Nierzetelne zarabianie na „Rzetelnej Firmie”, czyli Krajowy Rejestr wciskania kitu

Rejestry dłużników – firmy, które specjalizują się w handlowaniu informacjami o osobach i przedsiębiorstwach, które nie płacą na czas swoich rachunków – próbują pozyskiwać klientów na swoje usługi w najróżniejszy sposób. Niestety, czasem są to sposoby nieetyczne, bazujące na wywoływaniu u potencjalnego klienta strachu, wprowadzaniu go w błąd. O takie właśnie postępowanie oskarżyła pani Alicja Krajowy Rejestr Długów, jedną z trzech baz zbierających dane o złych długach (dwie pozostałe to ERiF i Infomonitor). Nie wiem, czy to był jednorazowy przypadek naciągania przedsiębiorcy na zapłacenie abonamentu, czy też standardowy sposób działania KRD. Mam nadzieję, że w odpowiedzi na to pytanie pomogą mi czytelnicy. „Trochę mi wstyd, że zwracam się w pierwszym kontakcie do Pana od razu z prośbą, zamiast zwyczajnie pochwalić Pana pracę (na usprawiedliwienie mam tylko „lajkowanie” artykułów). Jednak sytuacja, w jakiej przypadkowo się znalazłam zasługuje na napiętnowanie” – pisze w liście do mnie pani Alicja. Jej problem ma korzenie jeszcze zeszłoroczne, bo już kilkanaście miesięcy temu zaczęli do niej wydzwaniać sprzedażowcy z KRD, żeby sprzedać swoje usługi, czyli dostęp do baz danych.

„Zawsze grzecznie odmawiałam tłumacząc, iż mam jednego dłużnika, w stosunku do którego rozpoczęłam już sądową procedurę ściągania należności. Pracownicy KRD byli jednak nieugięci i dzwonili do upadłego, zawsze wykazując troskę o moją kondycję finansową oraz na różne sposoby próbując sprzedać usługę. W marcu tego roku uległam… Ale nie tak po prostu, lecz dlatego, że miła pani na infolinii (dzwoniła dwa razy dziennie przez tydzień) poinformowała mnie, że zmieniły się przepisy i teraz, żeby wziąć udział w przetargu publicznym, trzeba mieć certyfikat programu „Rzetelna Firma”. Pani zaproponowała, że sprawdzi, czy mój dłużnik posiada ich certyfikat, bo ewentualny wpis pozbawiłby go tegoż certyfikatu. Potem oddzwoniła z radosną nowiną, że mój dłużnik jest „Rzetelną Firmą”, a to oznacza, że moja rejestracja w programie umożliwiłaby mi dokonanie wpisu jego długu, a tym samym wyrzuciłaby go z katalogu „Rzetelnych Firm”, co z kolei pozbawiłoby go możliwości startowania w przetargach. Ta argumentacja mnie przekonała i zgodziłam sie na podpisanie umowy online – przyszedł e-mail z formularzami, które wypełniłam, zeskanowałam i odesłałam” – opowiada moja czytelniczka.

Czytaj: Ktoś sprawdzał go w bazie nierzetelnych dłużników. Nielegalnie?

Cóż, to śmierdzi na kilometr. Nie dziwi mnie, że pani Alicja liczyła, iż wpisując swojego dłużnika na listę w KRD może przyspieszyć egzekucję wierzytelności. To, że firma nazywa się Krajowy Rejestr Długów, musi wywoływać wśród wielu osób przekonanie, że jest jakimś państwowym urzędem. Już dawno temu zwracałem uwagę, że są kraje, w których słowa typu „narodowy”, czy „krajowy” są zarezerwowane dla instytucji państwowych lub publicznych. W Polsce tak nie jest i sprzedawcy Krajowego Rejestru Długów – zwykłej, prywatnej firmy, choć działającej na mocy specjalnej ustawy – mogą wciskać kit, że bez jakiegoś certyfikatu, który przyznają, nie da się w Polsce nic osiągnąć. A „Rzetelna Firma” to jeden z dziesiątek programów, w których za kasę można sobie zakontraktować pieczątkę, że się jest pięknym, uczciwym, wspaniałym i krystalicznie czystym. „Cóż… naiwna byłam, że nie sprawdziłam tego w ustawach, ale pani brzmiała nader wiarygodnie. Po podpisaniu przeze mnie umowy entuzjazm KRD znacznie opadł, przydzielono mi doradcę, który nie odbierał telefonów i nie oddzwaniał. Po dwóch tygodniach udało nam się w końcu skomunikować i otrzymałam pierwszy raport. o moim dłużniku„.

Czytaj: Czarne listy to nie żadna walka z dłużnikami, tylko wielki biznes?

Cóż, ja też zarejestrowałem się kiedyś na stronie KRD i próbowałem  skorzystać z jakiejś promocji, czegoś się dowiadując. Chodziło to jak traktor. Nie ma porównania z nowym systemem BIK-u, który jest prosty, przejrzysty i intuicyjny, a nade wszystko autentycznie online’owy. No, ale wróćmy do opowiadania pani Alicji: „Jakież było moje zdziwienie, kiedy się okazało, że mój dłużnik ma już 12 wpisów w KRD od 2009 r.! Jaka to zatem i”Rzetelna Firma”? Jaki jest sens dokonania następnego wpisu, skoro od 2009 r., firma nie płaci rachunków, a mimo to chwali się przyznanym przez KRD certyfikatem?” – oburza się czytelniczka. Wychodzi na to, że „Rzetelna Firma” to program, który ma być przynętą. „Mamy tu firmę, którą możesz skrzywdzić, wyrzucając z programu „Rzetelna Firma”. A to tak ważny program, że majtki spadają. Bez tego certyfikatu nic-a-nic się w życiu nie osiągnie„. Sprytne, ale skrajnie nieetyczne. Pani Alicja poczuła się oszukana. „Poinformowałam mojego opiekuna w KRD, że zostałam okłamana podczas podpisywania umowy. Powiedział, że przyjmuje moją reklamację i przekaże ją dalej, bo tak nie powinno być. Więcej nie zadzwonił…  Napisałam zatem reklamację do szanownej firmy, informując, że rozwiązuję umowę ze skutkiem natychmiastowym, bo zostałam wprowadzona w błąd podczas sprzedaży usługi, co zaważyło istotnie na mojej decyzji o współpracy„.

Pani otrzymała odrobinę grzeczniejszą wersję „spadaj, mogłaś przeczytać regulamin, my tak zarabiamy pieniądze„. Ale nie ustąpiła: „Napisałam ponownie, tym razem mniej grzecznie i z powołaniem na zapisy ustawy, ale ponownie otrzymałam tę samą odpowiedź. Efekt: cztery faktury na niemalże 1000 zł za usługę, której nie chciałam, z której nie korzystam i która została mi nieuczciwie wciśnięta. Wiem, że nie jestem jestem jedynym okłamywanym w ten sposób klientem. KRD nęka przedsiębiorców wmawiając im, że od uczestnictwa w programie „Rzetelna Firma” zależy ich przyszła zdolność kredytowa, bo np. banki szanują się z tą instytucją. I na jeszcze różne inne sposoby kłamią, żeby sprzedać swoje usługi. Będę Panu bardzo wdzięczna za opisanie tego nieuczciwego procederu, żeby inni przedsiębiorcy nie musieli płacić tego typu instytucjom „frycowego”. To sytuacja kuriozalna, żeby firma propagująca rzetelność kierowała się podczas sprzedaży nieuczciwymi praktykami, jak celowe wprowadzanie klienta w błąd” – kończy moja czytelniczka. Cóż, trzeba powiedzieć, że albo nie miała szczęścia i trafiła na sprzedawcę-naciągacza (ale taki naciągacz niestety nigdy nie działa samodzielnie, przeważnie jego krwiożerczość wynika z programu motywacyjnego, promującego oszukiwanie klientów), albo czasy są kryzysowe i być może popyt na rzetelność trzeba dziś kreować nierzetelnymi metodami? W każdym razie jak zadzwonią do Was z Krajowego Rejestru Długów, to nie łykajcie jak młode pelikany wszystkiego, co Wam powiedzą 😉

 

KRD PISZE DO SAMCIKA „TO TEKST NA ZAMÓWIENIE”. Po publikacji tego wpisu otrzymałem wyjaśnienie od Katarzyny Maciaszczyk Sobolewskiej z biura prasowego KRD. Nie wiem jak im się udało zidentyfikować moją czytelniczkę na podstawie samego imienia, ale… Z przykrością przyznaję, że procedury obsługi klienta w naszej firmie nie zostały w pełni zachowane. Podpisanie umowy oraz proces rozpatrywania reklamacji nie były przeprowadzone z należytą starannością. Klientka została wprowadzona w błąd, nad czym ubolewam. To był odosobniony przypadek niepożądanego zachowania handlowca, w stosunku do którego zostały już wyciągnięte konsekwencje. Obecnie ta osoba nie pracuje już w Krajowym Rejestrze Długów. Współpraca Pani Alicji z KRD również się zakończyła, a faktury zostały skorygowane” – napisała pani Katarzyna. Wydaje mi się, że na tym jej list powinien się zakończyć. Błędy zdarzają się nawet najlepszym firmom i dobrze, że KRD się potrafi do błędu przyznać. Jednak list pani Katarzyny się na tej konstatacji nie kończy. Przedstawicielka KRD doszła bowiem do wniosku, że Wasz subiektywny bloger napisał ten tekst na… zamówienie konkurencyjnej organizacji. Nie wiem jak to współgra z faktem, że pani Alicja jak najbardziej istnieje i nawet rzeczywiście została źle obsłużona. Może to agentka konkurencji? 

Rozumiem istotę dziennikarstwa i społeczną rolę mediów, które zobligowane są do tego, by informować społeczeństwo o nieprawidłowościach, w tym wypadku o nienależytym potraktowaniu klienta. W pełni zgadzam się ze słusznością takiej misji. Mam jednak wątpliwość, czy forma pisarstwa, którą posługuje się Pan w tym artykule, nosi znamiona obiektywnego dziennikarstwa. W moim odczuciu, i nie tylko moim, bo artykuł przeczytało już wiele osób w naszej firmie, jest to materiał, stworzony na zamówienie Biura Informacji Kredytowej. Świadczy o tym zdanie „nie ma porównania z nowym systemem BIK-u, który jest prosty, przejrzysty i intuicyjny, a nade wszystko autentycznie online’owy”. Fragment ten budzi naszą wątpliwość co do bezstronności artykułu. (…). Nieprawdą jest to, co Pan pisze, cytując słowa rozżalonej klientki, że dłużnik może być „Rzetelną Firmą”. Otóż, firma notowana w Krajowym Rejestrze Długów nie ma szans na posługiwanie się Certyfikatem Rzetelności. Certyfikat ten jest przyznawany po dokładnej weryfikacji firm m.in. w KRD. Przedsiębiorcy, którzy decydują się na przystąpienie do programu, są zobligowani do przestrzegania kodeksu etycznego. W programie Rzetelna Firma uczestniczy już ok. 45.000 firm, które dzięki temu mogą pochwalić się swoją rzetelnością i etycznymi zachowaniami w biznesie, wyróżniają się na rynku, pozyskują nowych kontrahentów i otrzymują dostęp do korzystniejszych ofert, np. z branży finansowej lub telekomunikacyjnej” – pisze pani Katarzyna.

Zarzuty są ciężkie, więc muszę odpowiedzieć. Otóż: a) mówimy o blogu, a więc formie dziennikarstwa zbliżonej do felietonu, którego podstawowym atrybutem nie musi być obiektywizm, lecz przeciwnie: subiektywne, autorskie spojrzenie na problem. Czynienie mi więc zarzutu, że blog „Subiektywnie o finansach” nie jest obiektywny, musi być jakimś nieporozumieniem; b) nie bardzo rozumiem jak można wiązać fakt, iż pochwaliłem w blogu usługę konkurencyjnej firmy z domniemaniem, że napisałem tekst krytyczny o KRD i na podstawie tej koincydencji podejrzewać mnie o pisanie tekstów „na zamówienie”. Czytelniczka rzeczywiście została źle obsłużona przez KRD, a ja korzystałem ostatnio z systemów informacyjnych obu firm: KRD i BIK. I mam porównanie jak działają. Co więcej jakiś czas temu przez dwa miesiące próbowałem wyciągnąć z KRD pewną informację i mi się to nie udało; c) to radosna wiadomość, iż wiele przedsiębiorstw uczestniczy w programie „Rzetelna Firma”. Cieszę się też, że nie można jednocześnie „cieszyć” się wpisem do KRD i certyfikatem „Rzetelna Firma”. Ale jednocześnie pani Katarzyna nie zaprzecza w swoim liście do mnie faktowi, że ta, która była lub jest wierzycielem pani Alicji, posiada certyfikat mimo wielu wpisów; d) jest poza dyskusją, że sprzedażowiec KRD posługiwał się nieprawdziwymi informacjami dotyczącymi „Rzetelnej Firmy” do zarabiania dla KRD pieniędzy z abonamentów za dostęp do baz danych. Moim zdaniem w KRD powinien był absolutny zakaz tego typu praktyk.

(…) Przykro mi, że sprawa z umową Pani Alicji wyglądała tak, a nie inaczej. Przyzna Pan jednak, że firma, która działa już 10 lat na rynku i ma prawie 100.000 zadowolonych klientów biznesowych, ma prawo popełnić błąd. Nawet koń, który ma cztery nogi – czasem się potknie. Nie zmienia to faktu, że wiele firm i instytucji zabiega o Certyfikat Rzetelności, który jest świadectwem wiarygodności i uczciwości finansowej, a Krajowy Rejestr Długów jest skutecznym narzędziem windykacyjnym i prewencyjnym w obszarze zarządzania należnościami dla firm i osób fizycznych. Wielka szkoda, że na podstawie tej negatywnej opinii przestrzega Pan całą rzeszę czytelników przed korzystaniem z programu „Rzetelna Firma”, który na co dzień pozwala tysiącom firm bezpiecznie funkcjonować w tych trudnych czasach” – kończy pani Katarzyna. Zapewniam, że doceniam prewencyjną funkcję KRD, natomiast zawsze i wszędzie będę tępił fatalne praktyki sprzedażowe. Pracownika, który postępował nieetycznie, ktoś przyjął do pracy, ktoś też przygotował w firmie program motywacyjny promujący – jak sądzę – tego typu zachowania. A niestety, po publikacji wpisu o KRD, dostałem kilka listów, których autorzy twierdzili, iż w KRD panuje agresywna polityka sprzedażowa, w której najlepiej odnajdują się ci, którzy ściemniają. .

ZŁA PASSA KRD TRWA. Kilka dni po publikacji tego wpisu otrzymałem informację o tym, iż patronat nad programem „Rzetelna Firma” wycofało Ministerstwo Gospodarki. Na stronie ttg.com znalazłem fragment pisma urzędników w tej sprawie. „Ministerstwo Gospodarki informuje, że decyzją z dnia 16.07.2013 Ministerstwo Gospodarki wycofało udzielony patronat honorowy Programowi „Rzetelna Firma” oraz IV edycji Złotych Certyfikatów Rzetelności, wzywając jednocześnie do usunięcia wszelkich informacji o patronacie honorowym z publikowanych materiałów. Spowodowane to było licznymi zgłaszanymi Ministerstwu Gospodarki zastrzeżeniami, dotyczącymi funkcjonowania Programu „Rzetelna Firma „, jak również przedstawieniem przez wnioskodawcę nieprawidłowych informacji, dotyczących zamiaru nie osiągania zysku finansowego z prowadzonego przedsięwzięcia„. Informację o wycofaniu patronatu potwierdziło biuro prasowe KRD:  „W nawiązaniu do informacji dotyczących patronatu Ministerstwa Gospodarki nad programem Rzetelna Firma pragnę poinformować, że  zwróciliśmy się już do resortu o przekazanie nam pełnych informacji na temat uwag dotyczących funkcjonowania programu. Dopiero po zapoznaniu się ze szczegółami, będziemy mogli się do nich odnieść.  Odpowiedź mamy otrzymać jeszcze w tym tygodniu„.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss