Niedobrze. Ta niebezpieczna procedura podobno jest już trupem, ale… ostatnio zmartwychwstała

Już kilkakrotnie donosiłem w blogu, że Bankowy Tytuł Egzekucyjny jest już trupem. Okazuje się, że jednak, że jego śmierć budzi wśród niektórych sędziów wątpliwości. Nawet tu i teraz, kiedy w życie weszła ustawa, która zabrania bankom zabezpieczać sobie w tym trybie możliwości egzekucji przeterrminowanych kredytów. Przypomnę pokrótce tym, którzy ostatnie miesiące spędzili na Marsie, że BTE było takim „kijem-samobijem”, który bank mógł wyciągnąć poza plecami klienta, a którego zatwierdzaniem do użycia zajmował się przeważnie referendarz sądowy (czyli funkcjonariusz sądowy niskiego szczebla), nie wnikając w istotę sprawy. Sprawdzał więc ów referendarz, czy zgadza się nazwisko i PESEL, a potem dawał zielone światło windykatorowi i komornikowi, żeby w imieniu banku zajął to, co jest do zajęcia. Trybunał Konstytucyjny, jeszcze zanim wykitował ku uciesze nowej władzy (a właściwie został przez nią zakatrupiony), zakwestionował ten obyczaj.

Ale Trybunał popełnił nietakt, orzekając ponad roczny tzw. okres przejściowy, w którym było już wiadomo, że BTE to kant i machlojka, ale banki mogły go jeszcze stosować. No i w tym „okienku czasowym” referendarze przybijali bankom pieczątki na klauzuli wykonalności BTE, zaś klienci – z pomocą prawników – się od tego odwoływali. W ostatnich tygodniach zaś te odwołania są rozpatrywane przez sądy. Co z nich wynika? Zaprzyjaźniony prawnik, który zajmuje się dochodzeniem praw klientów banków na drodze sądowej, pokazał mi kilka orzeczeń sądowych, które – choć dotyczą bardzo podobnych spraw, czyli zakwestionowania przez klientów zgodności z prawem pieczątek przybitych przez referendarzy – są ze sobą elementarnie sprzeczne. Sytuacja jest o tyle dziwna, że jeszcze kilka, kilkanaście miesięcy temu wydawało się, że ostatecznie zwycięża interpretacja korzystna dla konsumentów. A tymczasem okazuje się, że… niekoniecznie. Zaś kontratak bankowych prawników przyniósł im niejakie sukcesy. 

Pierwsza sprawa, w której orzeczenie sądu jest najbardziej optymistyczne dla konsumentów, dotyczy klauzuli wykonalności, przybitej w lipcu 2015 r. przez referendarza sądowego na wniosek banku PKO BP. Chciał on ściągnąć z klienta niebagatelną kwotę 58.000 franków wraz z odsetkami, czyli – po przeliczeniu na naszą walutę – 240.000 zł. Klient banku, a właściwie jego prawnik, podnieśli dwa argumenty. Po pierwsze, że podpisana przez klienta klauzula o poddaniu się BTE jest nieprecyzyjna, bo nie zawiera kwoty zadłużenia, do której klient poddaje się egzekucji, a jedynie kwotę, do której dług może być egzekwowany. Po drugie zaś pełnomocnik klienta powołał się na wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Co na to sąd? Otóż sąd na to jak na lato.

„Słusznie wskazywali skarżący na wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 14 kwietnia 2015 r. We wskazanym orzeczeniu Trybunał stwierdził utratę mocy obowiązującej przepisów (…) prawa bankowego z dniem 1 sierpnia 2016 r., jednak zgodnie z przeważającym poglądem, sąd orzekając powinien pomijać niekonstytucyjne przepisy nawet jeśli utrata mocy obowiązującej została odroczona. Jak bowiem stwierdził Sąd Najwyższy, odroczenie (…) wejścia w życie orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego nie oznacza, że przepis uznany za niezgodny z konstytucją musi być stosowany do daty wskazanej przez Trybunał. Nie jest przecież tak, że to tego dnia jest on zgodny z konstytucją

– orzekł sąd. I zgodził się z tym, że oświadczenie o poddaniu się egzekucji bez wpisanej kwoty zadłużenia, do jakiej ono obowiązuje (czyli z wpisaną jedynie „luźną” kwotą maksymalną) jest wart tyle, co zeszłoroczny śnieg. Sprawdźcie co macie w swoich oświadczeniach o poddaniu się egzekucji, bo bardzo często są one sformułowane podobnie nieprecyzyjnie, jak w przypadku opisywanego tu klienta. A więc – dobra nasza. Ale to niestety nie jest koniec tego wpisu. Druga sprawa, w której rękawice skrzyżowali przed sądem klient i bankowi prawnicy, a stawką była prawomocność BTE, dotyczy klienta Raiffeisen Banku. 21 lipca 2015 r. bank wystawił BTE, bo klient nie spłacał rat na czas, a już 30 lipca „zaklepał” je referendarz sądowy. Kwota, do której klient poddał się egzekucji, jest niemała, 800.000 zł. Klient stanął okoniem i złożył odwołanie do sądu, podnosząc oczywiście argument, że referendarz dał ciała, „przyklepując” BTE wystawione już po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego, z którego wynikało, że instytucja BTE jest do chrzanu.. A sąd kilka tygodni temu doszedł do wniosku, że;

„Określenie późniejszej daty utraty mocy obowiązującej aktu normatywnego nie może być tłumaczone inaczej, niż jego pozostawienie przez oznaczony czas w porządku prawnym (…) Oznacza to, że ustawa – w tym okresie – wiąże sądy„.

Na tej podstawie klient został odesłany z kwitkiem, a bank ochoczo mógł przystąpić do egzekucji. Również kilka tygodni temu sąd wypowiedział się w sprawie klienta Getin Banku, który ma na grzbiecie ponad 1,4 mln zł zadłużenia (a przynajmniej do takiej kwoty chciałby go windykować bank). Klient, rzecz jasna, nie uważa, że powinien aż tyle płacić, wiec zakwestionował BTE, powołując się zarówno na nieprecyzyjną formułkę, na podstawie poddał się egzekucji, jak i na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego. No i niespodziewanie dostał od sądu ciężkie bęcki. Sąd stwierdził bowiem, że oświadczenie o poddaniu się egzekucji zawiera co prawda tylko maksymalną kwotę, do której bank może wystąpić z roszczeniem w ramach BTE (a nie kwotę zadłużenia), ale nie budzi wątpliwości, że wskazana kwota jest również kwotą zadłużenia. U kogo nie budzi, u tego nie budzi… Po drugie, zdaniem sądu, skoro wyrok Trybunału Konstytucyjnego przewiduje „odroczkę” w ich nieważnieniu, to tak, jakby kwestionowane przepisy były nadal ważne.

„Po pierwsze, czynności dokonane na mocy zakwestionowanych przepisów nie mogą być z tej przyczyny skutecznie wzruszone. Po drugie, dokonanie czynności prawnych na podstawie przepisów uznanych za niekonstytucyjne powoduje konieczność ochrony zaufania tych, którzy tych czynności dokonali

– powiedział sąd. Jak to jest, że nie zauważył konieczności ochrony zaufania tych, którzy są traktowani przepisami uznanymi za niezgodne z najważniejszą z ustaw, czyli z konstytucją? No, co by nie mówić o zmieniającej się na korzyść konsumentów atmosferze w okolicach Temidy, to jeśli chodzi o BTE, tej wrażliwości społecznej jest mało. Dobra wiadomość jest tylko taka, że dziś już mamy ustawę, która nie pozwala wystawiać nowych BTE. Ale jeśli ktoś z Was nie spłacał na czas kredytu, to być może sąd będzie się zajmował BTE wystawionym przez bank już po kwietniu 2015 r., a przed wejściem w życie nowej ustawy. No i, najoględniej pisząc, nie będzie łatwo to wygrać. Ale czy nie ma dla klientów nadziei? Mec. Mariusz Korpalski, który przygląda się sprawom związanym z BTE, twierdzi, ze tak naprawdę problem rozbija się o dwa artykuły Konstytucji RP, które delikatnie wchodzą sobie w drogę.

„Art. 190.3: Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego wchodzi w życie z dniem ogłoszenia, jednak Trybunał Konstytucyjny może określić inny termin utraty mocy obowiązującej aktu normatywnego (…). Art. 190.4: Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego o niezgodności z Konstytucją (…) na podstawie którego zostało wydane prawomocne orzeczenie sądowe (…) stanowi podstawę do wznowienia postępowania, uchylenia decyzji lub innego rozstrzygnięcia na zasadach i w trybie określonych w przepisach właściwych dla danego postępowania”

Zdaniem mec. Korpalskiego z wyroku Trybunału dotyczącego BTE, jeżeli przeczytać go do końca, nie wynika czy pierwszeństwo ma art. 190.3 czy 190.4 Konstytucji. Pierwszy dotyczy odroczonej skuteczności wyroku Trybunału, drugi – możliwości wznowienia po wejściu w życie wyroku postępowań, które zapadły na mocy „lewych” przepisów. A to drugie mogłoby otwierać klientom „uszczęsliwionym” już egzekucją na podstawie BTE furtkę w postaci żądania „odkręcenia” tej egzekucji lub jej unieważnienia. Oj, mam przeczucie, że za jakiś czas zobaczymy takie sprawy w sądach, być może w tych samych, które teraz tak ochoczo przyznają bankom rację w sprawie BTE

„Trybunał powiedział, że sąd w każdej sprawie, zastanawiając się czy BTE jest konstytucyjne czy nie, musi rozważyć, czy jest sens uznawać przepis za tymczasowo zgodny z Konstytucją, żeby po chwili przyjmować jego niezgodność i wznawiać postępowanie klauzulowe na tej podstawie. Jak widać sądy się zastanawiają i … dochodzą do różnych wniosków”

– komentuje mec.Korpalski. To nie są żarty, bo od tego w jaki sposób zinterpretujemy przepis zależy to, czy ktoś do końca życia będzie spłacał długi, czy też może niekoniecznie. W sprawach dotyczących ludzkich losów, ludzkiego życia z pętlą na szyi wolałbym, żeby nie było takiej rosyjskiej ruletki. Dziś jest tak, że w zależności od tego jak jakiego Cezara-sędziego się trafi, to albo się jest rozszarpywanym przez lwy od razu, albo dostaje się „odroczkę”. 

kieszonkoweMOJA NOWA KSIĄŻKA DLA DZIECI I RODZICÓW. O tym dlaczego dziecko powinno dostawać kieszonkowe, jak dawać kieszonkowe, żeby maksymalnie wykorzystać jego wychowawczą rolę, jak bawić się w „domowy bank”, za co dziecku płacić, a za co w żadnym wypadku, jak stymulować w dziecku dobre nawyki, a jak zwalczać wyuzdaną konsumpcję – piszę w swojej najnowszej książce „Moje pierwsze kieszonkowe”. Jest w niej również o nowych formach pieniądzach (bitcoinach i innych dziwactwach), o tym jak bezpiecznie zarządzać pieniędzmi w formie bezgotówkowej, jakie zasady bezpieczeństwa stosować mając konto internetowe, kartę płatniczą i bank w smartfonie. Książkę kupicie w dobrych księgarniach, w internecie (np. na stronie kulturalnysklep.pl), a jeśli wolicie czytać na tablecie, to jest też wersja elektroniczna, dostępna np. w Publio.pl. Zapraszam Was też do zakupu pozostałych moich książek spośród tych, które są jeszcze w sprzedaży – „100 potwornych opowieści o pieniądzach” oraz „Jak inwestować i pomnażać oszczędności”

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij