2 października 2013

Nowa jakość? W banku za 29 zł miesięcznie ubezpieczą ci… cały sprzęt przenośny

Nowa jakość? W banku za 29 zł miesięcznie ubezpieczą ci… cały sprzęt przenośny

Mobileo BNP ParibasRecenzowałem jakiś czas temu oferowane przez mBank ubezpieczenie sprzętu elektronicznego, które można sobie odpłatnie dołączyć do konta. Kilak fajnych rzeczy tam znalazłem, ale jako całość oceniłem tę polisę – chroniącą telewizory, laptopy, smartfony, tablety oraz sprzęt AGD – jako cokolwiek dziurawą. Dziś przyjrzę się podobnemu ubezpieczeniu, które ostatnio zaoferował klientom bank BNP Paribas. Ostrzyłem sobie zęby na Mobileo – tak nazywa się to ubezpieczenie – bo pamiętam miłe zaskoczenie, jakie zgotował mi BNP Paribas kredytową kartą sportową. Czyżby „Francuzi” poszli za ciosem i przygotowali kolejny produkt, który będzie świetnym instrumentem dla klienta i źródłem strat dla banku? 😉 Czas na gruntowne prześwietlanie Mobileo. Zalety? Przede wszystkim prostota. Mówimy tu o węższym ubezpieczeniu, niż to mBankowe, bo uwzględniającym wyłącznie elektroniczne urządzenia mobilne (a nie cały sprzęt RTV i AGD), ale za to jedną polisą obejmujemy wszystkie telefony, tablety, smartfony, aparaty fotograficzne, kamery, odtwarzacze mp3 i laptopy, które są w rodzinie. Wszystko za cenę 29 zł miesięcznie. No i nie jest tak, jak w ubezpieczeniu oferowanym przez MetLife, że trzeba jakoś specjalnie „zasłużyć” na to, żeby cię łaskawie ubezpieczyli. 

Niewątpliwą zaletą Mobileo jest też fakt, że nie trzeba robić żadnego inwentarza, ani deklarować ile się ma w domu sprzętu. Z automatu ubezpieczone jest wszystko co kupiłeś jako nowy sprzęt (i masz w domu dowód zakupu). Jedyne ograniczenie dotyczy wieku sprzętu – nie może być starszy, niż 5 lat od zakupu. Nawet jeśli w momencie zawierania umowy ubezpieczenia sprzęt nie ma jeszcze pięciu lat, a w momencie np. kradzieży już przekroczył ten magiczny próg, towarzystwo Cardif (które „wyprodukowało” dla BNP Paribas to ubezpieczenie) nie odda już ani grosza. I tu od razu drugie ważne zastrzeżenie. W BNP Paribas i Cardif rodzinę definiuje się na podstawie adresu zamieszkania – przed wypłatą świadczenia trzeba udowodnić, że mieszka się pod tym samym adresem, co zadeklarowany w polisie (np. okazując faktury za prąd, gaz, czy telefon). Suma ubezpieczenia jest dość wysoka – wynosi 6000 zł, a do tego Cardif dorzuca jeszcze 1000 zł odpowiedzialności za ewentualne straty z tytułu używania skradzionego telefonu przez złodzieja (ale tylko przez 48 godzin od daty kradzieży). Rocznie więc – biorąc pod uwagę cenę 29 zł – za ubezpieczenie całego sprzętu mobilnego płacimy więc jakieś 350 zł, nieco ponad 10% sumy ubezpieczenia.    

Zobacz również:

Czytaj: Ubezpieczenie telefonu w Orange. Za full-wypas zapłacisz kilka stówek

Teraz minusy i ograniczenia. Niestety, jest tego sporo. Po pierwsze: ubezpieczenie działa tylko przy niektórych nieszczęściach. Wśród nich jest kradzież lub rabunek, ale pod warunkiem, że sprzęt nie był pozostawiony bez nadzoru. Wśród wyłączeń znalazłem zapis, który można interpretować bardzo szeroko i który powoduje, że nawet w przypadku kradzieży sprzętu możemy nie dostać od Cardif ani grosza. Ów zapis brzmi, że ubezpieczyciel nie ponosi odpowiedzialności za „zdarzenia powstałe w wyniku umyślnego działania, rażącego niedbalstwa lub niezachowania należytej uwagi przez ubezpieczonego”. O ile kawałek o umyślnym działaniu i rażącym niedbalstwie mnie nie niepokoi, o tyle pod „niezachowanie należytej uwagi” można podciągnąć bardzo dużo okoliczności związanych z kradzieżą sprzętu objętego ubezpieczenia. I jeszcze jeden kawałek dotyczący wyłączeń odpowiedzialności: otóż Cardif nie wypłaci pieniędzy w przypadku kradzieży „która miała miejsce w samochodzie zaparkowanym w godzinach 22.00-6.00 w miejscu innym, niż posiadające ochronę lub monitoring”. Ubezpieczenie od kradzieży i rabunku działa więc tylko czasami, a w dodatku zawsze trzeba się liczyć ze sporem z ubezpieczycielem, który dotyczy potencjalnego „niezachowania należytej uwagi”.

Poza kradzieżą i rabunkiem ubezpieczenie obejmuje też wspomniane wyżej nieuprawnione użycie np. telefonu przez złodzieja oraz uszkodzenie sprzętu. I tu muszę znów na chwilę się zatrzymać, bo żeby Cardif zapłaciło jakieś odszkodowanie, owo uszkodzenie musi być skutkiem wypadku. Wypadek zaś jest definiowany w warunkach ubezpieczenia jako „nagłe zdarzenie wywołane wyłącznie przyczyną zewnętrzną, niezależne od woli ubezpieczonego”. A więc od razu odpadają sytuacje w stylu: przypadkowe zrzucenie na ziemię aparatu, zdepnięcie lub rozbicie ekranu tabletu, utopienie laptopa w wannie itp. W zasadzie mówimy tu tylko o sytuacjach, w których sprzęt został nam zniszczony przez kogoś innego lub coś innego.  Mamy też wyłączenie polegające na tym, że Cardif nie odpowiada za szkody „związane z wilgocią, utlenianiem, korozją, zakurzeniem, przepięciami elektrycznymi lub przegrzaniem” oraz za „zarysowania, odpryśnięcia, zadraśnięcia”. Znam parę osób, które dostały odszkodowanie po tym, jak zgłosiły się do sprzedawcy z rozbitym tabletem i nikt nie pytał w jakich dokładnie okolicznościach nastąpiła szkoda. W Cardif niestety na pewno zapytają i będą żądali dowodów na to, że był jakiś „wypadek”

Nowość! Ubezpieczą twojego smartfona od… lewych transakcji w sklepach

Mamy więc dość poważne ograniczenia odpowiedzialności ubezpieczyciela do kradzieży lub rabunku (ale nie w nocy z auta stojącego na ulicy, nie w przypadku nieostrożności klienta) oraz utraty sprzętu (ale tylko w „wypadku”). Po drugie ubezpieczenie zadziała tylko w przypadku szkód przekraczających 100 zł. Mniejsze są z automatu wyłączone z ubezpieczenia. Po trzecie Cardif w przypadku utraty sprzętu nie zwróci nam kwoty pozwalającej na zakup nowego, ale tzw. wartość wymiany, czyli wartość rynkową sprzętu w dniu kradzieży, którą w dodatku „ustala rzeczoznawca wyznaczony przez ubezpieczyciela”. Widzę tu potężne pole do zaniżania odszkodowań, bo w interesie tegoż rzeczoznawcy może być wmawianie klientowi, że jego sprzęt w momencie kradzieży nie był prawie nic warty. A szkody z definicji nie są wielkie (suma ubezpieczenia do 6000 zł), więc klientowi niełatwo będzie powiedzieć rzeczoznawcy „sprawdzam” i przez pięć lat walczyć z firmą w sądzie. Może jestem przewrażliwiony, ale wszędzie tam, gdzie widzę, że coś zaczyna ustalać „rzeczoznawca powołany przez ubezpieczyciela” zapala mi się żółta lampka w głowie.

No i jeszcze jeden zabawny punkt, który na pewno nie poprawia mojej oceny ubezpieczenia oferowanego przez BNP Paribas wspólnie z Cardif. Otóż polisa – w przypadku zawarcia umowy „za pomocą środków porozumiewania na odległość”, a więc np. przez internet lub telefon – bynajmniej nie zaczyna działać od razu po podpisaniu wniosku i opłaceniu pierwszej składki. Co to to nie. Jeśli uda nam się zmieścić z tymi czynnościami przed 22. dniem miesiąca, to polisa łaskawie zacznie działać od początku następnego miesiąca. Jeśli zaś nie „wbijemy się” w pierwsze trzy tygodnie miesiąca i podpiszemy umowę pod koniec, to nasz sprzęt będzie ubezpieczony dopiero od „pierwszego dnia drugiego miesiąca następującego po miesiącu w którym Ubezpieczony wyraził zgodę na przystąpienie do ubezpieczenia”. Może się więc zdarzyć, że nawet ponad miesiąc po przystąpieniu do ubezpieczenia i tak będziemy… nieubezpieczeni. W XXI wieku, w czasach przelewów ekspresowych i erze google’a robienie takich zastrzeżeń nie wygląda zbyt poważnie.

Zmierzając więc do końca tego „prześwietlenia” muszę napisać, że o ile idea Mobileo bardzo mi się podoba, a cena ubezpieczenia nie dobija, to te wszystkie obostrzenia, zastrzeżenia i wyłączenia czynią polisę mniej użyteczną, niż bym oczekiwał. A wiecie, że oczekiwania to ja mam spore ;-).  Część z Was uważa zresztą, że się czepiam. „Zaskakujące jest określenie niektórych słabych punktów Mobileo w Pana recenzji” – pisze do mnie czytelniczka: „Jako jedyne tego typu ubezpieczenie Mobileo gwarantuje pełną ochronę w przypadku kradzieży kieszonkowej, ma najkrótszy katalog wykluczeń i gwarantuje ochronę wszystkich sprzętów będących w posiadaniu rodziny Wyłączenie „rażącegp niedbalstwa”, czy data rozpoczęcia ochrony to dwa ograniczenia, które są jedynymi z nielicznych narzędzi ochrony przed nieuczciwymi użytkownikami” – napisała mi pani Katarzyna. Ależ ja się nie czepiałem „rażącego niedbalstwa” lecz „niezachowania należytej uwagi”. Pod to ostatnie określenie można podciągnąć naprawdę mnóstwo zachowań konsumenta, który zgłosi się po odszkodowanie. Nie mam oczywiście podstaw, że Cardif będzie wykorzystywał ten zapis jako pretekst, by nie wypłacić pieniędzy, ale widzę w tym sformułowaniu pewne zagrożenie.

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss top-search top-menu