki najdroższych polskich monet w historii, przeżyliśmy też solidny piłkoszał w portfelu :-).  Najwięksi gracze na tym rynku – Mennica Polska i Mennica Wrocławska – znów ogłoszą historyczne rekordy w sprzedaży złota. Pierwsza sprzeda 7-8 ton złota inwestycyjnego, a druga tonę. A to wszystko przy niezbyt dobrej koniunkturze na rynku złota (fani tego kruszcu wciąż nie mogą się doczekać osiągnięcia przez złotko 2000 dol. za uncję) i w oparach afery Amber Gold, która nie zrobiła najlepszej reklamy firmom pośredniczącym przy sprzedaży złotych sztabek. Inna sprawa, że  te nasze 10-11 ton kupowanego złota to pikuś w porównaniu z zakupami takich np. Niemców, którzy rocznie wykupują po 150-160 ton złota. Ale z drugiej strony: tym bardziej łakomym kąskiem jest ten rynek dla obu Mennic. Ich prezesi podśpiewują sobie tak:

Dobre czasy skłaniają firmy handlujące złotem do eksperymentów. Dowiedziałem się właśnie, że Mennica Wrocławska postanowiła zeksplorować kolejną niszę rynkową – skup złotego złomu. Chodzi o wszelkiego rodzaju pierścionki, obrączki, naszyjniki, łańcuszki, złotą biżuterię, której Polacy pozbywają się z najróżniejszych powodów: kłopotów finansowych, podziału majątku przy rozwodzie albo konieczności pozyskania pieniędzy na jakąś inwestycję. Do tej pory skup biżuterii w dużej mierze kontrolowały lombardy i firmy, które specjalizują się np. w szybkich pożyczkach gotówkowych (także pod zastaw). Złoto skupują też niektóre zakłady jubilerskie, a także właściciele kantorów. Nikt nie wie ile złota w ten sposób zmienia właściciela, bo dopóki obrót jest mocno rozdrobniony, nie da się tego nijak zmierzyć. Ale ludzie z Mennicy Wrocławskiej doszli do wniosku, że gra jest warta świeczki i choć nie mają dużej sieci sprzedaży (raptem kilkanaście placówek w całym kraju, gdy największe sieci skupujące złoty złom liczą po kilkadziesiąt „okienek”), to warto powalczyć o skonsolidowanie skupu złota pod postacią biżuterii.

Czytaj też: Banki centralne drukują na potęgę! Czy warto kupić sztabkę?

Na pierwszy rzut oka pomysł nie powinien się udać, bo ze sprzedażą złota jest trochę tak, jak z szybkimi pożyczkami – liczy się impuls i bliskość fizycznej placówki, w której można dobić targu. Kto chciałby jeździć w tym celu na drugi koniec miasta? Ale Mennica Wrocławska ma jeden poważny atut – cenę. Za złoty złom oferuje znacznie lepsze warunki, niż przeciętny lombard, czy inny punkt skupu biżuterii. O ile w punktach skupu płacą zwykle cenę odpowiadającą 60-70% wartości rynkowej złota zawartego w danym przedmiocie, o tyle w Mennicy można dostać nawet 90%. Jak to możliwe? W Mennicy Wrocławskiej przekonują, że tajemnica tkwi w bezpośrednich kontaktach, które mają na Zachodzie z firmami zajmującymi się tzw. rafinacją złota, czyli przetapianiem złomu na sztabki. Mennica to ich duży klient, więc dostaje dobre ceny. A mały handlarz musi zawozić złom do półhurtownika, ten do hurtownika i dopiero wtedy biżuteria trafia do przetopienia. To musi odbijać się na cenie skupu od klienta indywidualnego. Zresztą Piotr Wojda, wiceprezes Mennicy Wrocławskiej otwarcie mówi, że chce być także pośrednim ogniwem dla małych punktów skupu oraz półhurtowników. Nie mówi co prawda, że odstrzeli wszystkich na literę „L”, ale zapewne w lombardach czują już pewien niepokój 🙂 

No właśnie, czy pomysł Mennicy Wrocławskiej wstrząśnie właścicielami lombardów i innych punktów przyjmujących od klientów łańcuszki i pierścionki? Z pewnością może sporo namieszać, zwłaszcza, gdy firma zacznie aktywnie reklamować swoje nowe usługi. Na tym rynku, tak jak na każdym innym, duży może więcej, a jeśli do tego agresywnie walczy ceną… Dość powiedzieć, że po trzech miesiącach testowania tej niszy rynkowej Mennica Wrocławska szacuje, że mogła opanować porządne kilka procent rynku, a może zahaczyć i o próg 10%. Miesięcznie firma skupuje od ludzi i półhurtowników po kilkadziesiąt kilogramów złotego złomu o wartości kilku milionów złotych. Celem – na razie jeszcze odległym – jest to, żeby ściągać z rynku tyle złota w postaci biżuterii, by „finansować” z tego źródła możliwie dużą część własnego zapotrzebowania na sztabki przeznaczone na sprzedaż. A więc: kupować złoty złom taniej, niż zawarte w nim złoto, przetapiać na sztabki o próbie 999,9 (czyste złoto), a następnie sprzedawać te sztabki po cenie o kilka procent wyższej od wartości złota. To pozwoliłoby Mennicy uniezależnić się od dostawców sztabek.

Czytaj też: Czy złoto kiedyś przebije 2000 dol.? Złota bańka, mańka-wstańka?

Tylko co zrobić, żeby aż tak rozkręcić skup złotego złomu (zwłaszcza, że zwykle złoto w nim zawarte ma znacznie niższą jakość, niż 999,9, a więc trzeba go „upchnąć” w sztabce znacznie więcej, niż wynikałoby z wagi sztabki)? Mennica testuje różne pomysły: od jakiegoś czasu działa skup przez internet na zasadzie tzw. złotej koperty (klient może zamówić wizytę kuriera i przesłać w specjalnej kopercie biżuterię do wyceny, na koszt Mennicy). Inny pomysł to otwieranie w galeriach handlowych tzw. złotych wysp. Czyli stoisk podobnych do tych, które czasem widać pod marką mBanku, czy Eurobanku. Można tam będzie kupić sztabkę lub monetę, ale i zostawić biżuterię i na miejscu dostać za nią kasę. Pierwsza taka wyspa ma ruszyć już za kilka dni we wrocławskim centrum handlowym „Korona”. Piotr Wojda kusi, ze w punkach Mennicy Wrocławskiej klienci, którzy zdecydują się na sprzedaż obrączki, mogą dostać nawet 1.000 zł, a za parę złotych kolczyków – 600 zł. Z kolei kto chce kupić najmniejszą, jednogramową sztabkę złota, musi wysupłać ok. 230 zł

Jak pomnażać oszczędności

INWESTORZY INDYWIDUALNI POLECAJĄ! Chwaliłem się Wam ostatnio, że moja najnowsza książka o oszczędzaniu i inwestowaniu pieniędzy została doceniona przez kapitułę konkursu „Economicus”, zorganizowanego pod auspicjami „Dziennika Gazety Prawnej” i Narodowego Banku Polskiego. Eksperci – wybitni ekonomiści zaproszeni do jury – uznali „Jak pomnażać oszczędności” za jeden z trzech najlepszych poradników roku. Dowiedziałem się właśnie, że książkę życzliwie ocenili też eksperci Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych. „Nie jest to kolejny nudny podręcznik, w którym zawiłe teorie mogą przyprawić o senność. Książka została napisana zrozumiałym językiem, przy czym nie traci na zawartości merytorycznej. (…) Napisana przejrzyście i z zamysłem wprowadzi nawet laika w świat finansów osobistych i inwestycji. Książkę polecamy szczególnie osobom, które do tej pory nie oszczędzały lub robiły to bez namysłu” – piszą eksperci Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych. Piękne dzięki za uznanie! Książkę doceniają też ci, którzy w nią… zainwestowali. Jedna z czytelniczek pochwaliła mi się ostatnio: „Mój syn pilnie studiował pana książkę przygotowując się do ogólnopolskiego konkursu „Z klasy do kasy”. I w części praktycznej jego drużyna zajęła drugie miejsce w kraju!  Książkę możecie kupić w księgarniach w całej Polsce i w formie e-booka, klikając ten link, A ostatnio dowiedziałem się ze stron „Rzeczpospolitej”, że poradnik „Jak pomnażać oszczędności” stał się czwartym największym ekonomicznym bestsellerem w sieci salonów Empik w ostatnim półroczu. Bardzo Wam dziękuję za „głosowanie nogami” i… portfelami 🙂

Topka ekonomiczna Rzeczpospolitej

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss